„Przez 5 lat słuchałam, jak mama oczernia moją teściową. W końcu zrozumiałam, która z nich mówiła prawdę”
„Te słowa wracały do mnie nocami. Zaczęłam się zastanawiać, czy kiedykolwiek dałam teściowej szansę. Czy może od początku patrzyłam na nią oczami mamy? Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że wkrótce wydarzy się coś, co zmusi mnie do zweryfikowania faktów”.

- Redakcja
Od kiedy poznałam Michała, zawsze byłam między nimi. Między mamą, która twierdziła, że chce dla mnie jak najlepiej, a teściową, którą znałam tylko z niedzielnych obiadów i rodzinnych uroczystości. Przez lata słuchałam, jak jedna opowiada o drugiej z cieniem w głosie. Wierzyłam, że lojalność wobec matki jest czymś oczywistym. Dopiero po czasie zrozumiałam, jak bardzo się myliłam.
Wierzyłam matce
Kiedy zaręczyłam się z Michałem, mama jako pierwsza zaczęła komentować jego rodzinę.
– Uważaj na jego matkę – powiedziała mi któregoś wieczoru, kiedy siedziałyśmy w kuchni. – Ona jest bardzo sprytna. Tacy ludzie potrafią się uśmiechać, a swoje wiedzą.
– Mamo, przecież ona zawsze była dla mnie miła – odpowiedziałam wtedy, mieszając herbatę.
– Bo jeszcze cię nie zna. Poczekaj, aż zobaczy, że nie jesteś taka, jak sobie wymarzyła dla syna.
To zdanie zostało ze mną na długo. Za każdym razem, gdy moja przyszła teściowa przytulała mnie na powitanie, w głowie słyszałam ostrzegawczy ton mamy. Gdy proponowała pomoc przy organizacji wesela, zastanawiałam się, czy to szczera chęć wsparcia, czy próba przejęcia kontroli.
– Jeśli chcesz, mogę zająć się kwiatami – zaproponowała mama Michała podczas jednej z wizyt. – Mam sprawdzoną kwiaciarnię.
– Dziękuję, porazimy sobie sami – odpowiedziałam sztywno.
Po powrocie do domu opowiedziałam o tym mamie.
– Widzisz? Już zaczyna. Najpierw kwiaty, potem będzie decydować o wszystkim – skwitowała.
Powoli zaczęłam patrzeć na teściową przez pryzmat tych uwag. Każde jej słowo analizowałam, doszukując się drugiego dna. Gdy powiedziała:
– Najważniejsze, żebyście byli szczęśliwi, reszta się ułoży.
Usłyszałam w tym: „Zobaczymy, czy dasz radę”. Michał zauważył, że coś jest nie tak.
– Czemu jesteś taka spięta przy mamie? – zapytał mnie któregoś dnia.
– Bo… nie wiem, mam wrażenie, że ona mnie ocenia – przyznałam.
– Moja mama? – zdziwił się. – Ona naprawdę chce dobrze.
Nie potrafiłam mu wytłumaczyć, że we mnie już rosło ziarno nieufności. Mama podlewała je regularnie.
– Już ją przejrzałam – mówiła. – Tylko jeszcze tego nie widzisz.
Wierzyłam jej. Przecież znała się na ludziach. Przecież całe życie mnie chroniła. Nie przyszło mi do głowy, że mogła się mylić. A to był dopiero początek.
Uznałam, że udaje niewinną
Po ślubie napięcie nie zniknęło, przeciwnie – stało się bardziej wyczuwalne. Mama coraz częściej znajdowała powody, żeby komentować moje życie.
– Byłaś u nich w niedzielę? – zapytała pewnego popołudnia, gdy przyszłam z wizytą.
– Tak, na obiedzie. Mama Michała zrobiła pierogi, on je uwielbia.
Mama uniosła brwi.
– Oczywiście. Musi pokazać, jaka to ona wspaniała gospodyni. A ty? Też coś przygotowałaś?
Poczułam ukłucie wstydu.
– Zrobiłam sałatkę.
– Sałatkę? – powtórzyła z lekkim uśmiechem. – No tak. Ona pewnie wszystko zrobiła sama, żebyś wypadła blado.
Wracałam wtedy do domu z ciężarem w głowie. Gdy kilka dni później teściowa zadzwoniła, by zapytać, czy nie potrzebujemy pomocy przy remoncie, odpowiedziałam chłodno.
– Poradzimy sobie.
Zapadła chwila ciszy.
– Dobrze, kochanie. Gdyby coś się zmieniło, daj znać.
Odłożyłam słuchawkę z poczuciem, że obroniłam swoje terytorium. Tylko przed kim właściwie? Najtrudniej było, gdy zaszłam w ciążę. Od pierwszego dnia mama przejęła inicjatywę.
– Teraz musisz uważać. Nie pozwól, żeby ktoś się wtrącał – powtarzała. – Szczególnie ona.
– Mamo, to też będzie jej wnuk – przypomniałam.
– Wnuk tak, ale to twój dom.
Kiedy teściowa dowiedziała się o ciąży, przyjechała z małym, ręcznie robionym kocykiem.
– Robiłam go wieczorami – powiedziała nieśmiało. – Może się przyda.
Przyjęłam prezent, ale w środku słyszałam głos mamy: „Zaczyna. Będzie chciała decydować o wszystkim”. Prawdziwe pęknięcie pojawiło się kilka miesięcy później. Mama przyszła do mnie zapłakana.
– Wiesz, co usłyszałam? – zaczęła bez przywitania. – Twoja teściowa powiedziała komuś, że ja cię kontroluję i nie daję ci żyć.
Zamarłam.
– Kto ci to powiedział?
– Nieważne. Ważne, że tak o mnie mówi. A ja tylko się o ciebie troszczę.
W tamtej chwili poczułam gniew. Zadzwoniłam do teściowej niemal natychmiast.
– Dlaczego opowiadasz o mojej mamie takie rzeczy? – zapytałam bez wstępu.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Jakie rzeczy? – jej głos był spokojny, ale wyraźnie zaskoczony.
– Że mnie kontroluje. Że nie daje mi żyć.
– Nigdy czegoś takiego nie powiedziałam – odpowiedziała powoli. – Marto, ja bardzo szanuję twoją mamę.
Nie uwierzyłam jej. Uznałam, że udaje niewinną. Przez kilka tygodni unikałam kontaktu. Michał patrzył na mnie z rosnącym niepokojem.
– Co się stało między tobą a mamą? – pytał.
– Nie chcę o tym rozmawiać.
Jednak napięcie rosło. W końcu Michał powiedział coś, czego się nie spodziewałam.
– Może powinnaś sama sprawdzić, co jest prawdą, a co nie. Nie wszystko, co słyszysz, musi być takie, jak się wydaje.
Te słowa wracały do mnie nocami. Zaczęłam się zastanawiać, czy kiedykolwiek dałam teściowej szansę. Czy może od początku patrzyłam na nią oczami mamy? Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że wkrótce wydarzy się coś, co zmusi mnie do zweryfikowania faktów.
Spojrzała na mnie uważnie
Przełom przyszedł niespodziewanie. Byłam w ósmym miesiącu ciąży, kiedy trafiłam do szpitala na obserwację. To nie było nic groźnego, ale lekarz wolał, żebym została kilka dni. Michał był w delegacji i mógł wrócić dopiero następnego dnia. Zadzwoniłam do mamy.
– Przyjedziesz? – zapytałam cicho.
– Oczywiście – odpowiedziała bez wahania.
Godzinę później siedziała przy moim łóżku, poprawiając mi poduszkę.
– Widzisz? Dlatego mówiłam, żebyś na siebie uważała – westchnęła. – Gdybyś mniej jeździła do nich…
– Mamo, to nie przez to – przerwałam jej zmęczona.
Wieczorem musiała wrócić do domu. Zostałam sama, trochę przestraszona, trochę rozdrażniona. Około osiemnastej ktoś zapukał do drzwi sali.
– Można? – usłyszałam znajomy głos.
To była teściowa. Stała w drzwiach z torbą i niepewnym uśmiechem.
– Michał do mnie zadzwonił – wyjaśniła. – Pomyślałam, że nie powinnaś być sama.
Zaskoczyła mnie. Nie spodziewałam się jej.
– Nie musiałaś... – zaczęłam, ale urwałam.
– Chciałam – poprawiła mnie łagodnie. – Jesteś dla mnie ważna.
Usiadła obok i wyciągnęła z torby termos z zupą.
– Wiem, że szpitalne jedzenie bywa różne.
Przez chwilę jadłam w milczeniu. W końcu zebrałam się na odwagę.
– Czy powiedziałaś komuś, że moja mama mnie kontroluje?
Spojrzała na mnie uważnie.
– Nie. Nigdy. Widzę, że twoja mama bardzo cię kocha. Może czasem jest nadopiekuńcza, ale to wynika z troski. Nie mam prawa jej oceniać.
– Ale ona twierdzi, że pani tak mówiła.
Teściowa westchnęła.
– Kiedyś próbowałam z nią porozmawiać. Powiedziałam, że powinniśmy dać wam przestrzeń, żebyście sami podejmowali decyzje. Może to odebrała jako atak. Nie wiem.
W jej głosie nie było złośliwości, tylko smutek.
– Nie chcę być między wami – dodała. – To twoja mama. Ja mogę tylko starać się być dobrą teściową.
Patrzyłam na nią i nagle zobaczyłam zmęczoną kobietę, która od miesięcy znosi moją rezerwę, chłód i podejrzliwość. Przypomniałam sobie wszystkie sytuacje, gdy interpretowałam jej słowa na najgorszy możliwy sposób.
– Dlaczego nigdy się nie broniłaś? – zapytałam.
Uśmiechnęła się lekko.
– Bo wiedziałam, że kiedyś sama zrozumiesz.
Te słowa mnie uderzyły. Po raz pierwszy poczułam, że to nie ona budowała mur między nami. Następnego dnia mama przyszła z samego rana. Zastała teściową przy moim łóżku.
– O, widzę, że już jest opieka – rzuciła chłodno.
– Mamo, usiądź – powiedziałam stanowczo. – Musimy porozmawiać.
Serce biło mi jak szalone, ale wiedziałam, że nie mogę dłużej uciekać.
Poznałam prawdę
Mama usiadła niechętnie na krześle przy oknie. Teściowa wstała.
– Może ja już pójdę – powiedziała cicho.
– Nie – zatrzymałam ją. – Zostań.
Cisza była ciężka. Spojrzałam na mamę i po raz pierwszy nie zobaczyłam w niej tylko opiekunki, ale kobietę, która też ma swoje lęki.
– Mamo, czy naprawdę uważasz, że mama Michała mnie kontroluje? – zapytałam spokojnie.
Zawahała się.
– Usłyszałam, że uważa, że powinnam dać ci więcej swobody.
– To nie to samo – odpowiedziałam.
Mama odwróciła wzrok.
– A jak to brzmi? Że się wtrącam. Że jestem problemem.
– Nikt tak nie powiedział – wtrąciła Teresa łagodnie. – Chciałam, żeby Marta miała przestrzeń na własne decyzje. To naturalne.
Mama spojrzała na nią z napięciem.
– Łatwo mówić. Ty masz syna. Ja mam tylko ją.
Te słowa wyjaśniły więcej niż wszystkie wcześniejsze rozmowy. Zrozumiałam, że mama nie walczyła z moją teściową. Ona walczyła z poczuciem, że mnie traci.
– Mamo – powiedziałam, czując, jak drży mi głos – nie przestaję być twoją córką, dlatego, że mam męża i dziecko. Jednak to moje życie. Muszę sama je układać.
W jej oczach pojawiły się łzy.
– Bałam się, że ona zajmie moje miejsce – wyszeptała.
Tymczasem prawda była prostsza
Teściowa podeszła bliżej.
– Nikt nie może zająć miejsca twojej mamy – powiedziała cicho. – Nie chcę niczego zabierać. Chcę tylko być obok.
Patrzyłam na nie obie i po raz pierwszy zobaczyłam, jak bardzo każda z nich potrzebowała zapewnienia, że jest ważna. Tyle miesięcy żyłam w przekonaniu, że jedna mówi prawdę, a druga manipuluje. Tymczasem prawda była prostsza – jedna kierowała się lękiem, druga cierpliwością.
– Mamo, przez długi czas wierzyłam we wszystko, co mówiłaś – przyznałam. – I niesprawiedliwie oceniałam mamę Michała.
– Czyli teraz jestem tą złą? – zapytała z goryczą.
– Nie. Jesteś tą, która się boi. Tylko że ja nie mogę żyć w ciągłym podejrzeniu wobec ludzi, którzy są dla mnie dobrzy.
Mama długo milczała. W końcu podeszła do łóżka i pogładziła mnie po ręce.
– Chciałam cię chronić – powiedziała. – Może za bardzo.
– Teraz pozwól mi samej wybierać – odpowiedziałam.
Kilka dni później wróciłam do domu. Teściowa pomagała mi przygotować pokój dla dziecka, mama przyjeżdżała na herbatę. Nie stały się nagle przyjaciółkami, ale przestały rywalizować. Najważniejsze było to, że przestałam słuchać szeptów podszytych strachem. Zaczęłam patrzeć na czyny. A czyny teściowej od początku były pełne życzliwości. Kiedy urodziła się moja córka, obie stały obok mnie. Mama ściskała mnie za rękę, teściowa poprawiała kocyk. I wtedy wiedziałam już na pewno, która z nich mówiła prawdę. Ta, która nie musiała nikogo oczerniać, żeby pokazać swoją wartość.
Marta, 33 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „W sanatorium znów uwierzyłam w miłość. Szkoda, że dla niego ważniejszy był mój pełny portfel niż uczucia”
- „Mąż zbierał paragony do koperty, a później robił ze mnie darmozjada. Najtańsze perfumy to dla niego zbędny luksus”
- „W Środę Popielcową spojrzałam mężowi w oczy i poprosiłam o szczerość. Jego wyznanie zniszczyło nasze małżeństwo”

