„Remont u sąsiadów wyciągnął z nas to, co najgorsze. Zaczęło się od wiertarki za ścianą, a skończyło na zdradzie”
„Każde wiercenie, każde stuknięcie niosło się jak w pustym pudełku. – Zrób z tym jakiś porządek – rzucił Tomasz, wychodząc do kuchni. – Ja nie mam czasu użerać się z sąsiadami. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. – Ja? – No a kto?”.

Jeszcze rok wcześniej byłam przekonana, że mam wszystko, czego potrzeba do spokojnego życia. Nowe mieszkanie, mąż z ambicjami, plan na przyszłość. Tylko że w tych planach coraz trudniej było znaleźć mnie. Cisza między mną a Tomaszem rosła z tygodnia na tydzień. Aż któregoś poranka przerwał ją dźwięk wiertarki zza ściany. Wtedy wszystko zaczęło się zmieniać.
Wysłał tam mnie
Wiertarka zawyła dokładnie o siódmej rano. Podskoczyłam w łóżku, a Tomasz westchnął ciężko i nakrył głowę poduszką.
– Ile można? – mruknął po chwili. – Ludzie to naprawdę nie mają wyczucia.
Nie odpowiedziałam. Stałam już przy oknie i patrzyłam na parking. W nowym bloku wszystko pachniało świeżością, ale ściany były cienkie jak papier. Każde wiercenie, każde stuknięcie niosło się jak w pustym pudełku.
– Zrób z tym jakiś porządek – rzucił Tomasz, wychodząc do kuchni w koszuli, którą właśnie zapinał. – Ja nie mam czasu użerać się z sąsiadami.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
– Ja?
– No a kto? Przecież jesteś w domu wcześniej niż ja. Idź, powiedz mu, że są jakieś granice.
To nie była prośba. To było polecenie. Poczułam się jak wysłannik w cudzej sprawie. Jakbym miała załatwić coś, co jego denerwuje, ale na co nie chce tracić energii.
Długo stałam pod drzwiami sąsiada, zanim zapukałam. Serce biło mi szybciej, choć przecież szłam tylko porozmawiać. Otworzył niemal od razu. Miał na sobie roboczą koszulkę, w dłoni trzymał miarkę.
– Dzień dobry – powiedział spokojnie. – Domyślam się, że chodzi o hałas.
Zawstydziłam się, choć przecież to ja byłam poszkodowana. Uśmiechnął się lekko, jakby chciał mnie uspokoić.
– Mąż prosił, żeby… – zaczęłam, ale głos mi się załamał. – To znaczy… czy dałoby się zaczynać trochę później?
Przez chwilę patrzył na mnie uważnie, bez zniecierpliwienia.
– Przepraszam. Postaram się przesunąć najgłośniejsze prace. Remontuję mieszkanie po rozwodzie i trochę mi się spieszy, ale nie chcę nikomu utrudniać życia.
Słowo „rozwód” zawisło między nami. Skinęłam głową.
– Rozumiem – odpowiedziałam ciszej, niż planowałam.
– Michał – wyciągnął rękę.
– Halina.
Uścisk miał ciepły, pewny, ale nienarzucający się. Gdy wróciłam do mieszkania, Tomasz siedział już przy stole z laptopem.
– I co? – zapytał bez podnoszenia wzroku.
– Powiedział, że postara się zaczynać później.
– No, mam nadzieję. Trzeba ludzi ustawiać, inaczej wchodzą na głowę.
Usiadłam naprzeciwko niego. Chciałam mu opowiedzieć, że sąsiad był uprzejmy. Że wyglądał na zmęczonego, ale życzliwego. Że mówił o rozwodzie z taką spokojną rezygnacją, że aż ścisnęło mnie w gardle. Ale Tomasz już pisał maila, całkowicie pochłonięty.
– Halina, możesz zamknąć okno? Przeszkadza mi ten hałas – rzucił jeszcze.
Zamknęłam. W mieszkaniu zrobiło się duszno. Pomyślałam, że łatwiej było mi rozmawiać z obcym mężczyzną przez pięć minut niż z własnym mężem przez ostatni miesiąc.
Zdobyłam się przy nim na szczerość
Nie planowałam pieczenia. Stałam w kuchni, patrząc na mąkę i jabłka, jakby to one miały podjąć decyzję za mnie. W końcu włączyłam piekarnik. Wmawiałam sobie, że to zwykła uprzejmość. Gest na zgodę. Nic więcej.
Kiedy zapukałam do Michała z talerzem przykrytym ściereczką, serce znów biło mi szybciej niż powinno. Otworzył po chwili. W mieszkaniu pachniało świeżo ciętym drewnem.
– Dzień dobry. Przyniosłam… tak po sąsiedzku – podałam mu talerz.
Uniósł brwi z zaskoczeniem.
– To bardzo miłe. Proszę wejść na chwilę, tylko uprzedzam, że panuje tu chaos.
Weszłam. Kartony stały pod ścianą, narzędzia leżały na podłodze, ale nie było w tym bałaganie bylejakości. Wyglądało to raczej jak etap przejściowy. Jakby coś się kończyło i coś zaczynało.
– Trudno się mieszka wśród pudeł – zauważyłam.
– Trudniej w pustce – odpowiedział cicho.
Usiedliśmy na dwóch krzesłach przy niewielkim stole. Michał odkroił kawałek ciasta i spróbował.
– Dawno nie jadłem domowego wypieku – powiedział z uśmiechem. – Po rozwodzie nauczyłem się wielu rzeczy, ale pieczenie to nie moja mocna strona.
– To musi być… trudne – odezwałam się, zanim zdążyłam ugryźć się w język.
– Jest. Najgorsze są wieczory. Cisza robi się głośna.
Te słowa uderzyły we mnie z nieoczekiwaną siłą. Pokiwałam głową.
– U mnie cisza też bywa… męcząca.
Spojrzał na mnie uważnie, jakby chciał zapytać więcej, ale nie naciskał.
– Mąż dużo pracuje? – zapytał w końcu ostrożnie.
Zaśmiałam się krótko.
– Zawsze dużo pracował. Tylko kiedyś jeszcze ze mną rozmawiał.
Zaskoczyła mnie własna szczerość. Przecież nie znałam go nawet miesiąc. A jednak słowa same wypływały.
– To chyba najgorsze, kiedy ludzie przestają się słuchać – powiedział Michał. – U mnie tak się zaczęło. Myślałem, że wszystko jest w porządku, bo nie było kłótni. A była obojętność.
Poczułam, jak coś ściska mnie w gardle. W domu Tomasz coraz częściej odpowiadał półsłówkami. Wieczorami siedział przy komputerze, a ja obok, udając, że czytam książkę. Nikt nie pytał, co naprawdę czuję.
– Czasem mam wrażenie, że jestem dodatkiem do jego planu dnia – przyznałam szeptem.
Michał nie próbował mnie pocieszać banalnymi zdaniami. Po prostu słuchał. Patrzył na mnie tak, jakby każde słowo miało wagę.
Gdy wróciłam do mieszkania, Tomasz siedział już przy stole z dokumentami.
– Gdzie byłaś? – zapytał bez cienia ciekawości.
– U sąsiada. Zaniosłam mu ciasto.
Podniósł wzrok.
– Po co?
– Bo chciałam.
Wzruszył ramionami.
– Oby tylko nie pomyślał, że może wiercić jeszcze głośniej.
Odwróciłam się do zlewu, żeby nie widział mojej twarzy. Zrozumiałam, że dla Tomasza wszystko sprowadzało się do wygody i kontroli. Dla Michała liczyła się rozmowa. Tamtego wieczoru długo stałam przy ścianie oddzielającej nasze mieszkania. Po jednej stronie czułam chłód i dystans. Po drugiej – czyjąś obecność. Wiedziałam, że zaczynam przekraczać niewidzialną granicę i że coraz trudniej będzie mi się wycofać.
Szukałam tylko pretekstu
Tomasz zadzwonił do mnie po siedemnastej.
– Nie czekaj z kolacją – powiedział bez wstępu. – Mam jeszcze spotkanie.
– Kolejne? – zapytałam, zanim zdążyłam się powstrzymać.
– Halina, rozmawialiśmy o tym. Teraz jest ważny projekt. Muszę się skupić.
W słuchawce rozległ się sygnał zakończenia połączenia. Patrzyłam na telefon, jakby mógł jeszcze coś dopowiedzieć. W salonie stała nieskręcona szafka, którą zamówiliśmy dwa tygodnie wcześniej. Tomasz obiecał, że zajmie się nią w weekend. Weekend minął, potem kolejny. Karton wciąż leżał pod ścianą jak wyrzut sumienia.
Nie wiem, w którym momencie wzięłam telefon i napisałam do Michała. „Czy mógłbyś pomóc mi złożyć szafkę? Oczywiście jeśli masz chwilę”. Odpisał niemal od razu. „Jasne. Za dziesięć minut będę”. Kiedy zapukał, poczułam napięcie, którego nie potrafiłam nazwać. Wpuściłam go do środka. Zdjął buty i rozejrzał się po mieszkaniu.
– Ładnie tu – powiedział szczerze.
– Jeszcze nie do końca – odpowiedziałam, wskazując karton.
Rozłożyliśmy elementy na podłodze. Michał czytał instrukcję, a ja podawałam śruby. Nasze dłonie kilka razy musnęły się przypadkiem. Za każdym razem cofałam rękę jakby odrobinę za późno.
– Mąż nie ma czasu? – zapytał, nie patrząc na mnie.
– Ma. Tylko nie na to.
Zamilkliśmy. Słychać było tylko ciche stuknięcia i szelest papieru. W pewnym momencie śrubokręt wyślizgnął mi się z dłoni. Michał podniósł go i podał mi, zatrzymując na chwilę wzrok na mojej twarzy.
– Jesteś zmęczona – powiedział łagodnie.
To jedno zdanie sprawiło, że coś we mnie się przełamało.
– Bo ja już nie wiem, jak z nim rozmawiać – wyrwało mi się. – Każda próba kończy się tym, że to ja przesadzam. Że wymagam za dużo.
Michał odłożył narzędzie.
– A czego wymagasz?
Zastanowiłam się. Nigdy wcześniej nikt nie zadał mi tego pytania wprost.
– Żeby mnie słuchał, zapytał, jak minął mi dzień. Żeby czasem wybrał mnie, a nie pracę.
W salonie zrobiło się cicho. Szafka była już prawie gotowa.
– W moim małżeństwie też myślałem, że wszystko robię dla nas – powiedział Michał po chwili. – A ona mówiła, że czuje się samotna. Nie rozumiałem tego. Dopóki naprawdę nie zostałem sam.
Spojrzałam na niego. W jego oczach nie było litości. Było zrozumienie.
Kiedy przykręcaliśmy ostatnią półkę, nagle zgasło światło. Bezpiecznik wyskoczył, bo włączyłam wcześniej zbyt wiele urządzeń. W półmroku nasze twarze znalazły się blisko siebie. Stałam nieruchomo, czując jego oddech.
– Przepraszam – szepnęłam, choć nie wiedziałam za co.
Michał delikatnie dotknął mojej dłoni.
– Nie musisz.
Ten gest trwał sekundę dłużej, niż powinien. A jednak nie cofnęłam ręki. W tej ciszy było więcej słów niż w tysiącu rozmów z Tomkiem. Przestraszyłam się – nie Michała, ale siebie. Wiedziałam, że to już nie jest zwykła sąsiedzka pomoc.
Dotarłam do granicy
Po tamtym wieczorze próbowałam wrócić do normalności. Unikałam nawet patrzenia w stronę drzwi Michała, kiedy wychodziłam z mieszkania. Mówiłam sobie, że to było tylko chwilowe zagubienie. Że wystarczy więcej starań z mojej strony, a wszystko między mną a mężem wróci na właściwe miejsce. Ale „właściwe miejsce” już dawno przestało istnieć.
Któregoś popołudnia Tomasz siedział przy stole z telefonem w ręku. Nawet nie podniósł wzroku, gdy weszłam do pokoju.
– Może zjemy dziś razem kolację? – zapytałam ostrożnie. – Bez komputerów, bez pracy?
Westchnął ciężko.
– Halina, nie zaczynaj. Teraz jest kluczowy moment w firmie. Muszę być dostępny.
– A ja? – wyrwało mi się. – Dla mnie też jest jakiś moment?
Spojrzał na mnie chłodno.
– Nie przesadzaj. Przecież robię to dla nas.
To „dla nas” zabrzmiało jak pusty slogan. Poczułam, że jeśli zostanę w tym pokoju jeszcze minutę, to się rozpłaczę. Wyszłam bez słowa. Nie wiem, czy chciałam uciec, czy zostać zauważona. Zapukałam do Michała niemal odruchowo. Otworzył szybko, jakby się mnie spodziewał.
– Wszystko w porządku? – zapytał, widząc moją twarz.
Pokręciłam głową.
– Chyba już nie umiem z nim rozmawiać.
Usiedliśmy na kanapie w jego mieszkaniu. Opowiadałam, jak każda rozmowa z Tomkiem kończy się tym samym. Jak czuję się niewidzialna. Michał słuchał, a potem powiedział coś, co długo we mnie dojrzewało.
– Nie możesz być jedyną osobą, która walczy o wasze małżeństwo.
Te słowa zabolały, bo były prawdziwe. W pewnym momencie zamilkłam. Czułam zmęczenie, ale też ulgę, że nie muszę udawać. Michał położył dłoń na moim ramieniu. Gest był spokojny, ciepły. Oparłam się o niego, szukając wsparcia.
– To nie powinno tak wyglądać – szepnęłam.
– Tak – odpowiedział cicho.
Spojrzałam w górę. Nasze twarze były blisko. W jego oczach nie było presji, tylko pytanie. Miałam wrażenie, że czas zwolnił. Wiedziałam, że jeśli teraz się odsunę, wszystko jeszcze da się zatrzymać. Nie odsunęłam się. To nie był gwałtowny moment. Raczej ciche przekroczenie granicy, którą budowałam w sobie przez tygodnie. Bliskość przyszła jak odpowiedź na długą samotność. A zaraz potem przyszło poczucie winy.
Wróciłam do mieszkania późnym wieczorem. Tomasz siedział w salonie. Tym razem patrzył na mnie uważnie.
– Gdzie byłaś? – zapytał spokojnie.
– U sąsiada.
Zapadła cisza. Ciężka, dla mnie niemal nie do zniesienia.
– Coraz częściej tam bywasz – stwierdził. Nie zaprzeczyłam.
Wszystkiego się domyślił
Nie spodziewałam się, że to stanie się tak szybko. Dwa dni po naszej rozmowie u Michała mój mąż wrócił wcześniej z pracy. Usłyszałam przekręcany klucz w zamku w chwili, gdy w salonie śmialiśmy się z Michałem z czegoś zupełnie błahego. Przyniósł mi książkę, o której wspomniałam tydzień wcześniej. Siedzieliśmy przy stole, zbyt blisko siebie jak na zwykłą sąsiedzką wizytę.
Drzwi otworzyły się gwałtownie. Tomasz stanął w progu. Nie krzyczał. Nie rzucił torby. Po prostu patrzył.
– Nie przeszkadzam? – zapytał chłodno.
Wstałam tak szybko, że krzesło zaskrzypiało o podłogę.
– Tomek, to nie tak…
Urwałam, bo sama nie wiedziałam, jak dokończyć to zdanie. Michał podniósł się powoli.
– Przyszedłem oddać książkę – powiedział spokojnie.
Tomasz zaśmiał się krótko, bez cienia rozbawienia.
– Oczywiście. Książkę.
Spojrzał na mnie w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie widziałam. Było w nim rozczarowanie, ale też coś w rodzaju ulgi. Jakby potwierdziło się to, czego od dawna się domyślał.
– Jak długo to trwa? – zapytał.
Milczałam. Czułam, że każda odpowiedź będzie kłamstwem albo ciosem.
– Tomek… – zaczęłam cicho. – Ja od dawna jestem sama.
– Sama? – powtórzył. – Mieszkam z tobą pod jednym dachem.
– Ale nie jesteś ze mną – odpowiedziałam, a głos mi zadrżał. – Nie rozmawiasz ze mną. Nie widzisz mnie.
Zapadła cisza. Michał stał obok, wyraźnie skrępowany.
– To dlatego znalazłaś sobie kogoś, kto cię „widzi”? – zapytał Tomasz. – Tak rozwiązuje się problemy?
– Nie planowałam tego – wyszeptałam. – To się stało, bo między nami już dawno coś się skończyło.
Tomasz spojrzał na Michała.
– Proszę wyjść.
Nie było w tym krzyku. Była stanowczość. Michał skinął głową.
– Nie chciałem nikogo skrzywdzić – powiedział cicho.
– A jednak to się stało – odpowiedział Tomasz.
Drzwi zamknęły się za nim z głuchym kliknięciem. Zostaliśmy sami. Przez chwilę staliśmy naprzeciwko siebie jak obcy ludzie.
– Mogłaś mi powiedzieć – odezwał się w końcu Tomasz. – Zamiast… tego.
– Mówiłam – odparłam. – Tylko ty nie słuchałeś.
Usiadł ciężko na krześle. Po raz pierwszy zobaczyłam w jego oczach coś więcej niż złość. Był w nich żal i świadomość, że przegapił moment, w którym mogliśmy jeszcze coś naprawić.
– Czy ty go kochasz? – zapytał nagle.
Nie odpowiedziałam od razu. Prawda była bardziej skomplikowana.
– Nie wiem – powiedziałam szczerze. – Wiem tylko, że przy nim czuję się zauważona.
Te słowa były jak ostateczny znak. Tomasz wstał.
– W takim razie nie ma o czym rozmawiać.
W tej ciszy, która zapadła po jego słowach, wiedziałam, że nasze małżeństwo właśnie się skończyło.
Spróbowałam od nowa
Tomek spakował się trzy dni później. Robił to metodycznie, bez scen. Składał koszule z taką samą dokładnością, z jaką kiedyś planował nasze wspólne wakacje. Stałam w drzwiach sypialni i patrzyłam, jak znika z mojego życia kawałek po kawałku.
– To już wszystko – powiedział, zamykając walizkę.
Chciałam zapytać, czy naprawdę nic się nie da zrobić. Wiedziałam jednak, że to pytanie jest spóźnione o wiele miesięcy.
– Przepraszam – szepnęłam.
Spojrzał na mnie długo.
– Ja też – odpowiedział. – Powinienem był słuchać.
To było pierwsze tak szczere zdanie od bardzo dawna. Właśnie dlatego zabolało najmocniej. Drzwi zamknęły się cicho. Tym razem cisza w mieszkaniu była inna. Nie była napięta ani pełna niedopowiedzeń. Była prawdziwa.
Przez kilka dni unikałam Michała. Potrzebowałam zrozumieć, czy to, co między nami się wydarzyło, było tylko ucieczką. W końcu sama zapukałam do jego drzwi.
– Nie chcę tylko pocieszyciela – powiedziałam od progu. – Jeśli mamy spróbować, to nie dlatego, że było mi źle.
Michał skinął głową.
– Też nie chcę być zastępstwem – odpowiedział spokojnie. – Jeśli cokolwiek ma z tego wyniknąć, to tylko dlatego, że naprawdę tego chcemy.
Usiedliśmy naprzeciwko siebie. Bez pośpiechu. Bez ukrywania się. Po raz pierwszy rozmawialiśmy nie o samotności, lecz o odpowiedzialności. O tym, że uczucia nie zwalniają z konsekwencji. Nie rzuciliśmy się sobie w ramiona. Nie padły wielkie deklaracje. Zaczęliśmy od spacerów, od kawy na balkonie, od rozmów, które nie były ucieczką, lecz wyborem.
Kilka miesięcy później podpisałam dokumenty rozwodowe. Patrzyłam na swoje nazwisko i czułam mieszankę smutku i ulgi. Zdrada nie była momentem w salonie, kiedy Tomasz zobaczył nas razem. Zaczęła się znacznie wcześniej – w ciszy, której nikt z nas nie chciał przerwać.
Nie jestem dumna z tego, jak potoczyły się wydarzenia. Zraniłam człowieka, z którym kiedyś planowałam przyszłość. Zaczęłam brać odpowiedzialność za własne potrzeby i decyzje. Dziś w naszym mieszkaniu – już tylko moim – znów słychać wiertarkę. Michał odnawia balkon. Uśmiecham się na ten dźwięk. Nie dlatego, że wszystko jest idealne. Tylko dlatego, że tym razem nie chowam się za ścianą milczenia. Hałas, który kiedyś mnie irytował, stał się początkiem prawdy. A prawda, choć bolesna, dała mi szansę na życie, w którym nie jestem tłem.
Halina, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Rzuciłam narzeczonego, gdy w walentynki wręczył mi prezent z bazaru. Nie spędzę życia z facetem bez klasy”
- „Szykowałam idealne walentynki dla ukochanego. Gdy pojawiła się awaria ogrzewania, on postanowił zagrzać się u innej”
- „Mąż zapomniał o prezencie na walentynki. Koleżanki dostały od mężów biżuterię, a ja jakiegoś zwiędłego badyla”

