Reklama

Śnieg, góry i kilka wolnych dni obiecywały ciszę, której od dawna mi brakowało. Wierzyłam, że zmiana miejsca pozwoli nam znów być razem, choć przez chwilę. Już w drodze łapałam się jednak na tym, że nie czuję radości, tylko znajome napięcie. Jakbym jechała nie na ferie, a na kolejną próbę, do której nikt poza mną się nie przygotował.

Liczyłam na spokój

Pensjonat wyglądał dokładnie tak, jak na zdjęciach. Drewniany, ciepły w kolorach, z zapachem herbaty unoszącym się w korytarzu. Gospodarz Kornel przywitał nas spokojnym uśmiechem, podał klucze i wskazał schody. Przez moment pomyślałam, że może to miejsce coś w nas uspokoi. Ta myśl zniknęła szybciej, niż zdążyłam ją dokończyć.

– Mamo, ja chcę łóżko przy oknie! – Igor wpadł do pokoju pierwszy, rzucając plecak pod ścianę.

– Ale to miało być moje! – zaprotestowała Lena, ciągnąc mnie za rękaw. – Obiecałaś.

Paweł postawił walizkę przy drzwiach i od razu sięgnął po telefon. Oparł się o framugę, jakby był gościem, a nie częścią tego bałaganu.

Paweł, pomożesz rozpakować? – zapytałam, starając się, żeby mój głos brzmiał zwyczajnie.

– Zaraz, tylko odpiszę – mruknął, nie podnosząc wzroku.

Rozkładałam ubrania, jednocześnie tłumacząc Igorowi, że każde łóżko jest w porządku, i uspokajając Lenę, która zaczęła pociągać nosem. W pewnym momencie złapałam swoje odbicie w lustrze szafy. Kobieta z lekko napiętą twarzą, spiętymi ramionami. Żona, matka, logistyka.

– Natalia, gdzie są moje rękawiczki? – Paweł odezwał się nagle, odkładając telefon.

– W bocznej kieszeni torby. Tam, gdzie zawsze – odpowiedziałam szybciej, niż pomyślałam.

Igor uderzył drzwiami łazienki. Lena usiadła na łóżku i cicho zapytała:

– Mamo, a ty będziesz spała ze mną?

Przytaknęłam, choć nikt mnie o to nie prosił wprost. To było oczywiste. Tak jak to, że ja będę pamiętać o wszystkim: o godzinach posiłków, o suszeniu mokrych kurtek, o nastrojach. Paweł wyszedł na balkon, rozmawiając przez telefon, śmiejąc się krótko, jakby był w zupełnie innym świecie.

Usiadłam na brzegu łóżka i poczułam ciężar w klatce piersiowej. Zmienił się widok za oknem, ale nie zmieniło się nic we mnie ani między nami. Pierwszy dzień jeszcze się nie skończył, a ja już wiedziałam, że te ferie nie będą odpoczynkiem. Będą tylko wyraźniejszym obrazem tego, od czego na co dzień odwracałam wzrok.

Zaczęliśmy się kłócić

Pierwszy poranek zaczął się wcześnie, choć nikt tego nie planował. Lena obudziła się zapłakana, bo nie wiedziała, gdzie jest. Igor przewracał się na drugim łóżku, kopiąc kołdrę i narzekając, że jest za jasno. Paweł spał jeszcze chwilę, odwrócony plecami, jakby noc była dla niego jedyną przestrzenią, w której mógł naprawdę zniknąć.

Wstałam cicho, żeby ich nie poganiać, choć w środku już układałam plan dnia. Śniadanie, ubrania, wyjście. Jak zawsze. W jadalni pachniało świeżym pieczywem, a za oknami skrzył się śnieg. Idealny obrazek, do którego nikt z nas nie pasował.

– Igor, usiądź spokojnie – powiedziałam, gdy przesuwał krzesło nogami po podłodze.

– Nudzę się – odburknął. – Ile można siedzieć?

Paweł nalał sobie kawy i usiadł na końcu stołu. Przeglądał coś w telefonie, jedną ręką smarując kromkę. Lena wcisnęła się obok mnie, opierając głowę o moje ramię.

– Dziś możemy pójść na spacer do lasu – zaproponowałam. – Kornel mówił, że jest tam łatwa trasa.

– Ja nie chcę lasu – Igor wzruszył ramionami. – Chcę coś ciekawszego.

– To wymyśl coś – odpowiedział Paweł, nie odrywając wzroku od ekranu.

Spojrzałam na niego. Na to, jak lekko zrzucił odpowiedzialność, jakby to była drobnostka. Przełknęłam komentarz, który cisnął mi się na usta. Lena zaczęła kruszyć bułkę, a okruszki rozsypały się po stole.

– Lena, uważaj – powiedziałam automatycznie.

– Ona zawsze uważa – rzucił Igor. – A ja zawsze robię źle.

Zrobiło się cicho. Za bardzo cicho. Paweł w końcu podniósł głowę.

– Przestańcie. To mają być ferie.

Ferie. Słowo, które miało oznaczać lekkość, a brzmiało jak obowiązek. Patrzyłam na nas i widziałam cztery osoby, każdą gdzie indziej. Ja skupiona na tym, żeby nikt się nie rozsypał. Igor napięty i zaczepny. Lena przyklejona do mnie, jakby tylko ja była jej punktem oparcia. Paweł obok, ale jakby poza wszystkim. Kiedy wychodziliśmy z jadalni, Igor szedł kilka kroków przed nami. Paweł znów pisał wiadomość. Lena ścisnęła moją dłoń mocniej.

Pomyślałam wtedy, że dzieci czują więcej, niż chcemy przyznać. Że nasze napięcie przechodzi na nich, jak niewidzialny chłód. A ja, zamiast być częścią tej rodziny, stałam się jej amortyzatorem. I byłam już zmęczona, choć dzień dopiero się zaczynał.

Zatęskniłam za samotnością

Wyszliśmy na krótki spacer, bo „trzeba było coś zrobić”. Śnieg skrzypiał pod butami, powietrze było ostre i czyste, takie, które normalnie porządkuje myśli. Tym razem nie porządkowało niczego. Igor szedł przodem, kopiąc zamarznięte bryły i rzucając je na pobocze. Paweł został kilka kroków za nami, zatrzymując się co chwilę, jakby coś sprawdzał w kieszeni. Lena trzymała mnie za rękę tak mocno, że aż zdrętwiały mi palce.

Mamo, daleko jeszcze? – zapytała cicho.

– Zaraz zawrócimy – odpowiedziałam, choć nie wiedziałam, dokąd właściwie idziemy.

W pewnym momencie Igor odwrócił się gwałtownie.

– To jest bez sensu – rzucił. – Nic się tu nie dzieje.

Paweł wzruszył ramionami.

– To może wracajmy.

I wtedy poczułam coś, czego się po sobie nie spodziewałam. Nie złość. Nie smutek. Myśl. Wyraźną, niemal spokojną. A gdyby tak pójść sama? Bez planu, bez tłumaczeń. Zostawić ich choć na chwilę w tym śniegu i ciszy.

Serce zabiło mi szybciej. Natychmiast pojawiło się poczucie winy, jak zawsze szybkie i skuteczne. Dobra matka nie myśli o takich rzeczach. Dobra żona też nie. A jednak ta myśl wracała, uparcie, krok za krokiem.

Przypomniałam sobie siebie sprzed lat. Zanim wszystko stało się wspólne i ciężkie. Kiedy decyzje należały do mnie, a zmęczenie było przyjemne, bo wynikało z wyboru. Tamta Natalia miała swoje tempo, swoje zdanie, swoje granice. Kiedy je zgubiłam? Między jednym śniadaniem a drugim? Między „zaraz” a „później”?

– Natalia? – Paweł spojrzał na mnie pytająco. – O czym tak myślisz?

– O niczym – skłamałam bez wysiłku.

Wróciliśmy do pensjonatu w ciszy. Każde z nas zanurzone w swoim świecie. Ale we mnie coś się już poruszyło. Jak drzwi, które ktoś lekko uchylił. Wiedziałam, że ta myśl nie zniknie. Że będzie wracać wieczorem, w nocy, w momentach, gdy nikt niczego ode mnie nie chce. I że prędzej czy później będę musiała zdecydować, czy ją uciszyć, czy w końcu posłuchać.

Mąż nie widział problemu

Wieczorem dzieci zasnęły szybciej, niż się spodziewałam. Lena wtuliła się we mnie, jakby cały dzień zbierała siły tylko na ten moment. Igor odwrócił się do ściany bez słowa. Zostałam przy nich jeszcze chwilę, słuchając ich oddechów, aż w końcu wyszłam do małego saloniku przy pokoju.

Paweł siedział przy stole, z kubkiem herbaty, wpatrzony w okno. Kiedy mnie usłyszał, odwrócił głowę.

– Wreszcie cisza – powiedział, jakby to było podsumowanie dnia.

Usiadłam naprzeciwko. Przez moment patrzyliśmy na siebie w milczeniu. Czułam, że jeśli teraz nie powiem tego, co we mnie narastało, zniknie we mnie coś ważnego.

– Czuję się tu bardzo samotna – zaczęłam cicho. – I nie chodzi tylko o ten wyjazd.

Paweł zmarszczył brwi.

– Przecież jesteśmy razem. Cały czas.

– Fizycznie – poprawiłam go. – Ale ja mam wrażenie, że wszystko jest na mojej głowie. Dzieci, planowanie, ich emocje. A ty… jesteś obok.

Westchnął i potarł skroń.

– Natalia, ja też pracuję. Te ferie miały być odpoczynkiem.

– Dla kogo? – zapytałam szybciej, niż zamierzałam. – Bo ja nie odpoczywam. Ja tylko zmieniłam miejsce wykonywania obowiązków.

Zapadła cisza. Ciężka, niewygodna. Paweł spuścił wzrok na blat stołu.

– Zawsze dramatyzujesz – powiedział w końcu. – Zamiast się cieszyć, szukasz problemów.

Te słowa zabolały bardziej, niż się spodziewałam. Nie dlatego, że były ostre. Dlatego, że były znajome. Jakby ktoś od lat powtarzał mi, że moje odczucia są przesadą.

– Ja nie dramatyzuję – odpowiedziałam spokojnie. – Ja mówię, że mi jest trudno. I że potrzebuję, żebyś był ze mną, nie tylko obok mnie.

Paweł wzruszył ramionami.

– Nie wiem, czego ode mnie chcesz.

I wtedy zrozumiałam, że mówimy różnymi językami. Ja o bliskości. On o obowiązkach. Ja o zmęczeniu, które nie mija po śnie. On o zmęczeniu, które można odłożyć na później.

Wróciłam do pokoju z uczuciem pustki. Nie było krzyku, nie było awantury. Było coś gorszego – świadomość, że moje słowa nie trafiły. A ta myśl o wyjściu, o byciu samej choć przez chwilę, stała się nagle nie ucieczką, ale koniecznością.

Postawiłam granice

Wyszłam z pokoju jeszcze tej samej nocy. Stanęłam na korytarzu, opierając się o chłodną ścianę, i pierwszy raz od dawna pozwoliłam sobie nie robić nic. Nie planować, nie uspokajać, nie przewidywać. Oddychałam wolno, aż myśli przestały się ścigać. Zrozumiałam, że moja chęć ucieczki była wołaniem o granice, nie o samotność.

Rano obudziłam się wcześniej niż wszyscy. Spakowałam plecak i usiadłam przy stole. Kiedy Paweł wszedł do saloniku, spojrzał na mnie zaskoczony.

– Co to znaczy? – zapytał, wskazując torbę.

– To znaczy, że dziś idę sama – odpowiedziałam spokojnie. – I że od teraz nie biorę na siebie wszystkiego.

Zmrużył oczy, jakby próbował to obrócić w żart.

– Natalia, przesadzasz.

– Nie – przerwałam mu. – Przestaję. Przestaję zgadywać, czego wam trzeba. Przestaję być jedyną osobą odpowiedzialną za nastrój w tej rodzinie.

Dzieci wyszły z pokoju, jeszcze zaspane. Igor spojrzał na torbę, potem na mnie.

– A my? – zapytał.

– Wy też macie swoje zadania – powiedziałam miękko, ale stanowczo. – Igor, dziś sam decydujesz, co robisz do południa, ale sprzątasz po sobie. Lena, tata zajmie się tobą, kiedy mnie nie będzie. Przez kilka godzin dacie sobie radę.

Paweł chciał coś powiedzieć, ale tym razem to ja uniosłam dłoń.

– To nie jest kara. To jest porządek. Jeśli mamy być razem, każdy musi mieć swoje miejsce. Ja też.

Wyszłam, zanim zdążył zaprotestować. Śnieg skrzypiał tak samo jak wcześniej, ale ja szłam lżej. Nie wiedziałam, co będzie dalej. Wiedziałam tylko, że nie cofnę tych słów. Że odwaga zostania zaczyna się od postawienia granic. I że nie muszę niszczyć wszystkiego, żeby w końcu zrobić miejsce dla siebie.

Natalia, 35 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama