Reklama

Jeszcze niedawno moje życie wyglądało zupełnie inaczej. Byliśmy rodziną – ja, Paweł i nasze dzieci. Zawsze wydawało mi się, że jesteśmy „normalni”: śmialiśmy się przy śniadaniu, robiliśmy sobie herbatę do łóżka, kłóciliśmy się o drobiazgi, a godziły nas wspólne wieczory z serialem. Potem pojawiły się dzieci: Antek, potem Lena i najmłodszy Jaś. Było trudno, ale byłam szczęśliwa, bo miałam kogo kochać i dla kogo żyć.

Początkowo nie zauważyłam, że coś się zmienia. Paweł coraz częściej wracał do domu późno, zamykał się w sobie, unikał mojego wzroku. Próbowałam nie panikować, tłumaczyłam to zmęczeniem, pracą. Pewnego wieczoru usiadł naprzeciwko mnie przy kuchennym stole i spojrzał na mnie nieobecnym wzrokiem. „Zakochałem się w kimś innym” – powiedział. Tak po prostu. Z dnia na dzień przestał być moim mężem.

Pamiętam tylko, że siedziałam na zimnych kafelkach w łazience i nie mogłam przestać płakać. Dzieci spały, a ja miałam wrażenie, że wali się cały świat. Zostałam sama. Ja i trójka naszych dzieci.

Błagałam, żeby wrócił

Ostatnia rozmowa z Pawłem wracała do mnie jak zły sen. Stałam w kuchni, a on pakował torbę, starając się unikać mojego wzroku. Czułam, że zaraz się rozpadnę.

– Paweł, powiedz mi, co się dzieje? Przecież nie możesz tak po prostu odejść! – głos mi się łamał, ale musiałam poznać prawdę.

– Julia, ja... To już koniec. Nie kocham cię. Zakochałem się w kimś innym – powiedział spokojnie, jakby opowiadał o pogodzie. Nawet nie próbował udawać skruchy.

– Jak możesz mi to zrobić?! Jak możesz zostawić dzieci? – krzyknęłam, łzy leciały mi po policzkach.

– Julia, mam prawo być szczęśliwy. Przepraszam, ale nie potrafię już żyć w kłamstwie.

To jest szczęście?! Porzucić rodzinę, zostawić mnie z trójką dzieci? – rzuciłam ze złością.

– Tak wyszło. Przepraszam – odpowiedział cicho, a ja zrozumiałam, że już go straciłam.

Patrzyłam, jak zamyka drzwi. Z każdym krokiem oddalał się nie tylko on, ale całe moje dawne życie. Oparłam się o ścianę, nie mogąc złapać tchu. Przez kolejne godziny siedziałam w ciszy, słysząc tylko ciche oddechy dzieci śpiących za ścianą. Powtarzałam sobie w głowie pytanie: jak on mógł nam to zrobić?

Było mi wstyd przed samą sobą, że tak bardzo błagałam. Ale wtedy to była jedyna myśl: żeby wrócił, żeby się obudzić z tego koszmaru. Zamiast tego została pustka. I samotność, z którą nie wiedziałam, co zrobić.

Teściowa mnie zaskoczyła

Pierwsze dni po odejściu Pawła były jak życie w zawieszeniu. Rano wstawałam jak automat – śniadanie, ubrania, szkoła, przedszkole. Dzieci patrzyły na mnie pytająco.

– Mamo, gdzie jest tata? – Jaś zapytał któregoś dnia, trzymając w rękach ukochaną maskotkę.

– Tata musiał wyjechać, kochanie – głos mi się łamał, ale starałam się nie płakać przy dzieciach.

Lena milczała, ściskała mnie mocno za rękę. Antek odwracał wzrok, udawał, że go to nie obchodzi. A mnie bolało każde ich spojrzenie.

W nocy nie mogłam spać. Wpatrywałam się w ciemność, nasłuchiwałam oddechów dzieci, a potem płakałam w poduszkę, żeby nie słyszały. Wszystko robiłam na autopilocie – obiad, pranie, lekcje. Telefon Pawła milczał. Byłam wściekła, rozżalona i kompletnie wyczerpana. Pustka w mieszkaniu była nie do zniesienia.

Któregoś dnia, kiedy Lena kłóciła się z Jasiem o kredki, usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam niechętnie, gotowa wygonić akwizytora. Za progiem stała Grażyna, moja teściowa. Stała z garnkiem zupy i dziwnie poważną miną.

– Julia... mogę wejść? – zapytała spokojnie.

Wpuściłam ją, niepewna i spięta. Grażyna postawiła zupę na kuchennym blacie, usiadła i spojrzała mi w oczy.

– On cię zdradził, ale ja nie zamierzam cię zostawić. Nie jesteś sama.

Przez chwilę miałam ochotę wyrzucić ją za drzwi, ale jej głos był spokojny, stanowczy. Poczułam, że pierwszy raz od tygodni ktoś naprawdę to zauważył. Moje łzy popłynęły bezwiednie.

Zaczęłam czuć wdzięczność

Grażyna zaczęła pojawiać się coraz częściej. Przynosiła zakupy, pomagała mi w kuchni, czasem odbierała Lenę ze szkoły, zostawała z Jasiem, kiedy musiałam wyjść na chwilę. Na początku byłam spięta. Długo trzymałam się na dystans, jakby miała mnie oceniać lub krytykować. W głowie słyszałam jej głos sprzed lat: „A nie mówiłam, żebyś cieplej ubrała dzieci?” Teraz jednak nie wypominała mi niczego.

Czułam wdzięczność, której wstydziłam się przed samą sobą. Byłam matką, powinnam radzić sobie sama, a jednak z ulgą patrzyłam, jak Grażyna lepi pierogi z Leną, a Jaś wspina się jej na kolana. Wieczorami siadałyśmy przy stole, milcząc albo wymieniając zwyczajne uwagi o dzieciach, szkole, rachunkach. Z czasem coraz mniej w tych rozmowach było napięcia, coraz więcej spokoju.

Pewnego popołudnia usłyszałam, jak Grażyna rozmawia przez telefon. Stałam za uchylonymi drzwiami kuchni.

– Paweł, porzuciłeś ich! Ona nie może tego dźwignąć sama. Dzieci za tobą tęsknią, ale ja ich nie zostawię.

Gdy skończyła rozmowę, weszłam do kuchni, nie kryjąc emocji.

– Dlaczego to robisz? Przecież nie musisz... – zapytałam drżącym głosem.

Grażyna spojrzała mi w oczy.

– Bo jesteś matką moich wnuków. I bo wiem, co to znaczy być zostawioną.

Po raz pierwszy poczułam, że nie jestem już sama ze swoim żalem. Powoli wdzięczność przeważała nad wstydem. Zaczęłyśmy budować coś nowego, chociaż nie miałam jeszcze pewności, czym to się skończy.

Zbliżyłyśmy się do siebie

Któregoś wieczoru, gdy dzieci już spały, siedziałyśmy przy stole z kubkami herbaty. Było cicho, tylko zegar tykał na ścianie. Grażyna przez dłuższą chwilę patrzyła przez okno, jakby czegoś szukała w ciemności.

– Julia, wiesz, że ja też zostałam kiedyś sama? – odezwała się cicho.

Spojrzałam na nią zaskoczona. Nigdy nie mówiła o swoim mężu, ojcu Pawła, prawie nic. Pomyślałam, że może w końcu zrozumiem, skąd w niej tyle siły.

– Byłam młoda, zakochana. Myślałam, że mamy wszystko. A potem on... po prostu przestał wracać do domu. Miał inną. Zostałam z Pawłem, wtedy jeszcze chłopcem. Nie miałam nikogo, kto by mi pomógł. Czułam się niewidzialna. Przysięgłam sobie, że jeśli kiedyś będę mogła, nie pozwolę innej kobiecie przez to przechodzić samej.

Słuchałam jej w milczeniu. Widziałam, jak zaciska palce na kubku, jakby ta historia ciągle ją bolała.

– Nie jestem tutaj dla Pawła. On podjął swoje decyzje. Jestem tutaj dla ciebie. I dla nich – wskazała głową drzwi do pokoju dzieci.

Przez moment żadna z nas się nie odzywała. Czułam, jak coś we mnie mięknie. Grażyna nie była już tylko teściową. Stała się kimś bliższym – sojuszniczką, może nawet matką.

Poczułam ciepło i wdzięczność, jakich dawno nie doświadczałam. Gdzieś w środku pojawiła się nadzieja, że mimo wszystko mogę jeszcze na kogoś liczyć.

Początek nowego rozdziału

Tamtego dnia wyszłam z Leną po zakupy, kiedy na rogu ulicy zauważyłam Pawła. Nie był sam – obok niego szła młoda kobieta, uśmiechnięta, pewna siebie. Serce mi zamarło, a nogi nagle stały się jak z waty. Próbowałam przejść obok obojętnie, ale Paweł mnie zauważył.

– Julia... – odezwał się niepewnie, jakby chciał coś wytłumaczyć.

Stanęłam naprzeciwko niego. Lena ścisnęła mnie za dłoń, patrząc z niepokojem.

– Wiedziałem, że dasz sobie radę – powiedział cicho. Nie patrzył mi w oczy.

– To nie ja. To ona mi pomogła – odpowiedziałam spokojnie, wskazując głową w stronę domu, gdzie czekała na nas Grażyna.

Paweł zawahał się, chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zrezygnował. Odszedł razem ze swoją nową partnerką, zostawiając mnie z poczuciem, że pierwszy raz od dawna nie jestem już tą, która musi błagać o cokolwiek.

Wracałyśmy do domu w milczeniu. W drzwiach powitał nas zapach rosołu, Jaś wbiegł z rysunkiem w dłoni, Antek opowiadał coś Grażynie przy stole.

– Usiądź, zjedz coś, jesteś blada – Grażyna spojrzała na mnie z troską.

Patrzyłam na dzieci, na ich uśmiechy, na teściową, która z własnej woli stała się częścią naszego życia. Po raz pierwszy od miesięcy poczułam spokój. Nie było już Pawła, nie było dawnych marzeń. Byłam tylko ja, dzieci i ktoś, na kim mogłam się oprzeć. To był koniec pewnego rozdziału – i początek czegoś nowego, choć trudnego.

Julia, 38 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama