„Podróż poślubna na Sycylię była jak z bajki. Moje dolce vita skończyło się, gdy dostałam zdjęcie męża z kawalerskiego”
„Serce waliło mi jak młotem, a dłoń drżała. Michał, mój mąż. Mój świeżo poślubiony mąż. Patrzył na mnie z tym swoim przerażonym spojrzeniem. Wiedziałam, że kłamie. Może nie całkiem, może nie wprost. Ale kłamstwo czaiło mu się w oczach. A ja czułam, że to dopiero początek”.

- Redakcja
Miesiąc temu byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie. Mój ślub z Michałem był dokładnie taki, jaki sobie wymarzyłam – piękny, wzruszający, pełen radości. Michał płakał, gdy szłam do ołtarza. Wszyscy mówili, że to miłość, że widać to po nim na kilometr.
– Wiesz, że to dopiero początek naszej przygody? – szepnął mi w ucho, kiedy tańczyliśmy pierwszy taniec w rytm romantycznej ballady.
Znałam go od pięciu lat. Przeszliśmy przez naprawdę dużo – kłótnie, rozłąki, moje wątpliwości, jego chorobliwą zazdrość, niepewność co do pracy. Ale zawsze wracaliśmy do siebie. Zawsze. Wierzyłam, że tak już będzie zawsze. Że „na dobre i na złe” to nie są tylko słowa.
Nasza podróż poślubna na Sycylię była bajką. Michał codziennie całował mnie w czoło i mówił, że jestem jego żoną. "Żoną", powtarzał to słowo z takim zachwytem, jakby nie mógł się nacieszyć. Wysyłaliśmy znajomym zdjęcia, jedliśmy granitę o świcie i planowaliśmy przyszłość. Mieszkanie, dziecko, wspólne poranki.
Od miesiąca żyłam w tej bańce. Gotowałam mu śniadania, wysyłał mi serduszka w środku dnia, mówił, że tęskni, chociaż wychodził tylko na zakupy. Wszystko było idealne, naprawdę. Do wczoraj. Bo wczoraj dostałam wiadomość od Kasi.
– Anka, coś ci wyślę, ale nie wiem, czy powinnam. Zdjęcia z wieczoru kawalerskiego Michała. Dostałam je przez przypadek od znajomego. Nie chcę siać zamętu, ale...
W tym momencie jeszcze się śmiałam. Przecież to był wieczór kawalerski. Jakiś taniec, alkohol, męskie wygłupy. Pewnie głupoty, ale nieszkodliwe. Nie wiedziałam, że za chwilę przestanę się śmiać. Że przez następne godziny nie zmrużę oka, gapiąc się w sufit, a Michał będzie spał obok, oddychając spokojnie. Jakby nic się nie stało.
A może dla niego faktycznie – nic się nie stało?
Wszystko straciło sens
– Kasia, serio, co to za tajemnicze wiadomości? – zapytałam przez telefon, śmiejąc się, choć w środku coś mnie lekko ścisnęło.
– Anka… Dostałam zdjęcia z wieczoru kawalerskiego Michała. Od znajomego Pawła. Nie wiem, czy ci to pokazywać… – zawahała się.
– Dawaj, co on tam mógł nawywijać? Tańce na rurze? Trochę śmiechu mi się przyda – rzuciłam lekko.
Kilka sekund później telefon zawibrował. Pierwsze zdjęcie – Michał z kolegami, w klubie, śmieją się, piją tequilę. Drugie – on, bez koszuli, trzyma kieliszek i krzyczy coś do aparatu. Trzecie – i tu nagle coś we mnie zamarło – Michał siedzący na kanapie, a na jego kolanach dziewczyna. Długie nogi, mini, ręce oplatające jego szyję. A on... nie odpycha jej. Wręcz przeciwnie – uśmiecha się, jakby to była jego dziewczyna. Nie ja.
– Kim ona, do cholery, jest?! – szepnęłam do siebie.
Przesunęłam dalej. Następne zdjęcie: Michał w ciemnym kącie klubu, w tle czerwone światła. Dziewczyna przed nim, śmieją się. On ma zamknięte oczy, ona stoi z twarzą wtuloną w jego szyję. Zrobiło mi się niedobrze. Serce waliło mi jak młotem, a dłoń drżała. Michał, mój mąż. Mój świeżo poślubiony mąż.
Zerknęłam na łóżko. Leżał obok, spał spokojnie. Nawet się nie poruszył. A ja… nie mogłam oddychać. Nagle wszystko straciło sens. Cała nasza miłość. Ślub, wspomnienia.
– Boże… Co ja mam zrobić?
Tylko ta cisza. I obraz tej dziewczyny na jego kolanach, wypalony pod powiekami.
Wiedziałam, że kłamie
Rano siedziałam przy stole w kuchni. Filiżanka kawy parzyła mnie w dłonie, ale nie czułam już nic. Patrzyłam w okno, jakby miało mi powiedzieć, co robić. Michał wszedł zaspany, z rozczochranymi włosami i tym swoim porannym uśmiechem.
– Dzień dobry, żono – mruknął, podchodząc, by mnie pocałować w czoło.
Odchyliłam się lekko. Zmarszczył brwi.
– Coś się stało?
– Dostałam wczoraj zdjęcia z twojego kawalerskiego – powiedziałam cicho, ale spokojnie.
– O, serio? Ktoś w ogóle robił tam zdjęcia? – zaśmiał się nerwowo, sięgając po kubek.
– Ty mi powiedz – spojrzałam mu prosto w oczy. – Bo wygląda na to, że nie tylko ktoś robił zdjęcia, ale też ktoś miał bardzo… intensywną noc.
Zamarł z ręką w powietrzu.
– Anka… to było tylko... znaczy, nic się nie stało. To był głupi żart chłopaków. Wiesz, alkohol, klimat, jakieś tancerki… No, wieczór kawalerski.
– Tancerki? – powtórzyłam. – Michał, na jednym zdjęciu masz dziewczynę na kolanach. Na innym siedzisz w kącie z jakąś półnagą babą. To też "tancerki"? – głos mi drżał. – Ty ją obejmujesz.
– To nie było tak, jak myślisz. Przysięgam. Nic się nie wydarzyło. Nie spałem z nikim. To tylko takie... chwile.
– A te „chwile” miały miejsce tydzień przed naszym ślubem – powiedziałam sucho. – Wtedy, kiedy codziennie wysyłałeś mi wiadomości, że mnie kochasz i nie możesz się doczekać.
Zamilkł. Patrzył na mnie z tym swoim przerażonym spojrzeniem. Wiedziałam, że kłamie. Może nie całkiem, może nie wprost. Ale kłamstwo czaiło mu się w oczach. A ja czułam, że to dopiero początek.
Serce waliło mi jak szalone
– Kasia, powiedz mi jedno… – zaczęłam przez telefon tego samego dnia, wieczorem. – Kto dokładnie wysłał ci te zdjęcia?
– Znajomy Pawła. Znasz go, był świadkiem Michała. Taki wysoki, nosił marynarkę w kratę.
– Paweł to organizował, prawda? – upewniłam się.
– Tak. Z tego, co wiem, on ogarniał wszystko.
– Dzięki, Kasia. Zadzwonię do niego.
Odłożyłam słuchawkę i wzięłam głęboki oddech. Serce waliło mi jak szalone. Wpisałam numer Pawła, ale mnie odrzucił. Wysłałam SMS-a: „Muszę z tobą porozmawiać. Teraz. To dla mnie bardzo ważne” Oddzwonił po dwóch minutach.
– Cześć, Anka… O co chodzi? – jego głos był napięty.
– Chodzi o wieczór kawalerski. Dostałam zdjęcia. Michał mówi, że to tylko głupi żart. Ale mam wrażenie, że to nie wszystko.
Chwilę milczał. Usłyszałam jego oddech. Westchnął.
– Anka, nie wiem, co widziałaś, ale... Michał naprawdę dużo wypił. I... No, został w klubie najdłużej. Sam. Ja już wyszedłem.
– Sam? Z kimś tam został? – zapytałam lodowato.
– No... była ta dziewczyna. Myśleliśmy, że to tylko taniec, że się pośmieją i tyle. Ale ona została. Nie wiem, czy wróciła z nim, czy nie. Nie dopytywałem. Nie chciałem wiedzieć.
Po rozmowie przez godzinę przeszukiwałam internet, profile klubów, znajomych. I wtedy ją znalazłam. Dziewczynę z kolan Michała. Miała publiczne konto. Przewijałam, aż znalazłam zdjęcie sprzed miesiąca. Hotelowe łóżko, selfie w lustrze. Michał. Jej dłoń na jego torsie.
Nie płakałam, po prostu zrobiłam zrzut ekranu. Potem następny i jeszcze jeden. Wydrukowałam zdjęcia i włożyłam do koperty. Michał właśnie rezerwował nam weekend w spa.
– Może odpoczniemy, co? – powiedział z uśmiechem.
Podałam mu kopertę. Spojrzał na nią, potem na mnie. I zbladł.
Widziałam w nim obcego faceta
Stał w przedpokoju w samym t-shircie i bokserkach, z kopertą w dłoni. Nie miał odwagi jej otworzyć.
– To też głupi żart, Michał? – zapytałam spokojnie. – Może to fotomontaż? Ktoś podstawił twoją twarz?
– Anka… – zaczął, ale głos mu się załamał. Oparł się o ścianę. – To był błąd. Jeden raz, przysięgam. To nic nie znaczyło. Byłem pijany. Sam nie wiem, jak to się stało...
– Ale się stało – przerwałam mu chłodno. – I nie powiedziałeś mi ani przed ślubem, ani po. Liczyłeś, że nigdy się nie dowiem?
– Nie wiedziałem, co robić – zasłonił twarz dłońmi. – Bałem się, że cię stracę, a przecież... przecież wszystko było już zaplanowane. Ty byłaś szczęśliwa. Ja... chciałem tylko, żeby tak zostało.
– Więc pozwoliłeś mi żyć w kłamstwie? – zrobiłam krok w jego stronę. – Wziąłeś ślub, wiedząc, że zdradziłeś mnie z jakąś obcą laską na tydzień przed? Udawałeś idealnego męża?
– Kocham cię, Anka. Naprawdę. To się nie powtórzyło. Przysięgam na wszystko, co mam – jego głos drżał, oczy zaszły łzami.
Popatrzyłam na niego. Tego samego człowieka, który jeszcze miesiąc temu klęczał przede mną z obrączką w dłoni. A teraz? Teraz widziałam tylko obcego faceta, który mnie zdradził, skłamał i bał się konsekwencji.
– Nie wiem, kim jesteś, Michał – wyszeptałam. – Ale na pewno nie jesteś tym mężczyzną, za którego chciałam wyjść za mąż.
Wzięłam kurtkę z wieszaka i wyszłam. Nie oglądałam się za siebie. W klatce schodowej dławił mnie szloch. Nie wiedziałam, dokąd idę. Ale wiedziałam, że nie mogę zostać.
To był dowód
Napisałam do niej późną nocą. Bezpośrednio, bez ceregieli. „Cześć. Widziałam cię na zdjęciach z wieczoru kawalerskiego Michała. To mój mąż. Chciałabym porozmawiać. Spotkajmy się, proszę”.
Nie odpisywała przez kilka godzin. Zdążyłam już pomyśleć, że mnie zignoruje, może nawet mnie zablokuje. Ale nad ranem przyszedł krótki SMS: „OK. Dziś, 18:00, w klubie na rynku”.
Zobaczyłam ją od razu. Miała rozpuszczone blond włosy, czarne spodnie i skórzaną kurtkę. Wyglądała młodziej niż na zdjęciach. Kiedy podeszłam, spojrzała na mnie bez cienia zaskoczenia. Jakby się spodziewała, że prędzej czy później ten dzień nadejdzie.
– Cześć – powiedziała. – Siadaj.
– Nie zamierzam robić scen. Chcę tylko wiedzieć jedno – zaczęłam. – Czy Michał powiedział ci, że ma narzeczoną? Że tydzień później miał się żenić?
Dziewczyna spojrzała na mnie z wyraźnym zdziwieniem.
– Żartujesz? Nic nie mówił. Myślałam, że to po prostu jego wieczór, jakiś balet przed kolejnym etapem życia. Nie wyglądał na żonatego. Ani zakochanego. W sumie... wyglądał na bardzo chętnego.
Zamilkłam. Zacisnęłam dłonie pod stołem.
– Spał z tobą? – zapytałam bez wahania.
Popatrzyła mi prosto w oczy.
– Tak. W hotelu, którego nie pamiętam nazwy, ale był zarezerwowany przez jakiegoś Pawła. Rano wyszedł, nawet się nie pożegnał.
Zrobiło mi się zimno. Nagle wszystko do mnie dotarło z pełną mocą. To nie były tylko zdjęcia. To był dowód. Niepodważalny. Nie miałam siły nic więcej powiedzieć. Po prostu wstałam.
– Przepraszam – powiedziała cicho, może nawet szczerze. – Gdybym wiedziała…
– Nie twoja wina – odpowiedziałam i wyszłam.
Na zewnątrz padał deszcz. Miałam ochotę zniknąć.
Anna, 30 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Po 40 latach na balu karnawałowym dla seniorów spotkałam swoją dawną miłość. Wciąż patrzył na mnie tak samo czule”
- „Synowa jest nadopiekuńcza i chowa mojego wnuka pod kloszem. Nie mogę go przytulić nawet w Dzień Babci”
- „W ferie zostawiłam męża z dziećmi i wyjechałam w Beskidy. Do dziś nie mogę zapomnieć gorących nocy przy kominku”

