„Pojechałam z chłopakiem na ferie do Zakopanego i odkryłam jego prawdziwe oblicze. Miłość stopniała jak śnieg na stoku”
„Patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Twarz miał czerwoną, oczy dzikie, a ręce zaciśnięte w pięści. Poczułam, że wszyscy na mnie patrzą. Kinga milczała, Michał opuścił wzrok. Czułam gorąco na twarzy, miałam ochotę zniknąć”.

Arek potrafił być czarujący, kiedy chciał. Miał uśmiech, który rozbrajał każdą kłótnię i spojrzenie, które sprawiało, że trudno było mu się przeciwstawić. Wiedział, kiedy przytulić, kiedy milczeć, a kiedy rzucić żart, żeby rozładować napięcie. Znał mnie dobrze. Wierzyłam, że wszystko, co robi, robi z miłości. Długo sądziłam, że tak właśnie ta miłość ma wyglądać.
Ufałam mu
Na początku było intensywnie. Codzienne wiadomości, gesty, głos, który koił. Czułam się wybrana. Potem zaczęły się drobiazgi – pytania o to, z kim rozmawiałam, dlaczego tak długo, czy naprawdę muszę wychodzić. Szybko nauczyłam się, że nie wszystko warto mówić. Wygodniej jest uprzedzić jego nastrój i wybrać odpowiednie słowa. Przekonał mnie, że to troska, a ja byłam zmęczona tłumaczeniem sobie, że przecież każdy związek to kompromisy.
Wyjazd do Zakopanego ze znajomymi był jego pomysłem. Powiedział, że dobrze nam zrobi, jak spędzimy trochę czasu z ludźmi, że odpoczniemy od miasta i zajęć. Miałam nadzieję, że tak będzie. Może znowu przypomnimy sobie, dlaczego kiedyś było dobrze.
Krupówki były głośne i zatłoczone, jak zawsze o tej porze roku. Śnieg skrzypiał pod butami, pachniało smażonym oscypkiem i dymem z kominów. Nasz kolega Michał szedł obok mnie, opowiadając coś o nowym sezonie serialu. Śmiałam się. Przystanęliśmy przy stoisku z wełnianymi czapkami i rękawicami. Michał sięgnął po jedną z nich, taką w szalone, kolorowe wzory.
– W takiej byś wyglądała jak yeti, ale w dobrym sensie – powiedział i uśmiechnął się szeroko.
Był zazdrosny
Pokręciłam głową, ale nie zdążyłam nic odpowiedzieć. Arek pojawił się znikąd, stanął obok mnie i spojrzał na Michała, potem na mnie. Nie powiedział ani słowa. Wystarczyło jedno jego spojrzenie, żebym natychmiast odsunęła się od Michała o krok. Wziął mnie za rękę. Zrobił to delikatnie, ale palce miał zimne i sztywne.
Wieczorem usiedliśmy całą paczką w barze. Drewniane stoły, ciepłe światło, muzyka, która nie przeszkadzała w rozmowie. Kinga opowiadała jakiś absurdalny żart, Michał dopowiadał swoje wersje. Wszyscy się śmiali. Kiedy chciałam iść po coś do picia, Michał podał mi rękę, żeby pomóc wstać z niskiego krzesła. Ujęłam ją bez zastanowienia. To był ten moment. Arek zerwał się z miejsca jak poparzony.
– Nie będę pajacem w towarzystwie! Rozumiesz?! Jak ty na niego patrzysz?! Jak się do niego uśmiechasz! – krzyczał, a w barze natychmiast zapadła cisza.
– Arek, to był uścisk dłoni… – próbowałam powiedzieć spokojnie, ale głos mi się załamał.
Patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Twarz miał czerwoną, oczy dzikie, a ręce zaciśnięte w pięści. Poczułam, że wszyscy na mnie patrzą. Kinga milczała, Michał opuścił wzrok. Czułam gorąco na twarzy, miałam ochotę zniknąć, ale nie wstydziłam się za siebie.
Wpadł w furię
Siedziałam czerwona na środku sali i nie myślałam o tym, co sobie pomyślą. Patrzyłam na Arka i było mi wstyd za niego. Po wszystkim wyszłam z baru bez słowa. Śnieg padał gęsto, był ciężki i mokry, osiadał na kurtce i twarzy. Kinga dogoniła mnie dopiero na końcu ulicy. Szłyśmy jakiś czas w milczeniu, zanim się odezwała.
– Chcesz, żeby cię odprowadzić?
– Nie – odpowiedziałam, ale nie zatrzymałam się. Szła obok.
– Widzisz, co on ci robi?
Spojrzałam na nią z boku, ale nie odpowiedziałam. Było mi duszno, mimo mrozu. Serce tłukło mi się w piersi, jakbym zaraz miała zemdleć.
– Zmień go, albo się zniszczysz – powiedziała twardo.
– Myślisz, że nie próbowałam z nim rozmawiać? On się boi. Ja czasem też się boję. To się wszystko nakłada. On…
– Nie próbuj go tłumaczyć – przerwała mi ostro. – On wie, co robi.
Usprawiedliwiałam go
Zatrzymałyśmy się. W jej oczach nie było złości, tylko lodowata trzeźwość, której zawsze jej zazdrościłam. Patrzyła na mnie uważnie, jakby próbowała sprawdzić, czy jeszcze jestem tam w środku, czy już zupełnie wyszłam z siebie.
– On cię zabiera kawałek po kawałku – dodała.
Zacisnęłam zęby, bo wiedziałam, że ma rację. Nie wiedziałam tylko, co z tym zrobić.
– Jakbyś chciała pogadać… To wiesz, gdzie jestem – rzuciła, po czym ruszyła w swoją stronę, zostawiając mnie na pustej ulicy.
Po raz pierwszy nie próbowałam sobie niczego wytłumaczyć. W głowie odbijały mi się tylko jej słowa i nagle poczułam, że to brzmi prawdziwie, tak bardzo, że aż nie mogłam złapać oddechu. Arek czekał w pokoju, kiedy wróciłam. Siedział na łóżku, patrzył w podłogę. W dłoni trzymał mały bukiet róż.
– Przepraszam – powiedział, zanim zdążyłam zamknąć drzwi. – Wiem, że przesadziłem, ale przecież wiesz, że cię kocham. Nie umiem inaczej.
Miał wyrzuty sumienia
Nie ruszyłam się z miejsca. Patrzyłam na niego i próbowałam coś poczuć.
– Wiem, że Michał to tylko kumpel, ale jak widzę, jak się do niego uśmiechasz, jak się do ciebie zbliża… To mi się robi ciemno przed oczami. Nie panuję nad tym.
Podał mi ten bukiet, ale go nie wzięłam. Patrzył na mnie jak pies, który właśnie został wyrzucony na mróz.
– Nie wiem, czy chcę być z kimś, kto nie umie inaczej – powiedziałam cicho.
– Więc co? Zostawisz mnie? Po tym wszystkim?
Nie odpowiedziałam. Usiadłam na krześle przy oknie. W pokoju było duszno, kaloryfery grzały jak szalone. Arek siedział nieruchomo z tymi kwiatami w dłoni, jakby jeszcze miał nadzieję, że je wezmę. Podeszłam do szafy i zaczęłam spokojnie wyjmować swoje rzeczy. Patrzył na mnie, jakby nie rozumiał.
– Co ty robisz?
– Wracam do domu – powiedziałam bez emocji. – Sama.
– Przecież się pogodziliśmy – powiedział, jakby to było oczywiste. – Przecież wszystko sobie wyjaśniliśmy.
– Ty się pogodziłeś – odparłam. – Ja się obudziłam.
Cierpliwość się wyczerpała
W jego oczach pojawiło się coś, co wyglądało jak panika. Podszedł bliżej, złapał mnie za rękę.
– Nie możesz tak po prostu odejść. Po tym wszystkim?
– Nie kocham cię już – powiedziałam i patrzyłam mu prosto w oczy. – I nie chcę żyć, bojąc się śmiać.
– Nie zostawiaj mnie… – wyszeptał.
– Zostawiłeś mnie wiele razy – odpowiedziałam. – Za każdym razem, gdy kazałeś mi milczeć, gdy miałam przestać się śmiać.
Odsunęłam jego dłoń i zamknęłam walizkę. Wyszłam bez słowa.
W pociągu było ciepło i duszno. Usiadłam przy oknie, jak najdalej od przejścia. Myślałam o Arku i nie czułam triumfu, nie czułam nawet satysfakcji. Miałam w głowie jego uśmiech, gdy był miły, jego ręce na moich ramionach, jego głos, gdy mówił, że mnie kocha. A potem widziałam bar, moje policzki rozpalone wstydem i jego słowa, które miały mnie uciszyć jak dziecko. I to, jak naturalne było dla niego, że może. Miłość nie krzyczy, nie zawstydza. Miłość nie każe wybierać między uśmiechem a lojalnością.
Paulina, 25 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Zatrudniłam korepetytora z polskiego dla syna, ale to mnie nauczył więcej od niego. Mój mąż nic nie wie”
- „To miał być tylko zimowy spacer. Jedno spojrzenie wystarczyło, żebym kompletnie przepadła”
- „Pokłóciłam się z mężem i w ramach zemsty pogodziłam się z kimś zupełnie innym. Rezultaty zobaczę już za 9 miesięcy”

