„Robiłam wszystko, by córka miała ferie marzeń. Nie rozumiałam, że nie brakuje jej atrakcji, a bliskości”
„Zostałam w kuchni sama, z dymiącą patelnią i uczuciem, jakby ktoś właśnie walnął mnie w twarz. Nie potrafiłam zrozumieć. Chciałam dobrze. Pracowałam na ten wyjazd miesiącami, kombinowałam, przesuwałam rachunki, żeby wszystko się spięło. A ona wraca i mówi: Było nudno. Usiadłam ciężko przy stole, patrząc na stygnące naleśniki. Co zrobiłam źle?”.

Nigdy nie miałam luksusów. Wychowałam się w bloku z wielkiej płyty, gdzie w zimie grzało, jak chcieli, a w lecie i tak wszyscy mieli otwarte drzwi, bo i tak było słychać wszystko przez ściany. Moja mama całe życie na kasie, ojciec zniknął zanim zdążyłam zapamiętać jego twarz. Przysięgłam sobie wtedy, że moje dziecko będzie miało lepiej. Że nie będzie się wstydziło mieszkania, ubrań, wakacji. Że nie będzie zazdrościło innym dzieciom.
Teraz siedzę przy laptopie i oglądam zdjęcia resortu w górach. Wysokie okna, kryształowe żyrandole, basen z widokiem na szczyty. Zaciągnęłam chwilówkę, żeby tam pojechała. Tylko dwa tygodnie, a może zapamięta to do końca życia — tak sobie to tłumaczyłam. Bo przecież chcę dla niej wszystkiego, co najlepsze.
Ale w głębi duszy... sama nie wiem. Może naprawdę bardziej zależało mi na tym, żeby poczuć, że jestem dobrą matką? Że robię wszystko jak trzeba? Coraz rzadziej się przytulamy, coraz więcej mamy dla siebie tylko westchnień i milczenia. Czasem czuję, że nie jestem już częścią jej świata. Może dlatego tak bardzo chciałam, by te ferie były wyjątkowe. Musiały być. Miały nas do siebie zbliżyć. Tak myślałam.
Zamarłam z łyżką w dłoni
— No i jak było? — spytałam, gdy tylko zamknęły się za nią drzwi. Stałam już z gotowym obiadem, jej ulubionymi naleśnikami z Nutellą i bananem. Uśmiechałam się szeroko, jak idiotka, bo przecież miało być cudownie.
— Było nudno — rzuciła Oliwia, nie zdejmując nawet kurtki. — Gdzie mój telefon?
Zamarłam z łyżką w dłoni.
— Jak to „nudno”? Oliwia, przecież był basen, SPA, snowtubing, warsztaty kulinarne… — wyliczałam gorączkowo, próbując odnaleźć w jej twarzy choćby cień ekscytacji. — Zobacz, mam twoje ulubione naleśniki!
— Nie jestem głodna — mruknęła, odwracając się plecami. — I serio, nie znosiłam nikogo z tej grupy. Atmosfera jak na koloniach dla dzieci z podstawówki.
— Ale przecież mówiłaś, że chcesz jechać z rówieśnikami! — parsknęłam, czując jak frustracja ściska mi gardło.
— To ty chciałaś, nie ja — odpowiedziała chłodno i zniknęła w swoim pokoju. Usłyszałam trzask zamykanych drzwi.
Zostałam w kuchni sama, z dymiącą patelnią i uczuciem, jakby ktoś właśnie walnął mnie w twarz. Nie potrafiłam zrozumieć. Chciałam dobrze. Pracowałam na ten wyjazd miesiącami, kombinowałam, przesuwałam rachunki, żeby wszystko się spięło. A ona wraca i mówi: „Było nudno”. Usiadłam ciężko przy stole, patrząc na stygnące naleśniki. Co zrobiłam źle? Czy naprawdę nie umiem być matką?
Dusiłam się własną złością
— Nie poznaję jej, Jola. Przysięgam ci, że nie poznaję własnego dziecka — wyrzuciłam z siebie, siadając przy kuchennym stole u siostry.
Jola podała mi herbatę i tylko pokiwała głową. Jakby wszystko wiedziała już wcześniej.
— Mówi, że było nudno. Nieważne, że miała pięciogwiazdkowy hotel, że wykupiłam jej dodatkowe atrakcje. Nic. Kompletnie nic jej nie ruszyło. Tylko telefon, TikTok, chłopak z Instagrama, który nawet nie wie, że istnieje...
— Może nie chodzi o to, co jej dajesz, tylko czego nie dajesz — rzuciła Jola cicho.
— Czyli co? Mam jej jeszcze księcia z bajki załatwić?! — Uniosłam głos, bardziej na siebie niż na nią. — Poświęcam się, robię wszystko sama. A ona patrzy na mnie jak na wrzód na tyłku!
Jola wzruszyła ramionami i spojrzała na mnie spokojnie:
— Może chce, żebyś czasem po prostu... była. Bez planowania, bez udowadniania. Bez luksusów. Po prostu ty.
— Łatwo ci mówić — prychnęłam. — Ty masz dzieci przy sobie. Masz męża. Kto ci powie, że jesteś nikim, jak nie masz nawet do kogo się odezwać?
Zapadła cisza. Dusiłam się własną złością i bezsilnością. Wszystko, co robiłam, miało sens tylko wtedy, gdy ona była szczęśliwa. A teraz? Czułam się jak bankomat z uczuciami, których nikt nie potrzebuje.
— Może... przestań próbować ją uszczęśliwić na siłę — powiedziała Jola. — Zacznij od tego, żebyście znów zaczęły się słyszeć.
Tylko jak to zrobić, kiedy każde moje słowo trafia w ścianę?
Pierwszy raz od miesięcy
Zrobiłam to późnym wieczorem, gdy myślałam, że śpi. Drzwi do jej pokoju skrzypnęły cicho, a ja przeszłam przez próg jak złodziej. Serce waliło mi jak młot, ale nie mogłam już dłużej siedzieć w tej ciszy. W tej obojętności. Rozejrzałam się. Biurko zasypane kosmetykami, kubek po kawie z mlekiem, niedopita cola, zeszyt do angielskiego z pustymi stronami. A pod poduszką zeszyt. Pamiętnik.
— Co ja robię… — szepnęłam do siebie, ale palce już rozkładały kartki. Oczy biegły po słowach. „Matka znowu próbuje kupić moją uwagę. Niech lepiej pogada ze mną jak człowiek”. Zacisnęłam szczęki. To było jak policzek. A jednak czytałam dalej. „Wysłała mnie do jakiegoś snobistycznego hotelu, jakby to cokolwiek zmieniało. Chciałam tylko z nią pogadać. Bez napięcia. Bez pretensji. Ale ona tylko gadała, ile to kosztowało i że ma nadzieję, że jestem zadowolona. Nie jestem. I nie wiem, jak jej to powiedzieć”.
— Co ty robisz?! — Głos Oliwii ściął mnie jak lód.
Stała w drzwiach, z rozczochranymi włosami, z piżamą z Hello Kitty, choć udawała, że już jej nie nosi. Oczy miała szeroko otwarte, ale nie płakała. Jeszcze nie.
— Oliwia… Ja tylko chciałam zrozumieć — wyjąkałam, wstając.
— Przez grzebanie w moich rzeczach?! To jest twoje „rozumienie”?! — wrzasnęła.
— Bo ja naprawdę nie wiem, jak do ciebie dotrzeć — powiedziałam cicho.
— Może przestań robić teatr i po prostu zapytaj, czego potrzebuję. Ale serio, zapytaj, nie zakładaj z góry, że wiesz.
Przez sekundę patrzyłyśmy sobie prosto w oczy. Jakby pierwszy raz od miesięcy.
Parsknęłam przez łzy
Nie spałam tej nocy. Rano, z cieniami pod oczami i zawstydzeniem, które nie schodziło z twarzy, wykręciłam numer Bartka, ojca Oliwii. Tego, który pojawiał się raz na kilka miesięcy z prezentem albo wymówką.
— Monika? Co się stało? — zdziwił się. — Coś z Oliwią?
— Nic poważnego. Ale chyba obie dusimy się nawzajem. Chciałam pogadać... Może zrozumieć, co robię nie tak.
Bartek milczał przez chwilę. Potem westchnął.
— Wiesz, ja też nie wiem, jak ją rozgryźć. Myślałem, że to kwestia wieku, buntu, hormonów... Ale może ona po prostu nie chce być obiektem. Ani twoim projektem. Może potrzebuje matki, nie menedżerki jej szczęścia.
Zamknęłam oczy.
— Czyli według ciebie ją tłamszę?
— Monika, ja wiem, że ty chcesz dobrze. Ty zawsze tak miałaś: plan, kontrola, cel. Ale ludzie to nie cele. A dzieciaki? One nie potrzebują perfekcji. Potrzebują... człowieka.
Nie mogłam zaprzeczyć. Bo gdzieś w głębi serca już to czułam. Że próbując dać jej wszystko, zgubiłam siebie. I ją.
— Myślisz, że jeszcze to odkręcę?
Bartek znów westchnął.
— Na pewno nie poprzez kolejne pięciogwiazdkowe hotele.
Parsknęłam przez łzy.
— Może powinnam ją zabrać pod namiot.
— Może powinnaś po prostu z nią usiąść. I posłuchać.
Rozłączyliśmy się bez pożegnania, ale z dziwnym poczuciem, że pierwszy raz od lat gadaliśmy jak ludzie. I że on w tej jednej chwili był bardziej ojcem niż przez całe ostatnie lata.
Zaparło mi dech
Zrobiłam dwie herbaty. Bez cukru, tak jak lubi. Usiadłam przed jej drzwiami, nie pukając, nie nalegając. Czekałam. Po kilku minutach wyszła. W dresie, z podkulonymi nogami, jakby nie była pewna, czy chce rozmawiać, czy znowu mnie odepchnąć.
— Możemy? — zapytałam tylko.
Wzruszyła ramionami i usiadła naprzeciwko mnie przy kuchennym stole. Milczałyśmy chwilę, jak dwie współlokatorki, a nie matka i córka. W końcu odważyłam się pierwsza.
— Chciałam dobrze. Myślałam, że jak dam ci coś wyjątkowego, to poczujesz, że jesteś dla mnie ważna.
Oliwia spojrzała na mnie z mieszaniną żalu i zmęczenia.
— A ja chciałam, żebyś była. Nie żebyś się starała. Żebyś po prostu była. Ze mną, nie obok.
Przełknęłam ślinę. To bolało bardziej niż jej milczenie.
— Nie wiem, jak z tobą rozmawiać, Oliwia. Boję się, że wszystko, co powiem, tylko bardziej cię oddala.
— Bo próbujesz mnie „naprawić”. A ja nie chcę być naprawiana. Ja chcę, żebyś mnie usłyszała, nawet jeśli nie jestem miła, wdzięczna, idealna.
Zaparło mi dech. Tak wiele razy oczekiwałam, że „się ogarnie”, „zrozumie”, „dojrzeje”. A może to ja miałam dorosnąć do niej?
— Przepraszam — powiedziałam, pierwszy raz naprawdę. — Za wszystko. Za to, że nie zapytałam wcześniej, czego potrzebujesz. Tylko dawałam to, co ja uważałam za ważne.
Oliwia spuściła wzrok.
— Sama nie wiem, czego potrzebuję. Ale nie luksusów. Chyba... ciebie.
A mnie wtedy pierwszy raz od miesięcy poleciały łzy. Ciche łzy kobiety, która próbowała być wszystkim, a zapomniała, że czasem wystarczy być mamą.
Monika, 39 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Chciałabym choć raz mieć prawdziwy Dzień Babci. Szkoda tylko, że czekam na darmo, bo nikt o mnie nie pamięta”
- „Moje synowe mają mnie za wredną teściową. A ja po prostu nie mogę znieść tego, że żadna nie kwapi się do roboty”
- „Wolałam odejść z 1 walizką, niż patrzeć na leniwego męża. Niech sobie wrasta w kanapę, mnie stać na kogoś lepszego”

