„Puściłam córkę na ferie, choć mocno się wahałam. Kiedy wróciła, już nic nie było takie samo”
„Zaczęłam sobie tłumaczyć: zmęczona, musi odespać, tyle emocji… Ale dni mijały, a ona wciąż była jakby gdzieś indziej. Przesiadywała z telefonem, słuchała muzyki, zamykała się na klucz. Nie opowiedziała nic. Dosłownie nic. Jakby ten wyjazd nigdy się nie wydarzył”.

Nie jestem z tych matek, co dzwonią do dziecka co godzinę i pytają, czy zjadło kanapkę. Chciałabym wierzyć, że jestem inna — bardziej wyrozumiała, bliżej przyjaciółki niż strażniczki. Ale prawda jest taka, że odkąd zostałyśmy same, Maja jest moim całym światem. Mój były mąż, Tomek, ożenił się ponownie, zamieszkał z nową rodziną, a kontakt z córką utrzymuje bardziej na zasadzie „kumplowskich pogaduszek” niż realnej odpowiedzialności. I może właśnie dlatego tak bardzo się staram, żeby jej niczego nie brakowało.
Gdy więc przyszła do mnie przed feriami i poprosiła, by mogła pojechać w góry z Karoliną i jej mamą, zamarłam. Pierwszy raz miałyśmy spędzić tyle dni osobno.
— Mamo, proszę, ja naprawdę muszę tam jechać — mówiła, wpatrując się we mnie z tą swoją zaciętą miną. — Wszyscy gdzieś jadą. Tylko ja bym siedziała w domu.
— Ale ja cię nie trzymam pod kluczem — zaczęłam ostrożnie, ale już czułam, że to nie będzie łatwa rozmowa.
— Tylko nie pozwalasz mi żyć jak inni! — wybuchła.
Wieczorem, po rozmowie z Dagmarą, matką Karoliny, zgodziłam się. Maja piszczała z radości, a ja udawałam, że nie czuję bólu w sercu. Jeszcze nie wiedziałam, jak bardzo pożałuję tej decyzji.
To coś więcej niż dojrzewanie
Z dnia na dzień Maja żyła już tylko tym wyjazdem. Szykowała rzeczy, przymierzała kurtki, dzwoniła do Karoliny co wieczór. A ja... cóż, próbowałam nie czuć się jak piąte koło u wozu. Potem nie dusiłam jej telefonami ani pytaniami, nie robiłam scen, tylko siedziałam wieczorami z kubkiem herbaty i wpatrywałam się w ekran, czekając na wiadomość. Przeważnie dostawałam jedno słowo: „OK”, „Fajnie”, „Zaraz piszę”. I tyle.
Kiedy wróciła, coś było nie tak. Nie rzuciła mi się na szyję, nie paplała bez końca o tym, jak było. Przywitała mnie cicho i rzuciła torbę w przedpokoju.
— I jak było? — spytałam z uśmiechem, który już wtedy wydawał mi się sztuczny.
— Spoko — mruknęła i przeszła do swojego pokoju.
Zaczęłam sobie tłumaczyć: zmęczona, musi odespać, tyle emocji… Ale dni mijały, a ona wciąż była jakby gdzieś indziej. Przesiadywała z telefonem, słuchała muzyki, zamykała się na klucz. Nie opowiedziała nic. Dosłownie nic. Jakby ten wyjazd nigdy się nie wydarzył.
— Poznałyście kogoś? — zagaiłam któregoś wieczoru, starając się, by brzmiało to lekko, mimo że wewnątrz już biło mi serce.
— Nieważne… — odpowiedziała i odwróciła wzrok.
Zadzwoniłam wtedy do Tomka.
— Ty ją czasem bardziej rozumiesz — powiedziałam z rezygnacją. — Myślisz, że coś się stało?
— Albo coś się wydarzyło — westchnął — albo po prostu dorasta. I to, Anka, boli bardziej niż sądziłaś.
Tylko że ja czułam, że to coś więcej niż dojrzewanie.
Stałyśmy naprzeciwko siebie
Od tygodnia chodzimy po domu jak cienie. Ja byłam czujna, spięta, czekająca aż powie coś więcej, a ona zamknięta w sobie, z miną obrażonej dziewczynki. Kiedyś byłyśmy blisko. Zawsze opowiadała mi wszystko — nawet głupoty ze szkoły. A teraz... jakby postawiła mur. Wczoraj wieczorem nie wytrzymałam.
— Maja, mogę z tobą chwilę porozmawiać?
— Znowu przesłuchanie? — rzuciła od niechcenia, nie odrywając wzroku od ekranu.
— Przesłuchanie? Nie. Ale jestem twoją matką i się martwię. Co się dzieje?
— Nic się nie dzieje. Po prostu zostaw mnie w spokoju.
— Maja, cokolwiek się stało, powiedz mi. Nie będę krzyczeć. Tylko chcę wiedzieć.
— Mamo, przestań! — krzyknęła nagle, zrywając się z łóżka. — Zawsze musisz wszystko wiedzieć! Każdy szczegół, każdy moment. Nie możesz po prostu… odpuścić?
Stałyśmy naprzeciwko siebie, obie roztrzęsione. W jej oczach widziałam gniew, ale też coś jeszcze, może wstyd? Może ból?
— Nie chodzi o to, żeby wszystko wiedzieć — powiedziałam ciszej. — Ale chcę być tą osobą, do której możesz przyjść z czymkolwiek. Która nie oceni. Która… po prostu jest.
— A właśnie, że ocenisz. Zawsze oceniasz — rzuciła i wyszła z pokoju, trzaskając drzwiami.
Zostałam sama. Ze swoim lękiem, bezradnością i głową pełną czarnych scenariuszy.
Wieczorem spróbowałam rozmowy
Nie chciałam podsłuchiwać. Przysięgam, nie miałam takiego zamiaru. Ale kiedy usłyszałam cichy głos Mai zza uchylonych drzwi, coś mnie zatrzymało. Siedziała na łóżku, skulona, z telefonem przy uchu. Mówiła szeptem. Ale ton jej głosu... był mi obcy.
— Nie, nie rozumiesz, tato… Ja wiem, że to było nic. Wiem. Ale wtedy czułam się taka wyjątkowa... — Zaśmiała się gorzko. — Wiem, że byłam głupia.
Poczułam, jak coś ściska mnie w gardle. Cofnęłam się pół kroku, zamarłam. W mojej głowie rozbrzmiały alarmy: „to było nic” — co to znaczy? „Głupia” — czy zrobiła coś niebezpiecznego? Czy ktoś ją…?
— Nie, nie mówiłam mamie. Po co? I tak by nie zrozumiała. Dla niej wszystko musi być logiczne, poukładane, dorosłe. A ja po prostu… — Przerwała na chwilę. — Po prostu nie wiem, co z tym zrobić.
Gdy skończyła rozmawiać, odeszłam bezgłośnie do kuchni, a serce tłukło mi się jak oszalałe. Co ona przede mną ukrywa? I dlaczego o tym wszystkim mówi Tomkowi, a nie mnie? Wieczorem spróbowałam rozmowy.
— Słyszałam twoją rozmowę z tatą — powiedziałam spokojnie. — Maja, co się wydarzyło?
Zamarła. Patrzyła na mnie z niedowierzaniem. Potem opuściła wzrok.
— Nic się nie wydarzyło. Po prostu… nie chcę o tym mówić, dobrze?
— Ale mówiłaś, że czułaś się wyjątkowa, że to i tak nie miało sensu…
— Mamo, nie teraz, proszę. Nie naciskaj. — I wyszła. Znowu.
Ale ja wiedziałam, że zbliżam się do prawdy.
Objęłam ją
Zaczęło się od jej płaczu. Cichego, ledwie słyszalnego, przez cienką ścianę między naszymi pokojami. Podeszłam, zapukałam. Nie odpowiedziała, ale też nie zamknęła na klucz. Weszłam powoli. Leżała na łóżku, twarz wcisnęła w poduszkę.
— Maja... — Usiadłam na skraju. — Jeśli mi nie powiesz, zacznę sobie wyobrażać najgorsze. A tego chyba nie chcesz?
Podniosła się powoli. Policzki miała mokre, oczy czerwone. Ale tym razem nie uciekała wzrokiem. Wzięła głęboki oddech.
— To był instruktor… Aleks. Uczył nas jeździć. Miał może z 25 lat. Przystojny, taki... inny niż chłopaki z klasy. Dojrzały. Miałam wrażenie, że mnie rozumie. Że mnie widzi.
Zamarłam. Milczałam.
— Mamo, nic się nie wydarzyło, serio. Nie dotknął mnie, nie zaprosił nigdzie. Po prostu… rozmawialiśmy. Uczył mnie. Chwalił. I patrzył tak, jakby… jakby wiedział, co czuję. A ja...
— A ty się zakochałaś — dokończyłam cicho.
— Tak. Po raz pierwszy w życiu. I to tak mocno, że aż mnie bolało. Myślałam, że może... nie wiem, że coś poczuje. Ale nie. Byłam dla niego tylko dzieciakiem.
Przez chwilę siedziałyśmy w ciszy.
— Po powrocie wszystko wydało się takie nijakie — dodała. — On był jak z innego świata, a tutaj... wszystko znowu jest zwykłe.
Objęłam ją.
— Maja… rozumiem, że mogło ci się wydawać, że…
— Nic mi się nie wydawało — szepnęła. — Wiem, co czułam.
I w tamtej chwili uwierzyłam jej.
Może to był mały krok
Nazajutrz zaparzyłam dwie herbaty, tak jak dawniej, i zapukałam do jej pokoju.
— Mam chwilę. Może posiedzisz ze mną?
Spojrzała niepewnie, ale po chwili wyszła i usiadła na kanapie. Przez dłuższy moment milczałyśmy.
— Wiesz — zaczęłam ostrożnie — ja też kiedyś przeżyłam coś takiego.
— Serio? — Uniosła brwi, jakby to było nie do uwierzenia.
— Serio. Miałam szesnaście lat i zakochałam się w moim nauczycielu języka polskiego. Miał brodę, pachniał kawą i zawsze nosił za duże swetry. Jak czytał wiersze na głos, to miałam ciarki.
Uśmiechnęła się nieśmiało.
— I co? Też ci się wydawało, że cię rozumie?
— Nie. Ja byłam pewna, że mnie rozumie. Że jestem inna niż reszta. Że widzi we mnie coś więcej. I może nawet widział. Ale nic się nie wydarzyło. I dobrze. Ale emocje... były prawdziwe.
Maja milczała chwilę, wpatrując się w herbatę.
— Bałam się, że mnie wyśmiejesz. Albo zrobisz z tego kazanie. Dlatego nie mówiłam.
— Wiem. I może rzeczywiście za często próbuję cię wychować, zamiast po prostu posłuchać.
— Czasem mam wrażenie, że jak ci coś powiem, to od razu chcesz to naprawić. A nie wszystko się da naprawić.
Westchnęłam.
— To prawda. Ale mogę być obok. Nawet jeśli nic nie zrobię. Po prostu… być.
Kiwnęła głową. Może to był mały krok. Ale pierwszy od tygodni.
Anna, 39 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „W Dzień Babci poczułam się jak bankomat. Wnuki wyciągały ze mnie kasę, więc do końca miesiąca zostało mi 37 złotych”
- „Latami harowałam w pocie czoła na gospodarstwie rodziców. Na co mi to było, skoro dziś chcą mnie zostawić z niczym?”
- „Było mi wstyd, bo tylko ja nie poszłam na studniówkę 2026. Tydzień później cała klasa poznała powód”

