Reklama

Zawsze uważałam się za kobietę rozsądną, lojalną i oddaną rodzinie. Matka, żona, teściowa – role, które przyszło mi odgrywać w życiu, traktowałam poważnie. Nie byłam wścibska, nigdy nie wtrącałam się w sprawy syna i jego żony, Karoliny. Ich małżeństwo wydawało mi się udane, chociaż widywaliśmy się rzadko. Mieszkali w innym mieście, a ja nie chciałam być uciążliwą teściową, która ciągle narzuca się młodym.

Reklama

Dlatego kiedy Karol zadzwonił i zaprosił mnie na kilkudniową wizytę, ucieszyłam się. Miałam zobaczyć wnuczka, porozmawiać z synem, spędzić miło czas. Ale tamtego dnia, w ich mieszkaniu, odkryłam coś, co postawiło mnie przed trudnym wyborem. Coś, co mogło rozbić ich małżeństwo i na zawsze zmienić naszą rodzinę.

Czy miałam prawo ingerować? Czy powinnam milczeć, chroniąc Karola przed bolesną prawdą? Jedno było pewne – z tej sytuacji nie było dobrego wyjścia.

Zachowywała się podejrzanie

Przyjechałam do Karola i Karoliny w piątkowy wieczór. Byłam zmęczona podróżą, ale uśmiechnięta. Syn przytulił mnie na powitanie, jego żona podała herbatę i zrobiła kolację. Od razu zauważyłam, że coś jest nie tak. Karolina była spięta, mówiła szybko, jakby chciała zagadać ciszę. Mój syn, który zwykle nie mógł się doczekać rozmowy ze mną, wydawał się zamyślony, nieobecny.

– Mamo, dobrze cię widzieć – powiedział w końcu, całując mnie w czoło. – Ale muszę cię przeprosić, bo mam jutro szkolenie w firmie. Szef stwierdził, że to obowiązkowe. Wracam późnym popołudniem.

– Nic nie szkodzi, odpocznę sobie, pobawię się z Kubusiem – zapewniłam go.

Karolina milczała, jakby nie podobała jej się ta sytuacja.

Następnego dnia, gdy Karol wyszedł do pracy, zostałam z synową i wnukiem. Kubuś bawił się w swoim pokoju, a ja pomagałam Karolinie przy śniadaniu. Starałam się rozluźnić atmosferę, opowiadałam anegdoty, ale miałam wrażenie, że synowa jest nieobecna myślami.

W końcu wstała od stołu i powiedziała:

– Mamo, pójdę na chwilę do sklepu, dobrze? Wracam za pół godziny.

Nie zdążyłam nawet odpowiedzieć, a już zakładała płaszcz. Wyszła szybko, jakby się spieszyła. Nie miałam złych przeczuć. Do czasu. Po jakichś dziesięciu minutach Kubuś wybiegł ze swojego pokoju.

– Babciu, gdzie mama?

– Poszła do sklepu, zaraz wróci – uspokoiłam go.

Ale mama nie chodzi do sklepu bez telefonu…

Zmarszczyłam brwi. Rzeczywiście, Karolina zostawiła telefon na kuchennym blacie. Zawsze miała go przy sobie, a teraz…

Kubuś wrócił do swojego pokoju, a ja bezwiednie spojrzałam na ekran telefonu. Przyszła wiadomość. Nie miałam w zwyczaju wtrącać się w cudze sprawy, ale SMS, który zobaczyłam, zmroził mi krew w żyłach: „Czekam w tym samym miejscu. Tęskniłem. Twój M.”.

Telefon prawie wypadł mi z rąk. Poczułam, jak serce bije mi szybciej. Kim był „M.”? I co oznaczało „w tym samym miejscu”? Usiadłam, czując się nagle jak intruz w życiu własnego syna. Ale jedno było pewne – Karolina coś ukrywała.

Musiałam to sprawdzić

Telefon Karoliny widniał przede mną, wciąż podświetlony, jakby kusił, bym zajrzała głębiej. Powinnam go odłożyć i udawać, że niczego nie widziałam. Ale nie mogłam. Przecież to mój syn, jego małżeństwo…

Nie wiedziałam, co robię, dopóki nie przesunęłam palcem po ekranie i nie otworzyłam wiadomości. Nie było blokady. To nie było w moim stylu, ale coś we mnie pękło. Może matczyna intuicja? Może strach przed tym, że Karol jest oszukiwany?

Oprócz tej jednej wiadomości, w telefonie było ich więcej. Kilka wcześniejszych, wszystkie od „M.”: „Nie mogę się doczekać, żeby cię zobaczyć”, „Kiedy znowu znajdziesz dla mnie chwilę?”, „Twój mąż nie podejrzewa?”. Zamknęłam oczy. Poczułam mdłości. Nie było już wątpliwości. Moja synowa miała romans. Odłożyłam telefon.

Drzwi wejściowe trzasnęły, aż podskoczyłam. Karolina wróciła, niosąc torbę z zakupami. Nie wiem, ile czasu minęło. Na mój widok lekko się zmieszała.

– Wszystko w porządku, mamo? – zapytała, zdejmując płaszcz.

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Czy od razu rzucić jej w twarz to, co odkryłam? Czy czekać? Zapytać wprost? Wstałam, ściskając w dłoni kubek herbaty.

– Karolina… Kto to jest M.?

Zamarła. Torba z zakupami osunęła się na podłogę. Nasze spojrzenia spotkały się na dłuższą chwilę.

– Co… O czym ty mówisz? – wymamrotała, ale widziałam, że się pogubiła.

Widziałam jego wiadomości – powiedziałam cicho. – Karol nic nie wie, prawda?

Przez moment myślałam, że się rozklei, że zacznie błagać o milczenie. Ale nie. Karolina odetchnęła, uniosła brodę i spojrzała mi prosto w oczy.

Nie powinnaś grzebać w moim telefonie.

– A ty nie powinnaś zdradzać mojego syna – odparłam ostro.

W jej oczach zobaczyłam błysk gniewu, ale zaraz potem zniknął, zastąpiony czymś innym – rezygnacją.

To nie tak, jak myślisz – szepnęła.

– To może mi wyjaśnisz? – skrzyżowałam ręce.

Karolina przygryzła wargę. Przez chwilę wydawało mi się, że coś powie, że przyzna się, przeprosi, ale zamiast tego wzięła głęboki oddech i rzuciła:

Nie mieszaj się w to, mamo.

Nie mieszaj się?! Jak mogłam się nie mieszać, skoro chodziło o mojego syna? Patrzyłam, jak schyla się po zakupy i odchodzi do kuchni. W mojej głowie dudniło tylko jedno pytanie – co teraz?

Byłam już tego pewna

Nie spałam całą noc. W głowie kłębiły mi się myśli, scenariusze, możliwe rozwiązania. A może się pomyliłam? Może „M.” to ktoś zupełnie niewinny? Może to jej brat, kuzyn, stary przyjaciel? Może przesadziłam? Ale jej reakcja mówiła wszystko. Karolina coś ukrywała.

Rano przy śniadaniu udawałyśmy, że nic się nie stało. Karolina zachowywała się normalnie, a ja... ja nie wiedziałam, co robić. Nie mogłam jej tak po prostu zostawić z tą tajemnicą.

Karol wrócił po południu, uśmiechnięty, rozluźniony. Przytulił mnie i pocałował Karolinę w policzek, a ja poczułam ucisk w żołądku. Nie wiedział. Niczego nie podejrzewał.

Po południu Karolina oznajmiła, że musi coś załatwić na mieście. Znowu.

– Mogłabym pojechać z tobą? – rzuciłam nagle, patrząc jej prosto w oczy.

Zadrżała.

– Nie, nie... to tylko takie sprawy... zakupy, apteka, nic ciekawego.

Wiedziałam, że kłamie. Gdy wyszła, ubrałam płaszcz i wyszłam za nią. Nie miałam konkretnego planu. Chciałam tylko zobaczyć, czy moje podejrzenia są słuszne.

Szła szybkim krokiem, rozglądając się nerwowo. W końcu zatrzymała się przed małą kawiarnią i weszła do środka. Serce waliło mi jak młotem, gdy stanęłam za rogiem i spojrzałam przez okno.

Był tam. Mężczyzna. Wysoki, dobrze ubrany, z siwiejącymi skroniami. Karolina usiadła naprzeciwko niego. Nie musiałam słyszeć, co mówiła – widziałam wszystko. Pochyliła się do niego, a on dotknął jej dłoni. Poczułam się, jakby ktoś uderzył mnie w twarz. To była prawda. Zdradzała mojego syna.

I teraz miałam wybór. Powiedzieć Karolowi? A może milczeć? Może lepiej nie niszczyć mu życia? Ale czy mogłam patrzeć, jak żyje w kłamstwie? Stałam tam jeszcze chwilę, czując, jak całe moje ciało drży. Wtedy Karolina nagle spojrzała w moją stronę. Zobaczyła mnie. I zbladła.

Jak mogła go tak okłamywać?

Karolina patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami. Była blada jak ściana, a jej ręka, spoczywająca na dłoni tego mężczyzny, gwałtownie się cofnęła. Mężczyzna coś do niej powiedział, ale ona go nie słuchała. Wpatrywała się we mnie z przerażeniem.

Nie czekałam. Odwróciłam się na pięcie i odeszłam. Serce waliło mi tak mocno, że ledwo mogłam złapać oddech. Co ja teraz zrobię?

Po kilku minutach usłyszałam za sobą szybkie kroki.

– Irena! – Karolina złapała mnie za ramię, zmuszając, bym się zatrzymała. – Posłuchaj mnie. To naprawdę nie tak, jak myślisz.

Spojrzałam jej w oczy. Była zdenerwowana, ale nie było w niej wstydu, skruchy. Raczej panika.

– A jak? – syknęłam. – Co możesz mi powiedzieć? Widziałam was. Dotykał twojej ręki, pochylałaś się do niego…

Rozejrzała się nerwowo, jakby bała się, że ktoś nas usłyszy.

– To skomplikowane… – zaczęła, ale nie dałam jej dokończyć.

Kłamiesz Karolowi prosto w twarz. Pozwalasz mu wierzyć, że macie udane małżeństwo, a tymczasem… – urwałam, bo łzy napłynęły mi do oczu.

Karolina wzięła głęboki oddech, jakby zbierała się na odwagę.

– Posłuchaj – powtórzyła. – To Marek. Dawny znajomy… sprzed lat.

– I co? Spotykacie się po cichu na kawie, bo co? Bo to niewinna przyjaźń? – ironia w moim głosie była niemal namacalna.

Karolina zmrużyła oczy.

To nie romans – powiedziała twardo. – Ale to też nie coś, o czym mogę ot tak powiedzieć Karolowi.

Zawahałam się. Jej ton był inny, jakby rzeczywiście nie chodziło tylko o zdradę. Ale wtedy uświadomiłam sobie, że nie ma to znaczenia.

– Jeśli to nie romans, to dlaczego go okłamujesz? – zapytałam. Nie odpowiedziała. – A jeśli ja mu powiem? – dodałam ciszej.

Karolina zamarła. Przez chwilę wydawało mi się, że zacznie błagać, prosić, ale nie. Wyprostowała się i spojrzała mi prosto w oczy.

– Nie zrobisz tego – powiedziała pewnym głosem.

– A to dlaczego?

– Bo jeśli to zrobisz, będziesz musiała ponieść konsekwencje – odpowiedziała cicho.

Zmroziło mnie. Patrzyłam za nią, czując, że właśnie wciągnięto mnie w coś, czego nie rozumiem. I coś mi mówiło, że to dopiero początek.

Prawda była o wiele gorsza

Wracałyśmy do mieszkania w milczeniu. Karolina szła przodem, wyprostowana, jakby chciała pokazać, że nad wszystkim panuje. Ja natomiast czułam się jak ktoś, kto wszedł na pole minowe – jeden nieostrożny ruch i wszystko eksploduje.

Karol siedział w salonie z Kubusiem na kolanach, czytając mu książkę. Na mój widok uśmiechnął się szeroko.

– Mamo, gdzie byłaś?

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, Karolina rzuciła lekko:

– Spotkałyśmy się przypadkiem na mieście. Poszłyśmy na kawę.

Poczułam, jak krew napływa mi do twarzy. Bezczelnie kłamała, jakby nic się nie stało! Karol nawet nie spojrzał na nią podejrzliwie, po prostu skinął głową.

– Cieszę się, że się dogadujecie – rzucił i wrócił do czytania synowi bajki.

Nie mogłam na to patrzeć. Nie mogłam patrzeć, jak Karolina oszukuje mojego syna, a on niczego nie podejrzewa. Musiałam coś zrobić, ale nie miałam pojęcia co.

Wieczorem, kiedy Karol kąpał Kubusia, Karolina weszła do kuchni, gdzie stałam przy blacie z kubkiem herbaty.

Nic mu nie powiesz – powiedziała cicho.

Nie odwróciłam się do niej.

– Dlaczego jesteś tego taka pewna?

Westchnęła, podchodząc bliżej.

– Bo wiem, jak bardzo kochasz Karola. Wiem, że nie chcesz go ranić.

Odwróciłam się i spojrzałam jej prosto w oczy.

– Myślisz, że pozwolę mu żyć w kłamstwie? Że będę patrzeć, jak go oszukujesz?

Karolina przełknęła ślinę, ale nie odwróciła wzroku.

– Jeśli mu powiesz, zniszczysz wszystko – jej głos był cichy, niemal błagalny. – Naszą rodzinę, jego spokój, Kubusia…

– Nie ja to zniszczę, Karolina – przerwałam jej. – Ty to zrobiłaś.

Przez moment myślałam, że zacznie się bronić, ale zamiast tego spuściła wzrok.

Nie rozumiesz wszystkiego – szepnęła.

– Więc mi wytłumacz.

Podniosła głowę i spojrzała mi w oczy.

– Marek to prawdziwy ojciec Kubusia.

Serce stanęło mi na chwilę. Nie mogłam oddychać. Nie mogłam mówić.

– To prawda. Karol nigdy się nie dowiedział, bo kiedy zaszłam w ciążę, byłam już z nim. Nie chciałam tego burzyć.

– I pozwoliłaś mu wierzyć, że Kubuś to jego syn?

Karolina zacisnęła pięści.

– Bo dla niego jest ojcem! Marek nigdy się nim nie interesował. Wtedy po prostu zniknął. Teraz się odezwał, chce go poznać… Ireno, błagam, nie mów Karolowi. To go zniszczy.

Złapałam się blatu, bo nogi się pode mną ugięły. Co ja miałam teraz zrobić? Powiedzieć synowi prawdę? Czy ukryć sekret, który zniszczyłby jego świat?

Muszę dźwigać jej sekret

Nie spałam całą noc. Rano Karol uśmiechnął się do mnie, podał mi kawę, pocałował Karolinę w czoło. A ja patrzyłam na niego i czułam, jak pęka mi serce.

Nie powiedziałam mu. Nie mogłam. Wiedziałam, że prawda go zniszczy. Ale Karolina nie wiedziała jednego – sekrety zawsze wychodzą na jaw. Może nie dziś, może nie jutro, ale kiedyś. A wtedy to nie ja będę winna.

Patrzyłam, jak Kubuś biegnie do Karola i siada mu na kolanach. Jak Karol przytula go mocno, z miłością. I wtedy zrozumiałam. Nie liczy się to, kto dał dziecku życie. Liczy się ten, kto przy nim jest. Milczałam. Ale wiedziałam, że ten sekret prędzej czy później wróci, by nas wszystkich zniszczyć.

Irena, 62 lata

Reklama

Czytaj także:

„W tłusty czwartek pączki teściowej doprowadziły do rozwodu. Wreszcie dałam mężowi ultimatum – albo ona, albo ja”
„Teść złożył mi propozycję, której nie mogłam odrzucić. W oczach Henryka jestem kimś więcej niż tylko synową”
„Chciałam przynieść mężowi pączki w tłusty czwartek prosto do łóżka. Nie wiedziałam tylko, że ubiegł mnie już ktoś inny”

Reklama
Reklama
Reklama