„Ferie w górach miał być sielanką, a czułam się jak w horrorze. Nie mieliśmy pojęcia, co kryje się w bieszczadzkim domku”
„Cisza. Hałas ustał. Po minucie położyłam się z powrotem, ale sen już nie wrócił. Leżałam, nasłuchując i z każdą minutą czułam, że coś z tym domem jest nie tak. Wmawiałam sobie, że to może rury albo myszy. A jednak było w tym coś... zbyt nienaturalnego”.

Nie planowałam spędzać ferii zimowych w górach, ale kiedy Patryk rzucił hasło, że jego ciotka ma wolny domek w Bieszczadach, od razu poczułam, że musimy tam pojechać. Marzyłam o ciszy, śniegu po kolana i wieczorach przy kominku. Zebrała się nas czwórka: ja, Patryk, jego brat Kacper i Alicja, moja przyjaciółka. Już sama podróż była pełna śmiechu i nieprzewidzianych sytuacji. Gdy dotarliśmy na miejsce, zachwyciło mnie wszystko: od widoku z okna po zapach drewna unoszący się w powietrzu. Nie przypuszczałam, że ta sielanka zmieni się w coś tak niepokojącego.
Sen już nie wrócił
Pierwszy wieczór minął nam cudownie. Rozpaliliśmy kominek, zjedliśmy kolację zrobioną na szybko i długo siedzieliśmy przy winie, opowiadając sobie głupoty. Śmiech niósł się po drewnianych ścianach jak echo. Gdy w końcu położyliśmy się spać, byłam przyjemnie zmęczona i pewna, że zasnę jak kamień. Miałam pokój z Alicją, tuż obok sypialni chłopaków. Cisza była niemal absolutna, tylko czasem coś zatrzeszczało w ścianach od chłodu.
Obudziłam się nagle. Zerknęłam na telefon — 2:41. Początkowo nie wiedziałam, co mnie zbudziło, ale po chwili usłyszałam ten dźwięk znowu. Jakby ktoś zgrzytał metalem o metal. Cichy, przeciągły szczęk dobiegający jakby spod podłogi. Usiadłam na łóżku, próbując wypatrzeć coś w ciemności. Alicja spała jak zabita.
— Halo? — szepnęłam cicho. — Patryk?
Cisza. Hałas ustał. Po minucie położyłam się z powrotem, ale sen już nie wrócił. Leżałam, nasłuchując i z każdą minutą czułam, że coś z tym domem jest nie tak. Wmawiałam sobie, że to może rury albo myszy. A jednak było w tym coś... zbyt nienaturalnego.
Tylko wzruszyła ramionami
Rano próbowałam zachowywać się normalnie. Nie wspomniałam nikomu o nocnym hałasie, uznając, że może rzeczywiście coś mi się przesłyszało. Wyszliśmy na spacer, śmiejąc się z Kacpra, który zbyt ambitnie ubrał się na „ekstremalne warunki” i po pięciu minutach parował jak czajnik. Ścieżka prowadziła przez las, śnieg skrzypiał pod butami, a słońce odbijało się od gałęzi, tworząc bajkową scenerię. Na chwilę naprawdę zapomniałam o nieprzyjemnym uczuciu z nocy.
Kiedy wracaliśmy do domku, przystanęłam. Coś przykuło moją uwagę przy tylnym wejściu, tym, z którego nikt z nas nie korzystał. W śniegu, tuż przy drzwiach, był odcisk buta. Jeden. Głęboki, jakby ktoś stał tam długo. Od razu spojrzałam na pozostałych.
— Kto z was wychodził z tyłu? — zapytałam.
— Ja nawet nie wiedziałem, że tam są drzwi — odpowiedział Patryk.
Alicja tylko wzruszyła ramionami.
— Pewnie jakiś miejscowy... może listonosz?
Nie wyglądało to na ślad zostawiony rano. Śnieg wokół był świeży i nienaruszony, a ten odcisk wyglądał, jakby został zrobiony w środku nocy. Wróciłam do środka z uczuciem, które trudno mi było nazwać. Podejrzliwość? Niepokój? Wiedziałam jedno — to nie był przypadek.
Trzymałam ten klucz pod poduszką
Kiedy Patryk rozpalał ogień, a Alicja robiła kakao, wciąż myślałam o tamtym śladzie. Chciałam wrócić i obejrzeć go jeszcze raz, ale wiedziałam, że zaraz zasypie go śnieg. Czułam narastające napięcie. Nie chciałam siać paniki, więc udawałam, że wszystko gra. Wieczorem, kiedy chłopacy zniknęli na chwilę w pobliskim sklepie, a Alicja brała prysznic, wyszłam tylnymi drzwiami. W miejscu, gdzie wcześniej widziałam odcisk, coś się błyszczało. Uklękłam i odgarnęłam ręką śnieg. Leżał tam stary, żelazny klucz. Ciężki, zardzewiały, niepasujący do żadnego zamka, jaki widziałam w tym domu.
Serce mi zabiło mocniej. Ktoś go tu celowo zostawił? A może... zakopał? Usłyszałam, że drzwi się poruszają. Obróciłam się gwałtownie, ale nikogo za mną nie było. Mimo to miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Wróciłam do środka, chowając klucz do kieszeni kurtki.
— Gdzieś ty była? — zapytała Alicja, wychylając się z łazienki.
— Potrzebowałam świeżego powietrza — rzuciłam, unikając jej wzroku.
W nocy nie mogłam zasnąć. Trzymałam ten klucz pod poduszką, jakby miał mi coś wyjaśnić albo mnie ochronić.
Wiedzieliśmy, że musimy zejść
Kiedy obudziłam się następnego dnia, coś we mnie już pękło. Nie potrafiłam udawać, że wszystko jest w porządku. Zabrałam Alicję na bok i pokazałam jej klucz. Najpierw spojrzała na mnie, jakbym zgłupiała, ale gdy opowiedziałam jej o śladzie i dźwiękach w nocy, przestała się uśmiechać.
— Myślisz, że ktoś tu wchodził? — zapytała.
— Nie wiem, ale to nie jest normalne — odpowiedziałam cicho.
Po śniadaniu, kiedy chłopacy poszli szukać drewna, zaczęłyśmy przeszukiwać dom. Coś mnie ciągnęło w stronę salonu, a dokładniej do starego dywanu leżącego przy kominku. Odgarnęłyśmy go i wtedy to zobaczyłyśmy — małe, metalowe drzwi w podłodze, ledwo widoczne. Zamek był równie zardzewiały jak klucz, który trzymałam. Ręce mi się trzęsły, gdy próbowałam go tam wsadzić. Pasował idealnie. Usłyszałam kliknięcie i serce mi przyspieszyło.
— Czekaj, nie otwieraj tego sama — powiedziała Alicja, łapiąc mnie za rękę.
Wróciłyśmy tu z chłopakami wieczorem. Kiedy otworzyliśmy właz, z wnętrza buchnął zimny zapach wilgoci i kurzu. Prowadziły w dół wąskie, kamienne schody. Żadne z nas nie powiedziało tego na głos, ale wiedzieliśmy, że musimy zejść.
Zeszliśmy powoli, krok po kroku, oświetlając drogę latarkami z telefonów. Schody skrzypiały, powietrze było ciężkie i przesycone stęchlizną. Kiedy stanęliśmy na dole, zobaczyliśmy niewielkie pomieszczenie, którego istnienia nikt się nie spodziewał. Nie była to zwykła piwnica na słoiki czy węgiel. Na jednej ze ścian wisiały stare, podarte zdjęcia, jakby ktoś próbował stworzyć z nich coś w rodzaju galerii. Obok leżał stary materac, przykryty kocem. Na stoliku stało niedopite piwo i pognieciona paczka papierosów.
— Tu ktoś mieszkał — szepnął Kacper.
— Albo wciąż mieszka — dodałam, nie mogąc oderwać wzroku od świeżych śladów błota na podłodze.
Alicja spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami. Patryk już otwierał usta, by coś powiedzieć, gdy usłyszeliśmy szelest z góry. Wszyscy zamarliśmy. Ktoś chodził po salonie. Zgasiliśmy latarki i staliśmy w ciemności, wsłuchując się w powolne kroki nad naszymi głowami. Ktoś tam był. Ktoś, kto nie był jednym z nas. Kiedy w końcu wyszliśmy z piwnicy, dom był pusty. Drzwi wejściowe otwarte na oścież, a ślady butów prowadziły do lasu. Bez słowa spakowaliśmy rzeczy. Ferie się skończyły.
Nie wróciliśmy już w Bieszczady
Wyjechaliśmy tego samego dnia. Nikt się nie sprzeciwiał, nikt nie zaproponował, by zostać choćby jedną noc dłużej. W drodze powrotnej prawie się nie odzywaliśmy. Każde z nas miało w oczach coś, czego nie potrafiłam nazwać — może lęk, może niedowierzanie. Kiedy próbowałam zasnąć w samochodzie, przed oczami stawał mi ten materac, zdjęcia na ścianie i ślady w błocie. Kto tam mieszkał? I dlaczego tak długo nikt o tym nie wiedział?
Patryk później powiedział, że jego ciotka kupiła ten dom po śmierci starego właściciela. Nikt nie wspominał o piwnicy. Może dlatego, że nikt nie wiedział, że istnieje. Albo nie chciał wiedzieć. Mimo że od tego wyjazdu minęło już kilka tygodni, wciąż budzę się w nocy, nasłuchując dziwnych dźwięków. Czasem myślę o tym kluczu. Nadal go mam. Leży w szufladzie, zawinięty w kawałek szmatki.
Zastanawiam się, czy ten dom był nawiedzony. Nie przez ducha, ale przez czyjąś obecność, tak namacalną, że aż dławiło w gardle. Wierzę, że domy mogą coś pamiętać. I ten pamiętał zbyt wiele. Nie wróciliśmy już w Bieszczady. I nigdy nie zamierzamy.
Natalia, 22 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Zbierałem się 15 lat, żeby prosić ją o rękę. Nim zdążyłem się odezwać, przekazała mi rewelację, która zwaliła mnie z nóg”
- „Po 40 latach na balu karnawałowym dla seniorów spotkałam swoją dawną miłość. Wciąż patrzył na mnie tak samo czule”
- „Na Dzień Babci i Dziadka zabrałam ich w sentymentalną podróż. Patrząc na nich, wiedziałam, że to najlepszy prezent”

