„Po studniówce córka zmieniła się nie do poznania. Wkrótce domyśliłam się, co się stanie za 9 miesięcy”
„Na dnie kosza, pod pogniecionymi chusteczkami i opakowaniami po kosmetykach, zauważyłam niewielkie pudełko. Serce mi stanęło. Test ciążowy. Wyjęłam go ostrożnie, jakby miał mnie oparzyć”.

Nigdy nie byłam czułą matką. Nie tuliłam Julii do snu, nie rozklejałam się, kiedy przynosiła szóstkę. Kochałam ją najmocniej, jak umiałam – ale po swojemu. Uczyłam ją, że świat nie będzie jej głaskał po głowie. Że trzeba być mądrą, przewidującą, silną. I że jeden błąd potrafi kosztować całe życie.
Kiedy wybierała sukienkę na studniówkę, patrzyłam, jak rośnie w oczach. Nagle z dziewczynki zrobiła się kobieta. Tomasz, mój mąż, śmiał się, że przeżywam bardziej niż sama zainteresowana. Ale ja czułam dziwny niepokój. Bo wiedziałam, co potrafi się wydarzyć po jednej nocy.
Po studniówce Julia była inna. Zamknięta w sobie, milcząca. Chodziła przygaszona, byle jak jadła, coraz częściej zamykała się w łazience. Kiedy raz zapytałam, czy coś się stało, rzuciła tylko: – Mamo, nie przesadzaj. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, ale powoli docierało do mnie, że coś się wydarzyło. Coś, co wywróci nasze życie do góry nogami.
Zaczęłyśmy się kłócić
– Julia, ile razy mam ci powtarzać, żebyś nie zostawiała kubków po pokoju?! – warknęłam, wchodząc z rana do jej pokoju i widząc kolejny raz to samo.
– Boże, mamo, naprawdę? Kubek? To teraz to jest problem twojego życia? – syknęła, nie odrywając wzroku od telefonu.
– Nie rozmawiaj ze mną tym tonem – odparłam chłodno. – Od kilku tygodni jesteś nie do zniesienia. Co się z tobą dzieje?
– Ze mną?! Może to z tobą jest coś nie tak! Ciągle mnie kontrolujesz, jakbym była twoją własnością!
– A kto ma cię pilnować, jak nie ja?! – uniosłam głos. – Znikasz na całe popołudnia, nie mówisz, gdzie idziesz, nie odbierasz telefonu!
– Może w końcu przestałabyś mnie traktować jak dziecko! Mam osiemnaście lat! – krzyknęła i z impetem trzasnęła drzwiami szafy.
– Osiemnaście lat to nie dorosłość, tylko dowód osobisty, Julia! – wybuchłam. – Zachowujesz się jak rozkapryszona gówniara, która nie wie, co robi!
Wtedy spojrzała na mnie z czymś pomiędzy bólem a wściekłością. A potem padło coś, co nie dawało mi spokoju przez całą noc:
– Ty nic nie rozumiesz. Ty nigdy nie będziesz wiedziała, jak to jest... być młodą i zakochaną.
Stałam jak wryta. Co to miało znaczyć? Coś między wierszami zaczęło się układać w całość. Ten chłód, znikanie, łzy w oczach wieczorami. Tomasz próbował załagodzić sytuację, jak zawsze.
– Dajcie sobie chwilę, obie jesteście uparte...
Ale nie, to nie było zwykłe spięcie. Czułam w kościach, że coś przede mną ukrywa. I że to coś może zniszczyć wszystko, co dla niej zaplanowałam.
Znalazłam test ciążowy
Rano, kiedy wyszła do szkoły, posprzątałam jej pokój. Złość jeszcze tliła się we mnie, ale ciekawość – albo instynkt matki – była silniejsza. Wszystko wyglądało zwyczajnie, aż do chwili, gdy weszłam do łazienki. Na dnie kosza, pod pogniecionymi chusteczkami i opakowaniami po kosmetykach, zauważyłam niewielkie pudełko. Serce mi stanęło. Test ciążowy.
Wyjęłam go ostrożnie, jakby miał mnie oparzyć. Dwie kreski. Dwie wyraźne kreski. Stałam przez chwilę z testem w dłoni, jakby świat się zatrzymał. Nie pamiętam, jak dotarłam do kuchni i usiadłam. Nie pamiętam, ile czasu patrzyłam przez okno. A potem usłyszałam klucz w drzwiach.
– Julia – powiedziałam cicho, ale z takim napięciem, że aż się zatrzymała w progu. – Musimy porozmawiać.
Spojrzała na mnie ostrożnie, jakby coś przeczuwała.
– Co znowu?
Położyłam test na stole. Nie musiałam nic mówić. Zbladła, jakby cała krew uciekła jej z twarzy. I wtedy zrobiła coś, czego się nie spodziewałam.
– To nie mój – szepnęła. – Ktoś musiał... ktoś...
– Julia, proszę cię... – mój głos drżał. – Przestań. Wiem, że kłamiesz. Wiem, że coś się wydarzyło na studniówce.
Nie odpowiedziała. Usiadła, wbiła wzrok w podłogę. Milczała. A ja poczułam, jak ściska mnie w gardle coś ciężkiego. Wspomnienia. Moje własne błędy. I to samo przerażenie.
– Mamo... ja... nie chciałam, żebyś się dowiedziała w taki sposób – powiedziała nagle. I zaczęła płakać.
Ale jeszcze nie powiedziała wszystkiego.
Córka była zagubiona
Słyszałam, jak rozmawiają z Magdą szeptem. Próbowałam się nie podsłuchiwać, naprawdę. Ale kiedy słyszy się coś takiego jak „dziewiąty tydzień” i „on nawet nie odbiera telefonów”, człowiek nie ma wyjścia.
– A mówiłaś mu w ogóle? – spytała Magda, cicho, niemal z lękiem.
– Tak. I wiesz, co zrobił? Przestał się odzywać. Jakby to był tylko mój problem – odpowiedziała Julia drżącym głosem.
Poczułam, jak krew uderza mi do głowy. Bez pukania weszłam do pokoju.
– Jaki chłopak? – zapytałam, tonem ostrym jak brzytwa. – Julia, do cholery, co się dzieje?!
Obie zamarły. Magda wstała, zbierając się do wyjścia, jakby ktoś właśnie złapał ją na gorącym uczynku.
– Przepraszam... Ja tylko... – zaczęła.
– Nie. Zostań – powiedziałam. – Może lepiej, że jesteś.
Julia spuściła wzrok. Po raz pierwszy od tygodni nie miała siły walczyć.
– Mamo... ja... naprawdę jestem w ciąży, a on nie chce ani mnie, ani dziecka – wyszeptała.
To zdanie nie brzmiało jak wyznanie. Bardziej jak wyrok. Słowa, które miały nas wszystkich pogrzebać.
Usiadłam powoli na łóżku, jakby nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Spojrzałam na nią, moją córkę, moją dziewczynkę, która jeszcze chwilę temu wybierała sukienkę na studniówkę. A teraz siedziała przede mną jak oskarżona.
– Kto to jest? – zapytałam w końcu.
– Nie ma znaczenia – odparła z goryczą. – I tak już go nie ma.
W tamtej chwili nie wiedziałam, czy bardziej mi jej żal, czy jestem na nią wściekła. Wiedziałam tylko jedno: ten dom już nigdy nie będzie taki jak wcześniej.
Wszystko mi opowiedziała
Siedziałyśmy naprzeciwko siebie w kuchni. Ja z kubkiem zimnej już herbaty, ona z oczami zaczerwienionymi od płaczu. Tomasz wrócił późno, dałam mu tylko znać, że "musimy pogadać", ale że teraz – tylko my dwie.
– To było po studniówce – zaczęła cicho. – Nie planowałam tego. Po prostu… wszyscy zostali na noc w tym hotelu, była impreza do rana. On był tam. Kuba.
– Kuba? – zapytałam, próbując zapamiętać każde imię z klasy Julii, ale to nie pasowało do żadnego znajomego nazwiska.
– Poznałam go 3 miesiące przed studniówką. Magda nas poznała. Starszy chłopak. Studiuje gdzieś w Krakowie. Fajny był… wtedy. Zainteresowany, ciepły. Dał mi poczuć się… dorosłą.
Milczałam. Bałam się zapytać dalej, ale wiedziałam, że muszę.
– I co? Zostawił cię po tej nocy?
– Najpierw jeszcze pisał. Ale jak mu powiedziałam o ciąży, przestał się odzywać. Zablokował mnie. Tak po prostu.
Zacisnęłam dłonie na kubku. Czułam jednocześnie wściekłość, bezradność i… współczucie. Ona była jeszcze dzieckiem, choć tak bardzo chciała dorosłości.
– Czy on cię do czegoś zmusił? – zapytałam ostrożnie.
– Nie – pokręciła głową. – Ja… chciałam. Myślałam, że to coś znaczy.
Zrobiła pauzę, spojrzała na mnie z jakimś niemym błaganiem.
– I co teraz, mamo? Co ja mam zrobić?
Nie umiałam odpowiedzieć. Wciąż byłam w szoku. Ale w tamtym momencie przestałam być tylko matką od zasad. Poczułam, że mam w rękach coś kruchego – i że jeśli źle to rozwiążę, nasza rodzina ucierpi.
Razem damy radę
Tomasz siedział przy stole z dłońmi splecionymi pod brodą. W ciszy. Po tym, jak powiedziałam mu, że Julia jest w ciąży, nie padło ani jedno słowo przez kilka minut.
– I co teraz? – zapytał w końcu, cicho.
– Nie wiem – przyznałam. – Ona też nie wie. Jest przerażona.
Pokiwał głową. W jego oczach nie było złości. Była troska. I to zabolało mnie bardziej, niż gdyby krzyczał.
– Może to nasza wina – powiedział. – Może za bardzo chcieliśmy, żeby była idealna. A nie zauważyliśmy, że potrzebuje zrozumienia.
Usiadłam naprzeciw niego. Nagle poczułam, jak zmęczona jestem tą całą walką o porządek, o przyszłość, o kontrolę.
– Zawsze bałam się, że popełni jakiś błąd. Nawet nie wiem, czy mam być zła, czy ją przytulić.
– A może jedno i drugie? – odpowiedział spokojnie. – Nie jesteśmy idealni, Anka. Ale teraz ona nas potrzebuje. Bez ocen.
Westchnęłam. Zaczęłam się zastanawiać, ile rzeczy w jej życiu przegapiłam, bo byłam zbyt zajęta byciem „twardą matką”.
– Boję się, Tomek. Że nie damy rady. Że to nas przerośnie.
– To nie pierwszy raz, kiedy coś nas przerasta – powiedział. – Ale zawsze dawaliśmy radę. Jakoś.
Spojrzałam na niego. Mężczyznę, który nigdy nie był ojcem od wielkich słów, ale teraz był dokładnie tym, kogo potrzebowałam.
– I co teraz? – zapytałam znowu. – Jesteśmy rodzicami… i prawdopodobnie niedługo – dziadkami.
Tomasz uśmiechnął się smutno.
– Wygląda na to, że szybciej niż się spodziewaliśmy.
Anna, 45 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Syn powiedział, że chce wynająć limuzynę na studniówkę. Panicz myśli, że pieniądze rosną na drzewach”
- „Ojciec ukrywał przed nami długi. Gdy w końcu komornik zapukał do drzwi, udawał, że to jakaś pomyłka”
- „Marzyłam, by stanąć na ślubnym kobiercu, ale mój luby wystawił mnie do wiatru. W końcu odpłaciłam się pięknym za nadobne”

