„Podczas obiadu na Dzień Dziadka padły słowa, których nie da się już cofnąć. Wnuczka nie dostanie już ani złotówki”
„– Czemu mam udawać, że go lubię? On tylko daje kasę. Nawet nie wie, co lubię – jej głos był ostry, obojętny. – Ale to twój dziadek. Trochę szacunku – odpowiedziała Anna, ale w jej głosie nie było przekonania”.

Pięć lat temu straciłem żonę i od tamtej pory wszystko jest inne. Zaczynam dzień od kawy przy oknie. Czasem zamykam oczy i na chwilę udaje mi się uwierzyć, że znów usłyszę jej kroki w kuchni. Ale zaraz wraca cisza, która boli.
Coraz częściej czuję, że dla wnuków jestem tylko bankomatem. Kasia, szesnastoletnia, nie rozmawia ze mną inaczej niż przez pryzmat pieniędzy. „Dziadku, dasz na buty?”, „Dziadku, na telefon, proszę!”. Jej matka, moja córka Anna, twierdzi, że to „trudny wiek”. Syn Marek mieszka za granicą i dzwoni coraz rzadziej, jakby ta rodzina była dla niego czymś, co można wyłączyć jednym kliknięciem. Najmłodsza Basia tylko czasem przysiądzie obok mnie na ławce, cicho. Wtedy czuję się choć trochę potrzebny.
Zbliża się Dzień Dziadka. Zaprosiłem rodzinę na obiad. Chciałbym choć raz poczuć się kimś ważnym, a nie tylko źródłem pieniędzy. Boję się, że wszystko, co mi zostało, to tylko wspomnienia.
Tego obiadu nie zapomnę nigdy
Od rana czułem napięcie. Ustawiłem stół, postawiłem talerze, na środek położyłem serwetki, których nikt oprócz mojej żony nie lubił. Miałem nadzieję, że choć na chwilę wróci dawny porządek. Przyszli – Anna z Kasią i Basią, Marek spóźniony jak zwykle.
Przy stole próbowałem rozruszać towarzystwo. Opowiadałem historie z dawnych lat. Kasia tylko zerkała w telefon, Basia jadła cicho, Anna uśmiechała się wymuszenie.
– Kasia, pamiętasz jak razem robiliśmy karmnik dla ptaków? – zagadnąłem.
– Yhm – mruknęła, nie odrywając wzroku od ekranu.
Po chwili ciszy Kasia podniosła głowę.
– Dziadku, dasz mi kasę na nowy telefon? Ten już ledwo działa.
Zanim odpowiedziałem, Anna spojrzała na mnie wymownie.
– Może najpierw spróbujmy porozmawiać jak rodzina, a nie jak w banku? – powiedziałem łagodnie.
Kasia wzruszyła ramionami.
– Bo ty jesteś tylko bankomatem. Taka prawda.
Zapadła cisza. Widziałem, jak Basia przestaje jeść, a Marek przewraca oczami.
– Już mnie to nie dziwi – rzucił pod nosem.
Serce ścisnęło mi się w środku. Patrzyłem na talerz, nie mogąc wydobyć słowa. Anna próbowała załagodzić:
– Kasia, przeproś dziadka.
Ale ona przewróciła tylko oczami i znów wpatrzyła się w ekran.
Zdałem sobie wtedy sprawę, jak bardzo zmieniła się nasza relacja. Czy naprawdę dałem się zredukować do roli sponsora? Przypomniałem sobie, ile razy odbierałem Kasię z przedszkola, jak uczyłem ją jeździć na rowerze. A teraz… Siedziałem przy stole, obcy we własnym domu.
Czy to ja zawiodłem?
Po obiedzie wszyscy rozeszli się po kątach. Marek szybko się ulotnił, Basia zaszyła się z książką w pokoju. W kuchni zostałem tylko ja i Ania. Stała oparta o blat, z ramionami skrzyżowanymi na piersi. W powietrzu wisiało coś ciężkiego.
– Aniu, powiedz mi... dlaczego ona tak do mnie mówi? Co ty jej mówisz o mnie? – zagadnąłem ciszej, niż zamierzałem.
Westchnęła głośno.
– Tato, ona jest nastolatką. Nie rozumie jeszcze. Teraz tylko telefon, znajomi, to taki wiek – próbowała bagatelizować.
– Nie rozumie, czy nie szanuje? Może nie nauczyliście jej, że człowieka nie ocenia się po tym, ile daje. Czasem mam wrażenie, że jedyne, czego się ode mnie oczekuje, to kolejnego przelewu – powiedziałem, patrząc jej w oczy.
Zmarszczyła brwi.
– Ty zawsze byłeś zbyt miękki, tato. Wszystko dawałeś za łatwo. Ja sobie sama musiałam radzić, a ona tylko rękę wyciąga. Ale co mam zrobić? Sama ją wychowuję, Marek ma swoje życie.
– Wiesz, ile razy pomagałem? Ile razy ratowałem was z opresji? Teraz mam za to tylko to: „jesteś bankomatem”. Myślisz, że to nie boli?
Ania wzruszyła ramionami, głos jej stwardniał.
– Przecież wiesz, jak jest mi ciężko. Ty chociaż raz na jakiś czas możesz dać Kasi coś ekstra. Ja nie mam skąd wziąć. Wszyscy się czegoś ode mnie domagają, ja już nie daję rady.
Siedziałem w ciszy, czując rosnącą w środku gulę. Czy naprawdę byłem zbyt miękki? Może wygodnie było być dla wszystkich „tym od wsparcia”, aż zapomnieli, że jestem też człowiekiem, który czuje? Odszedłem od stołu i spojrzałem na swoją twarz w lustrze w łazience. Czy to ja zawiodłem? Czy na starość zasługuję tylko na wykorzystywanie?
Zrobiło mi się przykro
Tej nocy nie mogłem zasnąć. Choć wyjątkowo nie byłem sam, przewracałem się z boku na bok, wsłuchując w tykanie zegara. Przez ścianę słyszałem ciche rozmowy – Ania z Kasią rozmawiały. Nie chciałem podsłuchiwać, ale słowa Kasi brzmiały wyraźnie:
– Czemu mam udawać, że go lubię? On tylko daje kasę. Nawet nie wie, co lubię – jej głos był ostry, obojętny.
– Ale to twój dziadek. Trochę szacunku – odpowiedziała Anna, ale w jej głosie nie było przekonania.
– Szacunek? Niech przestanie się wciskać. Ma dawać i nie pytać.
Wstałem. Każde słowo wbijało się we mnie jak nóż. Otworzyłem drzwi i wszedłem do pokoju. Zdziwione spojrzenia, Anna próbowała coś powiedzieć, ale podniosłem dłoń.
– Nie musisz udawać, Kasiu. Nie musisz mnie lubić ani się do mnie uśmiechać. Ale ja już nic ci nie dam – głos mi się łamał, ale nie chciałem się rozkleić.
Przez chwilę panowała cisza. Kasia odwróciła wzrok, Anka spuściła głowę.
Wyszedłem, zamknąłem się w swoim pokoju i usiadłem na łóżku. Po raz pierwszy poczułem, że rodzina odchodzi przez obojętność i chłód. Gorycz była tak silna, że aż zabrakło mi tchu. Przypomniałem sobie chwile, gdy śmialiśmy się razem na działce, gdy nosiłem Kasię na barana. Gdzie to wszystko się podziało? Po raz pierwszy od śmierci żony poczułem się naprawdę samotny. Rodzina była tuż obok, ale ja – dla nich – byłem już nikim.
Syn nie chciał się wtrącać
Kilka dni później spotkałem się z Markiem, moim synem. Był teraz przez kilka dni kraju w interesach. Umówiliśmy się w kawiarni, jak dawniej, choć rozmowa nie kleiła się od samego początku.
– Marek, wiesz, co się stało na tym obiedzie? Kasia powiedziała mi prosto w twarz, że jestem tylko bankomatem. I wiesz co? Nawet jej matka nie potrafiła tego zatrzymać – zacząłem, starając się mówić spokojnie.
Marek pokręcił głową, jakby go to nie ruszało.
– Tato, widziałem, jak Kasia się do ciebie odnosi już od dawna. Ale co mam ci powiedzieć? To nie moja sprawa.
Poczułem, jak narasta we mnie gniew i żal.
– Jak to nie twoja? To czyja, jeśli nie twoja? Jesteś jej wujkiem, moim synem! To jest nasza rodzina, Marek!
Wzruszył ramionami.
– Sam wychowałeś Annę. A ona swoją córkę. Każdy jest odpowiedzialny za swoje. Ja mogę tylko patrzeć z boku.
Siedzieliśmy w milczeniu. Próbowałem zrozumieć, gdzie popełniłem błąd. Przypomniałem sobie, jak Ania często powtarzała, że zawsze czuła się mniej kochana niż Marek. Może to ja stworzyłem ludzi, którzy traktują miłość jak przysługę, a rodzinę jak konto bankowe.
Marek wstał, rzucił jeszcze:
– Nie przejmuj się, tato.
Zostałem sam, z filiżanką zimnej już kawy. Po raz pierwszy poczułem, że naprawdę nie mam już nikogo, z kim mógłbym o tym wszystkim pogadać.
Druga wnuczka mnie pocieszyła
Przez dłuższy czas nikt mnie nie odwiedzał, aż pewnego popołudnia, gdy już zaczynałem myśleć, że wszyscy o mnie zapomnieli, do kuchni cicho weszła Basia. Usiadła na krześle naprzeciwko mnie.
– Dziadku, mogę się przysiąść? – zapytała niepewnie.
– Jasne, Basiu. Zawsze możesz. – Starałem się uśmiechnąć, choć nie bardzo mi to wychodziło.
Basia milczała przez chwilę, bujając się na krześle. W końcu odezwała się cicho:
– Dziadku, ja cię kocham. Nie musisz mi nic kupować.
Te słowa uderzyły mnie mocniej niż jakiekolwiek żądanie pieniędzy.
– Naprawdę tak myślisz? – zapytałem, nie dowierzając.
Basia kiwnęła głową i nagle położyła swoją drobną dłoń na mojej.
– Ty jesteś mój dziadzio, a nie bank – powiedziała stanowczo. – Lubię, jak opowiadasz bajki. I jak idziemy na lody, nawet zwykłe.
Patrzyłem na nią, wzruszenie ściskało mi gardło. Przez chwilę żal odsunął się na bok. Uśmiechnąłem się przez łzy.
– Dziękuję, Basiu. Nie wiesz nawet, jak dużo to dla mnie znaczy.
Siedzieliśmy razem jeszcze długo. Basia opowiadała mi o szkole, o koleżankach, a ja słuchałem, po raz pierwszy od dawna naprawdę obecny. Wiedziałem już, że nie wszystko jest stracone. Ale też rozumiałem, że nie mogę żyć tylko dla krótkich momentów czułości, które przynosi dziewięcioletnia wnuczka.
Stanisław, 68 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Nie spodziewałam się, że w Dzień Babci zaleję się łzami. Pytania o testament padły szybciej niż życzenia”
- „W Dzień Babci dałam się nabrać na czułe słówka. Wnuczce chodziło tylko o to, żebym otworzyła portfel”
- „W Dzień Babci moja wnuczka pocałowała klamkę. To kara, za to, że traktuje mnie tylko jak bankomat”

