„Planowałam romantyczną kolację z mężem, ale teściowa postanowiła spędzić z nami walentynki. Ręce mi opadły”
„Teściowa weszła do mieszkania tak, jakby była u siebie. Bez pytania zdjęła płaszcz, powiesiła go na wieszaku i rozejrzała się uważnie, jakby sprawdzała, czy wszystko stoi na swoim miejscu”.

- Redakcja
Wieczór miał być spokojny, ciepły i tylko nasz. Przez cały dzień krążyłam między kuchnią a stołem, poprawiając drobiazgi. Chciałam na chwilę zapomnieć o codzienności i poczuć się znowu jak żona, nie jak organizatorka domowego chaosu. Wtedy zadzwonił telefon, a jeden głos po drugiej stronie sprawił, że cały ten plan zaczął się chwiać.
Serce zabiło mi szybciej
Od rana byłam w dobrym nastroju. Walentynki. Może brzmi banalnie, ale bardzo chciałam, żeby ten wieczór był inny niż wszystkie. Bez pośpiechu, bez rozmów o rachunkach, bez planowania kolejnych obowiązków. Postawiłam na stole dwie świece i wazon z tulipanami, które kupiłam dzień wcześniej. Co chwilę zerkałam na zegar, jakbym czekała na coś więcej niż tylko powrót męża. Po południu zadzwonił Michał.
– Kochanie, wszystko w porządku? – zapytał zwyczajnie.
– Tak, a czemu pytasz? – uśmiechnęłam się do telefonu.
– Mama dzwoniła. Pytała, co robimy wieczorem.
Zamarłam na chwilę, mieszając łyżką w garnku.
– A co jej powiedziałeś? – zapytałam ostrożnie.
– Że mamy plany – odparł. – Ale mówiła, że dawno u nas nie była i że w takie dni nie powinno się być samemu.
– Michał… – zaczęłam, czując, jak coś we mnie się napina. – Przecież to walentynki.
– Wiem, wiem – westchnął. – Ale ona tak to powiedziała, jakby… no wiesz.
Nie wiedziałam. Albo raczej wiedziałam aż za dobrze. Zanim zdążyłam coś odpowiedzieć, usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi. Spojrzałam na zegarek. Była siedemnasta.
– Kto to może być? – zapytałam męża przez telefon.
Podeszłam do drzwi, serce zaczęło mi bić szybciej. Otworzyłam.
– Niespodzianka! – oznajmiła radośnie teściowa, stojąc w progu z torbą i szerokim uśmiechem. – Pomyślałam, że spędzimy ten wieczór razem. W końcu to święto miłości.
Telefon niemal wypadł mi z ręki. Stałam w drzwiach, nie wiedząc, czy powinnam się śmiać, czy płakać.
Zaskoczyła mnie
Teściowa weszła do mieszkania tak, jakby była u siebie. Bez pytania zdjęła płaszcz, powiesiła go na wieszaku i rozejrzała się uważnie, jakby sprawdzała, czy wszystko stoi na swoim miejscu. Wciąż trzymałam telefon przy uchu, a Michał po drugiej stronie milczał.
– Michał, twoja mama jest u nas – powiedziałam w końcu cicho.
– Już? – zapytał zaskoczony. – Przecież nic nie ustalaliśmy…
– No właśnie – mruknęłam, rozłączając się.
Teściowa zajrzała do kuchni, uniosła pokrywkę z garnka i pokiwała głową.
– O, coś dobrego. Myślałam, że dziś pewnie jecie byle co, a tu taka kolacja. Dobrze, że przyszłam, nie zmarnuje się.
Zacisnęłam palce na blacie. „Nie zmarnuje się” zabrzmiało tak, jakby ten wieczór był tylko zbiorem potraw, a nie czymś, co nosiłam w sobie od kilku dni.
– Proszę usiąść – powiedziałam, wskazując krzesło. – Michał niedługo wróci.
– Oj, wiem, syn zawsze się spóźnia – westchnęła. – Ale to nic.
Kiedy Michał wrócił do domu, atmosfera zgęstniała. Pocałował mnie szybko w policzek, jakby bał się spojrzeć mi w oczy.
– Mamo, nie wiedziałem, że przyjdziesz – powiedział ostrożnie.
– A ja wiedziałam, że się ucieszysz – odparła zadowolona. – W takie dni rodzina powinna być razem.
Usiedliśmy do stołu. Teściowa mówiła dużo, o sąsiadce, o sklepie, o tym, jak to kiedyś wyglądały walentynki. Michał przytakiwał, a ja myślami byłam gdzieś indziej. W pewnym momencie teściowa spojrzała na mnie uważnie.
– Coś taka cicha jesteś. Chyba nie gniewasz się, że przyszłam?
Michał spojrzał na mnie pytająco. Poczułam, jak wszystkie myśli cisną mi się do gardła.
– Ja tylko… – zaczęłam i urwałam. – Myślałam, że ten wieczór będzie wyglądał inaczej.
Zapadła cisza.
Byłam winna
Cisza przy stole była ciężka. Teściowa odstawiła widelec i spojrzała na mnie z miną kogoś szczerze zdziwionego.
– Inaczej? – powtórzyła. – A jak inaczej miał wyglądać? Przecież siedzimy razem, jemy kolację. Czy to nie jest miłe?
Michał poruszył się niespokojnie na krześle.
– Mamo… – zaczął, ale szybko zamilkł.
Poczułam, że jeśli teraz nic nie powiem, to już nigdy tego nie zrobię. Serce biło mi za szybko, dłonie miałam wilgotne.
– Przygotowałam ten wieczór dla nas – powiedziałam w końcu. – Dla mnie i Michała. Chciałam pobyć z własnym mężem. Tylko tyle.
Teściowa uniosła brwi.
– Czyli przeszkadzam? – zapytała lodowatym tonem. – Chciałam dobrze.
– Nikt nie mówi, że źle – wtrącił Michał zbyt szybko. – Po prostu… mogłaś zadzwonić.
– Dzwoniłam – ucięła. – I nie usłyszałam „nie”.
Spojrzała na mnie, jakby to była moja wina. Jakbym to ja nie potrafiła się zachować.
– Myślałam, że jesteś bardziej rodzinna – dodała cicho. – Ale widzę, że wolisz świeczki od ludzi.
To zdanie zabolało. Wstałam od stołu, krzesło zapiszczało o podłogę.
– Właśnie o to chodzi – powiedziałam drżącym głosem. – Że to ja zawsze mam być wyrozumiała. Zawsze ustąpić. A dziś… dziś chciałam raz nie ustępować.
Michał w końcu spojrzał mi prosto w oczy.
– Naprawdę nie chciałem, żeby tak wyszło – powiedział. – Ale to moja mama.
– A ja jestem twoją żoną – odpowiedziałam cicho. – I dziś pierwszy raz poczułam, że to ma mniejsze znaczenie.
Teściowa wstała powoli, sięgnęła po torebkę.
– Skoro tak się czujesz, to nie będę wam przeszkadzać – oznajmiła chłodno. – Widzę, że nie ma tu dla mnie miejsca.
Zostaliśmy sami przy stole. I już nie wiedziałam, czy ten wieczór da się jeszcze uratować.
Spojrzałam na niego uważnie
Przez dłuższą chwilę żadne z nas się nie odezwało. Michał stał przy stole, opierając dłonie o oparcie krzesła, jakby potrzebował czegoś, co utrzyma go w pionie.
– Nie chciałem, żeby to tak wyglądało – zaczął w końcu.
Postawiłam talerze w zlewie i odwróciłam się do niego.
– A jak chciałeś? – zapytałam spokojniej, niż się czułam. – Żebym udawała, że wszystko jest w porządku?
– Myślałem, że po prostu… przejdziemy nad tym do porządku dziennego – przyznał. – Jak zawsze.
To „jak zawsze” zawisło między nami. Usiadłam na krześle, które wcześniej zajmowała jego mama.
– Właśnie w tym problem – powiedziałam. – Zawsze przechodzimy. Zawsze ja przechodzę.
Michał usiadł naprzeciwko mnie. Po raz pierwszy tego wieczoru naprawdę wyglądał na zmęczonego.
– Jestem rozdarty – powiedział cicho. – Nie chcę ranić ani ciebie, ani jej.
– A widzisz, że dziś zraniłeś mnie? – zapytałam.
Skinął głową.
– Tak. I nie wiem, czemu dopiero teraz to do mnie dociera.
Zapadła cisza.
– Może powinniśmy w końcu ustalić jakieś granice – powiedział. – Naprawdę. Nie tylko mówić o tym po fakcie.
Spojrzałam na niego uważnie. Chciałam mu wierzyć, ale bałam się, że to tylko słowa wypowiedziane pod wpływem chwili.
– Nie chcę być tą złą – powiedziałam. – Nie chcę walczyć z twoją mamą. Chcę tylko czuć, że jestem na pierwszym miejscu.
Michał wstał i podszedł bliżej.
– Jesteś – powiedział. – Tylko… czasem zachowuję się, jakbym o tym zapominał.
Nie przytulił mnie. Ja też nie zrobiłam kroku w jego stronę.
Nie żałowałam
Wieczór skończył się inaczej, niż go sobie wyobrażałam. Nie było już deseru, który przygotowałam z taką starannością, ani muzyki, którą planowałam włączyć po kolacji. Kiedy siedzieliśmy na kanapie, Michał w końcu odezwał się pierwszy.
– Zadzwonię do mamy jutro – powiedział. – Porozmawiam z nią. O granicach.
Nie odpowiedziałam od razu.
– Chcę, żebyś nie robił tego dla mnie – powiedziałam w końcu. – Tylko dlatego, że sam uważasz to za ważne.
Skinął głową. Tym razem bez tłumaczeń. Nie było wielkiego pojednania ani nagłego powrotu czułości. Było coś innego. Świadomość, że ten wieczór obnażył prawdę, przed którą oboje długo uciekaliśmy. Że miłość to nie tylko bycie razem, ale też umiejętność powiedzenia „stop”, nawet jeśli to niewygodne. Położyliśmy się spać późno. Leżeliśmy obok siebie, trzymając się za ręce, ale każde z nas było jeszcze w swoich myślach. Wiedziałam jedno – ten wieczór nie był zmarnowany. Był trudny, bolesny, ale potrzebny.
Judyta, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Żona kręciła nosem na moją wypłatę i powtarzała, że nie stać mnie na jej szczęście. Co mi po takiej miłości?”
- „Narzeczony porzucił mnie tydzień przed ślubem, gdy oznajmiłam mu dobre wieści. Zostawił tylko kartkę z 3 zdaniami”
- „Mama mówi, że woli być biedna, niż korzystać z mojej kasy. A potem pożycza pieniądze od sąsiadki”

