Reklama

Zawsze byłam osobą, która nie lubiła kłótni. Unikałam ich jak ognia — starałam się szukać kompromisów, a każdy konflikt rozwiązywałam jak najszybciej. To wydawało się najlepszym rozwiązaniem, dopóki nie trafiłam na moją siostrę. Ona była moim kompletnym przeciwieństwem — wybuchowa, bezpośrednia, bez skrupułów. Wydawało się, że po prostu nie potrafimy się dogadać, jakby nasze rozmowy były wieczną rywalizacją.

Z czasem przestałam to znosić. Zaczęłam dostrzegać, że moje życie, które do tej pory kręciło się wokół pracy, przyjaciół i planów na przyszłość, zostało zdominowane przez nią. Czułam się zamknięta w klatce. I wtedy, pewnego wieczoru, ta złość, która narastała we mnie przez tygodnie, a nawet miesiące, w końcu wybuchła. To była ta chwila, w której nie wytrzymałam i po prostu wyszłam. Chciałam po prostu uciec. Po drodze spotkałam kogoś, kto zmienił wszystko. Kogoś, kto nie musiał mi niczego mówić, a ja i tak poczułam, że może być inaczej.

Zatrzymałam się na moment

Wyszłam bez słowa. Nie planowałam tego. Po prostu, kiedy siostra podniosła głos, coś we mnie pękło. Zaczęłam się pakować. Wrzucałam rzeczy do torby jak szalona, nie patrząc na to, co zabieram. Z każdą sekundą moje serce biło coraz szybciej, a myśli stawały się coraz bardziej chaotyczne. Nie chciałam już tego słuchać.

— Marta, co ty robisz? — usłyszałam jej głos z pokoju. — O co ci chodzi?

Ale ja nie miałam już siły, żeby tłumaczyć. Po prostu wyszłam. Zatrzasnęłam drzwi i poczułam chłód zimowej nocy. Wiatr wiał mi w twarz, jakby chciał mnie przywrócić do rzeczywistości, ale ja nie miałam zamiaru wracać. Nogi niosły mnie na oślep, nawet się nie zastanawiałam, dokąd zmierzam. Wędrowałam ulicą, czując, jak każdy krok oddala mnie od domu. Miałam dość. Dość ciągłych walk, dość kłótni, dość tej codziennej frustracji, która narastała w moim wnętrzu. I wtedy wpadłam na kogoś.

— Ojej, przepraszam! — powiedziałam, szukając wzrokiem, na kogo natrafiłam.

Tkwiłam na chodniku, a przede mną stał sąsiad. Zawsze uśmiechnięty, choć nigdy nie miałam z nim większych kontaktów, ale teraz wydawało mi się, że świat zatrzymał się na chwilę.

— Wszystko w porządku? — zapytał, patrząc na mnie z lekkim zdziwieniem.

— Tak, po prostu… po prostu wyszłam — odpowiedziałam, nie wiedząc, dlaczego to powiedziałam.

— Z tego, co widzę, chyba nie wszystko w porządku — odpowiedział cicho, przyglądając mi się uważnie.

Czułam, jak cała ta złość, która we mnie narastała, zaczyna powoli topnieć. Nie miałam pojęcia, dlaczego z nim o tym rozmawiam, ale to było dziwnie kojące.

— Czasami trzeba wyjść, żeby znaleźć chwilę dla siebie — dodał.

Zatrzymałam się na moment, wciągając powietrze. Może miał rację. Może po prostu musiałam znaleźć przestrzeń, by zacząć na nowo.

Wstrzymałam oddech

Zatrzymałam się na chwilę, wpatrując w sąsiada, który wciąż stał przede mną, jakby nie wiedział, co zrobić. Chciałam odejść, przejść obok niego i wrócić do siebie, do tego wszystkiego, co zostawiłam, ale coś mnie zatrzymało. Może to była jego obecność, może coś w jego spojrzeniu, które wydawało się zupełnie inne niż zwykle.

— Możesz mi powiedzieć, co się naprawdę stało? — zapytał, zbliżając się nieco.

Jego głos brzmiał nieco bardziej niż przyjacielsko, bardziej jakby naprawdę chciał wiedzieć. Spojrzałam w jego oczy, a potem na swoje ręce, nie wiedząc, co z nimi zrobić.

Kłótnia z siostrą… po prostu zaczęłam mieć tego wszystkiego dość. Czułam się, jakby nic się nie zmieniało, jakbym utknęła w martwym punkcie — powiedziałam, choć nie wiedziałam, dlaczego akurat jemu się zwierzam.

— Rozumiem — odpowiedział cicho, a jego twarz zbliżyła się do mojej. — Czasami trzeba po prostu zrobić krok wstecz, żeby zobaczyć, co naprawdę się liczy.

Wstrzymałam oddech. Nie wiem, dlaczego jego bliskość zaczęła działać na mnie w taki sposób. Coś w tym, jak na mnie patrzył, sprawiało, że nie mogłam oderwać od niego wzroku. Był ciepły, obecny, ale nie nachalny. I to, co mówił, brzmiało tak prawdziwie. Jakby nie chodziło tylko o słowa, ale o coś, co w tej chwili było między nami.

— Może masz rację — odpowiedziałam w końcu, patrząc w jego oczy. — Może muszę po prostu zwolnić.

— A może zwolnić z kimś? — zapytał, lekko się uśmiechając.

Jego pytanie, choć lekkie, sprawiło, że poczułam falę ciepła w sercu. Nigdy wcześniej nie czułam takiego przyciągania do innej osoby. Może to nie była tylko kwestia słów. Może chodziło o magię tej chwili.

Byłam blisko niego

Zanim się zorientowałam, minęło kilka dni. Czas mijał jak zwykle, a ja wróciłam do rutyny. Jednak coś się zmieniło. Nie mogłam przestać myśleć o sąsiedzie. Próbowałam się opanować, ale nie mogłam. Przecież to tylko sąsiad. Tylko kilka przypadkowych spotkań. Kiedy znów wpadliśmy na siebie na klatce schodowej, nie wiedziałam, co powiedzieć. On uśmiechnął się, jakby nic się nie stało, ale coś w jego oczach sprawiło, że moje serce zaczęło bić szybciej.

— Cześć — powiedział, patrząc na mnie uważnie.

— Cześć — odpowiedziałam, czując, jak moja twarz zaczyna się rumienić. — Jak się czujesz?

— Powiedz lepiej, jak ty się czujesz? — zapytał, patrząc na mnie z lekkim uśmiechem. — Wydajesz się… mniej spięta.

Zaśmiałam się, choć nie byłam pewna, czy to żart, czy coś poważniejszego.

— Może trochę — odpowiedziałam. — Po prostu… nie wiem, co się ze mną dzieje.

— Może to właśnie potrzeba czasu — powiedział, podchodząc bliżej. — Czasem życie potrafi zaskoczyć, wiesz?

Byłam blisko niego, a odległość między nami zdawała się zmieniać. Zaczęłam czuć, że nasze rozmowy nie są już tylko zwykłymi wymianami słów. Każde z nas mówiło coś więcej, czego nie dało się ukryć.

— Wiesz, chyba nie wiem, czego chcę — dodałam, patrząc mu prosto w oczy.

Zbliżył się jeszcze trochę, aż jego oddech musnął moje włosy.

— Czasami wystarczy tylko poczuć — szepnął, a ja wiedziałam, że to powiedział z pełnym przekonaniem.

Trzeba po prostu dać sobie czas

Wkrótce spotkania stały się coraz częstsze. Z każdym dniem czułam, że nasze rozmowy nie są już tylko przypadkowe. Za każdym razem, kiedy go widziałam, moje serce biło szybciej. Nie potrafiłam tego kontrolować. Coś w jego obecności sprawiało, że cała ta złość, którą trzymałam w sobie przez lata, zaczęła ustępować miejsca czemuś nowemu — czemuś, co nie było już tylko wściekłością, ale fascynacją. I choć starałam się tego unikać, nie mogłam przestać myśleć o nim.

Spotkaliśmy się tego wieczoru na ulicy. Wiał zimny wiatr, ale on wyglądał, jakby w ogóle tego nie zauważał. Stał oparty o bramę, patrząc na mnie z takim spokojem, jakby znał odpowiedzi na wszystkie moje pytania.

— Cześć — powiedział, widząc mnie z daleka. — Znowu na spacerze?

— Tak, po prostu potrzebuję świeżego powietrza — odpowiedziałam, nie patrząc na niego od razu. — Czasami trudno jest się uspokoić.

— Wiem, jak to jest — powiedział cicho, zbliżając się do mnie. — Chcesz o tym porozmawiać?

Zatrzymałam się na chwilę, czując, jak serce zaczyna mi szybciej bić. Coś w jego głosie sprawiło, że nie mogłam skłamać.

— Nie wiem, co się dzieje, ale czuję, że nie potrafię przestać o tym myśleć — wyznałam, patrząc na niego.

Spojrzał na mnie z takim ciepłem, że nie mogłam tego zignorować.

— Może to właśnie początek czegoś, czego nie musisz rozumieć od razu — odpowiedział, uśmiechając się lekko. — Czasem trzeba po prostu dać sobie czas.

Wtedy poczułam, jak moje wątpliwości zaczynają znikać

Może nie musiałam tego rozumieć. Może po prostu warto było pozwolić temu się rozwijać. Czas mijał, a ja zaczynałam coraz bardziej wierzyć, że może warto pozwolić sobie na coś więcej. Moje dni nabrały innego rytmu, jakby każdy moment spędzony z nim stawał się cenniejszy. Choć nadal miałam w głowie mnóstwo wątpliwości, to jego obecność sprawiała, że zaczynałam inaczej patrzeć na świat. Coś w tym mężczyźnie mnie przyciągało, ale nie potrafiłam określić, co dokładnie. Może to jego spokój, a może sposób, w jaki potrafił mnie słuchać, jakby każda moja myśl była dla niego ważna.

Pewnego wieczoru spotkaliśmy się na spacerze. Tym razem to ja zaproponowałam, żebyśmy poszli razem. Chciałam poczuć jego bliskość, poczuć ten moment, w którym nic nie muszę mówić, a jednak wszystko jest jasne.

— To jak, znowu błądzimy po mieście? — zapytał, patrząc na mnie z uśmiechem.

— Może to nie błąd. Może to po prostu życie — odpowiedziałam, patrząc na niego wprost.

Poczułam, jak jego wzrok mnie przenika, jakby z każdej mojej odpowiedzi wyczytywał więcej, niż chciałam powiedzieć. Zatrzymaliśmy się na chwilę, tuż obok parku, a ja nagle poczułam, jak serce mi przyspiesza.

— Wiesz, że kiedy jesteś obok mnie, czuję się… inaczej? — powiedziałam nagle, nie wiedząc, czy powinnam to wyznać.

— Mam to samo — odpowiedział, zbliżając się nieco, jakby między nami miała się wydarzyć jakaś niewypowiedziana obietnica. — Może nie musimy tego rozumieć. Może po prostu pozwólmy, żeby to się działo.

Jego słowa brzmiały jak zaproszenie, które w końcu przyjęłam. Zbliżyłam się do niego, czując, jak moje serce bije jeszcze szybciej. Przełamałam wszystkie swoje wątpliwości, pozwalając tej chwili trwać.

— Może masz rację — odpowiedziałam, zanim nasze usta się spotkały.

Chyba się zakochałam

Minęły tygodnie, a ja nie potrafiłam już sobie wyobrazić dnia bez niego. Wszystko zmieniło się od tamtego momentu, gdy pozwoliłam sobie na chwilę prawdziwego spokoju, chwili, której tak bardzo mi brakowało. Nasze rozmowy stały się coraz bardziej naturalne, a chwile spędzone razem były pełne radości, której nie czułam od lat. Pewnego wieczoru, kiedy znów spacerowaliśmy w ciszy, on nagle zatrzymał się, patrząc na mnie tym swoim spojrzeniem, które zawsze miało w sobie mnóstwo zrozumienia.

— Wiesz, Marta, nie sądziłem, że kiedykolwiek poczuję coś takiego — powiedział. Głos mu drżał, jakby chciał coś więcej powiedzieć, ale nie wiedział, jak.

— Co takiego? — zapytałam, czując, jak moje serce zaczyna bić szybciej.

— Coś, co sprawia, że nie chcę, żeby to się skończyło. Coś, co sprawia, że nie potrafię już żyć bez tych chwil z tobą — odpowiedział, a jego ręka delikatnie chwyciła moją.

Stałam tam, czując, jak cała ta chwila staje się najważniejsza. Zatrzymałam oddech, patrząc na niego, czując, że to jest to, czego szukałam przez całe życie.

— Wiesz, ja też nie chcę, żeby to się skończyło — powiedziałam, czując, jak łzy zaczynają mi napływać do oczu. — Nie muszę już szukać. Znalazłam to, czego potrzebowałam.

To jego uśmiech był wszystkim. Wiedziałam, że to nie jest tylko przypadek. To było przeznaczenie, które prowadziło mnie do niego.

— Będziemy razem — powiedział, a ja wiedziałam, że to nie tylko słowa. To była obietnica.

Marta, 32 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama