Reklama

Przez lata powtarzałam sobie, że mam wszystko: dom z ogródkiem, stabilną pracę, męża i córkę, która codziennie zasypiała wtulona w misia. A jednak coraz częściej łapałam się na tym, że w lustrze widziałam kogoś obcego. Kobietę bez ikry, przewidywalną, niemal przezroczystą. Zjazd absolwentów potraktowałam jak niewinną podróż w przeszłość. Nie przypuszczałam, że jedno spojrzenie cofnie mnie o dwadzieścia lat i rozbije to, co budowałam przez pół życia.

Czułam wstyd i euforię

Sala gimnastyczna pachniała pastą do podłóg i wspomnieniami. Śmialiśmy się głośniej niż kiedyś, jakby to miało ukryć zmarszczki i rozczarowania. Stałam przy stole z napojami, gdy usłyszałam znajomy głos.

– Karolina? To naprawdę ty?

Odwróciłam się i zobaczyłam Pawła. Wysoki, pewny siebie, z tym samym uśmiechem, który kiedyś sprawiał, że serce biło mi szybciej.

– Paweł… – wydusiłam. – Myślałam, że wyjechałeś na drugi koniec świata.

– Wyjechałem. Ale wiesz, niektóre rzeczy ciągną człowieka z powrotem.

Patrzył na mnie tak, jakby w sali nie było nikogo poza nami. Rozmawialiśmy o studiach, pracy, dzieciach. Jednak między słowami krążyło coś jeszcze – niedopowiedziane pytanie, co by było, gdybyśmy wtedy się nie rozstali.

– Zawsze żałowałem, że tak to się skończyło – powiedział ciszej. – Byliśmy młodzi i uparci.

Poczułam, jak wraca tamta dziewczyna z warkoczem, która pisała jego imię w zeszycie. Śmiałam się, ale w środku drżałam. Wieczorem wyszliśmy na spacer. Chłodne powietrze uspokajało, lecz gdy Paweł dotknął mojej dłoni, zrozumiałam, że nie jestem tak silna, jak myślałam.

– Chciałbym choć na chwilę wrócić do tamtych dni – wyszeptał.

Tej nocy pozwoliłam sobie uwierzyć, że to tylko sentyment. Rano patrzyłam w sufit hotelowego pokoju i czułam jednocześnie wstyd i euforię. Wróciłam do domu z przekonaniem, że to był jednorazowy błąd. Nie miałam racji.

Żyłam w dwóch światach

Po powrocie do domu wszystko wydawało się takie jak wcześniej – kubek Rafała zostawiony na blacie, plecak naszej córki rzucony pod ścianą, lista zakupów przyklejona do lodówki. A jednak ja byłam inna. Telefon wibrował częściej niż zwykle.

– Myślę o tobie – napisał Paweł już następnego dnia.

Powinnam była nie odpowiadać. Zamiast tego wpatrywałam się w ekran, aż w końcu wystukałam krótkie: „Ja też”. Zaczęliśmy pisać codziennie. Najpierw niewinnie – wspomnienia ze szkoły, żarty o nauczycielach. Potem wiadomości stawały się coraz bardziej osobiste.

– Przy tobie czuję się sobą – napisał kiedyś. – Nie tym, kim muszę być na co dzień.

Te słowa trafiały we mnie z niezwykłą siłą, bo dokładnie to samo czułam. Przy nim znów byłam dziewczyną, która marzyła o podróżach i spontanicznych decyzjach. Przy Rafale byłam przede wszystkim organizatorką pamiętającą o planie lekcji, rachunkach i przeglądzie samochodu.

Zaczęliśmy spotykać się poza miastem. Wymyślałam szkolenia, wyjazdy służbowe, wizyty u koleżanki. Każde takie kłamstwo bolało chwilę, a potem zagłuszałam je ekscytacją.

– Tęskniłem – mówił, gdy mnie obejmował.

To szaleństwo – odpowiadałam, choć nie próbowałam go zatrzymać.

W domu byłam rozkojarzona. Rafał przyglądał mi się coraz uważniej.

– Wszystko w porządku? – zapytał któregoś wieczoru, gdy po raz trzeci zapomniałam, o której córka ma zajęcia dodatkowe.

– Jestem po prostu zmęczona – ucięłam.

Patrzył na mnie długo, ale odwróciłam wzrok. Paweł snuł wizje przyszłości, ale zawsze w sposób niejasny.

– Może kiedyś jeszcze zamieszkamy nad morzem – rzucił raz. – Pamiętasz, jak o tym marzyliśmy?

– A teraz? – zapytałam.

Uśmiechnął się wymijająco.

– Teraz cieszmy się tym, co mamy.

Zignorowałam ukłucie niepokoju. Chciałam wierzyć w jego słowa. Zaczęłam być zazdrosna o każdą godzinę, gdy nie odpisywał. Sprawdzałam telefon jak nastolatka. Żyłam w dwóch światach. W jednym układałam córce włosy do szkoły, w drugim czekałam na wiadomość, która potwierdzi, że jestem dla kogoś najważniejsza. Coraz trudniej było oddychać w tej podwójnej rzeczywistości. Wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała wybrać.

Chciałam zacząć nowe życie

Wszystko posypało się w zwykły wtorek. Rafał siedział przy stole i przeglądał rachunki, a ja stałam przy oknie z telefonem w dłoni. Paweł napisał krótko: „Nie mogę już tak dłużej. Chcę cię mieć obok naprawdę”. To zdanie pulsowało mi w głowie przez cały dzień. Wieczorem Rafał odezwał się pierwszy.

– Karolina, uciekasz ode mnie od miesięcy. Jeśli coś się dzieje, powiedz wprost.

Usiadłam naprzeciwko niego. Serce waliło mi tak, że ledwo słyszałam własne myśli.

Nie jestem szczęśliwa – powiedziałam w końcu. – Od dawna.

Zamilkł. Spodziewałam się złości, może podniesionego głosu. Zobaczyłam coś innego – niedowierzanie.

– To znaczy? – zapytał spokojnie, aż za spokojnie.

– Czuję się… niewidzialna. Jakbyśmy byli tylko współlokatorami.

Długo patrzył w stół.

– Myślałem, że to przejściowe – odpowiedział cicho. – Każde małżeństwo ma gorsze chwile.

Wzięłam oddech.

Poznałam kogoś.

Te słowa zawisły między nami ciężko. Rafał uniósł wzrok. W jego oczach zobaczyłam ból, którego wcześniej nie potrafiłam dostrzec.

– Od kiedy? – zapytał.

Nie odpowiedziałam od razu. Milczenie było wystarczającą odpowiedzią.

– Czy to znaczy, że już podjęłaś decyzję? – jego głos zadrżał.

Skinęłam głową. Nie było scen. Była cisza, która bolała bardziej niż krzyk. Spakowałam walizkę w sypialni, słysząc, jak w kuchni przesuwa krzesło. Nasza córka spała. Stałam chwilę przy jej łóżku, głaszcząc ją po włosach. W przedpokoju Rafał podał mi klucze.

– Zawsze możesz wrócić po resztę rzeczy – powiedział. – I tylko po to.

Zamknęłam za sobą drzwi z przekonaniem, że wybieram miłość, która czekała na mnie od lat. Bałam się, ale jednocześnie czułam ulgę. Myślałam, że właśnie zaczynam nowe życie. Nie wiedziałam, że to dopiero początek końca.

Wszystko było tylko iluzją

Przez kilka dni mieszkałam u koleżanki z pracy. Walizka stała nierozpakowana, jakbym podświadomie wiedziała, że to tymczasowe. Paweł był podekscytowany.

– Wreszcie nie musimy się ukrywać – mówił przez telefon. – Teraz wszystko się ułoży.

– Kiedy się zobaczymy? – zapytałam. – Chcę porozmawiać o tym, co dalej.

Umówiliśmy się w kawiarni na obrzeżach miasta. Przyszedł spóźniony. Usiadł naprzeciwko mnie, ale nie spojrzał od razu w oczy.

– Karolina, to wszystko dzieje się bardzo szybko – zaczął, mieszając łyżeczką w filiżance.

– Dla mnie nie. Ja zostawiłam dom – odpowiedziałam spokojnie, choć w środku narastał niepokój. – Chcę wiedzieć, jaki mamy plan.

Westchnął.

– To skomplikowane.

Poczułam, jak robi mi się chłodno.

– Co jest skomplikowane?

Milczał przez chwilę, a potem powiedział cicho:

– Jest ktoś, o kim ci nie powiedziałem.

Serce podeszło mi do gardła.

– Masz kogoś? – zapytałam, choć znałam odpowiedź.

Mam żonę.

Słowo „żonę” uderzyło mnie mocniej niż cokolwiek wcześniej. Patrzyłam na niego, czekając, aż doda, że to przeszłość. On jednak mówił dalej.

– Ona jest w siódmym miesiącu ciąży.

Świat zwęził się do stolika między nami.

– Obiecywałeś mi wspólne życie – wyszeptałam.

– Nie obiecywałem… – urwał. – Mówiłem, że jesteś dla mnie ważna. I jesteś. Ale nie planowałem zostawiać rodziny.

– Więc czym byłam? – zapytałam.

Nie odpowiedział od razu.

– Powrotem do młodości – przyznał w końcu. – Przy tobie przypomniałem sobie, kim byłem kiedyś.

Wstałam gwałtownie, krzesło zaskrzypiało o podłogę.

– A ja myślałam, że jestem twoją przyszłością.

Nie próbował mnie zatrzymać. Siedział, patrząc w filiżankę, jakby rozmowa dotyczyła kogoś innego. Wyszłam na ulicę z poczuciem, że wszystkie miesiące były tylko piękną iluzją. Zostawiłam męża dla wspomnienia sprzed dwudziestu lat. Stałam na chodniku i po raz pierwszy naprawdę zrozumiałam, że nie mam już dokąd wrócić.

Zapłaciłam za to rozpadem domu

Najtrudniejsza była cisza. Nie ta w kawiarni, gdy Paweł przyznał się do prawdy, ale ta późniejsza – w wynajętym pokoju, w którym zegar tykał zbyt głośno. Telefon milczał. Nie było już wiadomości zaczynających się od „Myślę o tobie”. Przez kilka dni chodziłam jak w półśnie. W końcu zebrałam się na odwagę i pojechałam do domu. Drzwi otworzył Rafał. Wyglądał na zmęczonego.

– Przyszłam porozmawiać – powiedziałam cicho.

Wpuścił mnie bez słowa. W salonie wszystko stało na swoim miejscu, tylko atmosfera była inna, cięższa.

To był błąd – zaczęłam. – Zrozumiałam to za późno.

Rafał patrzył na mnie długo.

– Błąd to zapomnieć kupić chleb – odpowiedział spokojnie. – Ty podjęłaś decyzję.

– Wiem. Ale… czy możemy spróbować jeszcze raz?

Zawahał się. W jego oczach zobaczyłam walkę.

– Karolina, ja cię kochałem. Może nadal kocham. Ale coś we mnie pękło. Za każdym razem, gdy wyjdziesz z domu, będę się zastanawiał, czy wrócisz.

Nie potrafiłam znaleźć słów. Nasza córka stała w drzwiach swojego pokoju.

– Mamo, wrócisz już na stałe? – zapytała niepewnie.

Uklękłam przy niej.

– Bardzo bym chciała – wyszeptałam.

Rafał odwrócił wzrok.

– Dla niej zawsze będziesz miała tu miejsce – powiedział. – Ale między nami potrzebny jest czas. I szczerość, której wcześniej zabrakło.

Nie było powrotu do dawnego życia z dnia na dzień. Wynajęłam małe mieszkanie niedaleko, żeby być blisko córki. Odprowadzałam ją do szkoły, gotowałam obiady, pomagałam w lekcjach. Rafał był uprzejmy, lecz zdystansowany. Wieczorami analizowałam każdy sygnał, który zignorowałam. Paweł nigdy nie mówił o swojej codzienności. Zawsze spotykaliśmy się w neutralnym otoczeniu. Nigdy nie zaprosił mnie do swojego świata. Nie chciałam tego widzieć, bo bałam się, że prawda odbierze mi złudzenie wyjątkowości.

Zrozumiałam, że nie zakochałam się tylko w nim. Zakochałam się w wersji siebie sprzed lat – odważnej, podziwianej, potrzebnej. Chciałam znów poczuć się ważna. Zapłaciłam za to rozpadem własnego domu. Któregoś wieczoru stałam w pustym mieszkaniu, patrząc na kartony pod ścianą. Cisza nie była już ekscytująca. Była surowa, prawdziwa.

Nie odzyskałam miłości życia. Straciłam to, co miałam, dla wspomnienia, które nie miało przyszłości. Dziś uczę się żyć od nowa – bez iluzji, bez podwójnych światów. Może kiedyś odbuduję zaufanie Rafała. A może nauczę się być szczęśliwa sama. Jedno wiem na pewno: przeszłość potrafi uwieść, ale rzadko daje drugą szansę bez ceny.

Karolina, 38 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama