Kiedy weszłam do nowej, modnej kawiarni w centrum miasta, czułam znajomy ścisk w żołądku. Pierwsza randka po rozwodzie to nie przelewki. Zwłaszcza, gdy twoje małżeństwo zakończyło się w dość nieprzyjemnych okolicznościach, a odzyskanie równowagi zajęło ci ponad rok.
WIDEO…
Byłam spięta
Dziś jednak miałam czuć się piękna i pewna siebie. Założyłam ulubioną sukienkę, poprawiłam makijaż i z uśmiechem przywitałam Tomka, mężczyznę z aplikacji randkowej, który wydawał się naprawdę obiecujący.
– Świetnie wyglądasz – powiedział, podnosząc się od stolika. – Cieszę się, że się spotkaliśmy.
– Ja też – odpowiedziałam, siadając naprzeciwko niego.
Początkowo wszystko szło dobrze. Zamówiliśmy przekąski, Tomek opowiadał o swojej pracy, a ja starałam się angażować w rozmowę, choć w głębi duszy byłam potwornie spięta. Wtedy, przypadkiem, mój wzrok powędrował w stronę sąsiedniego stolika.
Serce zabiło mi mocniej. To był Marek, mój były mąż. Siedział zaledwie kilka metrów ode mnie, wpatrzony w kobietę, której nigdy wcześniej nie widziałam. Była młodsza, z burzą jasnych loków i perlistym śmiechem, który w tej samej chwili wydał mi się najbardziej irytującym dźwiękiem na świecie.
Nie mogłam się skupić
Próbowałam skupić się na Tomku, na jego opowieściach, ale moje myśli krążyły wokół stolika obok. Marek wyglądał na zrelaksowanego, uśmiechał się tak, jak kiedyś do mnie. Zastanawiałam się, kim jest ta dziewczyna. Czy to dla niej mnie zostawił? Czy poznali się później? W głowie kotłowały mi się różne scenariusze, choć przecież to już nie powinno mnie obchodzić. Ale obchodziło.
– Słuchasz mnie? – zapytał Tomek, wyrywając mnie z zamyślenia.
– Tak, tak, przepraszam. Mówiłeś o oknach w salonie – odparłam, starając się brzmieć naturalnie, choć czułam, że oblewam się rumieńcem.
– Zauważyłem, że jesteś trochę rozkojarzona. Wszystko w porządku?
– Tak, jasne. Po prostu… trudny dzień w pracy – skłamałam, mając nadzieję, że to uciszy jego podejrzliwość.
Tomek skinął głową, ale jego wzrok też powędrował w stronę sąsiedniego stolika.
– Widzisz tamtą parę? – zapytał nagle, zniżając głos do konspiracyjnego szeptu.
– Tak, a co? – odpowiedziałam, czując, jak po plecach spływa mi zimny pot.
– Ta dziewczyna. Niezła jest, co? Ale widać, że strasznie zapatrzona w siebie. Patrz, jak układa włosy. Typowa atencjuszka – zaśmiał się cicho.
Zamurowało mnie
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Z jednej strony poczułam dziwną satysfakcję, że ktoś ocenia ją krytycznie, ale z drugiej… to było tak strasznie niezręczne. Tomek, zupełnie nieświadomy sytuacji, kontynuował swój wywód.
– A ten facet z nią? Wygląda na takiego, co myśli, że złapał pana Boga za nogi. Pewnie zarabia sporo, a ona tylko na to leci. Znam takie typiary.
– Przestań, proszę – powiedziałam cicho, czując, jak gardło zaciska mi się z nerwów.
– Oj, no daj spokój. Przecież tylko żartuję. Nie mów, że nie lubisz czasem poobserwować ludzi – uśmiechnął się, nie zważając na mój narastający dyskomfort.
Każde kolejne słowo Tomka było jak cios. Analizował wygląd Marka, sposób, w jaki ta dziewczyna trzymała kieliszek, ich gesty. Siedziałam tam, sparaliżowana, marząc tylko o tym, by zapaść się pod ziemię. W pewnym momencie Marek odwrócił głowę i nasze spojrzenia się skrzyżowały. Jego twarz stężała. Zobaczyłam w jego oczach zaskoczenie, a potem coś, co przypominało litość. Odwrócił wzrok równie szybko, jak na mnie spojrzał, ale to wystarczyło. Czułam się upokorzona.
– Zobacz, zauważył, że się na nich gapimy – zachichotał Tomek.
Miałam tego dosyć
Nie mogłam tego dłużej znieść. Wstałam tak gwałtownie, że krzesło z głośnym piskiem przesunęło się po podłodze. Wiele osób w lokalu spojrzało w naszą stronę, w tym Marek i jego nowa partnerka.
– Przepraszam, muszę wyjść. Źle się czuję – rzuciłam pospiesznie, chwytając torebkę.
– Czekaj! Co się stało? – Tomek wstał, zdezorientowany.
– Nic. Naprawdę. Po prostu muszę iść. Zostawię pieniądze za moje zamówienie – wyciągnęłam banknot i rzuciłam go na stół, nie patrząc na niego.
Wybiegłam, czując, jak łzy napływają mi do oczu. Siedząc później w taksówce, analizowałam każdy moment tego koszmarnego wieczoru. Nie byłam zła na Tomka, on nie mógł wiedzieć. Byłam zła na siebie. Za to, że wciąż tak bardzo obchodzi mnie, z kim jest Marek i jak wygląda. Za to, że pozwoliłam, by jedno przypadkowe spotkanie zrujnowało mój wieczór i poczucie własnej wartości.
Kiedy weszłam do mieszkania, zrzuciłam sukienkę na podłogę, zmyłam makijaż, usiadłam na kanapie i po prostu patrzyłam w ścianę. Zdałam sobie sprawę, że choć od rozwodu minął rok, emocjonalnie wciąż tkwię w tym samym miejscu. I że to ja sama muszę coś z tym zrobić, bo nikt inny, a już na pewno nie kolejna randka z aplikacji, nie uleczy mojego złamanego ego.
Spałam niespokojnie
Do pracy szłam jak na ścięcie. Zwykle uwielbiam ten zgiełk, spotkania, wyzwania. Tego dnia jednak miałam ochotę zaszyć się w domu. Oczywiście, jak na złość, już na wejściu wpadłam na Ewę z działu HR.
– Aneta! Bosko wyglądasz. Jak randka? – zawołała, przyciągając uwagę całego open space’u.
Wszyscy spojrzeli na mnie z zainteresowaniem. Uśmiechnęłam się sztywno.
– Daj spokój… Było średnio. Myślę, że to nie to – rzuciłam, mając nadzieję, że temat ucichnie.
Ewa jednak nie odpuszczała.
– Oj tam! Może akurat nie ten, ale próbuj dalej. Niemożliwe, żebyś była sama!
Odparłam coś wymijająco i uciekłam do kuchni. Tam pozwoliłam sobie na chwilę prawdziwej słabości. Oparłam się czołem o szafkę i wzięłam kilka głębokich wdechów. Zrozumiałam, że nie jestem jeszcze gotowa na nową relację, nie po tym, jak bardzo zraniło mnie rozstanie z Markiem.
Marek pojawiał się w moich myślach nawet wtedy, gdy bardzo tego nie chciałam. Przyłapywałam się na tym, że porównuję każdego mężczyznę, z którym rozmawiam, do niego. Przypominałam sobie nasze wspólne chwile, pierwszą randkę, ślub, wyjazdy. Myślałam o tym, jak bardzo się zmieniłam przez ostatni rok. Próbowałam przekonać siebie, że teraz jestem silniejsza, niezależna, ale wystarczyło jedno przypadkowe spotkanie, by cała ta fasada się rozsypała.
Wybaczyłam sobie
Starałam się jednak nie dać po sobie poznać, jak bardzo boli mnie widok Marka z inną. W pracy nadrabiałam energią, spotykałam się z koleżankami, czasem wychodziłam na kawę. Wieczorami jednak wracała samotność. Zastanawiałam się, czy on też czasem myśli o mnie. Czy przypomina sobie nasze wspólne chwile, czy już zupełnie o mnie zapomniał.
Minęło kilka dni. Wciąż nie miałam odwagi zalogować się na aplikację randkową. Bałam się, że trafię na kogoś podobnego do Tomka, albo – co gorsza – zobaczę tam Marka. Zamiast tego postanowiłam zrobić coś dla siebie. Poszłam do kina sama. Zamówiłam popcorn, wybrałam spokojny film i usiadłam na końcu sali.
Przez dwie godziny mogłam nie myśleć o tym, co mnie spotkało. Później poszłam na długi spacer, bez pośpiechu. Zaczęłam czuć, że powoli odzyskuję oddech. Któregoś dnia, zupełnie niespodziewanie, spotkałam Tomka w parku. Byłam sama, on też. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie niepewnie. Pierwsza przerwałam milczenie.
– Hej, przepraszam za tamten wieczór. Trochę się pogubiłam.
– W porządku. Ja też nie byłem najlepszym towarzyszem. W sumie… chyba nie byłem gotowy na poznawanie kogoś nowego.
Poczułam ulgę, że nie muszę już trzymać w sobie żalu do niego ani do siebie. Od tamtej pory powoli uczę się żyć na nowo. Wiem już, że nie muszę się spieszyć. Każda randka może być po prostu spotkaniem, a nie walką o nowe życie.
Aneta, 32 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Dostaliśmy od teściów mieszkanie po ślubie, ale teściowa robi mi wyrywkowe kontrole. Szpera w paragonach i w lodówce”
- „Córka wymarzyła sobie wczasy na Lazurowym Wybrzeżu, więc dla niej sprawa była prosta. Ona plażuje, a ja niańczę wnuki”
- „Teść zaprosił na 60. urodziny śmietankę towarzyską, a mnie pominął. Zięć jest mu potrzebny, jak trzeba zrobić remont”



























