Reklama

Czasem mam wrażenie, że wszystko w moim życiu rozgrywa się w półcieniach. Że już dawno przestaliśmy być rodziną, ale jeszcze udajemy, że nią jesteśmy: dla Antka, dla pozorów, a może dla świętego spokoju. Rano wstawałam o siódmej. Cicho, żeby nie obudzić Michała, który od dawna już nie śpi obok mnie. Formalnie niby śpimy w tym samym łóżku, ale plecami do siebie. Bez dotyku, bez rozmowy, jakby między nami był mur, którego nikt z nas nie ma siły przeskoczyć.

Zaparzam kawę. Jedną, bo Michał i tak nie zdąży wypić, zawsze się „śpieszy”. Potem budzę Antka, szykuję mu kanapki, sprawdzam zeszyty, pędzimy do szkoły. Wracam. Ogarniam mieszkanie. Odpowiadam na maile z pracy. Udaję, że wszystko jest normalnie. Kiedyś czekałam na Michała. Dziś nie wiem, po co miałabym czekać. Wraca coraz później, oczywiście bez słowa wyjaśnienia.

Ostatnio powiedział tylko:

— Mam spotkanie. Nie czekaj z kolacją.

I tak czekam. Czy on jeszcze nas kocha? Czy mnie jeszcze widzi? Czy zostało cokolwiek z tego, co nas kiedyś łączyło? Antek jest moim całym światem. Czasem myślę, że tylko dzięki niemu się jeszcze nie rozpadłam. Że tylko on trzyma mnie w pionie. Tyle że dzieci są bardziej spostrzegawcze, niż nam się wydaje. I pewnego dnia, po powrocie z ferii, powiedział coś, co zatrzymało mnie w miejscu. W jego oczach było coś więcej niż dziecięca ciekawość — lęk. I ja nie umiałam mu odpowiedzieć.

Moje serce zamarło

— Mamo, a tata nas jeszcze kocha? — zapytał Antek, siedząc na podłodze w swoim pokoju, wciąż w kurtce i czapce, bo dopiero co wróciliśmy z ferii.

Stałam w progu, z plecakiem w dłoni, i przez chwilę nie wiedziałam, czy dobrze usłyszałam.

— Co powiedziałeś, kochanie? — zapytałam, próbując zyskać na czasie.

— No... bo na feriach Franek powiedział, że jak jego tata zaczął wracać późno i nie jeździł z nimi nigdzie, to potem się wyprowadził. I że to znaczyło, że już ich nie kocha.

Moje serce zamarło. Uklękłam przy nim, odgarnęłam mu z czoła potargane włosy.

— Antoś… Twój tata bardzo cię kocha — powiedziałam to, jakby to była jedyna prawda, którą mogłam jeszcze wypowiedzieć bez drżenia w głosie.

Ale on nie spuścił wzroku. Patrzył prosto na mnie, z tą swoją dziecięcą przenikliwością, która bolała bardziej niż jakiekolwiek pytanie dorosłego.

— A ciebie? Ciebie też kocha? Bo nie przytula cię już. I nie rozmawiacie. W ogóle nie wyglądacie jak mama i tata.

Zamknęłam oczy. Nie dlatego, że nie miałam odpowiedzi. Dlatego, że miałam ich za dużo i wszystkie były bolesne. Wszystkie nie do powtórzenia ośmiolatkowi.

To skomplikowane, myszko — szepnęłam. — Dorośli czasem się gubią. Ale ty nie musisz się martwić, dobrze?

Pokiwał głową, ale widziałam, że go nie przekonałam. Gdy wyszłam z jego pokoju, nogi mi się ugięły. Oparłam się o ścianę i zacisnęłam powieki. Bo dziecko zadało mi pytanie, na które sama bałam się poznać odpowiedź.

Zacisnął szczęki

Michał wrócił po dwudziestej trzeciej. Cisza w mieszkaniu była aż nienaturalna — tylko zmywarka buczała z kuchni, jakby próbowała zagłuszyć napięcie. Wszedł, rzucił klucze na szafkę i nawet nie spojrzał w moją stronę. Siedziałam w salonie, udając, że oglądam serial.

Antoś pytał o ciebie — rzuciłam cicho.

Zatrzymał się w pół kroku.

— Coś się stało?

— Tak — odpowiedziałam zbyt szybko. — Zapytał, czy jeszcze nas kochasz.

Uniósł brwi, jakby to pytanie było czymś absurdalnym. Jakby nie rozumiał, skąd mogło się wziąć.

— Co to w ogóle za pytanie?

— To pytanie od twojego syna — powiedziałam ostrzej, niż planowałam. — Ma osiem lat i nie wie, czy jego tata go jeszcze kocha. Bo tata go nie widzi.

Michał westchnął ciężko i odwrócił się, jakby chciał wyjść.

— Michał, nie odwracaj się teraz. Nie po tym pytaniu. — Wstałam, czując, że całe ciało mi drży. — To nie chodzi tylko o Antka. Chodzi o mnie. O nas.

Spojrzał na mnie. I przez chwilę w jego oczach coś drgnęło — cień winy? Zmęczenia? Złości?

— Może byłoby wam lepiej beze mnie — powiedział cicho.

Jakby to było najprostsze rozwiązanie.

— Tchórzysz — syknęłam. — Wiesz, co powiedziałam Antkowi? Że dorośli czasem się gubią. A ty nawet nie próbujesz się odnaleźć.

Zacisnął szczęki. Przez chwilę wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, wykrzyczeć… Ale tylko wzruszył ramionami i poszedł do sypialni. A ja zostałam sama, na środku salonu. Rozbita. Zdradzona nie zdradą, ale obojętnością.

Zamknęłam oczy

— No i co on ci na to powiedział? — zapytała Kasia, mieszając bez przekonania łyżką w swojej kawie.

Siedziałyśmy w naszej ulubionej kawiarni, tej z oknami wychodzącymi na park, gdzie często siadałyśmy, gdy jeszcze byłyśmy młode, zakochane i przekonane, że życie ułoży się samo.

— Nic — odpowiedziałam cicho. — Wyszedł z pokoju. Powiedział, że może byłoby nam lepiej beze niego.

Kasia odłożyła łyżkę. Patrzyła na mnie długo, z tą swoją miną „zaraz ci powiem coś, co ci się nie spodoba, ale i tak to powiem”.

A może byłoby?

Zamarłam.

— Serio?

— Magda, od roku nie słyszę, żebyś powiedziała o nim coś ciepłego. Że coś razem zrobiliście. Że się przytuliliście, poszliście do kina, ugotowali razem obiad. Cokolwiek.

Zacisnęłam dłonie na kubku.

— Bo nie ma o czym mówić. Nie ma już żadnego razem.

— No właśnie. — Kasia pochyliła się bliżej. — To dlaczego tak się tego kurczowo trzymasz?

Nie odpowiedziałam od razu. Wpatrywałam się w mleczną pianę na cappuccino, jakby miała mi dać odpowiedź.

— Dla Antka. Żeby miał dom.

— A co to za dom, w którym ludzie się nie dotykają, nie rozmawiają, mijają się jak cienie? Dzieci to czują, Magda. Sama mówiłaś.

Wzięłam głęboki wdech.

Ale przecież ja go kocham… chyba.

Kasia uniosła brew.

— Chyba? A może już nie? Może ty po prostu boisz się, że bez niego nie będziesz wiedziała, kim jesteś?

Te słowa trafiły prosto we mnie. Nie miałam odpowiedzi. Kasia ściszyła głos:

— Jeśli chcesz coś ratować, to ratuj. Ale jeśli tylko trzymasz się tego z przyzwyczajenia, to w końcu wszyscy się na tym potkniecie.

Zamknęłam oczy. Po raz pierwszy zaczęłam się zastanawiać, czy to rzeczywiście tylko Michał przestał kochać.

Wzruszył ramionami

Zawsze wracał cicho. Otwierał drzwi kluczem, bezgłośnie zdejmował buty i szedł prosto do łazienki. Nawet już nie pytał, czy śpię. I przeważnie naprawdę spałam albo udawałam. Tego wieczoru coś mnie tknęło. Usłyszałam, że rozmawia przez telefon. Szeptem, ale wyraźnie poruszony. Głos miał stłumiony, jakby chciał, żeby nikt nie usłyszał.

Wyszłam z sypialni po cichu. Przystanęłam przy kuchni. Słowa, które padły, wbiły mi się pod skórę jak drzazgi:

Nie mogę tak dłużej. Wszystko się sypie. Ja już nie wiem, po co tu wracam.

Zamarłam.

— Nie, jeszcze jej nie powiedziałem. Nie wiem, jak...

Później coś jeszcze dodał, ale nie dosłyszałam. Wróciłam do sypialni. Serce mi dudniło. W głowie miałam szum. Po pięciu minutach usłyszałam jego kroki.

— Podsłuchiwałaś? — zapytał. Nie było w tym złości, raczej rezygnacja.

— A powinieneś mi to powiedzieć normalnie — odpowiedziałam zimno. — Komu mówiłeś, że nie możesz tak dłużej?

Wzruszył ramionami.

— To nie ma znaczenia.

— Michał, błagam cię... To była inna kobieta?

Spojrzał na mnie. Milczał długo.

— Nie… Ale nie wiem, ile to jeszcze potrwa.

— Co?

— To udawanie. To wszystko. Od miesięcy nie czuję się częścią tej rodziny.

Jakby w jednej chwili coś we mnie pękło. Ale nie krzyczałam.

— A ja od miesięcy próbuję cię zatrzymać. Każdą drobną rozmową, kolacją, spojrzeniem. Ale ty już dawno jesteś gdzieś indziej, prawda?

— Może...

Więc bądź mężczyzną i powiedz to wprost.

Ale on tylko spuścił wzrok. Wyszłam do łazienki. Zamknęłam drzwi. I dopiero tam pozwoliłam sobie się rozpaść.

Pochylił głowę

Antek siedział na swoim łóżku z podkulonymi nogami. Gdy weszłam, uniósł wzrok. Nie uśmiechnął się — od razu wiedział, że przyszłam porozmawiać o czymś trudnym. Usiadłam obok niego. Przez chwilę milczeliśmy, tylko gdzieś w tle cicho tykał zegar.

— Pamiętasz, jak mnie zapytałeś, czy tata nas jeszcze kocha? — zaczęłam, głaszcząc go po ramieniu.

Pokiwał głową.

— Chciałam wtedy coś powiedzieć, ale… nie potrafiłam. Bo sama nie wiem.

Spojrzał na mnie uważnie.

— To znaczy, że nie kocha?

— Myślę, że tata nadal cię bardzo kocha. Ale między mną a nim… coś się zepsuło. I to nie twoja wina.

— Czyli się rozstaniecie?

To pytanie przyszło szybciej, niż się spodziewałam. Przełknęłam ślinę.

— Nie wiem, Antoś. Naprawdę nie wiem.

Pochylił głowę.

— Franek powiedział, że jego tata też tak mówił. A potem się wyprowadził i przyjeżdżał tylko w soboty.

Objęłam go mocno.

— Niezależnie od wszystkiego… masz mnie. I masz tatę. To się nie zmieni.

— Ale chcę mieć was razem.

I wtedy pękło mi serce.

— Wiem, kochanie… Ja też bym chciała. Ale czasem dorośli się gubią. I próbują znaleźć drogę. I nawet jak nie są razem, to mogą cię kochać tak samo mocno.

Schował głowę w moim ramieniu.

— To ja też będę was kochał za dwoje.

Nie umiałam powstrzymać łez. Bo może właśnie to znaczyło być mamą — trzymać się na powierzchni, gdy serce tonie.

Magdalena, 39 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama