Reklama

Na tę firmową imprezę poszłam z poczuciem, że sama proszę się o coś złego. Tomasz długo przekonywał, że to zwykłe spotkanie integracyjne, ale w jego głosie wyczuwałam jakieś napięcie.

– Nie musisz iść, jeśli nie chcesz – powiedział, zapinając marynarkę.

– Pójdę – odpowiedziałam.

Sala była jasna, pełna rozmów i śmiechu. Czułam się obco wśród ludzi, którzy znali mojego męża z innej strony. Swobodnej, energicznej, zawodowej. Stał przy jednym ze stolików, pochylony lekko w stronę młodej kobiety o jasnych włosach. Śmiała się, dotykając jego ramienia, jakby było to zupełnie naturalne.

– Eliza, to Karolina – przedstawił mnie chwilę później.

– Bardzo mi miło – powiedziała z uśmiechem. – Tomasz tyle o pani opowiadał.

– Mam nadzieję, że dobrze – odpowiedziałam, patrząc jej w oczy.

– Zawsze z szacunkiem.

Nie wiedziałam, czy to prawda, czy wyuczona uprzejmość. Obserwowałam ich przez resztę wieczoru. Ich spojrzenia trwały odrobinę za długo. Stali bliżej siebie, niż wymagała tego rozmowa. A ja czułam, że ta zażyłość oznacza coś więcej.

Pokłóciłam się z mężem

W drodze do domu milczałam, ale w końcu nie wytrzymałam.

– Kim ona dla ciebie jest? Widziałam na własne oczy, że coś was łączy.

– Nie rób sceny – odezwał się pierwszy.

– Nie zrobiłam żadnej – odpowiedziałam spokojnie. – Ale nie traktuj mnie jak osoby, która nic nie widzi.

Zacisnął dłonie na kierownicy.

– Dobrze. Chcesz prawdy? Pogubiłem się. Przy niej czuję się… inaczej.

– Inaczej, czyli jak?

– Jakbym znowu miał trzydzieści lat. Jakbym nie był tylko odpowiedzialny za wszystko.

– A przy mnie kim jesteś? – zapytałam, czując, że głos zaczyna mi drżeć.

– Przy tobie jestem mężem, ojcem i często tylko kimś, kto ma przynieść kasę do domu.

Te słowa uderzyły mocniej niż jakiekolwiek przyznanie się do zdrady.

– Czy ją kochasz? – wyszeptałam.

Nie odpowiedział od razu.

– Nie wiem. Ale wiem, że coś się zmieniło między nami i to już dawno.

Wtedy zrozumiałam, że to nie była chwilowa fascynacja. To był wybór, który dojrzewał w nim od dłuższego czasu. W nocy leżałam obok niego, wsłuchując się w jego oddech. Chciałam go dotknąć, zapytać, czy możemy to jeszcze naprawić, ale duma trzymała mnie w bezruchu.

On już podjął decyzję

Następnego dnia próbowałam jeszcze raz.

– Możemy pójść na terapię. Porozmawiać z kimś – zaproponowałam.

– To niczego nie zmieni – odpowiedział bez wahania. – Nie chcę udawać, że walczę o nas, skoro w środku już podjąłem decyzję.

– Jaką decyzję?

Spojrzał na mnie spokojnie.

– Chcę odejść.

Zatkało mnie. Nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego słowa. Filip wrócił ze szkoły, gdy siedzieliśmy naprzeciwko siebie przy stole.

– Co się dzieje? – zapytał, patrząc na nasze twarze.

Tomasz wstał.

– Porozmawiamy wieczorem.

Widziałam w oczach syna niepokój. A we mnie narastała mieszanka rozpaczy i gniewu. Nie tylko na niego, ale też na siebie. Za wszystkie momenty, gdy wybierałam milczenie zamiast rozmowy. Za to, że przez lata godziłam się na bycie mało ważną w tym małżeństwie. Teraz wszystko miało się zmienić.

Mąż spakował walizki

Rozmowa z Filipem była krótsza, niż się spodziewałam. Tomasz mówił rzeczowo, jakby przedstawiał plan dnia.

– Z mamą podjęliśmy decyzję, że przez jakiś czas będę mieszkał gdzie indziej – oznajmił.

– Przez jakiś czas? – Filip zmarszczył brwi. – To znaczy jak długo?

Zapadła cisza.

– Nie wiem – odpowiedział w końcu Tomasz.

– Czy to ma związek z tą kobietą z pracy? – zapytał nagle syn. – Widziałem twoje sms-y...

Spojrzałam na niego zaskoczona. Nie wiedziałam, że zauważył aż tyle. Tomasz westchnął.

To skomplikowane.

– Nie, tato. To jest proste – odparł Filip. – Albo chcesz być z nami, albo nie.

Nigdy wcześniej nie widziałam w jego oczach takiej pewności siebie. Tomasz nie odpowiedział. Wstał od stołu i wyszedł do sypialni. Chwilę później usłyszałam otwieranie szafy.

Walizka stała pod ścianą jak symbol końca. Składał koszule powoli i bardzo dokładnie.

– Naprawdę to robisz? – zapytałam z progu.

– Tak będzie uczciwiej – odpowiedział bez podnoszenia wzroku. – Nie chcę żyć w kłamstwie.

– Uczciwiej byłoby spróbować naprawić to, co się zepsuło.

– Próbowałem przez lata mówić, że coś jest nie tak.

Jakoś sobie nie przypominam – odparłam.

Zatrzymał się na moment.

– Może oboje baliśmy się powiedzieć więcej.

Filip nie wyszedł z pokoju, gdy Tomasz zamykał walizkę. Drzwi wejściowe za moim mężem zamknęły się cicho.

Czy to moja wina?

Wieczorem syn stanął w kuchni, oparty o blat.

– Dlaczego mu nie wystarczyłaś, mamo? – zapytał nagle.

Zabolało.

– To nie o to chodzi, synku – odpowiedziałam, choć sama w to nie wierzyłam.

Gdyby było między wami dobrze, nie szukałby kochanki.

– Czasem dorośli podejmują decyzje, które ranią innych. To nie znaczy, że ktoś jest gorszy.

Filip pokręcił głową.

– Łatwo ci mówić.

Zamknął się w swoim pokoju, a ja zostałam sama przy stole. Mieszkanie wydawało się większe, chłodniejsze. Każdy dźwięk odbijał się echem. Miałam w głowie mętlik i widmo kredytu, który teraz będę pewnie musiała spłacić sama.

Uczyłam się innego życia

Przez kolejne tygodnie uczyłam się funkcjonować bez niego. Najtrudniejsze były wieczory. Automatycznie nakrywałam do stołu dla trzech osób. Wciąż słyszałam w głowie jego kroki w przedpokoju.
Pewnego dnia Filip usiadł obok mnie na kanapie.

– Tata mówił, że potrzebuje przestrzeni – powiedział cicho. – Czy to znaczy, że my mu ją zabieraliśmy?

Spojrzałam na syna i pierwszy raz od dawna nie udawałam silnej.

– Nie wiem wszystkiego, Filip. Wiem tylko, że każdy odpowiada za swoje wybory.

– A ty? – zapytał. – Czego ty chcesz?

To pytanie zaskoczyło mnie bardziej niż odejście Tomasza. Przez lata nikt mnie o to nie pytał. Nawet ja sama. Minęły trzy miesiące od wyprowadzki Tomasza, kiedy Filip wszedł do kuchni z telefonem w ręku. Był blady, jakby zobaczył coś, czego nie potrafił unieść.

– Mamo… widziałaś to? – zapytał.

Pokręciłam głową.

– Co się stało?

Podał mi telefon. Na ekranie widniało zdjęcie Tomasza i Karoliny. Stali obok siebie, uśmiechnięci, pod nim krótki podpis: „Zaczynamy nowy rozdział. Ślub w czerwcu”. Przez chwilę nie czułam nic. Potem przyszła fala gorąca, a zaraz po niej zimno.

– Wiedziałaś? – zapytał Filip.

– Nie – odpowiedziałam szczerze.

Usiadłam przy stole. Wpatrywałam się w te słowa, w ich splecione dłonie. Trzy miesiące. Osiemnaście lat i trzy miesiące.

– To szybko, przecież dopiero dostaniecie rozwód – mruknął Filip.

Damy sobie radę

Nie było w tym złości. Raczej dezorientacja. Pierwszy odruch był prosty: zadzwonić do Tomasza. Zapytać, czy naprawdę tak łatwo zamyka się wspólne życie. Czy choć przez chwilę pomyślał, jak to będzie wyglądać dla nas. Telefon leżał przede mną. Wystarczyło jedno dotknięcie. Zamiast tego wstałam i poszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem. Patrzyła na mnie kobieta zmęczona, ale nie złamana. Zrozumiałam nagle, że to nie jego ślub boli najbardziej. Najbardziej bolało przekonanie, które nosiłam w sobie od miesięcy, że wymienił mnie na lepszy i dużo młodszy model.

Filip stanął w drzwiach.

– Co teraz? – zapytał cicho.

Odwróciłam się do niego.

– Teraz żyjemy dalej we dwoje. Poradzimy sobie.

– Nie jesteś zła?

Zastanowiłam się.

– Jestem, ale nie chcę, żeby ta złość kierowała moim życiem.

Usiadł obok mnie na kanapie.

– Myślałem, że jak tata odejdzie, wszystko się rozpadnie, ale ty mamo świetnie dajesz sobie radę. Jesteś najlepsza.

– Bo rodzina to nie tylko małżeństwo – odpowiedziałam. – Teraz jesteśmy nią tylko my.

Eliza, 46 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama