Reklama

Nie wiem, co bolało bardziej – że tata naprawdę umarł, czy że odszedł z mojego życia dużo wcześniej. Przestał być tym samym człowiekiem, który zaplatał mi warkocze przed szkołą i robił naleśniki z dżemem, bo mama nie żyła, a ja miałam tylko jego. To wszystko zaczęło się sypać, kiedy w naszym domu pojawiła się Dagmara.

Najpierw jako znajoma, potem partnerka, a w końcu… kobieta, przez którą przestałam mieć ojca. Przestał się odzywać, nie odbierał telefonów, a jak już rozmawialiśmy, to zdawkowo, jakby z przymusu. Coraz częściej słyszałam w tle jej głos, coraz rzadziej jego. Czułam, że mnie odsuwają. Ale nie sądziłam, że aż tak.

Nie było mnie przy nim, gdy odchodził. Nie zdążyłam się pożegnać. O jego śmierci dowiedziałam się od ciotki. Nie od Dagmary. A na pogrzebie... na pogrzebie nie pozwolono mi podejść do trumny. Stałam w tyle jak obca, jak ktoś, kto nie miał prawa do żalu. Bo podobno tata nie chciał mnie widzieć. Ale najgorsze dopiero miało nadejść. Gdy usłyszałam, komu zapisał wszystko, co miał. Wszystko, co kiedyś było też moje.

Traciłam ojca przez nią

– Tato, czy możemy się spotkać? Naprawdę muszę z tobą porozmawiać – powiedziałam, starając się, by głos mi nie zadrżał.

– Karolina… to nie jest dobry moment. – Jego ton był zmęczony, obcy. I jak zawsze w tle słyszałam ten jej głos.

– To kiedy będzie dobry moment, skoro od pół roku nawet mnie nie odwiedziłeś? – warknęłam, czując, jak wszystko we mnie się gotuje. – Jesteś moim ojcem czy… marionetką tej baby?

Zapadła cisza. W słuchawce przez chwilę było słychać tylko jego oddech.

– Dość – powiedział w końcu zimno. – Już wystarczy. Nie chcę tego słuchać.

– Tato, ale…

Rozłączył się. Stałam w kuchni z telefonem w ręce, a łzy spływały mi po policzkach. Jak on mógł? Jak mógł mnie tak po prostu odrzucić? Mnie – swoją córkę, jedyną rodzinę, jaka mu została po śmierci mamy? Zsunęłam się na podłogę i zaczęłam płakać. Bez siły, bez kontroli. Wszystko się we mnie rozsypało. Oczywiście, że byłam wściekła na Dagmarę. Odkąd się pojawiła, zaczęłam go tracić. Ale w głębi duszy nie umiałam zrozumieć, dlaczego on na to pozwolił. Dlaczego odciął mnie jak niechciany rozdział w swoim życiu. Czy naprawdę tak bardzo mnie znienawidził? Czy tylko uległ komuś, kto nim manipulował?

Pamiętałam, jak kiedyś potrafił rzucić wszystko, bo miałam gorączkę i płakałam przez złamane serce. Teraz nie potrafił znaleźć godziny, żeby się spotkać. Zaczęłam się zastanawiać: czy on w ogóle jeszcze mnie kochał? Czy może tamten ojciec – mój tata – umarł dużo wcześniej?

Martwiłam się

– Ciociu, błagam cię, powiedz mi, co się dzieje z tatą. On nie odbiera ode mnie telefonów… – mówiłam, ledwo panując nad głosem.

– Karolinko… – westchnęła ciotka Elżbieta, siostra taty. – On od kilku miesięcy bardzo choruje. Jest słaby, leży w łóżku.

Zaniemówiłam.

Dlaczego nikt mi nic nie powiedział?! – wykrzyknęłam po chwili. – Jestem jego córką!

– Bo… Dagmara nikogo nie dopuszcza do niego. Mówi, że trzeba mu zapewnić spokój, że nie wolno go stresować… Nawet ja nie mogę przyjechać bez zapowiedzi. Ona wszystko kontroluje.

Zrobiło mi się duszno. Głos mi zadrżał:

– Myślisz, że ona go izoluje… specjalnie?

– Nie chcę niczego sugerować, ale… coś tu nie gra, Karolinko. Twój ojciec nie byłby w stanie sam cię tak odsunąć. Nie on. Nie z własnej woli.

Łzy znów napłynęły mi do oczu.

– Próbowałam się z nim kontaktować… Prosiłam o spotkanie, ale… on… nie chciał.

– A słyszałaś jego głos? Czy tylko Dagmarę?

Zamarłam.

To ona zwykle odrzucała połączenia. Raz tylko odebrał. Krótko. Zdawkowo. Inaczej niż zwykle.

– Ciociu… myślisz, że ona coś przede mną ukrywa?

– Myślę, że to bardzo możliwe. I myślę, że musisz zacząć szukać odpowiedzi. Zanim będzie za późno.

Patrzyłam przez okno na ciemniejące niebo i czułam, że coś się kończy. Coś, na co nie mam już żadnego wpływu. I miałam rację. Tata zmarł.

Nie wierzyłam jej

Na pogrzeb pojechałam sama. W ręce ściskałam zdjęcie taty – to sprzed lat, z naszych wakacji w Karpaczu. Był wtedy taki uśmiechnięty, opalony, z brodą w nieładzie. Tylko tak chciałam go zapamiętać. Ale nie zdążyłam nawet wejść na cmentarz.

– Karolina? – usłyszałam zimny głos.

Stała przed bramą w czarnym płaszczu, z prawnikiem u boku. Dagmara.

Przyszłam pożegnać tatę – powiedziałam twardo.

– Nie ma takiej potrzeby. – Jej ton był suchy. – On nie chciał, żebyś tu była.

– Co ty wygadujesz?! – krzyknęłam, czując, jak krew uderza mi do głowy. – Byłam jego córką!

– Byłaś. – Uśmiechnęła się kpiąco. – Ale tego prawa już dawno się zrzekłaś.

Ruszyłam w stronę trumny, ale zatrzymał mnie jakiś facet. Tak po prostu – stanął przede mną jak mur.

– Proszę odejść – powiedział chłodno.

– Nie wierzę! – krzyczałam. – Nie macie prawa mnie zatrzymać! To mój ojciec!

Ludzie zaczęli się odwracać. Szeptali. A ja stałam w miejscu, upokorzona, roztrzęsiona, patrząc, jak chowają go beze mnie. Po ceremonii podszedł do mnie mężczyzna w garniturze.

– Pani Karolina M.? Jestem notariuszem pana Andrzeja. Mam dla pani informację dotyczącą testamentu.

Spojrzałam na niego jak zahipnotyzowana.

– Testament?

– Tak. Pani ojciec przepisał cały majątek… pani Dagmarze.

Zatkało mnie. Dosłownie. Cały? Wszystko? Nic nie zostawił… mnie?

Nic mi nie zostawił

– Kiedy tata sporządził testament? – zapytałam notariusza, choć głos ugrzązł mi w gardle.

– Kilka miesięcy przed śmiercią. Był w pełni władz umysłowych. Wszystko odbyło się zgodnie z procedurą.

– A może… może był pod wpływem? Może ktoś nim manipulował?

Notariusz wzruszył ramionami.

– Nie mam podstaw, by tak sądzić. Nie wyglądało na to. Miał jasny cel – wszystko przepisać swojej partnerce.

To nie mogła być prawda. Tata nie zrobiłby mi tego… prawda? Wróciłam do mieszkania, które jeszcze rok temu było moim drugim domem. Teraz należało do niej. Patrzyłam na ściany, na meble – wszystko znajome, ale już nie moje. Będę się musiała wyprowadzić.

Całą noc nie spałam. Rano wyciągnęłam pudło ze starymi zdjęciami, listami, nagraniami. Słuchałam jego głosu, przeglądałam wspólne chwile. Szukałam odpowiedzi. Czy naprawdę chciał mnie wymazać z życia? Czy coś we mnie pękło tak bardzo, że przestał mnie kochać? Czy może… Dagmara wypełniła każdą szczelinę w jego głowie swoimi słowami, aż w końcu uwierzył, że jestem zagrożeniem? Czułam się zdradzona. I kompletnie bezsilna. Nie chodziło nawet o majątek. Chciałam tylko jednego: by ktoś powiedział mi, że tata mnie kochał. Że nie zapomniał. Że to wszystko nie było moją winą. Ale nikt tego nie powiedział.

Wiem, że to jej wina

Dagmara mieszkała teraz w nowym apartamencie.

– Czego chcesz? – zapytała, otwierając drzwi z wymuszoną uprzejmością.

– Prawdy – odpowiedziałam. – Powiedz mi wprost: co mu zrobiłaś? Jak go odcięłaś ode mnie? Jak go zmanipulowałaś?

Dagmara zaśmiała się. Prawdziwie. I chłodno.

Karolinko, naprawdę wciąż żyjesz tymi złudzeniami? Twój ojciec był dorosłym człowiekiem. Sam podjął decyzję. Ty nigdy nie zaakceptowałaś naszego związku. Myślałaś, że będziesz jedyną kobietą w jego życiu?

– Bo nią byłam! Do czasu aż się pojawiłaś!

Zacisnęłam pięści. Wszystko we mnie kipiało.

– On się od ciebie odsunął, bo był już tobą zmęczony. Ciągłe pretensje, wieczne wyrzuty… On chciał spokoju. A ze mną go miał.

– To bzdura! Gdyby mógł mówić, powiedziałby inaczej! – krzyknęłam, choć nie byłam już tego taka pewna.

Dagmara spojrzała na mnie z politowaniem.

– On cię kochał, Karolino. Ale przestał ci ufać. I to nie przeze mnie. Sam mówił, że czasem rodzina to nie ci, którzy dzielą krew, tylko ci, przy których można być sobą.

Poczułam, jakby mnie uderzyła. Wyszłam stamtąd jak w transie. I pierwszy raz od dawna nie płakałam. Byłam po prostu pusta. Jakby wyrwano ze mnie coś na zawsze.

Karolina, 22 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:

Reklama
Reklama
Reklama