Reklama

Nigdy nie lubiłam randkowych aplikacji. Coś mnie w nich drażniło – ten katalog ludzi do wyboru, jakbyśmy wszyscy byli produktami na półce. Ale tamtego wieczoru byłam po prostu znudzona. Włączyłam ekran telefonu i zaczęłam bezmyślnie przesuwać profile w lewo. Aż zobaczyłam jego. Marek. Mój były mąż.

Reklama

Przez chwilę patrzyłam na zdjęcie, jakbym nie wierzyła własnym oczom. To było absurdalne. Mężczyzna, z którym dziesięć lat temu zakończyłam małżeństwo, teraz uśmiechał się do mnie z ekranu telefonu.

Nie wyglądał tak, jak go zapamiętałam. Zawsze był chłopięco nieporadny, a teraz? Miał siwiejący zarost, krótsze włosy, bardziej poważne spojrzenie. Na jego twarzy było coś, czego wcześniej nie znałam – pewność siebie? Przesunęłam palcem w prawo.

To było zabawne

– Ty nie masz sobie czegoś lepszego do roboty? – Magda spojrzała na mnie zza kubka kawy. – Czy ja dobrze rozumiem, że zamierzasz flirtować z własnym eks?

– Nie zamierzam flirtować – odparłam, bawiąc się łyżeczką. – Po prostu jestem ciekawa.

Magda uniosła brew.

– No tak. Bo jak wiadomo, ciekawość nigdy nie kończy się katastrofą.
Westchnęłam.

– To tylko rozmowa.

Mój telefon zawibrował. Zajrzałam na ekran. Marek odpisał.

Marek: „No nie wierzę. Ania? To dopiero ironia losu.”

Uśmiechnęłam się.

Ja: „Pomyślałam, że muszę sprawdzić, czy to naprawdę ty, czy może twój sobowtór.”

Marek: „Zależy, który Marek. Ten sprzed 5 lat czy ten dzisiejszy?”

Przez chwilę nie wiedziałam, co odpisać.

Ja: „A to nie jest ta sama osoba?”

Marek: „Oj, Aniu. Niektóre rzeczy się zmieniają.”

Poczułam nieznaczne ukłucie w żołądku.

Ja: „Ciekawa jestem, co się zmieniło.”

Marek: „To może sprawdzimy?”

Oho, zaczyna się – Magda popatrzyła na mnie znacząco. – Jesteś pewna, że chcesz to robić?

Nie byłam pewna niczego. Ale już odpisałam.

Ja: „Chyba nie zaszkodzi pogadać.”

Czekałam na te wiadomości

Rozmowy z Markiem stały się moją codziennością. Na początku pisałam do niego z lekką ironią, ale szybko złapałam się na tym, że czekam na jego wiadomości. Jakbyśmy nadrabiali stracony czas.

Marek: „Pamiętasz tę naszą podróż do Włoch? Jak zgubiłaś paszport?”

Zaśmiałam się. Jakbym mogła zapomnieć.

Ja: „Oczywiście. A ty udawałeś, że to moja wina, chociaż sam go schowałeś w plecaku.”

Marek: „Nie mów, że nadal masz o to żal.”

Ja: „Nie. Ale pamiętam, jak mnie wtedy zdenerwowałeś.”

Czułam poryw serca

Rozmowy były lekkie, pełne wspomnień i żartów. Jednak między nimi czaiło się coś więcej – delikatna nuta czegoś, co kiedyś było miłością.
Pewnego wieczoru Marek napisał:

„Wiesz, Aniu... długo nie umiałem dojść do siebie po naszym rozwodzie.”

Zatrzymałam się. Patrzyłam na ekran, nie wiedząc, co odpisać.

Ja: „Serio? Nigdy nie wyglądałeś na kogoś, kto żałuje.”

Marek: „Bo byłem idiotą.”

Serce mocniej mi zabiło. Czyżby Marek naprawdę się zmienił?

Ja: „A gdybyśmy teraz się poznali, myślisz, że coś by z tego było?

Minęły dwie minuty ciszy. W końcu odpisał:

Marek: „Może warto to sprawdzić?”

Czy powinnam się z nim spotkać?

Miałam mieszane uczucia

Pomysł spotkania wisiał w powietrzu. Każda kolejna wiadomość zdawała się do niego prowadzić. Mimo to zwlekałam. Nie dlatego, że się bałam – bardziej nie wiedziałam, czego właściwie chcę. W końcu to Marek pierwszy napisał:

Marek: „Mam propozycję. Spotkajmy się. Bez presji, po prostu kolacja i rozmowa.”

Patrzyłam na ekran, czując dziwną ekscytację.

Ja: „A co, jeśli okaże się, że nie mamy już o czym gadać?”

Marek: „To przynajmniej zjemy dobrą kolację.”

Parsknęłam śmiechem. Ten jego luz... Tak dobrze go pamiętałam.

– I co? – Magda spojrzała na mnie znad kieliszka wina, gdy opowiedziałam jej o propozycji Marka.

– Nie wiem. To chyba głupi pomysł, prawda?

Magda uniosła brew.

– A czego ty się boisz? Że się zakochasz na nowo?

Westchnęłam.

Boję się, że się nie zakocham.

Marek czekał na odpowiedź. Napisałam jedno słowo:

„Dobrze.”

Za kilka dni mieliśmy zobaczyć się po raz pierwszy od 5 lat.
Czy to miało być nowe otwarcie, czy raczej ostatnie pożegnanie?

W końcu się spotkaliśmy

Siedziałam w restauracji, nerwowo bawiąc się serwetką. W głowie kłębiły mi się pytania. Czy Marek się zmienił? Czy ja się zmieniłam? Czy w ogóle powinniśmy tu być? Wtedy go zobaczyłam. Stał w drzwiach, szukał mnie wzrokiem. Był inny – dojrzalszy, bardziej pewny siebie, ale w jego uśmiechu wciąż było coś znajomego.

– Aniu. – Jego głos zabrzmiał ciepło.

– Marek. – Uniosłam kieliszek. – No proszę, kto by pomyślał, że znów będziemy razem siedzieć przy kolacji.

Zaśmiał się.

– To chyba ironia losu.

Rozmowa była miła. Opowiadaliśmy sobie o ostatnich latach, o tym, co się zmieniło. A potem, jakby mimochodem, Marek zapytał:

Czemu właściwie się rozstaliśmy?

Zaskoczył mnie. Przecież oboje to wiedzieliśmy.

– Bo byliśmy młodzi i głupi. – Uśmiechnęłam się.

– A teraz? – Spojrzał na mnie uważnie.

Zawahałam się. Czy naprawdę przeszłość można naprawić?
A potem, jakby w odpowiedzi, zauważyłam coś znajomego. Gesty Marka, które kiedyś mnie irytowały. Jak nerwowe poprawianie mankietu. Jak sposób, w jaki przerywał mi w pół zdania. I nagle zrozumiałam. Byliśmy tacy sami jak kiedyś. Marek odsunął kieliszek i westchnął.

– Możemy pamiętać piękne chwile, ale to nie znaczy, że powinniśmy do siebie wracać.

Patrzyłam na niego i wiedziałam, że ma rację.

Myśleliśmy tak samo

Wracaliśmy powoli w stronę parkingu. Nocne światła miasta odbijały się w mokrym bruku, a ja miałam wrażenie, że cały wieczór wymknął mi się z rąk.

– To dziwne uczucie, prawda? – Marek spojrzał na mnie z uśmiechem.

– Jakie?

– Spotkać kogoś po tylu latach i zdać sobie sprawę, że wciąż dobrze go znasz, ale jednocześnie… zupełnie nie.

Zatrzymałam się i spojrzałam na niego uważnie. Czy naprawdę go znałam?

– Przez chwilę myślałam, że może to jest druga szansa. – Przyznałam cicho.

Marek westchnął i wsunął ręce do kieszeni.

– Też o tym myślałem. Ale… – urwał na moment. – Wciąż jesteśmy tymi samymi ludźmi, którzy się rozstali.

Zrobiło mi się zimno. Nie dlatego, że był chłodny wieczór. Po prostu wiedziałam, że ma rację.

– Gdybyśmy zaczęli od nowa, skończyłoby się tak samo?

Marek uśmiechnął się smutno.

– Prawdopodobnie tak.

Nie było w tym goryczy, ani żalu. Tylko akceptacja.

– Może nasze miejsce jest w przeszłości. – Powiedziałam.

Marek spojrzał na mnie, jakby chciał coś dodać, ale tylko skinął głową.
Na pożegnanie pocałował mnie w policzek. I to była najczulsza rzecz, jaką zrobił od lat. A potem każde z nas poszło w swoją stronę.

Czułam spokój

Kiedy wróciłam do domu, czułam się dziwnie spokojna. Nie była to historia z happy endem, ale może wcale nie musiała nią być.
Zdjęłam płaszcz, nalałam sobie kieliszek wina i spojrzałam na telefon. Jedna nowa wiadomość.

Marek: „Dziękuję za to spotkanie. Myślę, że właśnie tego potrzebowałem.”

Przez chwilę trzymałam palec nad klawiaturą. A potem odpisałam:

Ja: „Ja też. Uważaj na siebie.”

Nie było więcej słów. Nie było potrzeby. Otworzyłam aplikację randkową. Przez chwilę patrzyłam na znajomy interfejs, a potem jednym ruchem usunęłam konto. Nie szukałam już odpowiedzi w przeszłości. Po raz pierwszy od dawna miałam wrażenie, że naprawdę zamknęłam ten rozdział. A przede mną było całkiem nowe życie.

Anna, 42 lata

Czytaj także: „Mąż zrobił ze mnie darmową opiekunkę teściowej. Nigdy nie lubiłam tej baby, a jestem na nią skazana”
„Byłem wdzięczny żonie, że mnie zostawiła. Zawsze wiedziałem, że nigdy nie będzie miała ze mnie pożytku”
„50 lat temu zaprosiłem żonę na pierwszą randkę. A teraz ze łzami w oczach musiałem przygotować ostatnią”

Reklama

Reklama
Reklama
Reklama