„Przez sylwestrową wróżbę moja dziewczyna zerwała ze mną w Nowy Rok. Jedno zdanie sprawiło, że zmieniła wszystko”
„Jej spojrzenie jeszcze przez chwilę błądziło. Jakby czegoś szukała. Jakby naprawdę coś usłyszała – jakiś szept, który nie był tylko żartem. Wtedy pomyślałem, że może to moja zazdrość. Że przesadzam. Nie wiedziałem, że to było coś więcej”.

Karolina była pierwszą osobą, która naprawdę się do mnie zbliżyła. Mieliśmy być zwyczajną parą – bez dram, bez wielkich deklaracji, po prostu razem. A jednak w mojej głowie ona była wszystkim. Dla niej potrafiłem zrobić rzeczy, których sam po sobie bym się nie spodziewał. Ja – zaszyty w swoim świecie grafik komputerowy, introwertyk, który woli słuchać niż mówić – a przy niej potrafiłem gadać godzinami. O filmach, o śmiesznych snach, o tym, jak dziwne są ludzkie dłonie. Ją to wszystko naprawdę ciekawiło.
Byliśmy razem prawie trzy lata. Karolina miała w sobie coś, co przyciągało ludzi – taka trochę szamanka, trochę dziewczyna z sąsiedztwa. Lubiła się śmiać, wierzyła w znaki, a jednocześnie kochała kontrolowany chaos. Zawsze powtarzała, że „dobre związki to te, w których nigdy nie jest nudno”. Czasem się zastanawiałem, czy nie jestem dla niej zbyt cichy, zbyt... zwykły.
Tegorocznego sylwestra planowaliśmy wspólnie – miała to być luźna domówka u naszej znajomej, Sylwii. Przed imprezą robiliśmy zakupy, śmialiśmy się, żartowaliśmy. A jednak czułem coś niepokojącego. Karolina w ostatnich dniach jakby odpływała. Czasem zatrzymywała się w pół zdania i patrzyła gdzieś w dal, jakby czegoś nasłuchiwała.
– Karola, wszystko w porządku? – zapytałem raz, kiedy przez dłuższą chwilę gapiła się w ekran telefonu.
– Tak... jasne. Jakoś zamyśliłam się. Nic takiego.
Powinienem był wtedy coś zrozumieć, ale nie zrozumiałem.
Każdy dostał wskazówkę
Siedzieliśmy w kręgu na podłodze, w mieszkaniu Sylwii, z lampkami wina i kubkiem, z którego każdy miał losować swoją „noworoczną wróżbę”. Pomysł był prosty – kawałki papieru, niby przypadkowe, ale Sylwia przygotowywała je z pełnym zaangażowaniem. Znała wszystkich, wiedziała, gdzie uderzyć, żeby zabolało albo rozbawiło.
Marta wyciągnęła karteczkę z napisem: „Nowy rok, nowa ty. Zacznij od porządków w szafie”. Śmiech. Piotrek wylosował: „Daj się ponieść – byle nie znowu tym samym emocjom”. Oczy Sylwii błysnęły złośliwie. Potem przyszła kolej na Karolinę.
Wsunęła rękę do kubka, zawahała się, wyciągnęła los, rozwinęła i przeczytała na głos: „Znajdziesz kogoś lepszego niż on”. Na sekundę zapadła cisza. A potem wszyscy wybuchnęli śmiechem.
– Ooo! Mocne! – rzuciła Marta.
– No to sorry, Patryk – dodał Piotrek, śmiejąc się i szturchając mnie w ramię.
Karolina też się śmiała, ale... coś w tym śmiechu było dziwnego. Miała jakiś inny ton. Jakby nie do końca śmiała się z żartu.
– Haha, no to ciekawe… może to jakiś znak? – powiedziała, spoglądając gdzieś w bok.
Zrobiło mi się dziwnie. Palce zacisnęły się na szklance. Próbowałem żartować.
– Tylko nie bierz tego zbyt do siebie, co?
– No co ty… przecież to tylko zabawa.
Jej spojrzenie jeszcze przez chwilę błądziło. Jakby czegoś szukała. Jakby naprawdę coś usłyszała – jakiś szept, który nie był tylko żartem. Wtedy pomyślałem, że może to moja zazdrość. Że przesadzam. Że czasem wróżby to tylko zabawa. Nie wiedziałem, że czasem są czymś więcej.
Dla niej to był znak
To było zwykłe, szare popołudnie. Z tych, które się nie zapamiętuje. Siedziałem przy firmowym komputerze, coś dłubałem w grafice, kiedy usłyszałem dźwięk domofonu. Karolina. Nie zapowiadała się, nie pisała wcześniej. Po prostu przyszła.
– Cześć – powiedziała jakoś niepewnie. Bez uśmiechu.
– Hej. Wszystko w porządku? – zapytałem, próbując ukryć to lekkie ukłucie w brzuchu.
– Możemy pogadać? – weszła do środka i od razu usiadła na brzegu kanapy. Nie zdjęła nawet płaszcza.
Zrobiło się chłodno. W pokoju. W niej. We mnie.
– Jasne. Co jest? – usiadłem obok, ale nie za blisko. Coś w jej postawie mówiło: „Zachowaj dystans”.
– Patryk… Nie wiem, jak to powiedzieć… Nie jestem już pewna. Wszystkiego. My. Ja. Ty.
Zamarłem.
– O czym ty mówisz?
– O nas. Od jakiegoś czasu czuję, że… się duszę. Wiesz, ta wróżba…
– Karola, to był żart. Papierowa głupotka, śmiałaś się przecież!
– Wiem. Wtedy tak, ale potem zaczęłam się zastanawiać. Może coś w tym było. Może to był znak, że się oszukuję. Że nie jesteśmy sobie pisani.
– Przecież wszystko było dobrze… – głos mi się załamał. – Byliśmy razem, planowaliśmy ferie, mówiłaś, że…
– Patryk, proszę cię. Nie rób tego trudniejszym, niż już jest.
– To co, tak po prostu ze mną zrywasz? Przez wróżbę?
– Nie przez wróżbę. Przez wszystko. To był tylko impuls. Ja po prostu… muszę się stąd uwolnić.
Nie miałem siły pytać o więcej. Tylko patrzyłem, jak wstaje i wychodzi. Drzwi zamknęły się cicho, jakby nawet one nie chciały mi robić przykrości. Zostałem sam. Z pytaniem, które wbijało się w głowę jak gwóźdź: „Dlaczego?”.
To nie była tylko wróżba
Nie spałem przez pierwsze dwie noce. Nie dlatego, że płakałem – nie, łzy przyszły później. Najpierw był szok. Jakby ktoś wyjął mi dywan spod nóg i zostawił, żebym walił głową o podłogę raz za razem. Odtwarzałem w myślach tamtą imprezę. Śmiech, wróżba, ten błysk w oku Karoliny. To nie był przypadek. Nie była tylko „poruszona”. Już wtedy coś wiedziała. Już wtedy planowała?
Próbowałem do niej napisać. Nie odpowiedziała. W końcu poszedłem do Sylwii. Udawałem, że to przypadkowe spotkanie, ale tak naprawdę od godziny krążyłem wokół jej bloku.
– Patryk? O, hej… wszystko w porządku? – zapytała, trochę zaskoczona, trochę zakłopotana.
– Możemy chwilę pogadać?
Usiedliśmy w kuchni. Herbata pachniała malinami, ale ja nic nie czułem.
– Wiesz może… czy Karolina mówiła coś wcześniej? Przed tą wróżbą?
Sylwia skrzywiła się lekko, wzruszyła ramionami.
– Nie. Karolina? Nic mi nie mówiła… Ale wiesz, jaka ona jest. Jak coś poczuje, to działa. Czasem impulsywnie. Czasem za szybko.
– Czyli co, ta wróżba naprawdę ją poruszyła?
– Trudno powiedzieć. Śmiała się… ale potem przez chwilę siedziała cicho. Może ją tknęło, kto wie? Nie sądziłam, że to wpłynie na was aż tak. Przykro mi, Patryk.
Skinąłem głową, jakbym rozumiał. Nie rozumiałem nic. Wróciłem do mieszkania i po raz kolejny obejrzałem filmik z sylwestra, który ktoś wrzucił do wspólnej grupy. Na sekundę widać Karolinę. Patrzy w kamerę, uśmiecha się, a potem… odwraca wzrok. Gdzieś w bok. Siedziałem w tym wszystkim jak idiota, przekonany, że „nam to nie grozi”. Przecież ta wróżba miała być tylko żartem.
Szybko jej przeszło
To był wtorek. Nie szukałem jej, naprawdę. Po prostu wyszedłem z pracy wcześniej, przechodziłem przez galerię, chciałem coś zjeść. Jechałem schodami ruchomymi, kiedy ją zobaczyłem. Karolina. W różowym swetrze, który dobrze znałem. Jakiś facet obok niej. Nie trzymali się za ręce, ale szli zbyt blisko. Wyglądali zbyt znajomo. Coś między nimi pulsowało. Coś, czego nie umiałem nie widzieć.
Zamarłem. Zanim zdążyła mnie zauważyć, zjechałem niżej, schowałem się za filarem. Obserwowałem, jak zamawiają kawę, siadają przy stoliku. On mówił coś z uśmiechem, ona się śmiała – tym śmiechem, który kiedyś był tylko mój.
Zadzwoniłem do niej godzinę później. Głos miałem spokojny.
– Z kim byłaś dziś w galerii?
Cisza. Długa, ciężka.
– To nie twoja sprawa. Mówiłam, że nie jesteśmy już razem – odparła chłodno.
– I już z kimś jesteś? Tydzień po zerwaniu?
– Patryk, proszę cię. Nie rób scen. Nie muszę ci się tłumaczyć.
– To był tylko żart, Karola. Ta wróżba. My…
– Dla ciebie to był żart. Dla mnie może coś więcej.
Rozłączyła się. Patrzyłem w ekran telefonu, jakby miał mi odpowiedzieć, co się właśnie wydarzyło. Dudniło mi w skroniach. Złość, zazdrość, upokorzenie – wszystko naraz. Zacisnąłem pięści, walcząc z ochotą, żeby wyjść i coś rozwalić. Zrozumiałem coś: ta wróżba była tylko pretekstem. Ona odeszła już wcześniej. Ja po prostu za późno to zauważyłem. A może… nie chciałem zauważyć?
Nic nie wróciło
Siedziałem na ławce przy naszym jeziorze. Tym samym, gdzie kiedyś piliśmy wino i śmialiśmy się z kaczek, które łakomie patrzyły na nasze chrupki. Pamiętam, że wtedy powiedziała:
– Gdybyś kiedyś mnie zostawił, wróciłabym tu i czekała, aż zmądrzejesz.
Teraz ja tu byłem. Tylko że ona nie miała zamiaru wracać. Minęły trzy tygodnie od naszej ostatniej rozmowy. Nie pisałem. Nie dzwoniłem. Czułem się jak ktoś, kto został wyprowadzony z pokoju, zanim zrozumiał, że w ogóle trwała rozmowa. Przegapiłem coś? A może... po prostu byłem tłem, z którego w końcu trzeba było wyjść?
Gapiłem się w wodę. Gładka tafla, bez ruchu. W głowie cisza, taka inna niż na początku. Już nie krzyczałem do siebie „dlaczego”. Teraz raczej: „po co”. Zaczynałem rozumieć, że czasem najgłupsze rzeczy – żart, wróżba, przypadkowe słowo – uruchamiają lawinę. Nie one są powodem. Powód pojawił się wcześniej. Dojrzewał w niej cichutko. Ja tylko nie chciałem go zauważyć.
Czy jej wybaczyłem? Nie. Jeszcze nie. Pierwszy raz od tamtej nocy poczułem jednak, że muszę skupić się na sobie. Muszę wstać z tej ławki. Iść przed siebie, choćby po omacku. Bez niej. Nie było wielkiego oczyszczenia, ani heroicznego wniosku. Po prostu... wiedziałem, że muszę zacząć znowu żyć. Po swojemu.
Zostały mi gorzkie wspomnienia
Czasem myślę, że to nie była wróżba. To była bomba, którą ona od dawna trzymała w kieszeni. Wystarczyło jedno hasło, jeden „znak”, żeby nacisnąć detonator. I wszystko się rozpadło. Ludzie mówią, że czas leczy, że potem człowiek rozumie. Może. Ja wciąż nie rozumiem nic. Nie rozumiem, jak można się śmiać, patrzeć komuś w oczy, całować go przed snem – i równocześnie planować odejście.
Nie wiem, kiedy przestała mnie kochać, czy kiedykolwiek naprawdę kochała. Nie mam już odwagi, żeby szukać odpowiedzi. Nie wróciłem nad jezioro. Nie jestem gotów, żeby patrzeć na miejsca, które mówiły „my”, a teraz mówią „nigdy więcej”.
Zostawiła w moim mieszkaniu kilka rzeczy. Sweter, który lubiła nosić po kąpieli. Gumkę do włosów, która spadła z szafki. Paragon z kina. Nie wyrzuciłem ich. Leżą w pudełku na dnie szafy. Jak dowód, że to wszystko naprawdę się zdarzyło, że nie zwariowałem. Wróżba powiedziała jej, że znajdzie kogoś lepszego. Nie wiem, czy go znalazła. Wiem tylko, że ja zgubiłem coś, czego już nie znajdę. Nie ją. Siebie przy niej.
Patryk, 28 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Tegorocznego sylwestra spędzę w towarzystwie kota. Raczej nie mam co liczyć na żadną szaloną imprezę”
- „Liczyłam na cudowne święta u boku mojego chłopaka. Kiedy ja ubierałam choinkę, drań planował wczasy pod palmami z inną”
- „Zrobiłam eksperyment i przestałam pisać do znajomych jako pierwsza. Byłam w szoku, co się wydarzyło w sylwestra”

