Reklama

Dzwonił twój brat – powiedział Tadek, kiedy tylko weszłam do domu. – Z ojcem jest coraz gorzej, lekarze nie dają mu większych nadziei. Podobno to już koniec… Właściwie spodziewałam się tego. Mój tata miał przed tygodniem trzeci udar.

Michał zadzwonił wtedy do mnie i pierwszy raz od kilku lat usłyszałam jego głos. Wiedziałam, że powinnam do nich pojechać, zobaczyć się z ojcem, póki jeszcze żył. Jednak świadomość, że musiałabym spotkać się z moim bratem, rozmawiać z nim, może nawet udawać kochającą siostrę przed rodziną i dawnymi znajomymi – powstrzymywała mnie od tego.

Chyba nie dałabym rady…

A wszystko dlatego, że to, co się stało wtedy, w moje pierwsze dorosłe urodziny, tkwiło we mnie zbyt mocno, abym mogła pogodzić się z bratem nawet w obliczu śmierci naszego ojca.

– Pojedź tam – ze smutnych myśli wyrwał mnie głos męża, jakby w nich czytał. – Bo potem może być za późno i będziesz tego do końca życia żałować.

Tadek miał rację. Dlatego jeszcze tego samego wieczoru zarezerwowałam pokój w hotelu położonym jak najdalej od mojej dzielnicy. Żeby nie spotkać nikogo znajomego i nikomu nie odpowiadać, dlaczego tak nagle wtedy zniknęłam. Postanowiłam, że pójdę do szpitala, zobaczę się z ojcem i zostanę tak długo, jak będzie trzeba. Ale nie odezwę się do brata, nawet na niego nie spojrzę. Dziesięć lat temu obiecałam to sobie i zamierzam dotrzymać obietnicy. Nigdy mu nie wybaczę tego, co mi kiedyś zrobił…

Do rodzinnego miasta miałam ponad siedemset kilometrów, bo wtedy uciekłam, jak można było najdalej. Teraz więc czekało mnie sporo godzin jazdy, podczas których nie mogłam przestać myśleć o przeszłości i mojej krzywdzie. Chodziłam do klasy maturalnej, za chwilę miałam zdawać egzamin dojrzałości…

Byłam prawie dorosła, a chyba tylko ja w klasie nie miałam chłopaka i wciąż byłam dziewicą. Wszystkie moje kumpelki już dawno przeżyły swój pierwszy raz i pewnie uznałyby, że to niezły ubaw, gdyby się dowiedziały, jak jest ze mną naprawdę. One wciąż zmieniały chłopaków. Dla nich pójście do łóżka nie było żadnym problemem, seks traktowały jako dobrą zabawę. A Iza, z którą kumplowałam się od pierwszej klasy liceum, zwykła mawiać, że seks to najlepszy ze wszystkich kosmetyków, bo każdy pryszcz po nim znika.

– Tobie też by się przydał taki zabieg, i to w dużej dawce – żartowała, przyglądając się mojej nie najlepszej cerze. – Jak chcesz, mogę ci coś załatwić…

A mnie marzyła się wielka miłość, świece, kwiaty, muzyka, pocałunki, gorące wyznania.
Byłam po prostu niepoprawną romantyczką. I co zrobić? Wiadomo, jak ludzie myślą: nie masz chłopaka, to znaczy, że nikt cię nie chce. Dlatego w gruncie rzeczy wstydziłam się swojego dziewictwa i tylko Izie powiedziałam o tym w sekrecie.

– Chyba żartujesz! – zaśmiała się wtedy. – Chcesz powiedzieć, że jeszcze nie uprawiałaś seksu?

– No… nie – odparłam nieco zmieszana jej reakcją.

– Ale dlaczego? – spojrzała na mnie zdumiona.

– Bo w nikim nie byłam jeszcze tak zakochana, żeby to zrobić – odparłam. – Wiesz, żeby było tak pięknie, z uczuciem, romantycznie…

– Ty chyba jesteś walnięta, Wera – pokręciła głową. – Jak będziesz tak czekać w nieskończoność na królewicza z bajki, to zostaniesz starą, zgorzkniałą babą z pomarszczoną twarzą! –zaśmiała się.

Piłyśmy wtedy herbatę w barze przy lodowisku. Ledwie udało nam się znaleźć wolny stolik, na ślizgawkę przechodziło tu niemal całe nasze liceum. W pewnej chwili Iza pomachała komuś ręką. W naszą stronę zbliżał się mój brat Michał wraz ze swoim kumplem. Przyjaciółka westchnęła na głos z nieskrywanym zachwytem:

– Ależ ciacho z tego twojego brata! Naprawdę wiele bym dała, żeby mnie przeleciał…

Oburzyły mnie jej słowa. Przecież mówiła o moim bracie! Już chciałam coś odpowiedzieć, ale ugryzłam się w język, bo chłopcy dotarli do naszego stolika. Przysiedli się do nas, więc zamilkłam.
Ten kumpel brata, Alek, trochę mi się podobał. Jednak wiedziałam, że taki jak on może mieć każdą dziewczynę w mieście. Gdzieżby tam zwrócił uwagę na mnie – przeciętną szarą myszkę o cerze z wiecznymi problemami! Był tak przystojny, że aż wydawało się to nieprawdopodobne!

Wtedy, w tamtym barze, nawet przyszło mi do głowy, że może bym i chciała, żeby to właśnie
z nim przeżyć mój pierwszy raz. Aż mi się gorąco zrobiło na samą myśl o tym.

– Słuchajcie, a może byśmy skoczyli się przebrać, a potem wybrali się we czwórkę do kina i potańczyć? – nieoczekiwanie zaproponowała Iza. – W końcu coś nam się od życia należy, a nie tylko kucie.

Niezwykły prezent na osiemnastkę…

No i poszliśmy. Ten wieczór okazał się zresztą całkiem fajny. Byłam blisko Alka, czułam jego zapach, dotyk dłoni, a gdy tańczyliśmy w dyskotece, mocno do siebie przytuleni, prawie się zakochałam. I pragnienie bycia z tym chłopakiem stało się tak silne, że aż bolało. Tak bolało mnie całe ciało z pragnienia, z pożądania, z chęci bliskości.

– Słuchaj, Wera, ty chyba na niego lecisz, co? – spytała mnie Iza, gdy wyszłyśmy poprawić makijaż. – Jesteś taka napalona, że aż się z ciebie dymi!

– Naprawdę to aż tak po mnie widać? – zaniepokoiłam się.

– Ja widzę… W każdym razie coś z tym trzeba zrobić! – zaśmiała się. – Może urządzimy takie seksparty we czwórkę: ja z Michałem, a ty z tym Alkiem?

– Iza, co ty wygadujesz? – przestraszyłam się. – Przecież ja jeszcze nigdy… No wiesz, z żadnym, a ty mi proponujesz robić to we czwórkę?!

– Coś ty! – potrząsnęła głową. – Wynajmiemy w hotelu dwupokojowy apartament i się zabawimy. Każda para osobno.

Wtedy coś mi przyszło do głowy. Za dwa tygodnie obchodziłam osiemnaste urodziny i robiłam większą imprezkę dla całej klasy, ale potem mogłyśmy urządzić bardziej kameralną, tylko dla naszej czwórki. Opowiedziałam Izie o swoim pomyśle.

– Zrobiłabym sobie taki prezent na dorosłość – zakończyłam.

– Super! Sama bym lepiej nie wymyśliła – ucieszyła się. – Chłopaki będą zachwyceni, a ty dostaniesz ten swój prezent, spoko! – powiedziała i mrugnęła porozumiewawczo.

Trochę się obawiałam reakcji Michała, był w końcu moim bratem. Nie miał nic przeciwko temu. O dziwo, aż zagwizdał.

– Widzę, siostra, że naprawdę dojrzewasz! – roześmiał się. – Jasne, że na to idziemy. Mnie się bardzo podoba ten pomysł, a tobie? – zwrócił się do Alka.

– Mnie też – odparł tamten krótko, a potem mnie objął i pocałował namiętnie. – Z takimi laskami zawsze i wszędzie.

Ja tę noc faktycznie zapamiętam

Powiedział to jakoś tak… lekko, jakby to było samo przez się zrozumiałe. Jego ton niespecjalnie mi się spodobał, ale ponieważ byłam już trochę wyluzowana po drinku, machnęłam na to ręką. Nie chciałam psuć sobie wieczoru. Tak dobrze mi było w objęciach Alka… A na parkiecie, kiedy tańczyliśmy, czułam przedsmak tego, co miało się zdarzyć za dwa tygodnie. Zapowiadało się bardzo interesująco.
Z wynajęciem apartamentu nie miałyśmy problemu. Iza była już pełnoletnia. Kasę też miałyśmy. Dostawałam od ojca dość spore kieszonkowe. Tym większe, im lepsze były moje oceny. A ponieważ należałam do prymusów – sami rozumiecie…

Chłopcy mieli załatwić alkohol – jakieś wino, szampana i wódkę, my zamówiłyśmy kateringowe jedzonko. Michał obiecał wziąć swoje najlepsze płyty.

– Zobaczysz, zapamiętasz ten wieczór na całe życie – powiedziała mi dzień wcześniej Iza, a jej oczy błyszczały podnieceniem.

– Już moja w tym głowa, żeby to było niczym jazda bez trzymanki.

Wiedziałam, że zapamiętam go na całe życie. Bo przecież wtedy właśnie miałam się stać prawdziwą kobietą. I szczerze mówiąc, trochę się obawiałam, jak to będzie. Ze strachem myślałam o bólu, lecz Alek wyglądał na faceta z klasą i na takiego, który potrafi być miły i delikatny w tych sprawach. No i zaspokoić pragnienia dziewczyny… nawet największej romantyczki. Musiało się udać.

A jednak na wszelki wypadek, w tajemnicy przed wszystkimi, strzeliłam sobie „przed” lufkę czystej, żeby mieć więcej odwagi i być bardziej rozluźniona. W hotelowym pokoju, oświetlonym jedynie kilkoma świecami, panował półmrok. Nastrojowa wolna muzyka, rozgrzane ramiona Alka, jego pachnący alkoholem gorący oddech na mojej szyi, dłonie zsuwające mi się po plecach coraz niżej, na biodra i pośladki, jego noga wsunięta pomiędzy moje uda… Tańczyliśmy, piliśmy wino, a w głowie kręciło mi się coraz bardziej…

Gdzieś obok widziałam przytulonych do siebie Michała z Izą, słyszałam jej chichot.

– Chodźmy do drugiego pokoju – szepnął w pewnej chwili Alek. – Chcę ciebie już mieć, nie wytrzymam dłużej – i położył moją dłoń na swoim rozporku. – Czujesz? On jest gotowy. Ty zresztą też jesteś rozgrzana, jak widzę… Chodźmy – pociągnął mnie w stronę drzwi, a gdy tylko zamknęły się za nami, zaczął mnie rozbierać.

Usłyszałam trzask targanych jego palcami pończoch. Zdarł ze mnie bluzkę, potem stanik. Poczułam jego zęby na swoich piersiach. Był taki gwałtowny, wręcz agresywny! Pchnął mnie na łóżko, przycisnął całym sobą. Wydawało mi się, że za moment się uduszę, nie mogłam oddychać… Chciałam się wyrwać, odpychałam go rękami, lecz on trzymał je mocno.

A potem na siłę rozsunął mi nogi i nagle poczułam straszny ból. Krzyknęłam; wydawało mi się, że on rozdziera mnie na pół. To było naprawdę koszmarne… Zdecydowanie nie tak sobie wyobrażałam mój pierwszy raz. To miało wyglądać zupełnie inaczej! Bałam się, że jeszcze chwila i zemdleję. Byłam gdzieś na granicy świadomości. Ale najgorsze miało dopiero nastąpić…

Po chwili usłyszałam, jak otwierają się drzwi. Pomyślałam, że może to mój brat albo Iza, i poczułam wstyd. Skuliłam się cała w sobie, o tyle, o ile mogłam to zrobić. Wciąż leżałam na łóżku. Alek wciskał mnie w materac całym ciężarem swojego ciała. W pokoju było ciemno, paliła się tylko jedna świeca, jednak mimo to w półmroku ujrzałam pochylające się nade mną postacie dwóch chłopaków.

Widziałam, jak jeden z nich rozpina spodnie, odpycha ręką Alka, który zsunął się ze mnie. Przerażona krzyknęłam, chciałam zerwać się i uciec, ale ten chłopak na mnie już leżał, wciskał się we mnie, a jego doń rozgniatała mi twarz… Gdzieś w tyle głowy słyszałam śmiech Alka i tego trzeciego.

Musiałam stamtąd uciec jak najdalej

Nie wiem, ile razy zgwałcili mnie tej nocy we trzech. Nie miałam także pojęcia, kim było tamtych dwóch, chociaż wydawali mi się jakby znajomi… Gdy ocknęłam się nad ranem, byłam w pokoju sama. Uciekłam stamtąd, nie sprawdzając nawet, czy obok nadal jest Iza z Michałem. I dopiero później, gdy wróciłam już do domu, na wpół żywa, obolała i przerażona, przypomniałam sobie, że znam twarze tych dwóch chłopaków. To byli kumple mojego brata!

A więc to on, to mój brat mi to zrobił! Jak mógł być tak nikczemny? Jak mógł napuścić na mnie swoich kolegów, kazać im mnie zgwałcić?! I dlaczego? Nie rozumiałam tego, przecież zawsze dogadywaliśmy się ze sobą, było spoko miedzy nami… Jego samego zobaczyłam dopiero po południu. Leżałam zapłakana na łóżku, tępo wpatrując się w sufit, kiedy wszedł do mojego pokoju i jakby nigdy nic położył na biurku paczuszki.

– Zapomniałaś zabrać swoje prezenty urodzinowe – powiedział i uśmiechnął się. – Ale rozumiem, najważniejszy był ekstra prezent. Zadowolona jesteś?

Gdybym potrafiła, zabiłabym go w tamtej chwili. Ale mogłam wydusić z siebie tylko kilka słów.
– Nienawidzę cię. Wynoś się stąd – i wskazałam ręką drzwi.

Roześmiał się tylko i wyszedł. Nie powiedziałam o niczym rodzicom. Wstydziłam się i jednocześnie bałam. Zresztą oni, zajęci swoimi karierami, niczego nie zauważyli. Dla nich ważne były tylko moje oceny w szkole. Wtedy, właśnie tamtego ranka dzień po moim koszmarze, postanowiłam, że muszę uciec z tego domu, z tego miasta, od tych wszystkich ludzi. Jak najszybciej. Kiedy tylko zdam maturę.
Uczyłam się jak oszalała, jakby od tego miało zależeć moje życie, byłam jak robot. Zamykałam się w swoim pokoju, z nikim się nie spotykałam. Bałam się nawet chodzić po ulicach, żeby nie natknąć się na Alka i na tych dwóch, których twarze na zawsze utkwiły mi w pamięci.

No i, oczywiście, skończyło się moje kumplowanie z Izą. Zresztą ona sama po tych moich urodzinach zaczęła być jakaś dziwna, patrzyła na mnie z drwiną, nie chciała ze mną gadać, w końcu przeniosła się do innej ławki. A mnie to było nawet na rękę. Maturę zdałam jako najlepsza w szkole. Na studia wyjechałam najdalej, jak tylko mogłam. I tu zostałam. Znalazłam pracę, zaczęłam nowe życie, w którym nie było miejsca dla mojego brata.

Zerwałam z nim wszelki kontakt, nic nikomu nie tłumacząc, nawet rodzicom. Sporo lat musiało upłynąć, żeby pojawił się w tym moim nowym życiu jakikolwiek mężczyzna. I żebym pozwoliła się mu dotknąć. Ale Tadek umiał do mnie dotrzeć i o nic nie pytał. To on nauczył mnie tkliwości i miłości, to on sprawił, że znów poczułam swoją kobiecość. Tę samą, z której kiedyś okrutnie mnie odarto z winy brata.

O tym rozmyślałam przez całą drogę do rodzinnego miasta. Jednak teraz liczył się już tylko mój ojciec. Wspomnienie koszmaru sprzed lat nie mogło mnie powstrzymać przed odwiedzeniem go. Musiałam przynajmniej na chwilę zapomnieć… Niestety, nie udało mi się. Kilka chwil po tym jak stanęłam przy łóżku nieprzytomnego ojca, w sali pojawił się Michał. Kątem oka dostrzegłam, że na mój widok zatrzymał się w drzwiach, jednak zaraz stał już przy mnie.

– Witaj – powiedział cicho.

– Dobrze, że przyjechałaś. Powinniśmy chyba porozmawiać.

– Nie do ciebie przyjechałam, tylko do taty – szepnęłam, nawet się do niego nie odwracając.

– Zostaw mnie w spokoju.

– Mimo wszystko musimy porozmawiać – jego głos brzmiał naprawdę stanowczo, jakby nie miał zamiaru odpuścić.

Drgnęłam, gdy poczułam na swoim ramieniu jego dłoń.

– Nie dotykaj mnie – mój szept zabrzmiał jak krzyk. – Nigdy więcej nie waż się mnie dotknąć.

– Posłuchaj, nasz ojciec umiera, lada moment może odejść – starał się mówić spokojnie.– I tutaj, przy jego łóżku oświadczam ci, że nie rozumiem, dlaczego tak mnie traktujesz. Co ja ci takiego zrobiłem?

– Jak takie słowa mogą ci przejść prze gardło? – popatrzyłam na niego z pogardą.

– Wychodzę stąd teraz, zaczekam na korytarzu i wrócę do ojca dopiero, kiedy ty stąd wyjdziesz – szybkim krokiem ruszyłam do drzwi. – Nie mogę oddychać tym samym powietrzem co ty.

Usiadłam na szpitalnej ławce, głowę oparłam o ścianę i przymknęłam oczy… Łzy same popłynęły mi po policzkach. Jak Michał mógł być tak podły? Jak mógł udawać, że nie wie, dlaczego wyrzuciłam go ze swojego życia?! A może wiedział, tylko nie rozumiał… Zresztą, jaka to różnica?

Nigdy mu nie wybaczę, nawet jeśli nasz tata umrze…

– Nie możemy tak dalej żyć – usłyszałam obok głos Michała, który wyszedł za mną na korytarz. – Jeżeli mam czuć się winny, to powiedz mi chociaż dlaczego. Proszę, wytłumacz mi to wreszcie – usiadł obok i bezczelnie wziął mnie za rękę.

– Nie dotykaj mnie! – wrzasnęłam, wyrywając się i spojrzałam mu w oczy z nienawiścią. – Ty jesteś głupi czy tylko takiego udajesz? Mówisz, że nie wiesz? A tamta noc, moje urodziny w hotelu, gdy twoi kumple mnie zgwałcili… – nie mogłam dalej mówić, głos uwiązł mi w gardle.

– Mówisz o swojej osiemnastce? – Michał popatrzył na mnie zdumiony. – Jak to cię zgwałcili? Przecież ty sama chciałaś ostrej zabawy.

Słów mi zabrakło na taką niegodziwość… Jak on mógł o tym mówić z takim spokojem, patrząc mi prosto w oczy? Szczyt chamstwa i okrucieństwa! Chciałam wstać i odejść, nie mogłam już go słuchać. Podniosłam się, ale Michał znów chwycił mnie za rękę.

– Poczekaj, musimy sobie to wyjaśnić do końca – stanął naprzeciwko, trzymając mnie za ramiona. – Przecież to było twoje największe marzenie, taka ostra jazda z kilkoma facetami. Chciałaś w końcu takiego prezentu czy nie?

– O czym ty mówisz, człowieku?! – szarpnęłam się.

– Przecież ta twoja koleżanka, Iza, przyszła do mnie kilka dni przed tą imprezą i powiedziała, żebym ci załatwił jeszcze ze dwóch facetów, że to jest twoje najskrytsze pragnienie i ona chce ci zrobić taki prezent – powiedział. – To miała być tajemnica, miałaś nie wiedzieć, co cię czeka, bo to cię podobno kręciło…

Nogi się pode mną ugięły. Zachwiałam się… Gdyby mnie nie podtrzymał, pewnie bym upadła. A więc to Iza… Przypomniałam sobie te jej spojrzenia, te uśmieszki, to gadanie, że załatwi mi niezapomniane przeżycia… Moja przyjaciółka mi to zrobiła! Osoba, której ufałam i zwierzyłam się z największej mojej tajemnicy. Wciągnęła w to mojego brata…

– Boże, Wera, ty naprawdę nie wiedziałaś o tych dwóch kolesiach? – Michał patrzył na mnie wzrokiem zbitego psa. – Rzeczywiście, jak mogłem być tak głupi, żeby jej uwierzyć! Przecież wiedziałem, jaka ty jesteś – spojrzał na mnie z rozpaczą. – Dlaczego nic nie powiedziałaś? Dlaczego?!

Wydawał się szczerze załamany. A ja patrzyłam na niego lodowatym wzrokiem i milczałam. Usiadłam na ławce, schowałam twarz w dłoniach. Dziesięć straconych lat – lat samotności, żalu i nienawiści do brata. I co ja teraz mam z tym zrobić?

– Chodźmy do taty. Chyba odzyskał przytomność – powiedział cicho Michał. – Teraz on jest najważniejszy. A potem… Potem może uda nam się zacząć od nowa.

Czytaj także:
„Moja teściowa uwielbiała eks-żonę Krzyśka - mnie nie cierpiała. Nazywała mnie jej imieniem i nie przyszła na nasz ślub”
„Moja przyjaciółka i mąż przez lata prowadzili podwójne życie. Okazało się, że mój Tomek jest ojcem jej dziecka”
„W wieku 60 lat wreszcie poczułam się dorosła. Wzięłam rozwód, założyłam konto w banku i zrobiłam prawo jazdy”

Reklama
Reklama
Reklama