„Pomyliłam bogatego męża z księciem z bajki. Za późno pojęłam, że wcale nie jestem dla niego księżniczką”
„Minęły kolejne miesiące. Luksus zaczął mnie przytłaczać, zamiast cieszyć. Robert coraz częściej traktował mnie jak niewygodny dodatek do swojego życia. Czułam się niewidzialna. Wracał późno, a jeśli już jedliśmy wspólnie kolację, to rozmowa ograniczała się do jego monologów o firmie”.

Gdy miałam dwadzieścia pięć lat, byłam przekonana, że wreszcie złapałam Pana Boga za nogi. Nie pochodzę z bogatego domu, więc kiedy poznałam Roberta, właściciela firmy budowlanej, świat dosłownie stanął przede mną otworem. Miał gest: drogie kolacje, prezenty, podróże. Zakochałam się w tym luksusie i, choć podświadomie czułam, że Robert nie jest idealnym kandydatem na męża, tłumaczyłam sobie, że przy nim nie zabraknie mi już niczego. Nasze wesele było wystawne, a ja, nie ukrywam, miałam wrażenie, że zaczynam życie jak z bajki. Liczyłam na róże, ale nie sądziłam, że ich kolce mogą ranić aż tak mocno. Przez lata, które spędziłam u boku Roberta, nauczyłam się jednak, że pozory mogą być bardzo mylące, a życie usłane różami to często po prostu iluzja.
Tęskniłam za zwyczajną rozmową
Pierwszy rok małżeństwa spędziłam jak we śnie. Robert dbał o to, żebym mogła się wszystkim pochwalić: nowe auto, egzotyczne wakacje, modne ubrania. Tylko w domu panował dziwny chłód. Przy znajomych był duszą towarzystwa, a w czterech ścianach potrafił mnie zbyć jednym słowem.
— Kupiłem ci wino, które tak lubisz — powiedział, wracając późnym wieczorem.
— Dzięki, kochanie. Może wypijemy razem?
— Muszę jeszcze odpowiedzieć na kilka maili. Pij sama, nie przeszkadzaj mi.
Siedziałam wtedy przy ogromnym stole, czując się, jakby cała przestrzeń tego pięknego domu nagle mnie przygniotła. Tęskniłam za zwyczajną rozmową, nawet kłótnią. Z czasem zaczęłam rozumieć, że nie jestem w tym małżeństwie partnerką, a raczej elementem wystroju wnętrz — kolejną błyskotką w kolekcji Roberta.
Jestem coraz bardziej samotna
Minęły kolejne miesiące. Luksus zaczął mnie przytłaczać, zamiast cieszyć. Robert coraz częściej traktował mnie jak niewygodny dodatek do swojego życia. Czułam się niewidzialna. Wracał późno, a jeśli już jedliśmy wspólnie kolację, to rozmowa ograniczała się do jego monologów o firmie.
— Wiesz, dziś zamknąłem świetny kontrakt. Jutro lecę do Berlina, nie czekaj z kolacją.
— Może pojedziemy gdzieś razem? — próbowałam. — Tylko my. Tęsknię za tym.
— Nie mam czasu na takie rzeczy, naprawdę — rzucił i odwrócił się do mnie plecami.
Zazdrościłam koleżankom ich normalnych rozmów z mężami, spontanicznych wyjść do kina, nawet sprzeczek o pierdoły. Z Robertem wszystko było wyreżyserowane: raz w tygodniu restauracja, raz w miesiącu wyjazd. Za to w codzienności nie było miejsca na czułość czy wsparcie. Nawet wtedy, gdy zachorowała moja mama i potrzebowałam choćby krótkiego przytulenia, usłyszałam tylko:
— Przykro mi, ale wiesz, że nie przepadam za twoją rodziną. Zresztą, to nie jest mój problem.
Poczułam, że jestem coraz bardziej samotna. Najbardziej bolało mnie to, że w tym wielkim domu nikt mnie nie słuchał, nikt się mną nie przejmował. Luksusowe życie zaczynało być dla mnie zimne i puste jak lodowiec.
Przyjaciółki zazdrościły mi majątku
Któregoś dnia podczas śniadania zebrałam się na odwagę, by porozmawiać z Robertem o moich uczuciach. Próbowałam delikatnie, żeby go nie rozdrażnić.
— Robert, czy ty w ogóle mnie jeszcze kochasz? Czuję się, jakbym była tylko dodatkiem do twojego życia, nie kimś ważnym.
— Przestań dramatyzować, proszę cię — odpowiedział, nawet nie podnosząc wzroku znad gazety. — Masz wszystko, o czym inne kobiety mogą tylko pomarzyć. Nie przesadzaj.
— Wszystko, tylko nie ciebie –—szepnęłam, ale on już wstał od stołu.
Nie pamiętam już, ile razy płakałam w łazience, by nie widział moich łez. Zaczęłam mieć wrażenie, że przestałam być sobą. Moje potrzeby, pragnienia, a nawet marzenia przestawały istnieć. Byłam kobietą, która żyje w pięknym domu, lecz każdego dnia czuje, że jest nikim. Najgorsze było to, że nie miałam z kim o tym porozmawiać. Przyjaciółki zazdrościły mi majątku, a rodzina nie chciała wierzyć, że można być nieszczęśliwą, mając taką „szansę” na życie. Robert umiejętnie ukrywał obojętność przed światem, pokazując idealny obraz naszej rodziny. Czułam się jak ptak, który ma złotą klatkę, ale z każdym dniem coraz bardziej tęskni za wolnością.
Nagle stawał się uprzejmy
Z czasem przestałam walczyć o nas. Zrobiłam się obojętna, podobnie jak Robert. Przez długi czas próbowałam się oszukiwać, że to wszystko ma sens, że luksus zapełni mi pustkę w środku. Rano piłam kawę na tarasie z widokiem na ogród, z pozoru wszystko wyglądało bajecznie, a jednak czułam, jakbym obserwowała życie zza szyby. Najgorsze były wieczory, gdy wracał późno. Wtedy w domu unosiła się dziwna atmosfera. Robert rzucał kurtkę na fotel i bez słowa szedł do gabinetu, zostawiając mnie samą z kolacją, którą przygotowywałam z nadzieją, że choć raz zjemy razem.
Byłam mu potrzebna, gdy trzeba było pokazać światu szczęśliwą rodzinę, wtedy nagle stawał się uprzejmy, potrafił się uśmiechnąć i objąć mnie w obecności innych.
— Musimy jutro pójść na kolację do Z., nie zapomnij się ładnie ubrać — rzucił któregoś dnia bez emocji.
— Jasne, nie zapomnę — odpowiedziałam cicho.
Po powrocie z takich spotkań zmywałam makijaż i patrzyłam w lustro, szukając w sobie tej dziewczyny, która kiedyś wierzyła, że będzie szczęśliwa. Zamiast niej widziałam kobietę zmęczoną, pozbawioną blasku, trzymającą się pozorów, by nie rozpaść się na kawałki. Zrozumiałam wtedy, że słodko-gorzka codzienność stała się moją rutyną.
To była cena pozorów
Przyszedł moment, kiedy nie byłam już w stanie dłużej udawać, że wszystko jest w porządku. Miałam dość odgrywania roli żony, która żyje jak królowa, podczas gdy każdego dnia czuła się coraz mniej istotna. Czułam się jak cień samej siebie, który błąka się po wielkim domu bez celu. Pewnego wieczoru zebrałam się na rozmowę, choć wiedziałam, że nic się nie zmieni.
— Robert, czy zastanawiałeś się kiedyś, ile kosztuje mnie to udawanie? Ile jeszcze mam znosić twoją obojętność? — zapytałam, patrząc mu prosto w oczy.
— Nie przesadzaj, naprawdę. Uważasz, że inne kobiety miałyby lepiej na twoim miejscu? Masz wszystko, co potrzeba — odburknął, nawet nie kryjąc znużenia.
— Wszystko, oprócz ciebie. I szacunku do samej siebie — wyszeptałam, czując, jak w oczach pojawiają mi się łzy.
Odwrócił się, zamknął się w swoim gabinecie, zostawiając mnie z moim bólem i samotnością. Wiedziałam już, że żadne pieniądze, żaden luksus nie wypełnią tej pustki. Róże, o których marzyłam, miały zbyt wiele kolców. To była cena pozorów, za którą płaciłam każdego dnia coraz drożej.
Kiedyś znajdę w sobie odwagę
Ostatecznie pogodziłam się z tym, że moje życie nie będzie bajką, choć kiedyś w to wierzyłam. Nie odeszłam od Roberta — nie miałam w sobie na tyle siły, by zacząć wszystko od nowa. Z zewnątrz wciąż wyglądaliśmy na idealną parę, która niczego się nie boi i wszystko ma pod kontrolą. W rzeczywistości, wieczorami kładłam się spać z myślą, że kolejny dzień przyniesie ten sam chłód i tę samą samotność.
Nie zliczę, ile razy zastanawiałam się, co by było, gdybym na początku miała odwagę postawić na siebie, zamiast na wygodne życie u boku człowieka, który nigdy mnie nie pokochał naprawdę. Czy byłabym szczęśliwsza, biedniejsza, ale za to kochana i rozumiana? Dziś już tego nie wiem. Nauczyłam się jednak, że luksus i bezpieczeństwo nie zastąpią prawdziwego ciepła drugiego człowieka. Może kiedyś znajdę w sobie odwagę, żeby zacząć wszystko od nowa. Na razie nauczyłam się, że życie usłane różami to przede wszystkim umiejętność radzenia sobie z kolcami, które los podsuwa nam pod nogi. Każda z tych ran coś mi uświadomiła — przede wszystkim to, że szczęście nie zależy od tego, ile masz, tylko od tego, ile jesteś warta dla samej siebie.
Weronika, 36 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Myślałem, że wyjazd do sanatorium będzie nudny jak oglądanie schnącej farby. Piękna kuracjuszka dała mi zajęcie”
- „W tłusty czwartek chciałam się popisać przed teściową i zrobiłam pączki. Nie doceniła mnie i cisnęła nimi o podłogę”
- „Dzieci pojechały na ferie do teściowej. Po tym, czego się od nich dowiedziałam, wiem, że to był ostatni raz”

