„Ojciec zostawił nas jak zbędny bagaż. Przypadkowa rozmowa sprawiła, że natrafiłem na jego ślad”
„Chciałem zadać tysiąc pytań. Jak wygląda ten dom? Kim jest ta nowa rodzina? Dlaczego mój ojciec nigdy się nie odezwał? Ale nie potrafiłem. Marcin szybko się pożegnał i wyszedł, zostawiając mnie z poczuciem, jakby ktoś przyłożył mi w brzuch. W głowie wciąż powtarzałem jedno: On żyje. Gdzieś tam jest”.

Mam dwadzieścia siedem lat, mieszkam w Warszawie w wynajętym, ale już własnoręcznie urządzonym mieszkaniu. Pracuję jako grafik. Niby jestem kimś „na swoim”, mam klientów, czasem nawet własne projekty, stabilizację, przynajmniej finansową. Ale coś we mnie pękło dawno temu i, choć przez większość czasu to dobrze ukrywam, to w środku nadal czuję jakąś nieuleczalną pustkę.
Moja mama, Anna, to silna kobieta. Nie wiem, skąd miała tyle siły, żeby to wszystko dźwignąć sama. Kiedy byłem mały, bardzo się starała, żebym nie czuł się gorszy. Była ciepła, troskliwa, zawsze gotowa do rozmowy... poza jednym tematem. Ojciec. Pytałem o niego, kiedy miałem sześć, może osiem lat. Dlaczego nie ma go z nami? Czy wróci? Mama uśmiechała się wtedy smutno, głaskała mnie po głowie i mówiła:
— Kiedyś ci wszystko opowiem, kochanie.
W końcu przestałem pytać. Zacząłem udawać, że nie jest mi potrzebny. Chodziłem na zebrania z mamą, patrzyłem na innych ojców, którzy przychodzili na mecze czy występy w szkole i udawałem, że nie robi to na mnie wrażenia. Ale potem wracałem do domu i w samotności rozważałem wszystkie wersje. Czy mój ojciec nie żyje? Czy nie chciał mnie znać? Może zniknął, bo był tchórzem. Może był złym człowiekiem? Próbowałem go szukać, kiedy byłem nastolatkiem. Wykorzystywałem internet, jakieś portale, nawet znajomych mamy zaczepiałem, ale wszędzie natrafiałem na ścianę.
W końcu odpuściłem. Uznałem, że pewnych odpowiedzi nie dostanę nigdy. Zbudowałem wokół siebie mur, pogodziłem się z myślą, że „taty nie ma”. Mama czasem patrzyła na mnie takim dziwnym wzrokiem, jakby chciała coś powiedzieć, ale zawsze kończyło się na milczeniu. Przez lata nauczyłem się żyć bez ojca. Przynajmniej tak mi się wydawało. Może nie chciał nas znać. Może zginął. A może po prostu był tchórzem. Tyle wersji, a żadna nie była pewna.
Chciałem zadać tysiąc pytań
To był zwyczajny dzień, nawet nie pamiętam, jaka to była pora roku. Wyszedłem z pracy trochę wcześniej, bo miałem umówione spotkanie z klientem w kawiarni na Pradze. Zabrałem laptopa, zamówiłem kawę, próbowałem zebrać myśli, kiedy przy sąsiednim stoliku rozpoznałem twarz, która wydała mi się znajoma. Nie od razu wiedziałem skąd. Dopiero kiedy facet spojrzał na mnie i uśmiechnął się krzywo, nagle wszystko wróciło.
— Ty jesteś Kacper, prawda? Syn Anki? — zapytał.
— Tak... — odpowiedziałem niepewnie.
– Marcin jestem. Twój ojciec to ze mną kiedyś pracował, jeszcze zanim wyjechał z miasta. Myślałem, że masz z nim kontakt...
Poczułem, jak w środku coś mi się zaciska. Przez chwilę nie mogłem nic powiedzieć. Marcin wziął łyk herbaty i mówił dalej:
— On przecież mieszka teraz w N.. Ma tam rodzinę, dom.
Siedziałem w milczeniu, patrząc na swoje dłonie. Nagle nie wiedziałem, co zrobić z tą informacją. Marcin spojrzał na mnie pytająco:
— Nie wiesz? Myślałem, że... No wiesz, jak to w życiu bywa, ludzie się rozchodzą, ale dzieciom się zawsze jakoś pomaga, nie?
Z trudem wykrztusiłem:
— Nic nie wiem. Myślałem, że...
— Aha... — Marcin pokiwał głową, nagle wyraźnie zmieszany. — No to... przepraszam, nie chciałem... To nie moja sprawa.
Chciałem zadać tysiąc pytań. Jak wygląda ten dom? Kim jest ta nowa rodzina? Dlaczego mój ojciec nigdy się nie odezwał? Ale nie potrafiłem. Marcin szybko się pożegnał i wyszedł, zostawiając mnie z poczuciem, jakby ktoś przyłożył mi w brzuch. W głowie wciąż powtarzałem jedno: On żyje. Gdzieś tam jest. Może codziennie chodzi do sklepu, kosi trawę, odprowadza dzieci do szkoły. Może śmieje się, przytula kogoś, mówi komuś „synu”. A ja? Jestem tylko czyimś niepotrzebnym wspomnieniem.
Wracając do domu, czułem jak złość i niedowierzanie ścierają się ze sobą. Przez całe życie byłem przekonany, że ojciec to zamknięty rozdział. Teraz okazało się, że to nieprawda. I że wcale nie wiem, co zrobić z tą wiedzą.
Mama pokręciła głową
Wróciłem do domu późnym wieczorem. Całą drogę zastanawiałem się, co powiedzieć mamie. Nie potrafiłem jej sobie wyobrazić w tej nowej roli — kogoś, kto może mnie okłamać, kto wie więcej, niż mówi. Siedziała w kuchni, kończyła jakąś krzyżówkę. Usiadłem naprzeciwko niej. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie bez słowa.
— Muszę cię o coś zapytać — zacząłem. — Spotkałem dziś Marcina. Powiedział mi, że tata mieszka w N.. Że ma tam rodzinę. Ty wiedziałaś?
Z jej twarzy zniknął uśmiech. Odłożyła długopis i zaczęła bawić się obrączką, którą wciąż nosiła, choć ojciec odszedł dawno temu. Przez chwilę miałem wrażenie, że zaraz się rozpłacze, ale tylko westchnęła.
— Wiedziałam... — powiedziała w końcu cicho. — Ale tylko przez chwilę. Potem już nie chciałam wiedzieć.
— Dlaczego mi nie powiedziałaś? – zapytałem ostrzej, niż zamierzałem. – Przecież miałem prawo wiedzieć, czy żyje. Czy w ogóle mu zależy.
Mama pokręciła głową. Przez moment patrzyła przez okno, jakby szukała odpowiedzi gdzieś daleko poza tym mieszkaniem.
— On po prostu zniknął, Kacper. Pewnego dnia spakował się i wyszedł. Zostawił nas. Nie było żadnego pożegnania, żadnego wyjaśnienia. Bałam się, że jeśli ci powiem, będziesz chciał go szukać, a potem znowu cię zostawi. Chciałam cię chronić.
— Nie chroniłaś mnie. Kłamałaś — powiedziałem cicho, ale w środku czułem narastającą gorycz. — Przez całe życie. Udawałem, że nie potrzebuję ojca, ale to nie znaczy, że nie chciałem wiedzieć prawdy.
Wstałem i wyszedłem z kuchni, zanim zdążyła coś jeszcze powiedzieć. W łazience spojrzałem w lustro — twarz miałem ściągniętą, oczy czerwone. Pierwszy raz w życiu poczułem się naprawdę zdradzony przez kogoś najbliższego. Nie wiedziałem, czy kiedykolwiek będę umiał jej to wybaczyć.
Po drodze nachodziły mnie różne myśli
Decyzja zapadła szybko, choć niełatwo. Po konfrontacji z mamą czułem, że nie mogę dłużej czekać. Musiałem pojechać do Nowicy. Musiałem go znaleźć, choćby po to, żeby zobaczyć na własne oczy, że nie jestem dla niego nikim. Może to była próba zamknięcia jakiejś niezałatwionej sprawy. Może zwykła chęć odpowiedzi na pytanie, które dręczyło mnie przez tyle lat: dlaczego?
Zabrałem tylko niewielką torbę, w której znalazło się kilka rzeczy na zmianę, jakieś jedzenie na drogę i mapa — bo choć w Nowicy jeszcze nie byłem, to wiedziałem, że nie ma tam za dużo do zwiedzania.
Zatrzymałem się przy sklepie spożywczym na obrzeżach miasta, żeby kupić kawę i bułki. Było już późne popołudnie, kiedy dotarłem na miejsce, a Nowica wyglądała jak każde małe miasteczko z dala od wielkich dróg, z cichymi ulicami, które jeszcze pamiętały stare czasy. Po drodze nachodziły mnie różne myśli — od tych, które chciały mnie pocieszyć, po te, które mówiły, że lepiej byłoby nie przyjeżdżać. A co, jeśli go tam nie będzie? Co, jeśli zostanę tylko z rozczarowaniem? Ale już było za późno na takie wątpliwości.
Stanąłem przed domem, który dostrzegłem z daleka, choć był mały i niepozorny. Podszedłem bliżej i z ukrycia przyglądałem się oknom. Zza jednego z nich wychylały się dzieci — mali chłopcy grali w piłkę. Czułem coś, czego się nie spodziewałem: zazdrość, smutek, ale i lęk. Paweł wyglądał na kogoś, kto właśnie miał swoje życie, pełne ciepła i bezpieczeństwa. Co ja miałem? Więcej pytań niż odpowiedzi.
Kiedy zobaczył mnie z daleka, nie poznał od razu. Podszedłem powoli, jakbym nie wiedział, co zrobić. Byłem tam, żeby czegokolwiek się dowiedzieć.
— Cześć — powiedziałem, czując, jak mi drży głos. — To ja, Kacper. Twój syn.
Nie mógł uwierzyć
Patrzył na mnie przez chwilę, jakby nie dowierzając. Potem jego twarz stężała. Milczał przez moment, w końcu zaczął mówić bardzo cicho, jakby nie mógł uwierzyć, że stoi przede mną:
— Nie wiedziałem... — szepnął. — Kacper... to niesamowite.
Przez chwilę stał w miejscu, a ja widziałem, jak ciężko mu przychodziła ta rozmowa. Jego oczy były pełne niezrozumienia, jakby chciał powiedzieć, że nie ma słów na to, co się stało. Po chwili zaprosił mnie do środka, do ich małego domu.
— Może porozmawiamy w środku? — zaproponował.
Na zewnątrz nie potrafiłem zebrać myśli. Wchodziłem za nim do środka, czując, że to będzie początek czegoś, czego nie jestem pewien. Czy to koniec moich poszukiwań? Czy początek? Nie wiedziałem. Siedzieliśmy w kuchni, kawa parowała w filiżankach przed nami. Paweł patrzył na mnie przez chwilę, jakby próbował znaleźć słowa, ale potem po prostu zaczął opowiadać:
— Byłem młody, niegotowy na ojcostwo — powiedział cicho. — Bałem się. Uciekłem. Po latach nie wiedziałem, jak wrócić.
Czułem, jak wewnętrzna złość rośnie. Zastanawiałem się, jak to możliwe, że on przez tyle lat nie próbował. Nie potrafiłem go zrozumieć.
— Nie wiedziałeś, czy masz prawo wrócić? A miałeś prawo nas zostawić? — rzuciłem z gniewem, który chował się głęboko we mnie przez lata.
Paweł milczał, a ja poczułem, że słowa, które chciałem wykrzyczeć, nie miały już sensu. Wstałem, czując jak emocje biorą górę. Wyszedłem z domu, nie wiedząc, dokąd mam pójść ani co zrobić.
Jakbym zamknął drzwi do przeszłości
Następnego dnia, gdy wracałem do N, spotkałem Agnieszkę, żonę Pawła. Zatrzymała mnie przypadkiem, kiedy wracałem z kawiarni. Nie wiedziałem, co o niej myśleć, ale zaprosiła mnie do domu. Nie miałem nic przeciwko, postanowiłem się zgodzić. Może dzięki temu uda mi się dowiedzieć czegoś więcej.
Agnieszka była miła, choć wyraźnie zaskoczona moim pojawieniem się. Dzieci Pawła, Darek i Kamil, przyjęły mnie jak gościa, nic nie podejrzewając. Byli tacy niewinni. Paweł próbował odbudować kontakt, mówił, że żałuje, że przez te lata nie był obecny.
— Wiem, że nie mogę cofnąć czasu, ale żałuję, Kacper — przekonywał, patrząc na mnie z poważną miną.
Czułem, że choć mówił to szczerze, to nic nie zmieniało w tym, co przeżyłem. Może już nigdy nie będę w stanie mu wybaczyć.
— Może nie możesz. Może to za późno — odpowiedziałem.
To spotkanie było pełne napięcia i smutnej akceptacji. Wracałem do domu, nie wiedząc, co dalej. Czułem się, jakbym zamknął drzwi do przeszłości, ale nie miałem pojęcia, czy kiedykolwiek będę w stanie przejść przez nie na nowo.
Kacper, 27 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Na rodzinnych feriach w górach mój mąż bawił się w ojca roku. Najlepszą nowinę jednak zostawił nam na sam koniec”
- „Na obiedzie mój brat wypalił, że widział mojego męża z kochanką. Zupa jeszcze nie ostygła, a ja już byłam rozwódką”
- „Wstydzę się wnuków, bo są rozpuszczone i niewychowane. Czasy mamy inne, ale szacunek do babci ma być niezmienny”

