Byłem zmęczony jak diabli, do tego zmarznięty – krótki sobotni wypad do firmy, wbrew oczekiwaniom, zmienił się w kilkugodzinną wizytę na budowie.

WIDEO

player placeholder

– Dziękuję, że przyjechałeś, Julek – szef uścisnął mi rękę na pożegnanie. – Jakoś sobie już poradzimy, jedź do domu, przeproś w moim imieniu piękną żonkę i odpoczywaj.

Uśmiechnąłem się blado. „Odpoczywaj”! Niby jak, skoro za kilka godzin czekały mnie urodziny teściowej? Nie, żebym coś miał przeciwko starszej pani, ale to jednak stres…

Zobacz także:

„Żebym tylko znów nie zdenerwował Kaliny jakąś niezręcznością i nie skompromitował jej wobec rodziny!”.

Na urodziny teściowej zjechała się cała rodzina

Kiedy wróciłem, żona właśnie wychodziła z łazienki. Wyglądała zabójczo, i nie wiem który raz w ciągu ostatnich tygodni znów poczułem się taki dumny, że ją zdobyłem!

– Jesteś taka piękna – dotknąłem jej długich ciemnych włosów i uniosłem do twarzy jeden z grubych splotów.

– Zostaw! – odsunęła się. – Na pewno znów masz łapy w jakichś smarach i całą mnie zabrudzisz!

Głupek ze mnie. Nawet nie umyłem rąk, a ona najwyraźniej już się zaczęła szykować do wyjścia!

– Jestem głodny, Kalinko, już chyba zacząłem pożerać kalorie z mózgu – tłumaczyłem mętnie, na co burknęła, że ma wątpliwości, czy pociągnąłbym długo na podobnym wikcie.

Nie zdążyłem się nawet zastanowić, czy nie ma w tym stwierdzeniu sarkazmu, gdy poinformowała mnie, że w kuchni w piekarniku jest kurczak i jeśli chcę, mogę sobie wziąć.

Naprawdę się wzruszyłem jej troską.

Pojadłem, odpocząłem i w zasadzie trzeba się było zbierać. Wziąłem kąpiel i poszedłem się ubrać.

– Biała koszula? – Kalina weszła do pokoju i spojrzała takim wzrokiem, jakby właśnie nakryła mnie na ćwiartowaniu zwłok. – Mówiłeś, że pójdziesz w tej nowej!

– Zapomniałem, że tamta mnie trochę pije pod pachami – wyjaśniłem.

– No ale ja już ją wyprasowałam! – w oczach Kaliny pojawiły się łzy.

Przejrzałem się w lustrze i, jak Boga kocham, biała koszula wyglądała jak ze sklepu, ani fałdki! O co znowu chodzi? Co za różnica?

– Specjalnie pytałam o to wcześniej – żona drążyła ponuro. – Czy przy tobie nic nie można zaplanować?!

Stwierdziła, że już dobrała do sukienki dodatki i zrobiła odpowiedni makijaż, a teraz co? W ogóle nie będziemy do siebie pasować!

Myślałby kto, że idziemy na audiencję do angielskiej królowej, a nie na kameralne przyjęcie do teściowej!

W końcu ustąpiłem, skoro włożyła w tę koncepcję tyle pracy… Nie przyszło mi do głowy, że to takie ważne, w co się człowiek ubiera. Może jednak Kalina ma rację i życie w związku pociąga za sobą konsekwencje, o których dotąd, będąc singlem, nawet nie pomyślałem?

Jakoś wytrzymam te kilka godzin…

W zasadzie, gdy już dotarliśmy na imprezę, byłem skłonny przyznać Kalinie rację – wcale nie było tak skromnie, jak myślałem, a już zupełnie inaczej niż w mojej rodzinie. Na urodziny mamy sprzątaliśmy cały dom i piekliśmy z tatą jej ulubiony tort makowy, który potem był podawany z bukietem róż prosto do łóżka. Do głowy by nam nie wpadło, żeby ubierać się wieczorowo i zapraszać całą rodzinę mieszkającą w promieniu stu kilometrów!

Teściowa siedziała u szczytu stołu niczym udzielna władczyni, przyjmując hołdy i prezenty. Teść z młodszym synem, wciąż jeszcze mieszkającym w domu, pełnili funkcje gospodarzy, donosząc coraz to nowe półmiski z pysznym żarciem. Egzotyczne, ale miało swój urok.

– Milutko, prawda? – szepnęła mi Kalina. – Patrz i ucz się, Julek.

Miałem nadzieję, że to żart, bo chyba nie będziemy odstawiać takiego cyrku w naszej kawalerce? Nawet bym się roześmiał, lecz ta cholerna koszula coraz bardziej dawała mi się we znaki, miałem wrażenie, że jeszcze chwila i po prostu utnie mi ręce.

W końcu wymknąłem się do łazienki i faktycznie – pod pachami miałem czerwone pręgi.

– Co tam słychać, szwagier? – brat Kaliny zajrzał do łazienki. – Potrzebujesz czegoś?

Spokoju, do diabła! Co za barbarzyńskie zwyczaje, żeby w drzwiach do klopa nie było choćby haczyka?!

– Wiktor, przynieś jakiś nóż albo nożyczki – złamałem się. – Muszę coś zrobić z tą koszulą, zanim mnie zabije – podniosłem rękę.

– Tu są – wszedł i sięgnął do szuflady. – Daj – zgrabnie przeciął materiał.

Zapiąłem guziki i włożyłem marynarkę, podczas gdy Wiktor wciąż stał w drzwiach i patrzył.

– Czemu się tak umartwiasz? Nie mogłeś włożyć czegoś luźniejszego? – zapytał wreszcie.

– Kalinie zależało, żebym włożył właśnie tę koszulę – wzruszyłem ramionami. – Podobno inaczej bym do niej nie pasował…

– Przyzwyczajaj się – mruknął chłopak i czmychnął, a do łazienki wkroczyła moja żona.

Poprawiła mi kołnierzyk, przygładziła włosy, sama przejrzała się w lustrze. Objąłem ją, ale wywinęła się, burcząc, że zepsuję jej fryzurę.

Kompletnie nie rozumiem kobiet…

Ledwo wróciłem do gości, sama podeszła i pocałowała mnie w policzek.

– Ach, spójrzcie tylko na naszych młodych! – rozczuliła się teściowa.

– Cóż to za piękna para! Jak z obrazka. Miłość aż bije od nich!

Kalina przytuliła się do mnie mocno, więc też ją objąłem. A co, miałem nie skorzystać z okazji?

Wiktor stojący przy stole wzniósł za nas toast, jednocześnie puszczając do mnie oko. Z żoną u boku, po poskromieniu nieznośnej koszuli, bawiłem się świetnie. Aż mi się zrobiło żal, gdy Kalina stwierdziła, że jest wykończona i powinniśmy wracać do domu, ale przecież nie będę dziewczyny dręczył…

Poza tym wyglądała tak cudownie! Od jej zapachu, alkoholu i muzyki aż kręciło mi się w głowie i pomyślałem – czemu nie? W czterech ścianach, bez osób postronnych, będzie przecież jeszcze lepiej!
Zadzwoniłem więc po taksówkę i pożegnaliśmy się z rodziną.

Słucham? Niby dlaczego mam spać na kanapie?

W aucie byłem grzeczny, bo publiczne przytulanki to coś, czego moja ślicznotka nie znosi. Gdy jednak weszliśmy do mieszkania, przycisnąłem ją mocno i pocałowałem namiętnie.

– Co ty wyprawiasz? – wysunęła się z moich objęć. – Jesteś chyba pijany!

– Ja?! – patrzyłem na nią osłupiały, bo doprawdy nic nie miałem na sumieniu, co oznaczało ni mniej, ni więcej tylko tyle, że na imprezie szliśmy łeb w łeb, jeśli chodzi o liczbę toastów.

– Co ty chrzanisz, skarbie?

A ona na to, że skoro nie, to nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.

– Jak mogłeś spiskować z Wiktorem za moimi plecami? – wybuchła z siłą tsunami. – Taka nielojalność! Takie świństwo wobec mnie!

O cholera, pogrzało ją? Miałem się tam wykrwawić na śmierć? Poza tym, powiedziałem chłopakowi prawdę – przecież zmusiła mnie, żebym poszedł w za ciasnej koszuli!

Moja żoneczka wpadła w furię, rzuciła we mnie poduszką i zaczęła wrzeszczeć, żebym zapomniał o spaniu razem, nie zamierza leżeć w jednym łóżku ze zdrajcą.

– Na sofę! – zaordynowała.

– Wiesz co, nie poznaję cię – byłem zupełnie spokojny, jakoś nie docierało do mnie, że mogła mówić poważnie. – Ktoś cię podmienił w dniu ślubu? Może powinienem wezwać egzorcystę, co?

– Do siebie wezwij! W ogóle się ze mną nie liczysz, do tego oczerniasz mnie przed rodziną! – rozpłakała się nagle. – Dlaczego jesteś taki podły?

Chciałem ją jakoś utulić, uspokoić, ale uciekła do łazienki.

Zapytałem nawet przez drzwi, czy przypadkiem nie jest w ciąży, ale Kalina mi wykrzyczała, żebym zapomniał… Dopóki się nie poprawię, nawet nie mam o czym marzyć! Poprawić? Ale właściwie, co ja mam robić? Rany, nie rozumiem kobiet.

Czytaj także:
„Zakochałam się w księdzu. Jeszcze żaden mężczyzna tak na mnie nie zadziałał, ale on nie chce porzucić dla mnie Boga"
„Marcin zostawił mnie 14 dni przed ślubem, a byłam w ciąży. Jego matka odkryła, że gnije w więzieniu"
„Przyjaciółka wybłagała, żebym wynajęła pokój jej synowi. Dzieciak proponował mi łóżko w zamian za darmowe mieszkanie"