„Przez zazdrość męża zerwałam kontakt z przyjaciółkami. To było za mało, by przestał myśleć, że go zdradzam”
„Poczułam, jak serce bije mi mocniej. Ten schemat znałam już na pamięć: najpierw podejrzenie, potem przesłuchanie, wreszcie kara – ciche dni albo zimne spojrzenia. Już nie wiedziałam, czego bardziej się bałam: awantury czy tej lodowatej obojętności”.

Kiedyś nie wracałam do pustego mieszkania. Zawsze ktoś pisał, czy wpadnę. Lubiłam to życie – spotkania z dziewczynami, kino, śmiech do łez przy winie. Miałam swoją paczkę, pasje, taniec, plany. I myślałam, że nic tego nie zmieni. A potem pojawił się Marek.
Przystojny, czuły, troskliwy. Działał na mnie jak magnes. Na początku było pięknie. Znikałam z towarzyskiego życia powoli – z miłości, jak sądziłam. Dorośli tak mają, mówiłam sobie. Zamiast nocnych wyjść – seriale i przytulanie.
– A on ci pozwala w ogóle jeszcze gdzieś wyjść? – rzuciła Aneta półżartem, gdy któryś raz z rzędu odmówiłam spotkania.
– Daj spokój, nie chodzi o pozwalanie – broniłam się. – Po prostu wolimy pobyć razem.
Ale wcale nie było razem. Było pod kontrolą. Marek nie lubił, gdy wychodziłam. Gdy ktoś dzwonił. Gdy się śmiałam z kimś innym. Więc przestałam. Najpierw dla świętego spokoju. Potem, bo naprawdę uwierzyłam, że to moja wina. Myślałam, że wybieram miłość. Ale zamknęłam się w klatce, którą sama wybrałam.
Coraz częściej się kłóciliśmy
– Co to było? – mąż stanął w drzwiach sypialni z moim telefonem w ręku.
Zamarłam. Przed chwilą rozmawiałam z kolegą z pracy – dosłownie o grafiku kampanii. Krótko, rzeczowo.
– Rozmawiałam z Kubą. Od nas z działu. O robocie.
– A musiał się tak śmiać? Myślisz, że nie słyszałem? – jego głos był napięty. – To flirt?
– Co?! Marek, przecież dobrze wiesz, że…
– Wiem, że ukrywasz coś przede mną.
Poczułam, jak serce bije mi mocniej. Ten schemat znałam już na pamięć: najpierw podejrzenie, potem przesłuchanie, wreszcie kara – ciche dni albo zimne spojrzenia. Już nie wiedziałam, czego bardziej się bałam: awantury czy tej lodowatej obojętności.
– Przestałam wychodzić. Nie piszę do nikogo. Z nikim się nie spotykam – zaczęłam z coraz większym drżeniem. – Marek, ja już… ja już nawet nie mam z kim pogadać.
– No właśnie. I nadal coś kręcisz – rzucił. – Nie mogę ci ufać.
Wpatrywałam się w niego, jakby mówił w obcym języku. W głowie mi dudniło. Przecież się zmieniłam. Zrobiłam wszystko. Oddałam mu siebie na tacy. A on wciąż chciał więcej. Chciał wszystkiego. Kiedy wyszedł, trzaskając drzwiami, długo siedziałam w milczeniu. Dopiero wtedy zrozumiałam, że nigdy nie przestanie mnie podejrzewać. Nawet gdybym zamknęła się w czterech ścianach.
Udało mi się spotkać z przyjaciółką
Spotkałyśmy się w tej samej kawiarni co kiedyś. Mały stolik w kącie, Aneta zamówiła mi cappuccino bez pytania – jak zawsze. Usiadła naprzeciwko, spojrzała mi prosto w oczy.
– No i? – zaczęła. – Czemu się w końcu odezwałaś?
Wzruszyłam ramionami. Nie wiedziałam, od czego zacząć. Przecież sama ją odepchnęłam. Zniknęłam z jej życia. A teraz przyszłam, jakby nic się nie stało.
– Nie wiem… Po prostu… Mam dość.
– Tego, że Marek cię dusi? – rzuciła bez owijania. – Klara, przecież ja to wiedziałam od dawna.
– On mnie kocha, Aneta – powiedziałam cicho. – Po prostu się boi, że go zostawię. Ma lęki, problemy, ja to rozumiem…
– Przestań go tłumaczyć. To nie jest miłość, tylko kontrola.
Milczałam. Bo wiedziałam, że ma rację. Ale jednocześnie czułam się winna. Jakby to była moja porażka. Przecież chciałam być tą, która „ratuje związek”. A nie tą, która z niego ucieka.
– Boisz się powiedzieć na głos, że ci źle.
Patrzyłam w filiżankę. Nie chciałam płakać, ale czułam, jak oczy mi wilgotnieją. Nie potrafiłam jeszcze przyznać się do wszystkiego. Nie potrafiłam powiedzieć, że zaczęłam się go bać.
– Chciałabym, żeby było jak dawniej… Żebyśmy się po prostu kochali. Bez tych podejrzeń, telefonów, przesłuchań.
– Tylko że tak nie będzie – powiedziała Aneta spokojnie. – I ty dobrze o tym wiesz.
To mi się nie spodobało
Wróciłam wcześniej z pracy. Marek nie spodziewał się mnie o tej porze. Drzwi były lekko uchylone, a on siedział w kuchni, tyłem do przedpokoju, z telefonem przy uchu.
– ...mówię ci, ona i tak nic nie wie – powiedział z cichym śmiechem. – Gdyby się domyśliła, byłby koniec.
Zamarłam. Serce zaczęło walić mi w piersi. Usta mi zesztywniały. Nie ruszyłam się ani o krok. W głowie nagle pojawiły się setki scenariuszy. O kim mówił? Co miał na myśli?
– Spokojnie, ogarniam to. Jak zwykle – dodał po chwili. – Nie, nie ma szans, żeby się połapała. Sama się odcięła od wszystkich, pamiętasz?
Poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg. Jakby właśnie zgasło światło w pomieszczeniu, w którym i tak nic nie widziałam.
„Sama się odcięła” – powtórzyłam w myślach. Tak, zrobiłam to. Dla niego. A teraz stałam pod drzwiami, jak idiotka, słuchając, jak mówi o mnie w taki chamski sposób.
Cicho cofnęłam się, zamknęłam drzwi i weszłam głośno, jakbym właśnie wróciła. Usłyszałam szuranie krzesła i jego szybki krok.
– Klara? Już jesteś? – zawołał z kuchni, jakby nic się nie stało.
– Tak, wyszłam wcześniej. Mało pracy miałam.
Uśmiechnął się nerwowo. Pocałował mnie w czoło, a ja czułam, że wszystko we mnie się buntuje. Nie spałam tej nocy. Leżałam obok niego, patrzyłam w sufit i pytałam siebie, jak znalazłam się w takim momencie życia?
Nie ufam mężowi
Zbierałam się do tej rozmowy trzy dni. Próbowałam udawać, że nic nie słyszałam. Że wszystko jest w porządku. Ale każda minuta obok niego przypominała mi, że już mu nie ufam. I że chyba nigdy nie powinnam była. W niedzielny wieczór, kiedy siedzieliśmy na kanapie, po prostu się odezwałam. Głos mi drżał, ale spojrzenie miałam twarde.
– Z kim ostatnio rozmawiałeś przez telefon, kiedy myślałeś, że mnie nie ma?
Zamarł. Spojrzał na mnie zaskoczony, ale od razu coś w nim się spięło.
– O co ci znowu chodzi?
– Słyszałam, Marek. Wszystko.
Na moment zbladł. A potem się wściekł.
– Podsłuchiwałaś mnie?! Przecież to chore, Klara!
– Chore? – zaśmiałam się gorzko. – Powiedziałeś komuś, że „gdybym się domyśliła, byłby koniec”. Mów prawdę.
– Przesadzasz... – mruknął. – Po prostu rozmawiałem z kumplem. Gadałem o robocie, o pewnych rzeczach... to nie twoja sprawa.
– To o mnie mówiłeś. I wiesz dobrze, że nie o pracy.
Długo się nie odzywał. Aż w końcu opadł na krzesło i zakrył twarz dłońmi.
– Dobra. Pisała do mnie była. Nic poważnego. Po prostu… szukała kontaktu. Potrzebowała pogadać.
– Pogadać?
– Klara, to nie było nic więcej, przysięgam. Chciała się wygadać. Trochę wspomnień. Ale nic... Nie zdradziłem cię.
– Zerwałam kontakt z przyjaciółkami, żebyś czuł się spokojny. Zrezygnowałam z życia. A ty piszesz z byłą?
Marek spuścił wzrok. Ja wstałam.
– To żałosne.
Muszę pomyśleć o sobie
Spakowałam się tego samego wieczoru. Nie było krzyków. Nie było dramatów. Marek nawet nie próbował mnie zatrzymać. Może wiedział, że to nie impuls. Że to decyzja, do której dojrzewałam długo. Pierwszy telefon wykonałam do Anety.
– Możesz mnie przenocować?
– Jasne. Klara... w końcu.
Zasnęłam na jej kanapie, przykryta kocem, ze łzami na twarzy. Ale to nie były już łzy z bezradności. To było coś innego – jakby pierwszy raz od miesięcy odetkały się we mnie jakieś emocje. Rano Aneta zrobiła mi kawę. Usiadła obok bez słowa, tylko podała mi kubek.
– Nie wiem, kim jestem bez niego – przyznałam cicho. – Ale wiem, że nie chcę znowu siebie zgubić.
W najbliższych dniach odezwałam się też do Moniki i Justyny. Ich głosy po drugiej stronie słuchawki brzmiały zaskakująco znajomo. Jak dom, który opuściłam zbyt dawno.
Nie wszystko było łatwe. Marek dzwonił. Wysyłał wiadomości. Raz nawet stał pod blokiem Anety. Ale nie wpuściłam go. Zaczęłam chodzić na terapię. Otworzyłam stary plik z książką, którą kiedyś chciałam napisać. Zgłosiłam się na zajęcia taneczne – wróciłam tam, gdzie kiedyś zostawiłam samą siebie. I poważnie pomyślałam o rozwodzie.
Klara, 35 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż stale podbiera pieniądze z mojego portfela. Jeśli myślał, że całe życie będę go sponsorować, to się przeliczył”
- „Mąż mojej przyjaciółki totalnie zawrócił mi w głowie. Obiecywał, że ją zostawi, ale po prostu stchórzył”
- „Straciłam głowę dla faceta z kuligu. Zeszłam na ziemię, gdy tylko odkryłam, że w Norwegii czeka na niego żona”

