„Podałam teściowej czerstwe pączki w tłusty czwartek. Teraz mam ją z głowy, bo obraziła się na amen”
„W piekarni dzień wcześniej wykupiłam ostatnie pączki. Leżały teraz na talerzu, przykryte serwetką. Nie wyglądały źle, choć gdy jeden ścisnęłam palcami, był twardszy, niż się spodziewałam. Westchnęłam. Nie miałam już czasu ani siły na kolejne zakupy”.

Relacja z teściową Grażyną od zawsze była poprawna, ale napięta jak cienka nitka. Niby uprzejmości, niby uśmiechy, a pod spodem ciągłe poczucie, że czegoś mi brakuje. Że jestem za mało troskliwa, za mało domowa, za mało „jak trzeba”. Byłam zmęczona ciągłym udowadnianiem. Tłusty czwartek zapowiadał się zwyczajnie. Nie przypuszczałam, że jeden pączek stanie się granicą, której nie da się cofnąć.
Wszystko było na pokaz
Tego dnia od rana biegłam między telefonami z pracy a kuchnią. Laptop stał otwarty na stole, a ja jednym okiem sprawdzałam maile, drugim pilnowałam, żeby w garnku nic się nie przypaliło. Łukasz wyszedł wcześniej, rzucając tylko, że jego mama wpadnie po południu, „jak zawsze w tłusty czwartek”. Powiedział to tonem neutralnym, ale ja i tak poczułam lekkie ukłucie w brzuchu.
W piekarni dzień wcześniej wykupiłam ostatnie pączki. Leżały teraz na talerzu, przykryte serwetką. Nie wyglądały źle, choć gdy jeden ścisnęłam palcami, był twardszy, niż się spodziewałam. Westchnęłam. Nie miałam już czasu ani siły na kolejne zakupy.
Grażyna weszła punktualnie. Idealnie uczesana, w płaszczu zapiętym pod samą szyję, rozejrzała się po mieszkaniu, jakby coś sprawdzała.
– Dzień dobry – powiedziała krótko.
– Dzień dobry, proszę, rozgość się – odpowiedziałam, czując, jak automatycznie prostuję plecy.
Usiadłyśmy przy stole. Postawiłam talerz z pączkami między nami.
– Upiekłam… znaczy, kupiłam wczoraj – dodałam szybko, jakby się tłumacząc.
Grażyna wzięła jednego do ręki. Przez chwilę tylko patrzyła, potem odłożyła go z powrotem.
– Aha – rzuciła.
Zapadła cisza. Zbyt długa, zbyt gęsta. Zaczęła mieszać łyżeczką w herbacie, chociaż nie dodała cukru. Jej ruchy były powolne, demonstracyjne.
– Coś nie tak? – zapytałam ostrożnie.
Uniósła brwi.
– Nie, skądże. Wszystko w porządku.
Ale nie było. Wiedziałam to po zaciśniętych ustach, po tym, że nie spojrzała mi w oczy. Siedziała sztywno. Zaczęłam nerwowo poprawiać obrus, potem serwetki. W głowie krążyło jedno pytanie: co tym razem?
– Łukasz dużo pracuje – powiedziała nagle. – Widzę, że musi liczyć na siebie.
To zdanie zawisło między nami. Poczułam, jak robi mi się gorąco.
– Wszyscy teraz dużo pracujemy – odpowiedziałam cicho.
Grażyna wstała po kilku minutach. Pączek został nietknięty.
– Nie będę dłużej tu siedzieć, skoro mogę liczyć tylko na czerstwe pączki – rzuciła, zakładając płaszcz.
Gdy zamknęły się za nią drzwi, stałam jeszcze chwilę w kuchni, patrząc na talerz. Próbowałam wmówić sobie, że przesadzam. Że to tylko moje przewrażliwienie. A jednak coś we mnie szeptało, że właśnie wydarzyło się coś ważniejszego, niż chciałam przyznać.
Teściowa milczała
Przez pierwsze dwa dni nic się nie wydarzyło. Żadnego telefonu, żadnej wiadomości. To nie było nic nadzwyczajnego, Grażyna potrafiła zniknąć na tydzień, gdy była zajęta swoimi sprawami. Mimo to łapałam się na tym, że co chwilę zerkałam na ekran, jakby miał mnie z czegoś rozgrzeszyć.
– Przesadzasz – powiedział Łukasz, gdy wspomniałam o wizycie. – Mama ma różne humory. Nie dorabiaj ideologii.
Skinęłam głową, choć zabolało. Zawsze mówił to samo. Nigdy nie pytał, co ja wtedy czułam. Wieczorami siedzieliśmy obok siebie na kanapie, każde w swoim świecie. On przeglądał telefon, ja udawałam, że czytam. Coraz częściej milczenie między nami nie było już spokojne, tylko ciężkie.
Trzeciego dnia zauważyłam drobną zmianę. Łukasz przestał mówić „mama”, zaczął mówić „oni”.
– Wiesz, oni mają swoje zdanie – rzucił przy kolacji, jakby mimochodem.
– Kto „oni”? – zapytałam.
– No… rodzina.
Poczułam ukłucie niepokoju.
– A jakie mają zdanie? – naciskałam.
Wzruszył ramionami.
– Że mogłaś się bardziej postarać. Tyle.
„Bardziej postarać”. To zdanie znałam aż za dobrze. Wracało jak echo z innych sytuacji. Gdy nie ugotowałam „jak trzeba”, gdy nie przyszłam na czas, gdy powiedziałam coś nie tak.
– O co chodzi, Łukasz? – podniosłam głos. – O te pączki?
Zmarszczył brwi.
– Nie rób z tego afery.
Ale dla mnie to już była afera. Nie o słodycze, tylko o to, że znowu stałam sama. Czułam, jak narasta we mnie bezsilność, a razem z nią gniew, którego nie potrafiłam jeszcze nazwać.
Następnego dnia Grażyna przyszła do nas tylko po klucze zapasowe. Nawet nie zdjęła płaszcza.
– Dziękuję – powiedziała chłodno.
– Może herbaty? – zaproponowałam odruchowo.
– Nie trzeba.
Jej wzrok prześlizgnął się po mnie, jakbym była częścią wystroju. Gdy wyszła, Łukasz westchnął ciężko.
– Widzisz? Jest jej przykro za te czerstwe pączki.
– A mnie? – zapytałam cicho.
Nie odpowiedział. I to bolało najbardziej.
Wszyscy się wtrącali
Zadzwoniła Patrycja w sobotnie popołudnie, kiedy próbowałam ogarnąć mieszkanie, żeby nie myśleć. Jej imię na ekranie od razu sprawiło, że ścisnęło mi się gardło. Rzadko dzwoniła bez powodu.
– Hej, masz chwilę? – zapytała tonem, który udawał lekkość.
– Mam – odpowiedziałam, choć już wiedziałam, że po tej rozmowie nic nie będzie lekkie.
Zaczęła okrążać temat, opowiadając o byle czym, aż w końcu westchnęła teatralnie.
– Wiesz… mama bardzo to przeżyła.
– Co dokładnie? – zapytałam.
– No jak to… Tłusty czwartek. Pączki.
Zamknęłam oczy.
– Patrycja, one były po prostu wczorajsze. Nie zrobiłam tego specjalnie.
– Ja wiem – odparła szybko. – Ale mama odebrała to inaczej. Mówiła, że poczuła się urażona. Jakbyś chciała jej pokazać, gdzie jej miejsce.
Te słowa uderzyły we mnie mocniej, niż się spodziewałam.
– To nieprawda – powiedziałam, czując drżenie w głosie. – Nigdy tak nie myślałam.
– Może i nie – ciągnęła Patrycja. – Ale wiesz, mama od dawna czuje, że ją odsuwasz. Że Łukasz już nie jest „jej”.
Zrozumiałam wtedy, że pączki były tylko wygodnym dowodem. Pretekstem, który pasował do gotowej opowieści.
– A co ma do tego Łukasz? – zapytałam.
Zapadła krótka cisza.
– On nie chce się kłócić. Mówi, że powinno się to jakoś załagodzić. Może… przeprosić?
Rozłączyłam się chwilę później, dziękując zdawkowo za „szczerość”. Usiadłam na krześle i patrzyłam w jeden punkt. Wstyd mieszał się ze złością. Nie tylko mnie oceniono, ale też opisano w sposób, którego nie poznawałam. Wieczorem wybuchłam.
– Ty wiesz, co oni o mnie mówią? – rzuciłam do Łukasza, gdy tylko zamknęły się drzwi.
– Kamila, daj spokój – odpowiedział zmęczonym głosem.
– Nie! – podniosłam głos. – Ja mam dać spokój, bo twojej mamie było przykro?
Spojrzał na mnie, jakby mnie nie rozumiał.
– Czasem warto ustąpić – powiedział.
Wtedy pierwszy raz pomyślałam, że może problemem nie są pączki. Może problemem jest to, że nikt nie pyta, ile mnie kosztuje ciągłe ustępowanie.
Spotkałam się z teściową
Spotkanie z teściową nie było zaplanowane. Zadzwoniła w niedzielę rano, krótko, rzeczowo.
– Przyjadę. Musimy porozmawiać.
Nie zapytała, czy mam czas. Po prostu oznajmiła. Odłożyłam telefon z uczuciem, jakby ktoś ścisnął mnie za gardło. Łukasz siedział obok, słyszał tylko urywek rozmowy.
– Będzie dobrze – powiedział, ale zabrzmiało to bardziej jak prośba niż pewność.
Przyszła punktualnie. Bez uśmiechu, bez zwyczajowych uprzejmości. Zdjęła płaszcz i usiadła przy stole dokładnie w tym samym miejscu co wtedy. Przez moment nikt się nie odezwał.
– Wiesz, dlaczego tu jestem – zaczęła w końcu. – Bo nie potrafię zrozumieć, jak można tak traktować rodzinę.
– Mamo… – spróbowałam spokojnie. – To był zwykły dzień. Nie chciałam nikogo urazić.
Uśmiechnęła się krótko, bez ciepła.
– Dla ciebie zwykły. Dla mnie ważny. Tłusty czwartek zawsze był u nas świętem. A ja dostałam coś, czego nawet nie chciało się spróbować.
– To nie było specjalnie – powtórzyłam. – Byłam zmęczona. Zabrakło mi czasu.
– Zawsze brakuje ci czasu – weszła mi w słowo. – Na mnie. Na tradycję. Na to, co ważne dla Łukasza.
Poczułam, jak we mnie narasta coś gorącego.
– Dla Łukasza ważne jest też to, żebym ja czuła się w tym domu dobrze – powiedziałam drżącym głosem.
Grażyna spojrzała na syna.
– Ty widzisz, jak ona do mnie mówi?
Łukasz spuścił wzrok.
– Mamo, Kamila nie chciała…
– Zawsze ją bronisz – przerwała mu. – A ja jestem tą, którą się odsuwa.
– Nikt cię nie odsuwa! – wyrwało mi się. – Ale nie mogę ciągle udowadniać, że jestem wystarczająca.
Zapadła cisza. Ciężka, lepka. Grażyna wstała powoli.
– Wiesz, co jest najgorsze? – powiedziała cicho. – Że ty nawet nie widzisz, ile mi zabrałaś.
Patrzyłam, jak zakłada płaszcz. Jak wychodzi bez pożegnania. Wiedziałam już, że to nie była rozmowa, po której coś się naprawia. To była rozmowa, po której coś pęka na dobre.
Miałam dość
Po jej wyjściu w mieszkaniu zrobiło się nienaturalnie cicho. Nie było tej ulgi, na którą po cichu liczyłam. Zamiast niej pojawiło się zmęczenie, głębokie i rozlewające się po całym ciele. Usiadłam przy stole, tym samym, przy którym wszystko się zaczęło. Talerz był pusty, obrus idealnie gładki. Jakby nic się nie wydarzyło.
– Mogłaś to powiedzieć inaczej – odezwał się Łukasz po dłuższej chwili.
Spojrzałam na niego uważnie. Nie ze złością. Raczej z czymś na kształt rezygnacji.
– A ty? – zapytałam. – Ty mogłeś powiedzieć cokolwiek.
Wzruszył ramionami.
– To moja mama.
– A ja jestem twoją żoną – odpowiedziałam spokojnie. Sama zdziwiłam się tym spokojem.
Od tamtej rozmowy Grażyna przestała dzwonić. Przestała pytać, przestała wpadać „przy okazji”. Gdy mijaliśmy się na rodzinnych spotkaniach, była uprzejma, ale chłodna. Jak wobec kogoś obcego, kogo toleruje się dla świętego spokoju.
Łukasz próbował udawać, że wszystko wróci do normy. Że czas zrobi swoje. Ja już nie miałam na to siły. Przestałam wysyłać wiadomości pojednawcze. Przestałam przepraszać za coś, czego nie zrobiłam ze złej woli.
Kamila, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „W walentynki zamiast miłości poczułam odór zdrady. Nawet bukiet czerwonych róż nie pomógł go zamaskować”
- „Chciałam dla syna jak najlepiej, a on związał się z samotną matką. W naszej rodzinie nie było miejsca na cudze dziecko”
- „Przesiąkłem zapachem perfum kochanki, więc szybko kupiłem takie same żonie. Kłamstwo wyszło na jaw”

