Reklama

Kiedy wychodziłam za Pawła, wiedziałam, że jego ojciec ma silny charakter. Wszyscy mówili o nim z mieszaniną podziwu i lęku. Uśmiechałam się wtedy uprzejmie, przekonana, że mnie to nie dotyczy. Dopiero gdy urodził się mój syn, zrozumiałam, jak bardzo się myliłam. A dzień, w którym postawiłam granicę, zmienił wszystko.

Postawiłam się

Teść od początku traktował nasz dom jak swój. Miał klucze „na wszelki wypadek”, zaglądał bez zapowiedzi i poprawiał po mnie drobiazgi, jakby były dowodem mojej nieporadności.

Zupa za rzadka – mruknął kiedyś, odkładając łyżkę. – Dziecko musi jeść konkretnie.

Zacisnęłam wtedy usta, bo Paweł tylko wzruszył ramionami.

– Tata ma swoje przyzwyczajenia – powiedział później w kuchni. – Nie przejmuj się.

Nie przejmować się było łatwo, dopóki uwagi dotyczyły zupy albo firanek. Wszystko zmieniło się, gdy Staś zmiał cztery lata.

– Mama mówi, że mogę jeszcze chwilę – tłumaczył któregoś wieczoru, trzymając w ręku kredki.

Chłopak powinien słuchać starszych, a nie dyskutować – wtrącił teść, siedząc w fotelu. – W moim domu dzieci wiedziały, gdzie jest ich miejsce.

To „w moim domu” zabolało mnie najbardziej. Staś spojrzał na mnie niepewnie, jakby sprawdzał, kto właściwie decyduje. Kilka dni później wróciłam z pracy wcześniej. Zastałam ich w salonie. Teść stał nad synem, który próbował zawiązać buty.

– Nie tak! – podniósł głos. – Ile razy mam ci pokazywać?!

Staś miał zaczerwienione oczy. Uklękłam przy nim.

– Wystarczy – powiedziałam spokojnie, choć serce waliło mi jak młot. – Poradzimy sobie sami.

Teść wyprostował się i spojrzał na mnie chłodno.

Rozpieszczasz go. Z takim podejściem daleko nie zajdzie.

Wieczorem długo rozmawiałam z Pawłem.

On chce dobrze – tłumaczył mąż. – Wychował mnie, niczego mi nie brakowało.

– Ale to jest nasz syn – odpowiedziałam. – I nasze decyzje.

Paweł milczał. W tym milczeniu było coś, co mnie zaniepokoiło. Jakby nie był pewien, po której stronie stoi. Kulminacja przyszła w sobotę. Staś przewrócił się na podwórku i rozpłakał. Zanim zdążyłam do niego podejść, teść już stał obok.

– Wstawaj. Nie maż się – powiedział twardo.

Podniosłam syna i przytuliłam go do siebie.

– Będzie płakał, jeśli go boli – odparłam.

Nie będziesz robić z niego mięczaka – odpowiedział ostro.

Wtedy coś we mnie pękło.

– Nie będziesz wychowywał mojego syna – powiedziałam wyraźnie, patrząc mu prosto w oczy. – To ja jestem jego matką.

Zapadła cisza tak gęsta, że słyszałam własny oddech. Teść zmrużył oczy.

– Skoro tak uważasz – odparł lodowato. – Jeszcze tego pożałujesz.

Zamarłam. Paweł stał kilka kroków dalej i nie powiedział ani słowa.

Obleciał mnie strach

Słowa teścia wracały do mnie przez całą noc. To brzmiało jak groźba, choć wypowiedziana spokojnie, niemal uprzejmie. Paweł siedział przy stole z opuszczoną głową.

Przesadziłaś – powiedział w końcu cicho. – Tata nie lubi, kiedy ktoś go stawia pod ścianą.

Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.

– To ja go postawiłam pod ścianą? On straszy nas w naszym własnym domu.

Paweł potarł czoło.

– Dobrze wiesz, że bez niego nie dalibyśmy rady.

Nazajutrz teść zjawił się wcześniej niż zwykle. Staś siedział przy stole i rysował. Gdy tylko zobaczył dziadka, zesztywniał.

– Chodź, pokażę ci, jak prawdziwy mężczyzna trzyma ołówek – powiedział teść, sięgając po kartkę.

– Dziadku, ja tak lubię – odpowiedział cicho Staś.

Podeszłam bliżej.

– On rysuje dobrze. Nie trzeba nic zmieniać.

Teść odłożył kartkę i spojrzał na mnie uważnie.

Widzę, że podjęłaś decyzję. W takim razie i ja muszę podjąć swoją.

Serce zaczęło mi bić szybciej.

– Jaką decyzję?

– Skoro nie mam prawa wpływać na wychowanie wnuka, nie będę też dłużej finansowo wspierał waszych pomysłów. Od przyszłego miesiąca sami spłacacie raty. I znajdźcie sobie inne miejsce na życie. Działka jest moja.

Staś patrzył na nas szeroko otwartymi oczami. Uśmiechnęłam się do niego, choć w środku czułam narastający lęk.

– Idź do swojego pokoju, kochanie – powiedziałam łagodnie.

Kiedy drzwi się zamknęły, w salonie zrobiło się duszno.

Chcesz nas wyrzucić? – zapytałam.

– Chcę, żebyś zrozumiała, że rodzina to nie tylko prawa, ale i obowiązki – odparł spokojnie. – A obowiązkiem młodych jest szacunek.

– Szacunek nie polega na milczeniu, kiedy ktoś przekracza granice – odpowiedziałam drżącym głosem.

Wrócił Paweł. Słyszał ostatnie zdanie.

– Tato, może dajmy sobie czas – próbował łagodzić. – Nie róbmy z tego wojny.

– Ja wojny nie prowadzę – powiedział teść chłodno. – Stawiam warunki.

Wtedy spojrzałam na męża.

– A ty? Jakie stawiasz warunki?

Paweł zamilkł. Widziałam w jego oczach rozdarcie, ale też strach. Strach przed utratą bezpieczeństwa, które dawał mu ojciec. Teść wziął klucze ze stołu.

Macie miesiąc – rzucił na odchodne. – Potem porozmawiamy z notariuszem.

Drzwi zamknęły się z cichym trzaskiem. Usiadłam ciężko na kanapie. Paweł stał naprzeciwko mnie, jakbyśmy byli po dwóch stronach niewidzialnej linii.

– Nie możemy sobie pozwolić na konflikt – powiedział.

– Nie możemy też pozwolić, żeby ktoś decydował, co nasz syn ma czuć i kim ma być – odpowiedziałam.

W tamtej chwili po raz pierwszy pomyślałam, że walka o granice może kosztować mnie więcej niż tylko dom.

Byłam wściekła

Przez kilka następnych dni w naszym domu panowała cisza. Paweł chodził zamyślony, liczył coś w notesie, przeglądał dokumenty. Ja obserwowałam Stasia. Stał się cichszy, jakby wyczuwał napięcie.

– Mamo, dziadek już mnie nie lubi? – zapytał któregoś wieczoru, kiedy przykrywałam go kołdrą.

– Lubi cię bardzo – odpowiedziałam, głaszcząc go po włosach. – Dorośli czasem się nie zgadzają, ale to nie ma nic wspólnego z tobą.

Patrzył na mnie uważnie. Przytuliłam go mocniej. W tamtej chwili wiedziałam, że nie cofnę swoich słów, choćby przyszło nam zaczynać od zera. Kilka dni później Paweł wrócił wcześniej z pracy.

– Rozmawiałem z tatą – powiedział bez wstępów. – Jest nieugięty. Uważa, że to ty robisz problem.

– Czyli wszystko po staremu – westchnęłam.

Usiadł naprzeciwko mnie.

– Może mogłabyś… trochę odpuścić? Nie chodzi o oddanie mu władzy, tylko o spokój.

Poczułam, jak narasta we mnie gniew.

– Spokój za cenę tego, że Staś będzie bał się okazać emocje? To ma być kompromis?

Paweł wstał i podszedł do okna.

– Nie rozumiesz, jak wiele mu zawdzięczam. Bez niego nie skończyłbym studiów, nie miałbym tej pracy.

– A teraz jesteś dorosły – odpowiedziałam ciszej. – I masz własnego syna.

Wieczorem zadzwoniła teściowa. Zwykle trzymała się z boku, ale tym razem jej głos drżał.

– Wiesz, jaki on jest – powiedziała. – Uparty, ale serce ma dobre.

– Może i ma – odparłam. – Tylko ja nie pozwolę, żeby uczył mojego dziecka, że łzy to powód do wstydu.

Zapadła chwila ciszy.

– On czuje, że traci wpływ. Całe życie decydował za wszystkich. Teraz boi się, że przestanie być potrzebny.

Te słowa zaskoczyły mnie. Po raz pierwszy zobaczyłam w nim nie tylko surowego mężczyznę, ale kogoś, kto kurczowo trzyma się swojej roli. Dwa dni później Paweł podjął decyzję.

– Dostałem dodatkowe zlecenia – oznajmił. – Damy radę sami. Może nie będzie łatwo, ale… nie chcę, żeby Staś myślał, że milczenie to jedyna droga.

Spojrzałam na niego z ulgą.

Czyli stajesz po naszej stronie?

– Po stronie naszej rodziny – poprawił mnie.

Ostatniego dnia miesiąca teść przyszedł wieczorem. Usiadł przy stole, jakby to była zwykła wizyta.

– I co? – zapytał krótko.

Paweł wyprostował się.

Spłacimy wszystko sami. Jeśli trzeba, wyprowadzimy się.

Teść przeniósł wzrok na mnie.

– Tego chciałaś?

Chciałam, żeby mój syn czuł się bezpiecznie – odpowiedziałam.

W jego oczach pojawiło się coś, czego wcześniej nie widziałam. Nie złość, nie chłód. Raczej zawód.

Myślisz, że ja chciałem dla was źle? – zapytał ciszej.

Nikt się nie odezwał.

Zawalczyłam o rodzinę

Teść siedział przy stole dłuższą chwilę, jakby ważył w myślach każde słowo. Paweł nie spuszczał z niego wzroku. Czułam, że to moment, w którym coś musi się rozstrzygnąć – albo pękniemy jako rodzina, albo wreszcie odzyskamy swoje życie.

Całe życie budowałem coś trwałego – odezwał się w końcu teść. – Dom, firmę, nazwisko. Myślałem, że wy też będziecie to kontynuować.

– Kontynuujemy – odpowiedział spokojnie Paweł. – Ale po swojemu.

Teść spojrzał na syna zaskoczony. Chyba pierwszy raz usłyszał w jego głosie taką stanowczość.

– Po swojemu… – powtórzył cicho. – Czyli beze mnie?

Poczułam, że to pytanie nie było już oskarżeniem, tylko czymś w rodzaju prośby.

– Nie bez ciebie – powiedziałam ostrożnie. – Tylko jak partnerzy.

W tym momencie z korytarza wyszedł Staś. Stał chwilę niepewnie, a potem podszedł do dziadka.

– Dziadku, zobacz, narysowałem nas – powiedział, podając mu kartkę.

Na rysunku trzymali się za ręce. Teść wziął kartkę i długo się jej przyglądał.

– A dlaczego ja mam takie duże ręce? – zapytał, próbując się uśmiechnąć.

– Bo jesteś silny – odpowiedział Staś. – I ja też będę silny. Nawet jak czasem płaczę.

W salonie zapadła cisza. Teść odchrząknął i odłożył rysunek na stół.

– Nikt mnie nie uczył, jak można żyć inaczej – powiedział cicho. – Mój ojciec nie pytał, czy coś boli.

Paweł usiadł obok niego.

– Możemy to zmienić – powiedział. – Staś nie musi dorastać tak jak my.

Teść długo milczał. W końcu wyjął z kieszeni klucze i położył je na stole.

– Nie będę was wyrzucał – oznajmił. – Działkę przepiszę na was. Kredyt… poradzicie sobie sami, skoro tak chcecie. Nie będę już stawiał warunków. Tylko nie odsuwajcie mnie od wnuka.

Spojrzał na mnie. W jego oczach nie było już chłodu, tylko zmęczenie i coś, co przypominało skruchę.

– Nie chcę cię odsuwać – odpowiedziałam szczerze. – Chcę, żeby Staś wiedział, że może być sobą. Przy tobie też.

Teść skinął głową. Nie padły wielkie słowa ani przeprosiny. Jednak kiedy wychodził, zatrzymał się przy wnuku.

– Jak się przewrócisz – powiedział spokojnie – możesz chwilę posiedzieć. A potem pokażesz mi, jak sam wstajesz.

Staś uśmiechnął się szeroko. Drzwi zamknęły się cicho. Oparłam się o ścianę i poczułam, jak napięcie ostatnich tygodni powoli ze mnie schodzi. Wiedziałam, że nie wszystko zmieni się z dnia na dzień. Teść nadal będzie miał swoje zdanie, a my swoje. Jednak granica została wyraźnie zaznaczona. Tamtego wieczoru Paweł objął mnie w kuchni.

Bałem się, że to zniszczy naszą rodzinę – przyznał.

– Ja też – odpowiedziałam. – Ale chyba pierwszy raz naprawdę byliśmy zespołem.

Zrozumiałam wtedy, że najważniejsze nie było to, czy wygram spór z teściem. Najważniejsze było to, że mój syn zobaczył, że rodzice potrafią stanąć w jego obronie. A teść – że siła nie musi oznaczać kontroli. Granice nie zburzyły naszej rodziny. Uporządkowały ją.

Karolina, 34 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama