Reklama

Jeszcze kilka miesięcy temu miałam rodzinę, męża, dziecko, poczucie jakiegoś bezpieczeństwa – nawet jeśli było kruche i trochę pozorne. Dziś zostałam sama z Hanią i narastającą górą długów. Nie śpię nocami, bo każda myśl prowadzi mnie w ciemniejsze miejsce. Czasem naprawdę nie wiem, jak przetrwam kolejny dzień.

Po zdradzie Tomka wszystko się rozsypało. Odszedł – a raczej po prostu się odciął, zostawiając mnie z nieopłaconymi rachunkami, kredytem i sześciolatką, której nie umiem powiedzieć, dlaczego tata już nie wraca. Czasem czuję, że coś we mnie umarło, że straciłam nawet zdolność do wstydu, bo upokorzenie i bezsilność są codziennością. Próbuję być silna, udawać przed Hanią, że „wszystko jest dobrze”, choć w środku krzyczę ze strachu.

Nie mam do kogo się zwrócić. Moja mama jest za granicą, znajomi nagle zajęci. Z Haliną, teściową, od zawsze miałam chłodne relacje – nie wyobrażam sobie, żeby chciała mi pomóc. Szczerze? Nie oczekuję już niczego od nikogo. Po prostu… próbuję przetrwać.

Mąż był podły

Pierwszy raz w życiu czułam się tak bezradna. Telefon do Tomka był ostatnią deską ratunku. Wciskałam zieloną słuchawkę z drżącą ręką, modląc się, żeby odebrał. Usłyszałam jego obojętny głos.

– Czego chcesz, Kinga? – rzucił, jakbyśmy byli obcymi ludźmi.

– Tomek, proszę cię… Od dwóch tygodni wiszą rachunki za prąd i gaz. Odłączą nam wszystko, jeśli nie zapłacimy. Nie mam skąd wziąć pieniędzy – mówiłam cicho, choć głos mi się łamał.

To już nie jest mój problem – odpowiedział zimno. – Mówiłem ci, że musisz sobie radzić. Ja mam teraz inne życie.

– Ale Hania… To też twoje dziecko! – próbowałam walczyć.

– Przestań grać na emocjach. Masz alimenty, wystarczy. – I zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, rozłączył się.

Wpatrywałam się w telefon, nie wierząc, że to się naprawdę dzieje. Upokorzenie paliło mnie od środka. Przez chwilę myślałam, żeby zadzwonić do mamy, ale przypomniałam sobie, że jest za granicą, ledwo wiąże koniec z końcem i sama nie udźwignie moich problemów.

Mimo wszystko zadzwoniłam. Jej głos w słuchawce był ciepły, choć zmęczony.

– Kochanie, chciałabym ci pomóc, ale tu też nie jest łatwo… – powiedziała ze smutkiem. – Trzymaj się. Dasz radę. Jakoś to przetrwasz, zobaczysz.

Wyłączyłam się wtedy kompletnie. Poczułam się jeszcze bardziej sama niż kiedykolwiek. Przez chwilę siedziałam w ciszy, wpatrzona w okno, nie wiedząc nawet, po co płaczę. Dla Tomka już się nie liczyłam. Nawet mama, choć chciała dobrze, nie mogła nic zrobić. Byłam zupełnie sama z własnym strachem.

To było jak cud

Weszłam do mieszkania i zamknęłam drzwi z ociężałym westchnieniem. Oparłam się o ścianę w przedpokoju. Torebka zsunęła mi się z ramienia, ale nie miałam siły jej podnieść. Próbowałam zebrać myśli, ale wszystko we mnie buzowało. Nie wiedziałam, co bardziej mnie dobijało — bezradność czy wstyd, że nie potrafię utrzymać prostych spraw w ryzach. Telefon zawibrował w kieszeni.

Sięgnęłam po niego, nie spodziewając się niczego dobrego. Pewnie znowu przypomnienie z banku albo kolejna wiadomość od dostawcy prądu. Otworzyłam SMS-a i zamarłam.

Przelałam ci pieniądze na rachunki. Nie dyskutuj.” Halina.

Czytałam to zdanie kilka razy, jakby miało się samo wyjaśnić. Moja teściowa. Kobieta, z którą przez większość czasu prowadziłam chłodną, uprzejmą wojnę na spojrzenia i niedopowiedzenia. Zawsze trzymała się z boku, gotowa do oceny, ale nie do pomocy. A teraz?

Zamrugałam, nagle nie wiedząc, co czuję. Ulga mieszała się z upokorzeniem. Czy naprawdę musiało dojść aż do tego? Nie mogłam tego pojąć. Co ją do tego skłoniło? Czemu nie chciała nawet rozmowy, żadnej wdzięczności?

Następnego dnia, po długiej bezsennej nocy, pojechałam do niej. Weszłam do jej mieszkania z sercem na ramieniu. Stała w kuchni, jakby nic się nie stało.

– Halina… chciałam podziękować. Ja nie wiem, jak…

Przerwała mi od razu, bez cienia uśmiechu:

– Nie robię tego dla ciebie, tylko dla Hani. Dziecko nie może marznąć przez to, że wy z Tomkiem nie umiecie się dogadać. – Po tych słowach zaczęła obierać ziemniaki, jakby temat był zakończony.

Zatkało mnie jeszcze bardziej. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Spuściłam głowę.

– Ja… i tak dziękuję – wydusiłam, ale Halina już nie podniosła wzroku. Zrozumiałam, że nie chce żadnej bliskości, nie oczekuje słów.

Wyszłam stamtąd z poczuciem, że świat się przewrócił do góry nogami.

Teściowa była szczera

Nie mogłam przestać myśleć o tym, co zrobiła Halina. Było mi niezręcznie, ale czułam też niepokój – jakby ta jedna decyzja coś we mnie rozszczelniła. Po kilku dniach postanowiłam odwiedzić ją jeszcze raz, tym razem z ciastem, które upiekłam na próbę, i z Hanią. Mała podskakiwała przed drzwiami, nieświadoma napięcia, które we mnie narastało.

Halina wpuściła nas bez słowa. Zaproponowała herbatę, siadłyśmy przy kuchennym stole. Była cicho, tylko spoglądała czasem na Hanię, która z przejęciem opowiadała o przedszkolu.

– Upiekłam ciasto. Pomyślałam, że… no, chciałam się jakoś odwdzięczyć – zaczęłam nieśmiało.

– Nie trzeba. – Ucięła krótko, ale nie było w jej głosie złości. Raczej coś jak zmęczenie, może nawet troska.

Hania przysunęła się bliżej babci i zaczęła jeść ciasto, chwaląc je na głos. Halina przez chwilę się uśmiechnęła – pierwszy raz od dawna zobaczyłam ją inną, nie taką surową. Zrobiło mi się miękko na sercu.

Siedziałyśmy w milczeniu, aż nagle Halina sama przerwała ciszę:

– Myślisz, że było mi łatwo? – spytała, nie patrząc na mnie. – Dawno temu, kiedy ojciec Tomka mnie zostawił… nikomu o tym nie mówiłam. Musiałam sama wszystko ogarnąć. Było ciężko. Nikt mi nie pomógł. Dlatego nie lubię, jak ktoś robi z siebie ofiarę, rozumiesz? – Spojrzała na mnie krótko, poważnie.

Poczułam, jak opadają mi ramiona. Zrozumiałam, że Halina nigdy nie była tak zimna, jak sądziłam – tylko przez lata nauczyła się nie okazywać słabości.

– Czasem nie trzeba mówić. Trzeba po prostu zrobić, co trzeba – dodała, wstając od stołu.

To spotkanie zmieniło coś między nami. Wyszłam stamtąd z poczuciem, że po raz pierwszy od dawna ktoś naprawdę rozumie, jak to jest zostać z niczym.

Nasze relacje się poprawiły

Z czasem nasza codzienność powoli zaczęła się układać. Znalazłam pracę na pół etatu – nie była wymarzona, ale pozwalała opłacić najpilniejsze rzeczy. Hania poszła do przedszkola, a ja przestałam już płakać wieczorami, choć strach nie zniknął całkiem. To wtedy Halina pojawiła się w naszym życiu naprawdę, a nie tylko jako ktoś od święta.

Czasem przywoziła zupę, zostawiała pod drzwiami reklamówkę z zakupami. Raz zabrała Hanię na spacer, innym razem przyszła tylko na chwilę, „pooglądać rysunki”. Działała bez rozgłosu, jakby bała się, że coś popsuje. Ja za to coraz mniej się wstydziłam tej pomocy. Przestałam się buntować, bo widziałam, że nie robi tego z obowiązku – robi to, bo chce.

Któregoś popołudnia, gdy przyszłam po Hanię, zastałam je obie nad kredkami i stertą kartek. Halina podniosła na mnie wzrok, spokojny, ciepły.

– Siadaj, zjesz z nami zupę – powiedziała po prostu.

Zupełnie jakby to było najnormalniejsze na świecie. Usiadłam, dziękując tylko spojrzeniem. W kuchni pachniało koperkiem, a ja poczułam nagle, że naprawdę mam dom, choć zupełnie nie taki, jaki sobie wyobrażałam.

– Zawsze będziesz moją rodziną, a rodzinę się wspiera – powiedziała po chwili Halina, patrząc mi prosto w oczy.

Zatkało mnie. Takich słów nie słyszałam nigdy od własnej matki. Przez chwilę siedziałam w ciszy, żeby nie popsuć tej chwili.

Z czasem te zwyczajne gesty stały się rutyną. Halina była z nami wtedy, kiedy jej potrzebowałam, ale też wtedy, gdy nie prosiłam. Czułam, jak powoli wychodzę z tej ciemności, że mam obok siebie kogoś, komu naprawdę zależy. Nawet jeśli długo nie umiałam w to uwierzyć.

Byłam silna

Nie spodziewałam się, że Tomek wróci tak nagle. Pewnego wieczoru zadzwonił do drzwi, bez uprzedzenia, jakby wcale nie minęło tyle miesięcy. Stał na progu z torbą i miną skruszonego chłopca.

– Mogę wejść? – spytał cicho. – Kinga, ja… pogubiłem się. Tamto mi się rozpadło. Może spróbujemy jeszcze raz?

Przez chwilę nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać. Wszystkie emocje wróciły, ale teraz czułam już zupełnie coś innego. Zanim odpowiedziałam, w drzwiach stanęła Halina. Spojrzała na mnie uważnie, potem na Tomka.

– Czego chcesz, Tomek? – zapytała szorstko.

– Mamo, to nie twoja sprawa – rzucił nerwowo.

Halina pokręciła głową, jej twarz była twarda jak nigdy wcześniej.

– Zdradziłeś nas obie. Myślisz, że wystarczy wrócić i wszystko będzie jak dawniej? Tego się nie naprawia słowami.

Tomek spojrzał na mnie, próbując jeszcze raz:

– Kinga, błagam, pomyśl o Hani. Ona potrzebuje ojca.

Westchnęłam ciężko. Patrzyłam na niego i widziałam tylko człowieka, który uciekł, kiedy najbardziej go potrzebowałam. A teraz wracał, kiedy świat już się bez niego poskładał.

– Tomek, spóźniłeś się. Nie chcę z tobą być. Dla Hani będziesz ojcem, ale nasze życie jest już inne – powiedziałam spokojnie, ale stanowczo.

On nie dowierzał. Przez chwilę jeszcze próbował przekonywać, aż w końcu odwrócił się na pięcie i wyszedł, trzaskając drzwiami. Zostałam na korytarzu z Haliną, która tylko uśmiechnęła się lekko i położyła mi rękę na ramieniu.

Teraz już wiesz, że potrafisz być silna – powiedziała cicho.

To była prawda. Po raz pierwszy to ja decydowałam, jak wygląda moje życie. I wiedziałam, że nie jestem w tym sama.

Kinga, 33 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama