„Pokłóciłam się z mężem i w ramach zemsty pogodziłam się z kimś zupełnie innym. Rezultaty zobaczę już za 9 miesięcy”
„W sercu miałam chaos. Słuchałam go i czułam, jak narasta we mnie coś... niepokojącego. – Myślałem, że może... może dziecko by nas scaliło – dodał niepewnie. – Co o tym sądzisz? Spojrzałam na niego z przerażeniem, ale szybko odwróciłam wzrok”.

Były dni, kiedy naprawdę wierzyłam, że nasze małżeństwo da się jeszcze uratować. Że to tylko kryzys, jakich wiele, że przetrwamy. Takie dni zdarzały się coraz rzadziej. Częściej łapałam się na tym, że przyglądam się jego twarzy i nie widzę już w niej mężczyzny, którego kiedyś pokochałam. Krystian to mój mąż od pięciu lat. Czasem czuły, czasem impulsywny, coraz częściej nieobecny. Oboje nauczyliśmy się żyć obok siebie, zamiast ze sobą.
Nie jestem bez winy. Wycofałam się z tej relacji, zamknęłam w sobie. Przestałam mówić, gdy widziałam, że każde słowo i tak ląduje gdzieś obok. Nasze rozmowy były jak pole minowe – nigdy nie wiedziałam, co wybuchnie. Zamiast wsparcia – oskarżenia. Zamiast bliskości – lodowata cisza. Byłam coraz bardziej samotna w tym małżeństwie. Mam trzydzieści jeden lat, a jestem żoną, która coraz częściej myśli o ucieczce. Kobietą, która tęskni za byciem widzianą, dotykaną, chcianą.
Czasem siedząc wieczorem na kanapie, wyobrażałam sobie, że znikam. Pakuję walizkę i wychodzę. Bez słowa. Po prostu... znikam. Może wtedy by zauważył. Może wtedy by zrozumiał. Potrzebowałam przerwy. Oddechu. Choć na chwilę. Nie wiedziałam jeszcze, że ten moment słabości, który miał być tylko epizodem, wróci do mnie... razem z dwiema kreskami na teście ciążowym.
To nie była zwykła kłótnia
Ta rozmowa wracała do nas jak bumerang.
– Krystian, czy ty naprawdę nie widzisz, jak między nami jest źle? – zaczęłam cicho, ale w środku mnie już buzowało.
– Znowu to samo… – westchnął i nawet nie podniósł wzroku znad telefonu.
– No właśnie! Zawsze „to samo”! Zawsze uciekasz, zawsze masz coś ważniejszego niż my!
– Mam dość tej wiecznej walki, Beata. Może gdybyś w ogóle próbowała coś zmienić… – odburknął, zerkając na mnie z irytacją.
– A nie próbowałam? – głos mi się załamał. – Próbowałam codziennie, przez miesiące, tylko ty tego nie widziałeś. Łatwiej ci było zamknąć się w pracy, w swoich „ważnych sprawach”, niż spojrzeć na mnie i zapytać: jak się czuję.
– I co, teraz chcesz mnie obwinić za wszystko?
– Nie! Ja chcę, żebyś wreszcie zrozumiał, że mnie tu już prawie nie ma. Czuję się jak cień. Jak ktoś, kto od dawna nie jest już kochany. Wiesz, co to znaczy żyć z kimś i czuć się samotnie?
Krystian wstał z kanapy, kręcąc głową.
– Dobra, znowu dramaty…
– Nie dramaty. Prawda. Mam dość tej codziennej walki, Krystian. Potrzebuję oddechu. Jadę do Marty.
– To sobie jedź – powiedział chłodno, wracając na kanapę, jakby właśnie zakończył rozmowę.
Stałam chwilę, patrząc na niego z niedowierzaniem. Zaczęłam się pakować. Ręce mi drżały. Spakowałam kilka ubrań, kosmetyczkę, telefon.
– Nie wiem, czy wrócę. Nie wiem, czy chcę wracać – wyszeptałam sama do siebie, zamykając za sobą drzwi.
Musiałam coś zrobić
– Wejdź, rozgość się. Chcesz herbaty? – Marta od razu objęła mnie ramieniem, jakbym miała się rozpaść na kawałki.
Nie odpowiedziałam. Tylko pokiwałam głową i weszłam do środka. Jej mieszkanie pachniało czymś ciepłym, znajomym, bezpiecznym. Usiadłam na kanapie, wcisnęłam się w koc i przez chwilę milczałyśmy. Marta znała mnie na wylot. Wiedziała, że czasem trzeba poczekać.
– On mnie nie słucha. Czuję się jak powietrze – powiedziałam w końcu.
– Ale przecież go kochasz, prawda? – spojrzała na mnie ostrożnie.
– Nie wiem już, co czuję. Czasem myślę, że kocham, a czasem… że chcę po prostu zniknąć.
Pokiwała głową ze zrozumieniem. Jakby sama przez to kiedyś przechodziła. Nie oceniałam jej życia, bo wiedziałam, że też miała swoje zakręty.
Wieczorem Marta zasnęła wcześnie. A ja… nie mogłam. Włożyłam kurtkę i wyszłam. Potrzebowałam przewietrzyć głowę. Trafiłam do jakiegoś baru kilka przecznic dalej. Było ciemno, przytulnie. Zamówiłam drinka. Potem drugiego.
Siedziałam przy barze, dłubiąc w serwetce, kiedy usłyszałam:
– Wyglądasz, jakbyś chciała zapomnieć o całym świecie.
Odwróciłam głowę. Obcy mężczyzna. Miał ten typowy, bezpieczny uśmiech faceta, który wie, że nic nie musi.
– Może właśnie tego potrzebuję – odpowiedziałam.
Wszystko, co wydarzyło się potem, było jak sen. Dotyk, szept, drzwi hotelowego pokoju, które się zamykają. Pierwszy raz od miesięcy czułam się… chciana. To był jeden raz. Jeden nieodwracalny raz.
Zareagował zupełnie inaczej
Dom wyglądał tak samo, jak wtedy, gdy wychodziłam. Ten sam płaszcz Krystiana rzucony na fotel, ta sama niedopita herbata na stole. Tylko ja już byłam inna. Czułam się, jakbym wracała po latach, choć minęło zaledwie kilka dni. Nie wiedziałam, czego się spodziewać. Ciszy? Awantury? Obojętności? Drzwi otworzył mi Krystian. Stał w progu, jakby się nie spodziewał, że naprawdę wrócę. Przez chwilę tylko patrzyliśmy na siebie, aż w końcu zrobił krok w bok, by mnie wpuścić.
– Chciałem pojechać po ciebie, ale... bałem się, że mnie odrzucisz – powiedział cicho, kiedy usiadłam na kanapie.
Nie odpowiedziałam.
– Przemyślałem wszystko – zaczął ostrożnie. – Wiem, że zawaliłem. Wiem, że cię nie słuchałem. Nie widziałem, jak się oddalamy… Ale chcę to naprawić, Beata. Naprawdę chcę.
Wciąż milczałam. W sercu miałam chaos. Słuchałam go i czułam, jak narasta we mnie coś... niepokojącego. Mdłości? Drżenie?
– Myślałem, że może... może dziecko by nas scaliło – dodał niepewnie. – Co o tym sądzisz?
Spojrzałam na niego z przerażeniem, ale szybko odwróciłam wzrok.
Kilka tygodni później już wiedziałam. Mój okres się spóźniał, piersi bolały inaczej niż zwykle, w głowie miałam zawroty. To nie mogło być przypadkowe.
– Beata? – Krystian nachylił się. – Wszystko w porządku?
Uśmiechnęłam się blado.
– Tak… po prostu jestem zmęczona.
A w myślach tylko jedno: „Boże, jak mam mu powiedzieć? Przecież to nie jego dziecko…”.
To był tylko jeden raz
Rano obudziłam się z dziwnym, metalicznym posmakiem w ustach i uczuciem, jakbym miała kamień w żołądku. Przez chwilę leżałam nieruchomo, wsłuchując się w ciszę domu. Krystian był w kuchni, słyszałam brzęk kubków. Zachowywał się, jakby wczoraj wydarzył się cud. Jakbyśmy właśnie wrócili na właściwe tory.
Nie potrafiłam oddychać spokojnie. Wstałam i poszłam do łazienki, zamykając drzwi na zamek, choć przecież nigdy tego nie robiłam. Ręce mi się trzęsły, gdy wyciągałam z szafki test kupiony po drodze od Marty. Schowałam go między kosmetyki, jakby był czymś wstydliwym. Jakby sam jego widok miał zdradzić całą prawdę. Usiadłam na brzegu wanny i patrzyłam na opakowanie jak na wyrok.
– To może być stres – wyszeptałam do siebie. – To może być wszystko.
Po kilku minutach stałam już nad umywalką i czekałam. Wpatrywałam się w małe okienko, jak zahipnotyzowana. Czas ciągnął się w nieskończoność, a puls dudnił mi w skroniach. Pierwsza kreska pojawiła się natychmiast. Druga… chwilę później. Zrobiło mi się słabo. Oparłam dłoń o kafelki, jakbym miała zsunąć się na podłogę. „To niemożliwe. To nie może się dziać”.
W głowie zaczęły mi się mieszać daty. Kłótnia. Wyjazd do Marty. Tamten bar. Tamten mężczyzna. Krystian… który nawet mnie nie dotknął przez tyle tygodni przed tym wszystkim. „Co jeśli będzie miało obce oczy? Co jeśli Krystian się domyśli? Czy będę w stanie patrzeć mu w twarz?”. Schowałam test głęboko do szuflady, pod ręczniki. Myłam ręce tak długo, aż skóra zrobiła się czerwona.
Telefon chwiał mi się w dłoni, kiedy dzwoniłam do Marty.
– Marta… ja jestem w ciąży.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Boże… czy Krystian wie?
– Nie… i nie wiem, co mam zrobić.
Głos mi się złamał. A w tym samym czasie z kuchni dobiegło:
– Kochanie, zrobisz nam kawę?
Przełknęłam ślinę.
– Już idę – odpowiedziałam, a mój głos brzmiał, jakby należał do kogoś innego.
Od razu coś podejrzewał
Krystian znalazł test. Wiedziałam to, zanim jeszcze wszedł do pokoju. Czułam to w sposobie, w jaki zatrzasnął drzwi. W ciężkich krokach. W tej nienaturalnej ciszy, która nagle zapadła. Usiadł naprzeciwko mnie. W dłoni trzymał biały pasek, jakby był bronią.
– Beata… – zaczął cicho, ale w jego głosie była twardość, której nie znałam. – Powiedz mi, czy to… moje dziecko?
Nie mogłam oddychać. Wszystko wirowało, jakby czas się zatrzymał.
– Nie wiem – wyszeptałam.
Zamarł. Widziałam, jak coś w nim pęka. Przez chwilę myślałam, że uderzy w ścianę, że wybiegnie, że wrzaśnie. Ale on tylko wstał i odwrócił się do okna.
– Z kim? – zapytał po chwili, gardłowym głosem. – Kiedy?!
– Nie znam go. To było raz. Nie wiem, co mnie podkusiło. Pojechałam do Marty, byliśmy pokłóceni, a ja... czułam się kompletnie sama.
– Sama? – odwrócił się gwałtownie. – A ja? Ja nie byłem sam, Beata? Myślisz, że mnie to wszystko nie bolało? Że to, co się między nami działo, to była tylko twoja krzywda?
Nie odpowiedziałam. Miał rację. Miał prawo być wściekły.
– Dlaczego mi nie powiedziałaś od razu? – zapytał po chwili.
– Bo się bałam. Myślałam, że… może uda mi się to wymazać. Że może to jednak twoje.
– Próbowałaś mnie oszukać – powiedział z goryczą. – Patrzyłaś mi w oczy, wiedząc, że to nie moje dziecko.
Łzy cisnęły mi się do oczu.
– Krystian, przepraszam… Nie wiem, co mam zrobić. Nie wiem, kim ja w ogóle jestem.
Przez chwilę patrzył na mnie, jakby próbował odnaleźć we mnie kobietę, którą kiedyś kochał. Jednakże jego wzrok już mnie nie obejmował z czułością.
– Muszę się stąd zabrać – powiedział w końcu. – Nie wiem, czy wrócę.
Zostawił test na stole i wyszedł, a ja zostałam sama. Z przerażeniem, poczuciem winy… i rosnącym we mnie życiem.
Zostały tylko pytania
W mieszkaniu zapanowała cisza. Taka, która dzwoniła w uszach. Minęło kilka dni odkąd, Krystian się wyprowadził. Nie dzwonił. Nie pisał. Nawet nie zapytał, jak się czuję. Może miał rację. Może nie było już nic do powiedzenia. Usiadłam przy stole z kubkiem zimnej herbaty. Przez okno wpadało zimowe światło, to takie, co nie daje ciepła, tylko jeszcze bardziej podkreśla pustkę. Na stole leżał test ciążowy. Nie miałam siły go wyrzucić.
Marta przyjechała wczoraj. Przytuliła mnie mocno, nic nie mówiła. Tylko była. Zrobiła mi zupę, pościeliła łóżko. Kiedy wychodziła, zostawiła kartkę z napisem: „To nie koniec twojej historii, Beatko. Tylko inny rozdział”.
A ja siedzę teraz, trzymając się za brzuch, jakbym próbowała przypomnieć sobie, że jestem częścią czegoś większego. We mnie rośnie życie. Za kilka miesięcy będę matką. Choć nie wiem, czy jestem gotowa. Czy potrafię. Czy dam radę patrzeć na to dziecko bez wyrzutów.
Krystian nie powiedział, czy wróci. Może nie wróci. Może nie umie mi wybaczyć. Nie dziwię się. Czasem łapię się na tym, że mówię do tego maleństwa. Opowiadam mu, jaka byłam głupia, zagubiona, jak bardzo chciałam czuć się kochana. Jak bardzo się bałam. Może kiedyś zrozumie. Może kiedyś ja też zrozumiem siebie.
Czy można kochać kogoś i jednocześnie go tak bardzo zranić? Czy moje dziecko będzie żyło w cieniu mojego błędu? Zostaję sama, ale w moim ciele już bije drugie serce – i nie wiem, czy jestem gotowa, by je pokochać.
Beata, 31 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Ustaliliśmy z partnerem, że nie chcemy mieć dzieci. Ale mężczyźni są bardziej zmienni niż pogoda w Tatrach w styczniu”
- „Mój mąż się ucieszył, gdy powiedziałam mu, że jestem w ciąży. Na szczęście wcale nie dopytywał, kto jest ojcem”
- „Po ślubie wzięliśmy kredyt na budowę domu i to był początek końca. Miała być miłość po grób, a uczucie samo umarło”

