„Robiłem wszystko, by być dobrym dziadkiem. Tak się starałem, że zapomniałem o tym, co najważniejsze”
„Nie miałem na to odpowiedzi. Patrzyłem tylko, jak otwiera szafkę, wyciąga kubek, a potem… chowa twarz w dłoniach. Stałem jak głupi. Próbowałem być dziadkiem dla wszystkich. A właśnie zobaczyłem, że przestałem być ojcem dla niej”.

Jestem wdowcem, ojcem dwójki dorosłych dzieci i, co najważniejsze, dziadkiem. A przynajmniej tak o sobie myślałem. Bo dziadek to ktoś, kto trzyma za rękę, kiedy boi się potwora pod łóżkiem. Kto tłumaczy, dlaczego śnieg skrzypi, i piecze naleśniki w kształcie dinozaura. A ja… trochę się w tym wszystkim pogubiłem. Po śmierci żony długo nie potrafiłem znaleźć sobie miejsca. W domu było cicho, pusto, nieznośnie spokojnie. Dni zlewały się w jedną, bezbarwną masę. Aż pojawiła się Elena — ciepła, pogodna kobieta, wdowa.
Nie wiem, kiedy się zbliżyliśmy. Najpierw były rozmowy, potem wspólne obiady, wypady do kina. Z jej rodziną szybko się zżyłem — dzieci Eleny przyjęły mnie z otwartymi ramionami, a jej wnuki zaczęły wołać na mnie „dziadku” już po kilku tygodniach. Poczułem się znowu potrzebny. Znów mogłem być kimś ważnym. Tyle że gdzieś po drodze zacząłem rzadziej odwiedzać własną córkę, Anię. Mój wnuk, Michał, rzadziej się do mnie przytulał. Coś zaczęło się kruszyć, a ja zbyt długo tego nie dostrzegałem. Bo kiedy próbujesz być dziadkiem dla wszystkich… czasem przestajesz być nim tam, gdzie powinieneś najbardziej.
Patrzyłem, jak wychodzą
— No, dziadku, pokaż, co tam dostałeś! — zawołała Ania, stawiając na stole talerz z sernikiem.
Michał i Zosia już biegali wokół, krzycząc, który rysunek ich jest ładniejszy.
— Oczywiście! — uśmiechnąłem się, wyciągając z teczki oprawione w ramkę rysunki. — Michał narysował mnie jako superbohatera, a Zosia… Zosia zrobiła laurkę z brokatem. Śliczna!
— I ja, i ja! — krzyczała Zosia, wspinając się na moje kolana. — Z brokatem sama!
Przytuliłem ją i już miałem zacząć opowiadać, jak mnie wzruszyła, ale… coś mnie podkusiło.
— A wiecie, wczoraj byłem też u Basi — powiedziałem z entuzjazmem. — I ona dała mi taki piękny rysunek, napisała: Kocham cię, dziadku Zbyszku. No... wzruszyłem się, naprawdę.
Zosia spojrzała na mnie z zaciekawieniem, a Michał przechylił głowę. Ania zamarła. Stała z filiżanką w ręce, wlepiając we mnie wzrok.
— Od kiedy to twoje wnuki? — zapytała sucho.
— No... nie moje z krwi, ale dzieci Eleny... — zacząłem tłumaczyć. — Bardzo się do mnie przywiązały. Ja do nich też.
— To może idź świętować z nimi — rzuciła zimno. — Skoro moje dzieci to tylko dodatek.
— Aniu... — szepnąłem. — Przecież...
— Nic, tato. Nic nie mów — przerwała. — Dzieci, chodźcie, zjemy deser w kuchni.
Patrzyłem, jak wychodzą. Zosia trzymała ją za rękę, Michał spojrzał jeszcze raz przez ramię. Zostałem sam z talerzem pełnym sernika, który nagle stracił cały smak.
Wtedy się odwróciła
Zjadłem jeszcze kawałek sernika, ale w gardle miałem kluchę. Ania nie wracała z kuchni, dzieci też siedziały cicho. Chciałem po prostu przeprosić. Nie wiedziałem, za co dokładnie, ale przeczuwałem, że muszę. Wszedłem powoli do kuchni. Michał i Zosia rysowali coś na podłodze, Ania stała przy zlewie, myjąc filiżankę, jakby od tego zależał jej spokój.
— Aniu, możemy porozmawiać? — spytałem cicho.
— Jasne — odparła chłodno. — Michał, Zosiu, idźcie na chwilkę do swojego pokoju.
Poczekała, aż drzwi się zamkną. Wtedy się odwróciła. W oczach miała łzy, ale jej głos brzmiał twardo:
— Wiesz, że Michaś płakał ostatnio? — zaczęła. — Bo mówiłeś, że nie masz czasu, żeby z nim złożyć model samolotu. Czekał cały weekend. A ty nawet nie zadzwoniłeś.
— Przecież byłem wtedy u Eleny… — zacząłem. — Miała operację, dzieci były zestresowane. Chciałem im pomóc, Aniu.
— A mnie nie pomagasz? — syknęła. — Czy moje dzieci są mniej ważne? Bo tak to wygląda.
Zacisnąłem dłonie w pięści.
— Nie… Nie są mniej ważne. Po prostu… próbuję się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Elena, jej rodzina, dają mi coś, czego brakowało mi po śmierci mamy.
— A my co jesteśmy, duchy? — Głos jej zadrżał. — Przecież jesteśmy. Cały czas byliśmy. Tylko może już nie tacy uroczy i grzeczni, jak cudze wnuki?
Nie miałem na to odpowiedzi. Patrzyłem tylko, jak otwiera szafkę, wyciąga kubek, a potem… chowa twarz w dłoniach. Stałem jak głupi. Próbowałem być dziadkiem dla wszystkich. A właśnie zobaczyłem, że przestałem być ojcem dla niej.
Wbiłem wzrok w dywan
Wróciłem późnym wieczorem. Elena czekała na mnie z herbatą, siedziała w fotelu, owinięta szalem, z książką na kolanach. Uśmiechnęła się lekko, ale od razu zauważyła, że coś jest nie tak.
— Jak było? — zapytała.
— Fatalnie — mruknąłem, siadając ciężko. — Chyba właśnie pokłóciłem się z córką. Tak na poważnie.
— Ojej… — Odłożyła książkę. — Co się stało?
Wziąłem łyk herbaty, choć była już letnia. Z trudem zebrałem myśli.
— Opowiedziałem o rysunku Basi. Wydawało mi się to takie naturalne… A Ania to odebrała, jakbym porzucił swoje wnuki. Powiedziała, że już nie jestem ich dziadkiem. Michaś płakał, bo nie miałem dla niego czasu. Bo byłem z tobą, z twoją rodziną...
Elena milczała, patrząc na mnie ze współczuciem.
— Może... może za bardzo się wciągnąłem. Za bardzo chciałem być potrzebny. A nie zauważyłem, że tam, gdzie jestem naprawdę potrzebny, przestałem być obecny. — Poczułem, że głos mi drży. Odwróciłem wzrok. — Pierwszy raz od śmierci Hani poczułem, że jestem dla kogoś ważny. Twoje wnuki wołały „dziadku”, bez oporów. To było takie łatwe. A z moimi… tam wszystko jest trudne.
Zamilkłem, wbiłem wzrok w dywan. Nagle poczułem, jak oczy mi wilgotnieją.
— Wiesz… nigdy nie sądziłem, że można płakać, bo się jest potrzebnym nie tam, gdzie trzeba.
Elena położyła dłoń na mojej. Trwaliśmy tak chwilę w ciszy, która mówiła więcej niż słowa.
Milczenie nam ciążyło
Następnego dnia pojechałem do Ani bez zapowiedzi. W jednej ręce trzymałem bukiet tulipanów — wiedziałem, że je lubiła. W drugiej miałem pudełko z modelami samolotów. Takie, jakie obiecałem skleić z Michałem. Drzwi otworzyła Zosia. Na mój widok tylko skinęła głową i zawołała:
— Mamo, dziadek przyszedł.
Ania pojawiła się po chwili. Ubrana w dres, z potarganymi włosami. Zmęczona. Spojrzała na mnie i przez sekundę myślałem, że trzaśnie drzwiami. Zamiast tego tylko westchnęła.
— Wchodź.
Usiedliśmy w kuchni. Położyłem kwiaty na stole, a pudełko z modelami przesunąłem w jej stronę.
— To dla Michała — powiedziałem. — Jeśli jeszcze chce.
Nie odpowiedziała od razu. Zaparzyła herbatę, postawiła dwa kubki. Milczenie nam ciążyło.
— Aniu… wiem, że nie wszystko zrobiłem dobrze. Może za bardzo chciałem być potrzebny… tam, gdzie wszystko było świeże i proste.
— A u nas było trudne, więc się wycofałeś — odparła bez emocji.
— Nie chciałem. Po prostu… przestałem się starać. A może myślałem, że już nie muszę. Że skoro jesteście dorośli…
— A Michał? A Zosia? Oni nie są dorośli, tato. A czują się tak, jakbyś ich zostawił. — Spojrzała na mnie. W oczach miała łzy, ale już nie złość. — Ja nie mam ci za złe Eleny. Mam ci za złe to, że przestałeś być naszym dziadkiem. Przynajmniej tak się czujemy.
— Nie przestałem być. Ale chyba przestałem to pokazywać — szepnąłem.
Nie odpowiedziała. Przesunęła pudełko z modelami bliżej siebie. Płakała. Ja też.
W jej oczach pojawił się cień
Elena zaparzyła mi herbatę z melisą, choć sam o nią nie prosiłem. Widziała po mojej twarzy, że coś się zmieniło.
— Byłeś u Ani? — zapytała łagodnie.
— Tak. — Skinąłem głową. — Rozmawialiśmy. Płakała. Ja chyba też.
Elena czekała. Znała mnie już na tyle, że wiedziała, że sam powiem więcej, jeśli mnie nie popędzi.
— Powiedziała mi, że nie ma mi za złe ciebie. Ma mi za złe, że już nie jestem dziadkiem. Przynajmniej nie dla nich. — Westchnąłem ciężko, czując, jak znów zaciska mi się gardło. — Prawda jest taka, że za bardzo zasiedziałem się w twoim świecie. W twojej rodzinie. I nie zauważyłem, że oddalam się od własnej. Nie chcę, żeby to brzmiało jak zarzut. To moja wina.
— Rozumiem — powiedziała spokojnie. — Czy to znaczy, że wybierasz ich?
Spojrzałem jej w oczy.
— Nie wybieram. To nie jest wybór między tobą a nimi. Ale jestem ojcem. I dziadkiem. Muszę znów być tam, zanim będzie za późno. Dla nich. I dla siebie.
Elena skinęła głową, ale w jej oczach pojawił się cień.
— Wiesz, że dzieci będą zawiedzione. Basia pytała, kiedy znów zabierzesz ją na rower.
— Wiem. I to mnie boli — odpowiedziałem szczerze. — Bo jakkolwiek nie zrobię, ktoś poczuje się odtrącony.
Elena podeszła do mnie, ujęła moją dłoń.
— Chcesz się wycofać?
— Tylko na chwilę. Muszę to naprawić. Choćby trochę.
W ciszy, która zapadła, oboje wiedzieliśmy, że coś się zmienia.
Zamknąłem album
Siedziałem sam w pokoju. W starym fotelu, tym samym, w którym kiedyś czytałem Ani bajki. Na kolanach trzymałem album. Zdjęcia. Hania z uśmiechem, trzymająca nowo narodzonego Michała. Ja, młodszy o dwadzieścia lat, z niezdarnym wąsem, trzymający Zosię jak porcelanową figurkę. Potem zdjęcia świąteczne, urodzinowe, zwyczajne. Wszystko to, co tworzy rodzinę.
Zamknąłem album. Czas, którego nie poświęcisz bliskim, nie wraca. Nie da się go odzyskać przez kilka prezentów, odwiedzin czy wspomnień. To czas jest najcenniejszym dowodem miłości. I niestety, zaniedbałem to. Zająłem się dawaniem z siebie tam, gdzie było to proste, wdzięczne, lekkie. A tam, gdzie było trudno odpuściłem. Nie wiem, czy wszystko się ułoży. Czy Ania mi w pełni wybaczy. Czy Michał znów będzie chciał ze mną siedzieć godzinami przy stole i kleić modele. Ale wiem jedno — jestem im to winien. Nie obietnice, nie kwiaty, nie puste słowa. Tylko obecność.
Zbigniew, 60 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Syn nie miał pary na studniówkę, więc wzięłam sprawy w swoje ręce. Nie pozwolę, żeby koledzy mieli go za nieudacznika”
- „Pojechałem z wnukami na ferie w góry. Liczyłem, że to nas do siebie zbliży, ale oni nie wyściubili nosa z telefonu”
- „W moim związku od dawna wiało nudą. Mąż był zimny jak lód, więc szukałam ciepła w ramionach innego”

