„Planowałem oświadczyny na Dzień Kobiet i kupiłem pierścionek z diamentem. Zamiast odpowiedzi zobaczyłem 1 zdjęcie”
„Wstyd palił mnie od środka. A jednak zamiast ją obudzić i powiedzieć prawdę, podjąłem decyzję, która dziś wydaje mi się jeszcze gorsza. Oświadczę się. Udowodnię, że wybieram ją. Jakby gest mógł wymazać to, co się stało”.

Przez pięć lat z Niną nauczyłem się, jak smakuje codzienność. Wspólne śniadania, lista zakupów przyklejona do lodówki, niedzielne spacery bez pośpiechu. Przy niej uspokoiłem się, przestałem gonić za czymś nieokreślonym. A jednak czasem, gdy patrzyłem w sufit przed snem, wracało wspomnienie Oli – intensywnej, nieprzewidywalnej, zostawiającej po sobie niedopowiedziane zdania. 8 marca miałem uklęknąć przed Niną z pierścionkiem. Wmawiałem sobie, że to symbol dojrzałości. Dziś wiem, że próbowałem nim zagłuszyć własne wątpliwości.
Przeszłość nagle wróciła
Wiadomość od Oli przyszła w środę wieczorem.
– „Wracam do kraju. Może wspólna kawa? Dla zamknięcia spraw”.
Przez kilka minut wpatrywałem się w ekran. „Zamknięcie spraw” brzmiało rozsądnie. Odpisałem, że możemy się spotkać.
W kawiarni pachniało świeżo mieloną kawą i deszczem przyniesionym na płaszczach. Ola wyglądała prawie tak samo – miała tylko krótsze włosy, spokojniejszy ton, ale ten sam przenikliwy wzrok.
– Myślałam, że już nigdy się nie zobaczymy – powiedziała cicho.
– Ja też – odpowiedziałem i poczułem, jak coś we mnie drgnęło.
Rozmowa zaczęła się spokojnie. Wspominaliśmy studenckie mieszkanie, spontaniczne wyjazdy, plany, które rozsypały się, gdy wyjechała. Potem Ola spojrzała na mnie uważniej.
– Nigdy nie powiedzieliśmy sobie wszystkiego, prawda?
Milczałem. Czułem, jak grunt pod nogami zaczyna mi się chwiać. Wmawiałem sobie, że to tylko rozmowa, tylko domknięcie przeszłości. Wieczór się przeciągnął. Poszliśmy do niej. Granice, które wydawały się oczywiste, zaczęły się rozmywać. Gdy wyszedłem od niej nad ranem, miasto było jeszcze puste.
W domu Nina spała zwinięta pod kocem. Usiadłem na brzegu łóżka i patrzyłem na jej spokojną twarz.
– Co ty zrobiłeś… – szepnąłem do siebie.
Wstyd palił mnie od środka. A jednak zamiast ją obudzić i powiedzieć prawdę, podjąłem decyzję, która dziś wydaje mi się jeszcze gorsza. Oświadczę się. Udowodnię, że wybieram ją. Jakby gest mógł wymazać to, co się stało.
Zamiast radości było napięcie
Przez kolejne dni chodziłem jak człowiek z sekretem w kieszeni. Pierścionek odebrałem w piątek. Wydałem na niego majątek. Jubiler zapakował go w małe, granatowe pudełko i pogratulował z uśmiechem.
– To będzie piękny dzień – powiedział na koniec.
Skinąłem głową, choć w środku czułem ciężar.
Wieczorem spotkałem się z Mateuszem. Siedzieliśmy przy stoliku pod oknem, a on przyglądał mi się z uwagą.
– Jesteś jakiś spięty – zauważył. – Oświadczyny to chyba powód do radości?
– Po prostu się stresuję – odburknąłem.
– Karol, znam cię – nachylił się bliżej. – To nie wygląda na zwykły stres. Na pewno jesteś na to gotowy?
Poczułem ukłucie złości.
– Co to w ogóle za pytanie? Pięć lat razem. Wspólne mieszkanie. Czego jeszcze potrzeba?
Mateusz westchnął.
– Czasem potrzeba pewności, a nie faktów i planu.
Wróciłem do domu podenerwowany. Nina stała w kuchni, krojąc warzywa na kolację. Uśmiechnęła się, gdy wszedłem.
– Wszystko w porządku?
– Jasne – odpowiedziałem szybko.
Przyglądała mi się przez chwilę, jakby próbowała odczytać coś z mojej twarzy.
– Karol, mam wrażenie, że jesteś myślami gdzie indziej. Od kilku dni. Zrobiłam coś nie tak?
– Nie, oczywiście, że nie. Po prostu mam dużo pracy.
Odwróciłem wzrok. Wiedziałem, że nie brzmię przekonująco. Nina zawsze wyczuwała drobne zmiany – zbyt krótką odpowiedź, napięcie w ramionach, unikanie spojrzenia.
Tego wieczoru usiadła obok mnie na kanapie.
– Możemy pogadać? – zapytała cicho.
– O czym?
– O nas. O przyszłości. Ostatnio mam wrażenie, że stoisz obok, nie ze mną.
Serce zabiło mi szybciej.
– Nie przesadzaj – odpowiedziałem. – Wszystko jest w porządku.
Widziałem, jak jej twarz lekko się zmienia. Nie wybuchnęła, nie zrobiła sceny. Tylko kiwnęła głową i odsunęła się o kilka centymetrów. Ta mała odległość była bardzo wymowna.
W kolejnych dniach przygotowywałem kolację na 8 marca. Zarezerwowałem stolik w restauracji, którą Nina lubiła. Kupiłem jej ulubione tulipany. Każdy szczegół miał znaczenie. Chciałem, by było idealnie. Jakby perfekcyjna oprawa mogła przykryć mój błąd.
Napięcie jednak tylko rosło. Nina była uprzejma, ciepła jak zawsze, ale między nami pojawiła się cisza, której wcześniej nie było. Czasem łapałem jej spojrzenie – krótkie, uważne, jakby próbowała zdecydować, czy chce zadać pytanie, którego się obawiała.
W sobotę wieczorem zapytała:
– Cieszysz się na nasze wyjście we wtorek?
– Bardzo – odpowiedziałem.
Uśmiechnęła się, ale w jej oczach zobaczyłem coś, czego nie umiałem nazwać. Może niepokój. Może przeczucie. Zamiast się zatrzymać i powiedzieć prawdę, szedłem dalej w zaplanowaną rolę człowieka pewnego swojej decyzji. Im bliżej było do 8 marca, tym wyraźniej czułem, że buduję coś na kruchym fundamencie.
Nie tak to miało wyglądać
Restauracja była skąpana w ciepłym świetle. Na stoliku czekały tulipany, a w tle grała cicha muzyka. Nina wyglądała pięknie w prostej, jasnej sukience. Kiedy usiadła naprzeciwko mnie, uśmiechnęła się tak, jak wtedy, gdy wprowadzaliśmy się do naszego pierwszego wspólnego mieszkania.
– Postarałeś się – powiedziała, dotykając kwiatów. – Dziękuję.
– Chciałem, żeby było wyjątkowo – odpowiedziałem.
Ręce lekko mi drżały. Rozmawialiśmy o pracy, o planach na wiosnę, o drobiazgach. Każde jej słowo brzmiało normalnie, spokojnie. A ja czułem, jak serce bije mi coraz szybciej. W końcu kelner zabrał talerze po kolacji. Wiedziałem, że to ten moment. Wstałem. Sięgnąłem do kieszeni po granatowe pudełko. Nina patrzyła na mnie uważnie.
– Karol? – zapytała cicho.
Uklęknąłem.
– Nina… pięć lat temu zmieniłaś moje życie. Przy tobie nauczyłem się, czym jest dom. Chciałbym, żebyś została moją żoną.
Otworzyłem pudełko. Przez sekundę zobaczyłem w jej oczach coś jak wzruszenie. A potem… coś się zmieniło. Nina nie wyciągnęła ręki. Zamiast tego sięgnęła do torebki i wyjęła telefon.
– Zanim odpowiem, musisz coś zobaczyć – powiedziała spokojnie.
Serce podeszło mi do gardła. Odwróciła ekran w moją stronę. Na zdjęciu byłem ja i Ola. Wychodziliśmy z jej klatki schodowej o świcie. Rozmazane światło latarni, moja twarz pochylona w jej stronę. Zrobiło mi się zimno.
– Dostałam to dziś rano z nieznanego numeru – powiedziała. – Nie wiem, kto je wysłał. Ale wiem, co na nim jest.
Próbowałem coś powiedzieć.
– Nina, ja…
– Nie pytam, czy to prawda – przerwała mi łagodnie. – Pytam, czy te oświadczyny są z miłości… czy z poczucia winy?
Restauracja jakby przestała istnieć. Słyszałem tylko własny oddech. W głowie miałem tysiąc zdań, żadnego wystarczająco uczciwego. Milczałem. Nina skinęła głową, jakby właśnie otrzymała odpowiedź.
– To wszystko, co chciałam wiedzieć – powiedziała cicho.
Wstała powoli. Zostawiła mnie klęczącego z otwartym pudełkiem. Kilka osób przy stolikach odwróciło wzrok, udając, że niczego nie widzi. Podniosłem się i ruszyłem za nią.
– Nina, proszę, pozwól mi wyjaśnić.
Odwróciła się przed wyjściem.
– Wyjaśnić co? – zapytała bez podniesionego głosu. – Że to był błąd? Chwila słabości? Czy to, że chciałeś naprawić zdradę i kłamstwa pierścionkiem?
Nie potrafiłem spojrzeć jej w oczy.
– Bałam się tego – dodała. – Że kiedyś wróci przeszłość. Nie wiedziałam tylko, że wróci w taki sposób.
Stałem bezradnie, czując, jak wszystko, co planowałem, rozsypuje się na moich oczach.
Przyznałem się do wszystkiego
Dogoniłem Ninę przed restauracją. Powietrze było chłodne, a ulica pełna ludzi z kwiatami w dłoniach. Ten kontrast bolał.
– Nina, proszę, nie odchodź w ten sposób – powiedziałem, stając naprzeciwko niej.
Spojrzała na mnie zmęczonym wzrokiem.
– W jaki sposób? W ciszy? Bez sceny? – zapytała spokojnie. – Karol, ja nie chcę scen. Ja chciałam prawdy.
– To było tylko jedno spotkanie. Nie planowałem…
– Nie planowałeś? – przerwała. – A jednak wyszedłeś od niej nad ranem.
Zabrakło mi argumentów. Wszystkie brzmiały jak tanie usprawiedliwienia.
– Nie wiem, co się ze mną stało – powiedziałem w końcu. – Wróciły wspomnienia. Pomyślałem, że muszę to zamknąć.
– I zamknąłeś? – zapytała cicho.
Milczałem. Nina odetchnęła głęboko.
– Wiesz, co boli najbardziej? Nie samo to zdjęcie. Tylko to, że kilka dni później uklęknąłeś przede mną, jakby nic się nie wydarzyło. Chciałeś budować przyszłość na czymś, co już było zniszczone.
Wyjąłem pierścionek z kieszeni i wyciągnąłem w jej stronę.
– To nie było z litości ani z przyzwyczajenia. Ja naprawdę chciałem z tobą być.
– Ale czy chciałeś być ze mną, czy uciec od własnych wątpliwości? – zapytała.
To pytanie uderzyło mnie najmocniej. Wiedziałem, że przez ostatnie dni bardziej walczyłem z poczuciem winy niż o nas. Nina pokręciła głową.
– Nie chcę być bezpiecznym wyborem, Karol. Nie chcę być „planem B” wobec przeszłości. Jeśli mam wyjść za mąż, to za kogoś, kto nie musi się upewniać, że to właściwa decyzja.
Oddałem jej tulipany, jakby były czymś obcym.
– Potrzebuję odejść – dodała. – Dla siebie.
Nie próbowałem jej zatrzymać. Stałem, gdy odchodziła, a między nami rosła odległość większa niż cała ta ulica.
Pomyliłem ucieczkę z miłością
Następnego dnia mieszkanie było ciche w sposób, którego wcześniej nie znałem. Szafa Niny była już w połowie pusta. Na stole leżała kartka „Nie szukaj mnie. Muszę odzyskać spokój”. Usiadłem na podłodze w salonie, opierając się o kanapę. Telefon milczał. Ola nie odezwała się więcej. Kilka dni później dowiedziałem się od wspólnego znajomego, że tamto zdjęcie wysłała jej koleżanka, która przypadkiem nas wtedy zobaczyła. Ola podobno była zaskoczona, gdy wybuchła cała sprawa. Dla niej to było spotkanie bez zobowiązań. Dla mnie – początek końca.
Próbowałem napisać do Niny kilka razy. Kasowałem wiadomości, zanim je wysłałem. Każde zdanie brzmiało jak próba wybielenia siebie. Zrozumiałem coś, czego wcześniej nie chciałem przyjąć. Zdrada była skutkiem, nie przyczyną. Prawdziwy problem tkwił we mnie – w tym, że nigdy nie rozliczyłem się z przeszłością i nie miałem odwagi przyznać, że wciąż szukam intensywności zamiast spokoju. Oświadczyny miały być dowodem dojrzałości. Stały się dowodem mojej niedojrzałości.
Dzień Kobiet już zawsze będzie mi się kojarzył z momentem, gdy klęczałem z pierścionkiem, a kobieta, którą naprawdę mogłem kochać spokojnie i uczciwie, zapytała mnie o prawdę. A mnie zabrakło mi odwagi, by ją wypowiedzieć. Nie straciłem Niny w chwili, gdy wyszedłem od Oli nad ranem. Straciłem ją wtedy, gdy zdecydowałem, że łatwiej będzie udawać niż przyznać się do błędu.
Karol, 32 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „W domu miałem żonę, a w mieszkaniu na wynajem słodką lokatorkę. Pod jej sercem zakiełkowało nasionko i wszystko runęło”
- „Mój mąż wrócił z delegacji w Warszawie bez obrączki. Wmawiał mi, że ją zgubił, ale prawda wyszła na jaw przez 1 SMS”
- „Dbałem o żonę, ale nie o swoją. Romans z mężatką to najlepsze i najgorsze, co mnie w życiu spotkało”

