„Po 30 latach wrócił do mnie marnotrawny mąż. Chciał na starość remontować nasze małżeństwo, ale nie jestem naiwna”
„– Teresa, to nieważne. Przeszłość nie ma znaczenia – powiedział. Poczułam ukłucie irytacji. – Dla mnie ma. Chcesz wrócić do mojego życia, a ja nie wiem, kim teraz jesteś”.

Moje życie od kilku lat było spokojne jak niedzielne popołudnie. Emerytura, kawa pita przy kuchennym oknie, kilka grządek na działce i wizyty wnuków, które rozjaśniały dom śmiechem. Trzydzieści lat temu Ryszard wyszedł z naszego mieszkania z jedną walizką i kartką, że „musi zacząć od nowa”. Zostałam sama z dwójką dzieci, kredytem i wstydem, który dusił mnie bardziej niż brak pieniędzy. Nauczyłam się żyć bez niego. Aż do dnia, gdy znów stanął w moich drzwiach.
Mąż nagle stanął w drzwiach
Dzwonek zadzwonił w środę, tuż po południu. Właśnie wyjmowałam z piekarnika jabłecznik dla wnuków. Otworzyłam drzwi bez przeczucia, że za chwilę cofnę się w czasie o trzy dekady. Na wycieraczce stał Ryszard. Starszy, przygarbiony, z siwymi włosami i torbą w ręku. Przez sekundę miałam wrażenie, że to ktoś do niego podobny. Ale oczy były te same.
– Teresa… – powiedział cicho. – Wiem, że nie chcesz mnie widzieć, ale musiałem przyjść.
Oparłam dłoń o framugę, żeby się nie zachwiać.
– Po co? – zapytałam chłodno.
– Żeby powiedzieć, że popełniłem największy błąd w życiu.
Słowa zawisły między nami jak ciężkie zasłony. Przez chwilę słyszałam tylko tykanie zegara w przedpokoju.
– Trzydzieści lat to długo – odpowiedziałam. – Trochę się spóźniłeś.
– Wiem. Byłem tchórzem. Myślałem, że dam sobie radę sam, że świat jest większy niż to mieszkanie. A potem… – urwał. – Potem było już za późno, żeby wrócić.
Chciałam zatrzasnąć drzwi. Naprawdę chciałam. Ale zamiast tego cofnęłam się o krok.
– Wejdź – powiedziałam cicho.
Usiadł przy kuchennym stole, tym samym, przy którym kiedyś planowaliśmy remont łazienki i wybieraliśmy imiona dla dzieci. Patrzył na mnie, jakby próbował odczytać z mojej twarzy wyrok.
– Nigdy nie przestałem cię kochać – powiedział nagle.
Poczułam, jak coś ściska mnie w gardle.
– Ktoś, kto kocha, nie zostawia kobiety z długami i dwójką małych dzieci – odparłam spokojnie.
– Byłem zagubiony. Bałem się odpowiedzialności. Wydawało mi się, że zasługujesz na kogoś lepszego.
– Więc zdecydowałeś za mnie?
Nie odpowiedział. Wpatrywał się w swoje dłonie.
– Myślałem o tobie każdego dnia – dodał po chwili. – O Dominice, o Łukaszu. Obserwowałem was z daleka. Bałem się, że mnie odrzucicie.
Zaśmiałam się krótko.
– Odrzuciłeś nas pierwszy.
To było bezczelne
Zapadła cisza. Patrzyłam na niego i widziałam jednocześnie mężczyznę, którego kiedyś kochałam, i obcego człowieka. Zmarszczki wokół oczu, drżenie rąk, niepewność w głosie. Część mnie chciała zapytać, jak żył przez te lata. Część chciała, by wstał i wyszedł.
– Nie przyszedłem po litość – powiedział. – Chciałem tylko zobaczyć, czy jest jeszcze szansa.
Słowo „szansa” zabrzmiało niebezpiecznie miękko.
– Na co? – spytałam.
– Na rozmowę. Na naprawienie tego, co zniszczyłem. Na… może wspólną starość.
Te dwa słowa uderzyły mnie najmocniej. Wspólna starość. Przez lata wyobrażałam ją sobie inaczej – bez niego, ale spokojną. Teraz stał przede mną i oferował coś, co kiedyś było moim marzeniem.
– Dzieci wiedzą, że tu jesteś? – zapytałam.
– Nie. Najpierw chciałem porozmawiać z tobą.
Podszedł bliżej, jakby chciał dotknąć mojej dłoni. Cofnęłam ją odruchowo.
– Nie spiesz się – powiedział łagodnie. – Ja mogę czekać.
Patrzyłam na walizkę stojącą przy drzwiach. Była podobna do tej sprzed lat. Wtedy odszedł bez słowa wyjaśnienia. Teraz wrócił z całym pakietem skruchy i wspomnień.
Zrobiłam herbatę. Postawiłam przed nim filiżankę.
– Zostaniesz chwilę – powiedziałam. – Ale niczego ci nie obiecuję.
Kiedy uniósł wzrok, zobaczyłam w nim nadzieję. I coś jeszcze – cień niepokoju, którego wtedy jeszcze nie umiałam nazwać.
Córka miała rację
Nie spałam tej nocy. Słyszałam w głowie głos Dominiki sprzed lat: „Mamo, kiedy tata wróci?”. I mój własny, zawsze taki sam: „Nie wiem, kochanie”. Teraz wiedziałam aż za dobrze, że wrócił. Tylko nie wiedziałam, czy powinnam się z tego cieszyć. Rano zadzwoniłam do córki.
– Muszę ci coś powiedzieć – zaczęłam bez wstępów.
– Coś się stało? – zapytała czujnie.
– Twój ojciec tu był. Wczoraj.
W słuchawce zapadła cisza, długa i ciężka.
– Słucham? – odezwała się w końcu. – Po co?
– Chciał porozmawiać. Mówi, że żałuje.
– Trzydzieści lat później? – Jej głos zadrżał. – Mamo, przecież to jakiś żart.
– To nie żart.
– Wpuściłaś go do domu?
Zawahałam się ułamek sekundy.
– Tak.
– Mamo… – westchnęła. – Pamiętasz, jak sprzedawałaś biżuterię po babci, żeby zapłacić ratę? Pamiętasz, jak udawałaś, że nie jesteś zmęczona, choć ledwo stałaś na nogach?
Pamiętałam aż za dobrze.
Dzieci miały pretensje
Tego samego popołudnia przyszli wszyscy. Ryszard siedział przy stole, jakby czekał na egzamin. Łukasz wszedł pierwszy, wysoki, poważny. Dominika stanęła w progu i patrzyła na ojca bez słowa.
– Dzień dobry – powiedział Ryszard cicho.
– Nie wiem, czy to odpowiednie słowo – odparł Łukasz chłodno.
Usiedli naprzeciwko niego. Ja zajęłam miejsce z boku, jak sędzia, który nie chce wydawać wyroku.
– Dlaczego wróciłeś? – zapytała Dominika wprost.
– Bo zrozumiałem, że popełniłem błąd – odpowiedział. – Byłem niedojrzały. Uciekłem od odpowiedzialności.
Łukasz skrzyżował ręce.
– A teraz już jej się nie boisz?
– Nie. Teraz wiem, co jest ważne.
– Co? – wtrąciła Dominika. – Wygodne miejsce do życia?
– Dominika… – próbowałam ją uciszyć.
– Nie, mamo. On powinien to usłyszeć. – Spojrzała ojcu prosto w oczy. – Wiesz, jak to jest wracać ze szkoły i widzieć, że mama płacze, a potem udaje, że to przez krojenie cebuli?
Ryszard pobladł.
– Wiem, że was zawiodłem – powiedział cicho. – Chciałbym to naprawić.
– Tego się nie naprawia – odpowiedział Łukasz spokojnie, ale twardo. – Można tylko próbować żyć dalej.
Czułam, jak serce ściska mi się z bólu. Patrzyłam na moje dorosłe dzieci, które musiały za wcześnie stać się silne. I na mężczyznę, który kiedyś był dla nich całym światem.
– Nie przyszedłem po pieniądze ani po litość – dodał Ryszard, jakby czytał w ich myślach. – Chciałem tylko zobaczyć, czy jest jeszcze miejsce dla mnie w waszym życiu.
– Miejsca się nie rezerwuje na trzydzieści lat – powiedziała Dominika.
Zapadła cisza. Dominika przytuliła mnie w przedpokoju.
– Uważaj, mamo – szepnęła. – On już raz wybrał siebie. Wątpię, że się zmienił.
Łukasz tylko skinął głową.
– Nie pozwól mu zrobić tego drugi raz.
Chciałam wszystko wiedzieć
Zamknęłam drzwi i oparłam się o nie plecami. W salonie Ryszard siedział nieruchomo.
– Nienawidzą mnie – powiedział bez pretensji.
– Nie – odpowiedziałam zmęczonym głosem. – Oni po prostu pamiętają.
Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam w jego oczach nie tylko skruchę, ale i coś, co przypominało niepokój. Jakby bał się, że grunt pod nim zaczyna się osuwać. Nie wiem czemu, ale pozwoliłam mu zostać. Mówił mniej, częściej patrzył w okno. A ja zaczęłam słuchać uważniej niż wcześniej.
– Opowiedz mi, gdzie mieszkałeś przez te lata – poprosiłam któregoś wieczoru.
Siedzieliśmy przy stole. Lampka nad nami rzucała ostre światło na jego twarz.
– Tu i tam – odpowiedział wymijająco. – Praca mnie prowadziła.
– Jaka praca?
– Różna. Prowadziłem firmę. Potem współpracowałem z ludźmi przy kilku projektach.
– Jakich projektach?
Uśmiechnął się blado.
– Teresa, to nieważne. Przeszłość nie ma znaczenia – powiedział.
Poczułam ukłucie irytacji.
– Dla mnie ma. Chcesz wrócić do mojego życia, a ja nie wiem, kim teraz jesteś.
Odwrócił wzrok.
– Jestem tym samym człowiekiem.
– Nie. Ten sam człowiek nie odszedłby bez słowa.
Zamilkł. Wstał i wyszedł na balkon. Patrzyłam na jego plecy i czułam jakiś dziwny niepokój.
Chodziło mu o kasę
Kilka dni później wróciłam wcześniej z działki. Drzwi do mieszkania były uchylone, w środku panowała cisza. Usłyszałam jego głos z pokoju.
– Mówiłem, że potrzebuję czasu… Nie, nie mam teraz takiej kwoty… Sprzedaż się przeciąga… Tak, rozumiem.
Zatrzymałam się w przedpokoju. Serce zaczęło bić szybciej.
– Proszę, jeszcze kilka tygodni – dodał ściszonym tonem.
Weszłam do salonu celowo głośno. Natychmiast zakończył rozmowę.
– Kto to był? – zapytałam.
– Znajomy – odpowiedział zbyt szybko.
– Ten sam, który dzwonił ostatnio?
– Teresa, naprawdę nie musisz się tym przejmować.
– Przeciwnie. Muszę.
Usiadłam naprzeciwko niego.
– Masz problemy finansowe?
– Każdy ma jakieś problemy – odburknął, pierwszy raz z nutą zniecierpliwienia.
– Odpowiedz mi wprost.
Milczał przez chwilę, potem westchnął.
– Firma nie wyszła. Zostały zobowiązania. To przejściowe.
– Jak bardzo przejściowe?
– Sprzedaję mieszkanie.
To słowo zawisło w powietrzu.
– A gdzie mieszkasz teraz?
Nie odpowiedział od razu.
– U znajomego. Ale to tymczasowe.
Spojrzałam na walizkę stojącą w kącie. Nagle wszystko zaczęło do siebie pasować. Jego nagły powrót. Słowa o wspólnej starości. Niechęć do konkretów.
– Czy ty przyszedłeś tu dlatego, że nie masz dokąd pójść? – zapytałam cicho.
– Nie tylko dlatego – zaprotestował szybko. – Przyszedłem, bo cię kocham.
– A gdyby firma prosperowała? – dopytałam. – Też byś zapukał?
Nie odpowiedział. Wieczorem długo siedziałam sama w kuchni. Patrzyłam na swoje dłonie, na ślady lat pracy i wyrzeczeń. Przypomniałam sobie, jak kiedyś wierzyłam w każde jego słowo. Zrozumiałam, że nie chodzi tylko o pieniądze. Chodzi o to, że znów próbował oprzeć swoje życie na moim uporządkowanym świecie. A ja przez trzydzieści lat budowałam je bez niego. Następnego ranka wiedziałam, że muszę zadać pytania, na które nie będzie mógł odpowiedzieć półsłówkami.
Byłam stanowcza
Śniadanie było proste: chleb, twaróg, herbata. Zwykły poranek, a jednak powietrze między nami było ciężkie jak przed burzą. Usiadłam naprzeciwko Ryszarda i nie pozwoliłam sobie na ucieczkę wzrokiem.
– Myślałeś, że przyjmę cię z otwartymi ramionami? – ciągnęłam. – Że powiem: „Zostań, wszystko będzie jak dawniej”?
– Miałem nadzieję – przyznał. – Jesteś jedyną osobą, która mnie naprawdę znała.
– Znała – poprawiłam go. – Trzydzieści lat temu.
Wstałam i podeszłam do okna. Na podwórku dzieci z sąsiedztwa ciągnęły sanki po cienkiej warstwie śniegu. Śmiały się głośno, beztrosko. Pomyślałam o Dominice i Łukaszu, o tym, jak szybko musieli dorosnąć.
– Czy kochasz mnie? – zapytałam, nie odwracając się.
– Tak – odpowiedział bez wahania.
Odwróciłam się powoli.
– A gdybyś nie miał problemów, też byś przyszedł?
Tym razem odpowiedź nie padła od razu.
– Nie wiem – powiedział w końcu. – Może nie miałbym odwagi.
To wystarczyło.
Usiadłam z powrotem przy stole.
– Wybaczam ci – powiedziałam spokojnie. – Dawno temu musiałam to zrobić, żeby móc normalnie żyć. Ale wybaczenie nie oznacza, że oddam ci swoje życie po raz drugi.
– Nie proszę o wiele – szepnął.
– Prosiłeś o dach nad głową i o miejsce w moim świecie. To bardzo wiele.
Widziałam, jak w jego oczach pojawia się bezradność.
– Pomogę ci znaleźć pokój do wynajęcia – dodałam. – Znam administratorkę w pobliskim bloku. Zadzwonię do niej. Ale tu nie zamieszkasz.
– Teresa… jestem zmęczony.
– Ja też byłam. Przez trzydzieści lat.
Słowa zabrzmiały twardo, ale nie było w nich złości. Tylko prawda.
Wstał powoli. Spojrzał na walizkę stojącą przy ścianie.
– Myślałem, że los daje mi drugą szansę – powiedział cicho.
– Może daje – odpowiedziałam. – Ale nie ze mną jako kołem ratunkowym.
Odprowadziłam go do drzwi. Tym razem nie było łez ani dramatycznych gestów. Otworzyłam je szeroko.
– Dbaj o siebie – powiedziałam.
Skinął głową i wyszedł. Słyszałam jego kroki na klatce schodowej, powolne, ciężkie. Zamknęłam drzwi i oparłam o nie czoło. Czułam spokój. Po raz pierwszy od jego powrotu oddychałam pełną piersią. Nie byłam już kobietą, która czeka przy oknie. Byłam kobietą, która potrafi zamknąć drzwi bez poczucia winy.
Teresa, 67 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Rodzice robili remont domu na pokaz. Chcieli, by sąsiedzi patrzyli z zazdrością na ich nowe kafelki za kasę z kredytu”
- „Dostałam od narzeczonego tajemniczy SMS. Tego samego wieczoru oddałam pierścionek i świętowałam Dzień Singielki”
- „Uparłam się na remont na wiosnę, chociaż mój mąż kręcił nosem. Za moją zachciankę zapłaciłam najwyższą cenę”

