Reklama

Zawsze myślałam, że zaufanie to coś, co buduje się latami. Powoli, krok po kroku. A potem wystarczy jeden moment, by wszystko runęło. Mój świat też runął – niespodziewanie, cicho, jakby ktoś wyłączył światło w środku dnia i zostawił mnie w mroku.

Mam męża, Pawła, i dziesięcioletniego syna Igora. Pracuję zdalnie, prowadzę dom, jak to się mówi: „ogarniam” wszystko. Nasze życie było zwyczajne, może nie porywające, ale stabilne. Ufałam Pawłowi bezgranicznie. Nigdy nie był typem romantyka, raczej milczący, trochę zamknięty w sobie, ale wierzyłam, że to, co mamy, wystarczy, że razem przetrwamy wszystko.

Sylwię znałam z liceum. Zawsze była barwna, pewna siebie. Spotkałyśmy się przypadkiem po latach. Powiedziała, że się rozwiodła. Zaczęłyśmy się spotykać częściej. Poczułam, że jestem jej potrzebna. Może nawet trochę jej zazdrościłam tej „wolności”, choć nigdy bym się do tego nie przyznała. Chciałam być dla niej jak siostra. Pomagałam. Wspierałam.

Kiedy poprosiła mnie o pomoc z przeprowadzką, nie wahałam się ani chwili. Paweł miał wtedy kilka dni wolnego. Zaproponowałam, że pojedzie z nią, pomoże. Wydawało się to takie proste. Tylko dwa dni. Prosta przysługa. Co mogło się wydarzyć?

Nie miałam żadnych podejrzeń

– Klara, błagam cię, możesz mi coś doradzić z tą przeprowadzką? Ja sama nie dam rady, naprawdę – Sylwia wyglądała, jakby zaraz miała się rozpłakać. – Wszystko się na mnie zwaliło naraz. Praca, kłopoty finansowe, te durne meble... Przepraszam, nie powinnam tak narzekać.

– Sylwia, spokojnie. To przecież żaden problem. Mój Paweł ma dwa dni wolnego, porozmawiam z nim. Pomoże ci.

Spojrzała na mnie z niedowierzaniem, jakby nie wierzyła, że naprawdę to mówię. Może powinnam wtedy coś poczuć? Może jakieś ostrzeżenie powinno mi przemknąć przez myśl? Ale nic takiego się nie wydarzyło. Tylko cień ulgi w jej oczach.

Wieczorem, kiedy Paweł wrócił z pracy, zrobiłam mu herbatę i usiedliśmy razem na kanapie.

Mam do ciebie prośbę – zaczęłam.

– Coś się stało?

Sylwia ma kłopoty. Znowu coś się u niej posypało. Musi się wyprowadzić, a nie ma jak przewieźć rzeczy. Może... mógłbyś jej pomóc?

Paweł uniósł brwi.

– No nie wiem. Niby to tylko przewózka, ale dziwnie się z tym czuję. Nie znam jej aż tak dobrze.

– Znasz ją przecież. Pomóż jej, potem będziemy mieli święty spokój.

W końcu się zgodził. Spakował rzeczy, pożyczył busa od kumpla i wyjechał z samego rana. Powiedział, że pewnie zostanie na noc – Sylwia zaoferowała mu nocleg u swojego brata, żeby było bliżej. Wszystko brzmiało rozsądnie. Praktycznie. A mimo to... gdy zamknęły się za nim drzwi, poczułam coś dziwnego. Coś jak zgrzyt. Jakby gdzieś daleko w tle ktoś zadzwonił cichym dzwonkiem alarmowym, którego jeszcze nie potrafiłam zrozumieć.

Jakby coś się w nich zmieniło

Paweł wrócił późnym wieczorem. Zachowywał się jakoś ciszej niż zwykle. Wszedł do domu, zdjął buty i kurtkę, jakby się skradał. Przyniósł jeszcze torbę z narzędziami i od razu zniknął w łazience.

– Jak poszło? – zapytałam z kuchni, udając, że nie widzę jego dziwnego zachowania.

– W porządku. Ciężko było, dużo do noszenia. Padam na twarz – odpowiedział z zamkniętymi oczami, rzucając się na kanapę.

Usiadłam obok. Pocałowałam go w policzek. Był jakiś chłodniejszy niż zwykle. Jakby był gdzieś daleko. Próbowałam nie analizować, nie wkręcać nic sobie. Przecież był tylko zmęczony. A jednak... Z Sylwią też było jakoś inaczej. Kiedy napisałam do niej następnego dnia, odpisała dopiero wieczorem. Zdawkowo. Że wszystko już przeniesione, że dziękuje i „zwróci przysługę”. Jakoś dziwnie to zabrzmiało.

Zadzwoniłam do niej kolejnego dnia. Odebrała dopiero za trzecim razem.

– No hej, Klara... Co tam?

– Chciałam zapytać, jak się trzymasz. Paweł mówił, że było sporo roboty.

– Oj, było, było... Wiesz, zaproponowałam mu, żeby został dłużej. Tyle było rzeczy do ogarnięcia. Ale już po wszystkim.

– A co jedliście? – Pytałam tak, próbując wyczytać coś między słowami.

– Hm, coś tam zamówiłam... nie pamiętam już. Dni mi się mieszają – zaśmiała się nerwowo.

Poczułam, że kłamie. Że coś tu się nie klei. Niby nic wielkiego, a jednak... W moim ciele rozlało się nieprzyjemne ciepło. Intuicja? A może zwykła kobieca paranoja? W nocy nie mogłam zasnąć. Paweł spał obok, odwrócony do mnie plecami.

Nie sądziłam, że to usłyszę

Siedziałam w sypialni, pracując nad raportem, kiedy usłyszałam głos Pawła. Cichy, zduszony, dobiegający zza uchylonych drzwi do salonu. Rozmawiał przez telefon. Wstałam odruchowo, podeszłam na palcach. Nie miałam zamiaru podsłuchiwać, ale... nie mogłam się powstrzymać.

Nie wiem, co jej powiedzieć. Zachowuj się normalnie – mówił.

Zamarłam.

Ona coś przeczuwa. Już się dopytuje... Nie mogę tak ciągnąć tego w nieskończoność.

Potem cisza. Przeszłam jeszcze bliżej. Usłyszałam kobiecy głos. Cichy, ale wyraźny.

To był tylko jeden raz. Myślisz, że to coś znaczyło?

Ścisnęło mnie w środku. W gardle, w sercu, w brzuchu. Nie myślałam. Weszłam do salonu bez słowa. Paweł spojrzał na mnie jak przyłapany złodziej. Telefon zsunął mu się z dłoni na sofę. Nie rozłączył się – słyszałam jeszcze, jak Sylwia mówi w tle: „Halo? Paweł?”.

Patrzyłam na niego. On milczał.

Kto to był? – zapytałam.

Cisza. Oczy wbite w podłogę.

– Kto to był?! – krzyknęłam już, choć znałam odpowiedź.

Podniósł powoli głowę. W oczach miał strach i coś jeszcze. Wstyd? Rezygnację? Sylwia się rozłączyła. On stałam tam chwilę, w tej martwej ciszy, która stała się zbyt głośna. W jednej sekundzie coś we mnie się złamało. Jakby nagle wszystkie obrazy – śluby, śmiechy, wspólne kolacje – ktoś powrzucał do pieca i patrzył, jak się palą i śmiał się przy tym.

Padła gorzka prawda

– Czyli… to prawda – powiedziałam cicho, siadając na skraju kanapy. Ręce mi drżały. Czułam, jakby moje własne ciało mnie zdradziło i nie chciało współpracować.

Paweł usiadł naprzeciwko. Milczał, ale jego twarz... ta twarz, którą znałam jak własną, wyglądała obco. Wreszcie westchnął.

To się samo stało – powiedział. – Byłem u niej dwa dni. Piliśmy wino, gadaliśmy... Przysięgam, nie planowałem tego.

– Przestań – przerwałam mu. – Nie mów mi, że coś „samo się stało”. To nie przypadek. To decyzja. Twoja. Każdy pocałunek, każdy dotyk – to był wybór. A ja? Gdzie ja byłam w tym wszystkim?

Schylił głowę. Milczał.

To było tylko raz – powiedział po chwili. – Naprawdę. Jedna noc. Potem... potem już nic.

– Kto zaczął? – zapytałam.

Zawahał się. To było pytanie, którego nie chciał słyszeć. Widziałam to.

To nie ma znaczenia.

– Ma. Kto? – powtórzyłam ostrzej.

Nie odpowiedział. Oparł łokcie na kolanach, zakrył twarz dłońmi.

– Czy ja... – zaczęłam, ale głos mi się załamał – ...czy ja w ogóle się dla ciebie jeszcze liczę?

Spojrzał na mnie. Wtedy padło coś, co rozdarło mnie bardziej niż sama zdrada.

– Od dawna czułem się samotny, Klara. Byliśmy obok siebie, ale nie razem. Ty... ty żyłaś pracą, domem. Ja byłem tylko dodatkiem.

Poczułam, jak świat mi się rozmazuje. Jakby coś we mnie umierało.

Straciłam zaufanie do innych

Nie umawiałyśmy się na to spotkanie. Po prostu podeszłam do niej na targu, tam gdzie zwykle na stoisku sprzedawała swoje perfumy i błyskotki. Sylwia spojrzała na mnie, a potem szybko odwróciła wzrok. Już wiedziała.

– Musimy poważnie porozmawiać – powiedziałam chłodno.

Bez słowa weszła ze mną w boczną uliczkę. Pusto, cicho. Stałyśmy naprzeciwko siebie, jak dwie przeciwniczki. Może zawsze nimi byłyśmy.

– Dlaczego? – zapytałam. – Dlaczego mi to zrobiłaś?

Sylwia wzruszyła ramionami.

– Nie planowałam tego. Po prostu... Paweł był obok, słuchał mnie. Patrzył inaczej niż wszyscy. Zrozum mnie, ja jestem sama. Zawsze byłam sama.

– I co? Postanowiłaś zabrać męża swojej przyjaciółce? – zapytałam z jadem w głosie. – Tak wygląda twoja wersja przyjaźni?

– To nie tak. To... po prostu się wydarzyło. On też tego chciał. Nie zmuszałam go, Klara.

Zrobiłam krok do przodu. Mówiłam spokojnie, ale głos miałam drżący:

– Zabrałaś mi więcej niż mężczyznę. Ukradłaś mi zaufanie. Do ludzi. Do przyjaźni. Do siebie samej.

Sylwia patrzyła na mnie długo. W końcu spuściła wzrok.

– Nie jestem z niego dumna. Ani z siebie. Ale może... może to coś znaczyło. Dla mnie na pewno.

– Dla mnie znaczyło tylko jedno: że cię już nie ma. Nie jesteś już moją przyjaciółką. Jesteś nikim.

Odwróciłam się i odeszłam. Nie płakałam. To było pożegnanie. Nie tylko z nią – z dawną mną.

To mnie zmieniło na zawsze

Minęły trzy miesiące. W naszym domu panuje cisza. Taka, która nie koi, tylko ciąży. Paweł śpi w pokoju gościnnym. Nie ma krzyków, awantur, żadnych dramatycznych scen. Wszystko ucichło. Tylko we mnie wciąż coś krzyczy.

On próbuje się starać. Naprawia kran, przynosi zakupy, robi kolacje. Czasem mówi: „Może porozmawiamy?”. Czasem siada naprzeciwko mnie i patrzy, czekając. Tylko ja nie potrafię. Coś we mnie... zgasło. Złamało się i nie wiem, czy da się to jeszcze poskładać.

– Klara, czy ty mnie jeszcze kochasz? – zapytał pewnej nocy.

Zastanawiałam się nad tym pytaniem długo. Za długo.

Nie wiem – odpowiedziałam szczerze.

Czy można kochać kogoś, komu się już nie ufa? Czy można wrócić do człowieka, który przez chwilę wybrał kogoś innego? Nawet jeśli to był „tylko raz”. Nawet jeśli „nie planował”. Przecież w tym jednym razie zawarło się wszystko – lekceważenie, zdrada, kłamstwo.

Sylwia zniknęła z mojego życia. Nie tęsknię. Nie wspominam. Nie wybaczyłam. Paweł... nie wiem, co z nami będzie. Nie podjęłam decyzji. Daję sobie czas. Choć nie łudzę się, że on coś uleczy. Czas nie leczy. On po prostu przyzwyczaja – do bólu. Do obcości. Do życia, w którym nie wszystko da się naprawić.

Klara, 38 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama