„Po ślubie żona zamieniła się w księżniczkę. Rzuciła pracę, bo wolała malować paznokcie i oglądać seriale”
„Może naprawdę byłem naiwny. Może Natalia nie zniszczyła niczego. Może po prostu nigdy nie była tą osobą, za którą ją uważałem.Po raz pierwszy pomyślałem o rozstaniu bez przerażenia. Tylko z ulgą”.

Chyba się właśnie budzę z pięknego snu. Jeszcze niedawno byłem przekonany, że wreszcie trafiłem na tę jedyną. Natalia – mądra, ambitna, uśmiechnięta. Spotykaliśmy się prawie cztery lata. Oboje pracowaliśmy, dzieliliśmy się rachunkami, wspólnie planowaliśmy wakacje i życie. Marzyliśmy o domu z ogrodem, dwóch psach i pracy, która nie będzie nas wypalać. Wszystko było takie partnerskie, takie zdrowe. Dobrze mi z tym było. A potem się pobraliśmy… i coś się zmieniło.
Nie, nie od razu. Na początku było jeszcze „kocham cię” i „jak dobrze, że jesteśmy już małżeństwem”. Ale miesiąc po ślubie Natalia rzuciła pracę. Powiedziała, że potrzebuje oddechu. Że chce przez chwilę być w domu. Ufałem jej. Ale tydzień zamienił się w miesiąc. Miesiąc w trzy. A ona nie szukała niczego nowego. Znikała w dresach, serialach, malowała paznokcie, piła kawę z sąsiadką. Miałem wrażenie, że ktoś mi ją podmienił.
Zaczynałem się niepokoić, ale jeszcze wtedy wierzyłem, że to tylko etap. Że przeczeka. Że wróci ta Natalia, którą kochałem i z którą mogłem gadać godzinami o sensie życia i budżecie domowym. Nie sądziłem, że właśnie wchodzę w najtrudniejszy okres mojego życia.
Zaczęliśmy się kłócić o kasę
Wróciłem z pracy. Plecak ciążył, głowa dudniła od spotkań. Otworzyłem drzwi – cisza. Z kuchni pachniało winem, a z salonu – czymś gorzkim. Może to ironia.
– Hej – rzuciłem, stawiając torbę przy ścianie.
Natalia leżała na kanapie z kieliszkiem w dłoni. W telewizorze leciał jakiś hiszpański serial – faceta zdradziła siostra żony, a on jeszcze przepraszał.
– Byłaś gdzieś? – zapytałem, rzucając okiem na porozrzucane skarpetki i brudne talerze po śniadaniu.
– Nigdzie – przeciągnęła się. – A po co mam być? Mam wolne. Ty też powinieneś się czasem zrelaksować.
– A wysłałaś to CV, o którym mówiłaś? – próbowałem mówić spokojnie, choć czułem, jak zaciska mi się gardło.
– Serio? Po całym dniu pracy chcesz mnie rozliczać? – jej głos zadrżał pasywną agresją.
– Natalia, minęły trzy miesiące. Mówiłaś, że potrzebujesz chwili, żeby odpocząć. Ale ta chwila robi się trochę... długa.
Usiadła. Patrzyła na mnie obcym wzrokiem.
– Nie rozumiesz. Ja się duszę w pracy. Nie chcę być trybikiem. Ja chcę żyć.
– Ja też. Ale żyć razem to znaczy dzielić odpowiedzialność. Kredyt nie zapyta, kto „chce być wolny”.
– Czyli teraz jestem pasożytem, tak?
Zamknąłem oczy. Bałem się, że zaraz powiem coś, czego nie da się cofnąć.
– Nie. Ale... zaczynam się zastanawiać, po co wzięliśmy ślub, skoro tylko ja jestem odpowiedzialny.
Wzruszyła ramionami i wróciła do serialu. A ja, siedząc obok, czułem się jak lokator, nie mąż. I po raz pierwszy pomyślałem, że chyba mnie oszukała.
Chciałem zmotywować żonę
– Może spróbujmy się umówić na jakieś zasady – powiedziałem cicho przy śniadaniu. – Może praca zdalna, może pół etatu. Albo poszukajmy czegoś razem.
Natalia nie podniosła wzroku znad miski z płatkami.
– Ty mnie w ogóle nie słuchasz, Adam. Ja nie chcę pracy. Ja chcę spokoju. Nie chcę wracać do tego kołowrotka. Ty byś chciał, żebym była taka jak twoja matka, co?
– Przestań. To jest rozmowa o nas, nie o mojej mamie.
– Nie. To jest o tym, że nie kochasz mnie takiej, jaką jestem. Chcesz mnie poprawiać. Liczysz koszty. Wszystko przeliczasz, nawet moje marzenia.
– Marzenia? Natalia, ty siedzisz na kanapie i robisz zakupy online.
– Bo mogę! – wybuchnęła. – Bo nie muszę teraz niczego udowadniać!
Patrzyłem na nią i nie poznawałem kobiety, którą poślubiłem.
Tego samego dnia spotkałem się z moją siostrą Moniką. Zawsze mówiła, że Natalia to trochę księżniczka, ale wtedy myślałem, że przesadza. Teraz już nie byłem tego taki pewien.
– Mówiłam ci – westchnęła Monika, popijając kawę. – Ona lubi wygodę. Zmieniła się? Nie. Po prostu przestała udawać.
– Myślisz, że to się nie da już odkręcić?
– Adam, ty dalej liczysz, że to naprawisz. Ale problem w tym, że ona wcale nie chce być naprawiana.
Zostałem z tymi słowami sam, pośród wieczornego zgiełku miasta. I po raz pierwszy naprawdę przestraszyłem się, że kocham kogoś, kto już nie istnieje.
Kłamała, że szuka pracy
Któregoś dnia Natalia zostawiła otwarty laptop w salonie. Rzadko to robiła. Zwykle zamykała klapę albo przynajmniej wygaszała ekran. Może przez nieuwagę. Może już jej nie obchodziło, co zobaczę. Wszedłem tylko sprawdzić pogodę na weekend. Ale wzrok przyciągnęły zakładki w przeglądarce.
„Jak przekonać męża, żeby mnie utrzymywał.”
„Bycie kurą domową to luksus.”
„Kobieta nie jest od tego, żeby pracować.”
„Facet powinien zapewnić byt. Zawsze.”
Krew odpłynęła mi z twarzy. Usiadłem. Czytałem. Wklejała linki na fora, dyskutowała z innymi kobietami, radziła się, jak „wyegzekwować utrzymanie, nie tracąc twarzy”. W jednym komentarzu napisała:
„Mój mąż wciąż wierzy, że to tymczasowe. Taki naiwny typ. Ale kochany.”
Zamknąłem laptop. Przez chwilę po prostu siedziałem w ciszy. Nie mogłem złapać oddechu. To nie było lenistwo. To był plan. Wieczorem nie bawiłem się w ceregiele.
– Przestań udawać. Nie szukasz pracy. Nie planujesz jej szukać – powiedziałem beznamiętnie.
Spojrzała na mnie z wyższością.
– A co w tym złego? Mam się zajeżdżać, jak ty? Wracasz codziennie zmęczony, marudzisz, śmierdzisz stresem. Ja chcę czegoś więcej.
– Czego? Sponsora?
Nie odpowiedziała. A ja wypowiedziałem słowa, które brzęczały mi w głowie od tygodni:
– Chyba popełniłem błąd, żeniąc się z tobą.
Przez chwilę nawet ona nie wiedziała, co powiedzieć.
Musiałem się wygadać kumplowi
Nie spałem drugą noc z rzędu. Przewracałem się z boku na bok, liczyłem oddechy, aż w końcu napisałem do Marka: „Masz czas jutro po pracy? Muszę pogadać.” Spotkaliśmy się w barze niedaleko metra. Marek, jak zwykle, w rozchełstanej koszuli i z ironicznym półuśmiechem.
– Co się stało, młody? Księżniczka ci się znudziła?
– Nie pracuje. Nie chce pracować. Wszystko zrzuca na mnie. I to nie jest kryzys, Marek. To jest jej plan na życie – odpowiedziałem.
– Ty się jeszcze dziwisz? – westchnął i upił łyk piwa. – Ja też miałem taką. Na początku złota dziewczyna. Partnerka. Po ślubie jakby włączyła tryb księżniczka domowa. Scrollowanie mediów społecznościowych, pazurki, seriale i pretensje.
– I co zrobiłeś?
– Najpierw próbowałem rozmawiać. Nawet psychologa załatwiłem. A ona? „Nie jestem chora, nie potrzebuję terapii.” W końcu rozwód. I to najlepsze, co mogłem wtedy zrobić.
– I co? Warto było?
– Stary, lepiej być samemu niż z kimś, kto traktuje cię jak bankomat. Miłość? To umowa. Ty właśnie zobaczyłeś, co podpisałeś.
W drodze do domu jego słowa brzmiały mi w głowie jak wyrok. Może naprawdę byłem naiwny. Może Natalia nie zniszczyła niczego. Może po prostu nigdy nie była tą osobą, za którą ją uważałem.Po raz pierwszy pomyślałem o rozstaniu bez przerażenia. Tylko z ulgą.
Nie uratujemy tego
Usiedliśmy naprzeciwko siebie przy kuchennym stole. Rzadki widok – nie miała telefonu w ręku, nie scrollowała, nie udawała, że mnie nie słyszy. Może czuła, że coś się zbliża.
– Natalia, musimy pogadać. Na serio. Bez ironii, bez grania ofiary – zacząłem spokojnie, choć w środku wszystko mi drżało. – Albo oboje się zmieniamy, albo to koniec.
Westchnęła, jakby znużona tym, że znów muszę czegoś chcieć.
– Znowu to samo? Przecież nic złego nie robię. Mam prawo żyć po swojemu.
– Nie o to się umawialiśmy, Natalia. To nie było nasze marzenie.
– Ty ciągle wracasz do tego „co ustaliliśmy”. Jakbyśmy podpisali jakiś kontrakt. A ja się zmieniłam. Ty też się zmieniłeś, Adam. I co z tego? Mam teraz udawać, że mnie cieszy to twoje życie na kredyt, w stresie, z kalkulatorem w głowie?
– Ja nie chcę cię kontrolować. Chcę partnerstwa. Chcę, żebyśmy byli zespołem. A nie, że ty siedzisz w domu, malujesz paznokcie, a ja padam z przemęczenia.
– Nie będę twoją matką. Mam dosyć życia pod dyktando.
Poczułem, jak coś we mnie opada. Nadzieja. Ta mała resztka, która jeszcze się gdzieś trzymała.
– Czyli nic z tego? – zapytałem.
Wzruszyła ramionami.
– Jak chcesz odejść, to odejdź. Ja sobie poradzę.
I wtedy wiedziałem, że już nie mamy czego ratować.
Adam, 30 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
- „Miałam 3 mężów, ale z żadnym nie byłam w małżeństwie dłużej niż rok. Co ja poradzę na to, że nie nadaję się na żonę?”
- „Teściowa mnie nienawidziła i dopiekła mi nawet po śmierci. Mąż odziedziczy jej majątek, ale pod jednym warunkiem”
- „Mąż zawsze powtarzał, że na emeryturze odbije sobie za wszystkie lata pracy. Nie sądziłam, że zrobi to w taki sposób”

