Reklama

Kiedy Kacper wyprowadził się z domu, mówiłam wszystkim, że tak musi być. Że dorosłe dzieci idą swoją drogą, a matka powinna umieć się wycofać. W środku jednak coś we mnie cichło dzień po dniu. Gdy usłyszałam o ich wyjeździe, poczułam, jakby ktoś nagle zgasił ostatnie światło. Wtedy uznałam, że muszę jechać. Dla siebie. Tak przynajmniej to sobie tłumaczyłam.

Nie chciałam zostać sama

Po śmierci męża nauczyłam się funkcjonować w ciszy. Najpierw była ciężka, przytłaczająca, potem stała się codziennością. Kiedy Kacper jeszcze mieszkał ze mną, ta cisza miała przerwy – jego kroki na korytarzu, trzask drzwi, pytania rzucane w biegu. Gdy się ożenił i wyprowadził, wszystko nagle ucichło. Dni nie różniły się od siebie niczym. Rano kawa, potem bezcelowe krzątanie się po mieszkaniu, wieczorem telewizor, którego i tak nie słuchałam.

Powtarzałam sobie, że tak wygląda normalność. Że nie mogę być tą matką, która się narzuca. Kiedy jednak Kacper zadzwonił i mimochodem wspomniał o planowanym wyjeździe na ferie z Leną, poczułam ukłucie. Nie zapytał, co u mnie. Nie powiedział: „Mamo, może wpadniesz”. Usłyszałam tylko entuzjazm w jego głosie i jej imię, wypowiedziane tak naturalnie, jakby zawsze było na pierwszym miejscu.

Tylko we dwoje? – zapytałam, starając się, by brzmiało to lekko.

– No tak, wiesz… na ferie – odpowiedział, jakby to wszystko tłumaczyło.

Odłożyłam słuchawkę i długo siedziałam bez ruchu. Wtedy po raz pierwszy przyszła mi do głowy myśl, że mogłabym pojechać z nimi. Natychmiast znalazłam dla niej uzasadnienie. Przecież byłam sama. Przecież ostatnio gorzej sypiałam. Przecież Kacper zawsze mówił, że rodzina jest najważniejsza. Kiedy zadzwoniłam ponownie, miałam już gotowy ton – spokojny, trochę zmęczony.

– Synku, pomyślałam… może dobrze by mi zrobiła zmiana miejsca. Nie musiałabym wam przeszkadzać, mogę zająć się sobą.

Zapadła krótka cisza.

– Muszę pogadać z Leną – powiedział w końcu.

To wystarczyło, żebym poczuła ukłucie irytacji. Dlaczego zawsze z nią? Przecież to ja byłam jego matką. To ja wiedziałam, co dla niego dobre. Lena… ona była nowa. Obca. Zbyt spokojna, zbyt opanowana, jakby wszystko miała pod kontrolą. Kiedy oddzwonił i powiedział, że „możemy spróbować”, poczułam ulgę, którą natychmiast przykryłam troską.

Nie chcę wam psuć planów – dodałam, choć w głębi duszy już widziałam siebie obok niego, znowu potrzebną.

Wmawiałam sobie, że jadę ratować siebie. Nie dopuszczałam myśli, że tak naprawdę boję się zostać zupełnie sama – bez syna, bez swojej roli, bez swojego miejsca.

Czułam się niemile widziana

Już w chwili, gdy wysiedliśmy z samochodu, poczułam, że coś jest nie tak. Kacper wyszedł pierwszy, rozglądał się z zainteresowaniem, jakby chciał zapamiętać każdy szczegół. Lena wysiadła chwilę po nim i od razu zaczęła mówić o pokoju, o planie dnia, o tym, gdzie pójdziemy jutro. Wszystko miała poukładane, jak zawsze. Ja stałam z boku z torbą w dłoni, czekając, aż ktoś zapyta, czy potrzebuję pomocy.

– Mamo, dasz radę? – rzucił Kacper przez ramię, już idąc w stronę wejścia.

Dałam radę. Zawsze dawałam. Pierwszego wieczoru usiedli razem na tarasie. Lena oparła się o jego ramię, a on objął ją odruchowo, bez zastanowienia. Zrobiło mi się nieswojo, jakbym była świadkiem czegoś, czego nie powinnam oglądać. Odchrząknęłam głośniej, niż planowałam.

– Kacper, pamiętasz, jak tu kiedyś byliśmy z tatą? – zapytałam nagle.

Oderwał wzrok od Leny i spojrzał na mnie z lekkim zaskoczeniem.

– No… pamiętam – odpowiedział, choć widziałam, że myślami był gdzie indziej.

Lena uśmiechnęła się uprzejmie, ale w tym uśmiechu było coś wymuszonego.

– Może jutro pójdziemy sami na spacer? – zaproponowała spokojnie. – Twoja mama pewnie będzie chciała odpocząć.

Zabrzmiało to jak troska, ale ja usłyszałam coś innego. Wykluczenie.

– Nie jestem aż tak zmęczona – odpowiedziałam szybko. – Chętnie się przejdę. Dawniej zawsze chodziliśmy razem.

Kacper spojrzał na mnie niepewnie, potem na nią. Znowu to wahanie. Znowu ona i ja po dwóch stronach. Zaczęłam więc szukać okazji. Rano wstałam wcześniej i zaproponowałam mu kawę. Później poprosiłam, żeby pomógł mi z walizką. Opowiadałam o jego dzieciństwie, o tym, jaki był wrażliwy, jak zawsze wracał do domu, gdy coś go martwiło.

– Teraz też wracam – powiedział cicho. – Tylko… do innego domu.

Te słowa zabolały bardziej, niż chciałam przyznać. Lena coraz częściej milczała, przyglądała mi się uważnie, jakby widziała więcej, niż mówiłam. A ja coraz mocniej czułam, że muszę walczyć. Bo jeśli nie teraz, to kiedy?

Straciłam kontrolę nad sytuacją

To stało się trzeciego dnia, zupełnie nie tak, jak planowałam. Siedzieliśmy przy stole po kolacji. Lena zbierała talerze, Kacper coś sprawdzał w telefonie. Znowu byli w swoim świecie, a ja czułam się jak dodatek, który przypadkiem znalazł się w kadrze.

– Jutro chcielibyśmy pojechać nad jezioro – powiedziała Lena spokojnie. – Tak tylko we dwoje.

Te słowa zawisły w powietrzu. Poczułam, jak coś we mnie drga, jakby ktoś uderzył w cienką szybę.

– Rozumiem – odpowiedziałam, choć wcale nie rozumiałam. – Czyli mam zostać sama?

Kacper podniósł wzrok.

– Mamo, to nie tak…

– A jak? – przerwałam mu. Głos zadrżał mi bardziej, niż chciałam. – Przyjechałam tu, bo mówiłeś, że jesteśmy rodziną. A teraz mam siedzieć cicho?

Lena odłożyła talerz i spojrzała na mnie uważnie, bez złości. To było najgorsze.

– Nie chcemy pani sprawiać przykrości – powiedziała cicho. – Ale Kacper jest moim mężem. Potrzebujemy też czasu tylko dla siebie.

To jedno zdanie sprawiło, że pękła we mnie tama.

– Zawsze chodzi o ciebie – wyrzuciłam z siebie. – O was. A ja? Ja przestałam się liczyć w momencie, kiedy się pojawiłaś?

– Mamo, przestań – powiedział Kacper ostrzej, niż kiedykolwiek wcześniej. – To nie jest w porządku.

Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Na mojego syna, który stał obok niej. Fizycznie i emocjonalnie.

– Więc to tak wygląda – wyszeptałam. – Wybierasz ją.

– Nie wybieram przeciwko tobie – odpowiedział. – Wybieram swoje życie.

Zapadła cisza. Lena nie powiedziała nic więcej, ale jej milczenie było stanowcze. Po raz pierwszy poczułam, że straciłam kontrolę. I że nie ma już powrotu do tego, co było.

Robiłam z siebie ofiarę

Po tamtej rozmowie wycofałam się do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi i usiadłam na łóżku, patrząc w ścianę, jakby miała mi coś wyjaśnić. Słyszałam ich kroki na korytarzu, ich ciche rozmowy. Każdy dźwięk odbierałam jak potwierdzenie, że nie ma już dla mnie miejsca.

Przez resztę dnia prawie się nie odzywałam. Kiedy Lena zapytała, czy wszystko w porządku, skinęłam tylko głową. W jej głosie znów była ta opanowana uprzejmość, która działała mi na nerwy. Widziałam w niej chłód, choć może wcale go tam nie było. Łatwiej było myśleć, że robi mi to celowo.

W głowie układałam sobie inną wersję wydarzeń. W tej wersji byłam matką, która chciała tylko pobyć blisko syna. Która została źle zrozumiana. Którą potraktowano jak intruza. Pomijałam własne słowa, ton, spojrzenia. One nie pasowały do obrazu, który chciałam zachować. Kacper zapukał wieczorem.

– Mamo, nie chcieliśmy cię zranić – powiedział, stojąc w progu. – Ale musisz zrozumieć, że Lena jest teraz moją rodziną.

– A ja? – zapytałam cicho.

Zawahał się. To zawahanie bolało najbardziej.

– Ty też – dodał w końcu, ale już wiedziałam, że to nie to samo.

Kiedy wyszedł, poczułam zmęczenie. Nie fizyczne, tylko takie, które osiada głęboko i nie da się go pozbyć. Po raz pierwszy przyszła mi do głowy myśl, że może przesadziłam. Pojawiła się na moment, nieśmiało, jak ktoś, kogo nie zaprasza się do środka. Szybko ją odepchnęłam. Łatwiej było być ofiarą niż przyznać, że mogłam się mylić.

Sama jestem sobie winna

Wyjechałam wcześniej, niż planowaliśmy. Spakowałam się cicho, zanim wstali. Kacper pomógł mi wnieść torbę do samochodu, Lena stała z boku, jakby nie wiedziała, czy powinna podejść. Pożegnanie było krótkie, uprzejme, pełne niedopowiedzeń. Przytulił mnie ostrożnie, jak kogoś kruchego, a ja pierwszy raz poczułam, że to nie daje mi już tej ulgi, której szukałam.

Droga powrotna dłużyła się niemiłosiernie. Myślałam, że poczuję ulgę, kiedy znów zostanę sama, ale zamiast tego pojawiła się pustka. Taka, która nie krzyczała, tylko siedziała cicho i nie dawała się zagłuszyć radiem ani wspomnieniami. W domu wszystko było dokładnie tam, gdzie zostawiłam. Nic się nie zmieniło. A jednak miałam wrażenie, że wróciłam do miejsca, które już do mnie nie należy.

Przez kolejne dni czekałam na telefon. Nie dzwonił. Kiedy w końcu sama zadzwoniłam, rozmowa była poprawna, zdystansowana. Kacper mówił o pracy, o planach, o pogodzie. O nas nie mówił nic. O niej też nie. To bolało bardziej niż kłótnia.

Zaczęłam wracać myślami do tamtego wyjazdu. Do słów, których nie cofnę. Do momentów, w których mogłam zamilknąć, a nie zrobiłam tego. Po raz pierwszy dopuściłam myśl, że jechałam tam nie po spokój, ale po potwierdzenie, że wciąż jestem najważniejsza. I że tego potwierdzenia już nie mogę dostać.

Nie wiem, czy kiedyś odzyskam dawną bliskość z synem. Nie wiem nawet, czy potrafię spojrzeć na Lenę bez żalu. Wiem tylko, że samotność, przed którą uciekałam, dogoniła mnie szybciej, niż się spodziewałam. I że tym razem nie mam już kogo winić poza sobą.

Bożena, 66 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama