Reklama

Siedzieliśmy z Leną w kuchni, licząc wydatki na kartce, jakby to była nasza wspólna gra. Zawsze wychodziło podobnie: jeszcze trochę wytrzymamy, jeszcze nie teraz. Mieszkanie było tanie, właściciel „w porządku”, a drobne usterki łatwe do zignorowania. Tylko że tamtego wieczoru zauważyłem, że siedzimy w bluzach, a kaloryfer był zupełnie zimny. I nie chodziło już tylko o to.

Miałem nadzieję, że to chwilowe

Rano w walentynki obudził mnie chłód, który wślizgnął się pod kołdrę jak nieproszony gość. Najpierw pomyślałem, że to przeciąg, niedomknięte okno, coś banalnego. Wstałem, dotknąłem kaloryfera w sypialni i cofnąłem rękę. Był zupełnie zimny.

– Paweł, jest zimno czy mi się wydaje? – Lena odezwała się spod kołdry, zaspanym, ale czujnym głosem.

– Pewnie coś chwilowego – rzuciłem, choć sam poczułem niepokój. – Instalacja czasem tak ma.

W kuchni było jeszcze gorzej. Płytki oddawały chłód, a para z czajnika unosiła się jak jedyny znak, że w tym mieszkaniu da się wytworzyć ciepło. Sprawdziłem piec, pokręciłem pokrętłami, zrobiłem wszystko, co zwykle robi się w takich momentach, nawet jeśli nie ma się pojęcia, co się robi.

Dzwoniłeś do właściciela? – zapytała Lena, opierając się o blat, z kubkiem w dłoniach.

– Najpierw sprawdzę bezpieczniki. Bez sensu od razu panikować.

Zawsze tak mówiłem. Najpierw sprawdzić, poczekać, zobaczyć. Lena milczała, ale widziałem, jak zaciska usta. To był ten jej gest, który pojawiał się, gdy czuła, że znowu próbuję przeczekać problem.

Przed południem temperatura w mieszkaniu spadła jeszcze bardziej. Założyliśmy dodatkowe swetry, Lena przeniosła laptopa bliżej kuchni, bo tylko tam było jako tako znośnie. Ja krążyłem między pokojami, udając zajęcie.

To nie jest normalne – powiedziała w końcu. – Jest środek sezonu. Nie możemy tu tak siedzieć.

– Zadzwonię – westchnąłem. – Tylko daj mi chwilę.

Ta chwila rozciągnęła się do wieczora. Gdy w końcu usiedliśmy na kanapie, owinięci kocami, mieszkanie było ciche i obce. Chłód wypełnił każdy kąt, ale jeszcze bardziej uwierało coś innego. Lena spojrzała na mnie uważnie. Widziałem pretensje w jej oczach.

Czuję się tu niepewnie – powiedziała spokojnie. – Jakby to nie było nasze miejsce.

Nie odpowiedziałem od razu. Wpatrywałem się w zimny kaloryfer, jakby miał mi coś wyjaśnić. Wtedy jeszcze wierzyłem, że to tylko awaria. Że da się ją naprawić szybko i bez konsekwencji.

Zawsze mówiłem półprawdy

Leżałem w nocy bez snu, słuchając, jak instalacja cicho stuka, jakby sama próbowała się wytłumaczyć. Lena oddychała płytko, zaciągając kołdrę aż pod brodę. Wtedy wróciła do mnie tamta rozmowa sprzed kilku miesięcy, krótka i niby niewinna.

– Panie Pawle, uprzedzam uczciwie – mówił Wiktor, właściciel mieszkania, stojąc w przedpokoju z kluczami w dłoni. – Ta instalacja jest stara. Czasem grymasi. Ale dlatego cena jest taka, a nie inna.

Pokiwałem głową. Pamiętam nawet, że się uśmiechnąłem.

– Jasne, rozumiem. Jakoś sobie poradzimy.

Nie zapytałem, co znaczy „czasem”. Nie dopytałem, czy to kwestia dni czy tygodni. Najważniejsze było to, że czynsz się zgadzał. Że w budżecie zostawało parę stówek na koniec miesiąca. Wtedy wydawało mi się to rozsądne.

Teraz leżałem w ciemności i liczyłem w myślach: ile by kosztowała naprawa, ile podwyżka, ile nerwów stracimy. A potem liczyłem coś innego – ile razy w ostatnich latach mówiłem Lenie tylko część prawdy, tę wygodniejszą.

Rano zapytała wprost.

– Rozmawiałeś kiedyś z właścicielem o ogrzewaniu? – Jej głos był spokojny, aż za bardzo.

– No… wspominał, że instalacja nie jest nowa – odpowiedziałem, unikając jej wzroku. – Nic konkretnego.

To była prawda, ale nie cała. Usprawiedliwiałem się w myślach: nie chciałem jej stresować, robić problemu z czegoś, co może się nie wydarzyć. Po co wywoływać konflikt, skoro da się go ominąć? Lena patrzyła na mnie długo, jakby próbowała zobaczyć coś więcej.

– Czasem mam wrażenie, że ty wszystko chcesz przeczekać – powiedziała cicho. – Jakby decyzje same miały się podjąć.

Nie odpowiedziałem. Zająłem się telefonem, sprawdzaniem prognozy pogody, byle nie jej słowami. Wiedziałem, że powinienem powiedzieć więcej. Ale bałem się, że jedno zdanie za dużo uruchomi lawinę, na którą nie byłem gotów. Milczenie wydawało się lepsze. Bezpieczniejsze. Dopiero później zrozumiałem, jak bardzo się myliłem.

Prawda wyszła na jaw

Wieczorem Lena wróciła później niż zwykle. Zrzuciła buty przy drzwiach i nawet na mnie nie spojrzała. W mieszkaniu było zimno jak w nieogrzewanej klatce schodowej, ale to nie to sprawiło, że poczułem ucisk w żołądku.

Byłam u sąsiadki z góry – powiedziała w końcu, zdejmując płaszcz. – Też wynajmuje od Wiktora.

Zamarłem.

– I co? – zapytałem, choć odpowiedź już we mnie była.

Ogrzewanie psuło się u nich w zeszłym roku. Dokładnie to samo. Wiktor wiedział. Podobno mówi zawsze z góry. Obiecywał, że „na wiosnę się tym zajmie”.

Usiadła naprzeciwko mnie przy stole. Jej policzki były czerwone, ale oczy miała zimne. To było gorsze niż krzyk.

Ty o tym wiedziałeś, prawda?

Przez chwilę próbowałem jeszcze manewrować.

– Wiedziałem, że instalacja jest stara… – zacząłem.

– Paweł – przerwała mi. – Wiedziałeś więcej.

Cisza, która zapadła, była gęsta i niewygodna. Skinąłem głową.

Mówił, że może być problem – przyznałem w końcu. – Ale myślałem, że nas to ominie. Że damy sobie radę.

– Myślałeś, czy postanowiłeś za nas oboje? – zapytała.

To zabolało, bo trafiło dokładnie w punkt. Pieniądze nagle leżały między nami jak trzeci rozmówca. Te wszystkie oszczędności, z których byłem taki dumny, zabrzmiały nagle jak usprawiedliwienie.

– Bałem się, że jak zaczniemy naciskać, podniesie czynsz – powiedziałem ciszej. – Albo będziemy musieli się wyprowadzić.

– A ja bałam się, że któregoś dnia obudzę się w miejscu, gdzie nie mam nic do powiedzenia – odpowiedziała. – Nawet jeśli chodzi o podstawowe rzeczy. I to się teraz stało.

Wstała i podeszła do kaloryfera, dotknęła go dłonią.

Tu nie chodzi tylko o ogrzewanie – dodała. – Tylko o to, że nie jesteśmy drużyną.

Chciałem coś powiedzieć, zaprzeczyć, wytłumaczyć się. Żadne słowa jednak nie brzmiały wystarczająco uczciwie. Po raz pierwszy zobaczyłem, że moje „jakoś to będzie” miało dla niej bardzo konkretną cenę.

Rachunek był słony

Następnego dnia zadzwoniłem do Wiktora wcześniej, niż planowałem. Nie dlatego, że nagle stałem się odważniejszy, tylko dlatego, że Lena milczała od rana. To było inne milczenie niż moje. Cięższe.

Ogrzewanie nie działa już drugi dzień – powiedziałem, starając się brzmieć rzeczowo. – W mieszkaniu jest naprawdę zimno. Niech pan to naprawi.

– No tak, sezon, wszyscy dzwonią – westchnął do słuchawki. – To stara instalacja, mówiłem panu. Trzeba cierpliwości.

– Cierpliwość nie naprawi pieca – odpowiedziałem ostrzej, niż zamierzałem. – Potrzebny jest fachowiec.

Zapadła krótka pauza.

– Wie pan, takie naprawy kosztują – rzucił w końcu. – Przy tej cenie najmu… no, coś za coś.

To „coś za coś” uderzyło mnie mocniej niż zimne powietrze w mieszkaniu. Nagle zrozumiałem, że on od początku liczył na to, że będę taki jak zawsze. Wyrozumiały. Cichy. Łatwy w obsłudze.

Nie umawialiśmy się na brak ogrzewania – powiedziałem. – Proszę to naprawić, albo będziemy szukać innego rozwiązania.

Wypowiedzenie tych słów kosztowało mnie więcej niż wszystkie dotychczasowe rachunki. Właściciel mruknął coś o sprawdzeniu terminów i zakończył rozmowę bez konkretów. Odłożyłem telefon i zobaczyłem Lenę stojącą w drzwiach.

– I co? – zapytała.

– Kręci – przyznałem. – Jakby to był nasz problem, nie jego.

Pokiwała głową, jakby się tego spodziewała.

– Wiesz, co jest najgorsze? – powiedziała po chwili. – Że on mógł tak robić, bo my wcześniej mu na to pozwoliliśmy.

Nie zaprzeczyłem. Chłód w mieszkaniu stał się niemal symboliczny. Każdy nieodbyty wcześniej dialog, każda przemilczana zgoda teraz wracały z odsetkami. Zrozumiałem, że rachunek już wystawiono. I że nie dotyczył tylko ogrzewania.

Odżałowałem te pieniądze

Wieczorem siedzieliśmy naprzeciwko siebie przy stole, owinięci w koce, z herbatą, która stygła szybciej, niż zdążyliśmy ją wypić. Właściciel nie oddzwonił. Piec dalej milczał. Tym razem jednak cisza była inna niż zwykle. Nie udawałem, że jej nie ma.

Przepraszam – powiedziałem w końcu. – Nie za ogrzewanie. Za to, że decydowałem sam.

Lena długo patrzyła na swoje dłonie.

– Najbardziej boli mnie to, że my ciągle oszczędzamy – odezwała się spokojnie. – Na rozmowach, na emocjach, na bezpieczeństwie. Zawsze w imię spokoju. A potem okazuje się, że ten spokój i tak jest pozorny.

Pokiwałem głową. Wreszcie rozumiałem, że moje milczenie nie było neutralne. Było wyborem. Wygodnym dla mnie, kosztownym dla nas.

Następnego dnia wspólnie zaczęliśmy szukać nowego mieszkania. Nie było tanie. Nie było idealne. Ale miało działające ogrzewanie i coś, czego wcześniej brakowało – poczucie, że decyzje podejmujemy razem. Wiktor w końcu wysłał wiadomość o możliwej naprawie. Nie odpowiedziałem. Rachunek za ciszę okazał się zbyt wysoki. Nie wiedziałem wtedy, czy wszystko między nami się ułoży. Jeśli jednak mamy przetrwać, nie możemy dalej marznąć obok siebie, udając, że tak jest taniej.

Paweł, 31 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama