Reklama

Nie jestem typem osoby, która dramaty wyczuwa w powietrzu. Zawsze uważałam się za dość racjonalną – ot, studentka psychologii z głową na karku, która żyje sobie spokojnie w mieszkaniu rodziców i myśli o jutrze, nie o katastrofach. Nasza rodzina? Stabilna. Nudna wręcz. Tata – Maciej – przez całe życie powtarzał, że liczy się rozsądek, oszczędność i planowanie. Był taki... przewidywalny. Mama – Danuta – wierzyła mu we wszystkim, co mówił, jakby każde jego słowo było prawem. A ja? W tym wszystkim czułam się bezpieczna. Do czasu.

Zaczęło się niepozornie. Tata coraz częściej zamykał się w swoim gabinecie, a na pytania o rachunki reagował niechęcią. Mama niby się śmiała, że “znowu gdzieś zgubiła paragony”, ale zaczynała być poddenerwowana, gdy prosiła tatę o dostęp do konta, a on tylko machał ręką, mówiąc: „daj spokój, wszystko ogarniam”. Coraz częściej czułam się jak intruz, jakbyśmy żyli w dwóch równoległych rzeczywistościach – oni w swojej ciszy, a ja w domysłach.

– Mamo, tata jest ostatnio jakiś dziwny, zauważyłaś? – zapytałam któregoś wieczoru przy kolacji.

– Zmęczony jest, dużo pracuje – odpowiedziała, nawet na mnie nie patrząc.

Ale ja wiedziałam. Coś się zbliżało.

Przyszedł do nas komornik

Dźwięk dzwonka rozdarł ciszę któregoś poranka. Siedziałam właśnie przy stole, jedząc zimne płatki z mlekiem, kiedy mama, jeszcze w szlafroku, spojrzała na mnie pytająco.

– Otworzysz? – zapytała cicho, jakby to był jakiś gość, którego wcale nie chce widzieć.

Podniosłam się niechętnie i ruszyłam do drzwi. Za szybą stał mężczyzna w czarnym płaszczu i teczką w ręce. Nie musiał się przedstawiać – wyglądał dokładnie tak, jak się go sobie wyobraża: komornik.

– Dzień dobry. Komornik sądowy przy Sądzie Rejonowym... – zaczął formalnym tonem. Mama dołączyła do mnie w drzwiach, a zaraz za nią pojawił się ojciec. Wyszedł z gabinetu z twarzą jak z kamienia.

– To jakaś pomyłka – powiedział natychmiast. – Na pewno ma pan zły adres.

– Mam wszystkie dokumenty. Sprawa dotyczy zaległości w spłacie kredytu oraz kilku tytułów wykonawczych... – mówił dalej komornik, a ja słyszałam już tylko szum we własnych uszach.

– Proszę opuścić naszą posesję – przerwał mu ojciec, tonem, którego nie znałam.

Drzwi zamknęły się z trzaskiem.

Maciek, co to było?! – Mama stała jak wryta.

– Pomyłka, mówiłem – rzucił i odszedł, jakby to był listonosz z ulotkami.

Zostaliśmy z mamą w przedpokoju, osłupiałe.

– Mamo... to nie była żadna pomyłka – wyszeptałam. – On kłamał. Ktoś tu coś bardzo ukrywa.

Nagle wszystko zaczęło się układać w całość: znikające przedmioty z garażu, niekończące się zmęczenie, to, że już dawno nie tankowaliśmy auta, bo wszędzie blisko. Miałam wrażenie, że dom, w którym dorastałam, właśnie zaczyna się chwiać w fundamentach.

Ojciec nic nie chciał powiedzieć

Nie wytrzymałam. Długo chodziłam po pokoju, próbując zebrać myśli, aż w końcu zapukałam do drzwi gabinetu.

– Tata, możemy porozmawiać?

Siedział przy biurku, zgaszony, z oczami wbitymi w ekran laptopa. Nie oderwał wzroku.

– Teraz nie mam czasu, Kinga.

– Coś się dzieje, a ty udajesz, że wszystko jest w porządku. Przed chwilą stał u nas komornik! – głos mi zadrżał. – Ty myślisz, że ja tego nie widzę?

– Powiedziałem już, to pomyłka – syknął i w końcu spojrzał na mnie. Jego twarz... to nie był mój ojciec. Był twardszy. Jakby zamknięty za jakimś szkłem, nie do dotknięcia.

– Przestań! – rzuciłam. – Kłamiesz. Od miesięcy coś ukrywasz. Mama też nic nie wie? Myślisz, że wystarczy się zamknąć w gabinecie i wszystko zniknie?

Zamknął laptopa z hukiem.

– Nie twoja sprawa! – warknął. – Jesteś dzieckiem! Zajmij się nauką, a nie moimi finansami!

– Dzieckiem?! Mam dwadzieścia jeden lat! A ty? Ukrywasz coś takiego przed własną rodziną?!

Wstał nagle, zbyt gwałtownie.

– Robię wszystko, żebyście mieli co jeść! – krzyknął, a ja cofnęłam się o krok.

– Wolisz nas okłamywać, niż się przyznać, że sobie nie radzisz?! – głos mi się łamał, ale nie przestawałam.

Drzwi się otworzyły. Mama stanęła między nami, roztrzęsiona.

– Przestańcie, błagam! Maciek, powiedz mi w końcu, co się dzieje. Kinga, ty też... nie krzyczcie...

Ojciec odwrócił się, wyszedł. Zostawił nas w tej ciszy. Spojrzałam na mamę. Jej oczy były pełne łez, ale wciąż broniła go – choć sama nie miała pojęcia przed czym.

Podsłuchałam rozmowę rodziców

Tej nocy nie zmrużyłam oka. Wpatrywałam się w sufit, a każda minuta ciągnęła się jak godzina. Po drugiej nad ranem usłyszałam skrzypnięcie drzwi. Potem ciche szepty z kuchni. Podniosłam się z łóżka i ruszyłam na palcach w stronę schodów.

Stałam w półcieniu, tuż za ścianą. Ich głosy były przytłumione, ale wyraźne.

Nie chciałem cię tym obciążać – mówił ojciec, zmęczonym, cichym głosem. – Myślałem, że jakoś to ogarnę. Że to tylko kwestia czasu...

– Maciek... ile tego jest? – zapytała mama. Słyszałam, że płacze.

– Nie wiem. Spłaty, kredyty, leasingi... Wszystko przez firmę. Najpierw przestali płacić kontrahenci, potem bank zaczął odmawiać kolejnych kredytów. Myślałem, że wyciągnę firmę. Że nie będę musiał nikomu mówić.

– I przez to mamy komornika? – zapytała przez łzy. – Przez to... możemy wszystko stracić?

Zapadła cisza.

Weszłam. Stanęłam w drzwiach i spojrzałam na nich oboje.

– Słyszałam wszystko – powiedziałam. – I nie zamierzam siedzieć cicho. Chcę znać całą prawdę.

Ojciec zbladł. Matka zerwała się z krzesła.

– Kinga, nie powinnaś tego słuchać...

– Nie? To może lepiej, żebym dowiedziała się od komornika, że nie mamy już domu? – wbiłam wzrok w ojca. – Ile mamy jeszcze czasu?

Usiedli. Ojciec położył dłonie na stole, jakby ważył każde słowo.

– Firma transportowa, którą prowadziłem... Tonę. Zalegam wszędzie. Leasingi, kredyty, urząd skarbowy, ZUS... Przez dwa lata wszystko przykrywałem kolejnymi pożyczkami. Liczyłem na kontrakty, które nie wypaliły. Z każdym miesiącem było gorzej. W końcu przestałem spać.

Mama patrzyła na niego jak na obcego człowieka.

– Dlaczego nic nie powiedziałeś?

– Bo się bałem. Że mnie znienawidzicie. Że zobaczysz we mnie kogoś słabego.

Ja już wiedziałam. To nie był mój silny, nieugięty ojciec. To był człowiek, który się w tym wszystkim zagubił.

Ojciec wszystko nam wyznał

Siedzieliśmy wtedy przy kuchennym stole do świtu. Ojciec mówił – pierwszy raz tak szczerze. Nie było już miejsca na dumę. Opowiadał, jak to się zaczęło: jeden leasing, bo potrzebował nowego busa. Potem drugi, bo flota się starzała, a konkurencja rosła. Wtedy jeszcze wszystko szło dobrze. Dużo zleceń, pieniądze wpływały regularnie. Ale przyszły przestoje, opóźnienia w płatnościach. Zaczął łatać dziury kolejnymi kredytami.

W pewnym momencie już tylko przesuwałem terminy, kombinowałem. Brałem chwilówki, sprzedawałem sprzęt z garażu, bo wiedziałem, że ZUS nie czeka. Myślałem, że to tylko do czasu, aż przyjdzie duże zlecenie...

Nie przyszło.

– Wstydziłem się – dodał po chwili. – Nie chciałem być tym, który zawiódł. Który nie umie utrzymać rodziny. Bałem się, że jeśli wam powiem, wszystko się posypie.

Mama siedziała jak z kamienia. Płakała już wcześniej, teraz była pusta. Jakby coś w niej zgasło.

– A więc od miesięcy żyliśmy w fikcji – wyszeptała. – Oszczędności? Gdzie są nasze oszczędności?

– Poszły. Wszystko – ojciec spuścił głowę.

Nie mogłam już tam siedzieć. Wybiegłam z domu, rzuciłam na siebie kurtkę i po prostu... szłam. Przez park, osiedle, puste ulice. W głowie miałam tylko jedno: całe życie ufałam komuś, kto nawet nie potrafił powiedzieć prawdy. Pamiętałam, jak w podstawówce robiłam z nim budowle z klocków. Jak ściskał moją dłoń, kiedy zdawałam maturę. Jak zawsze powtarzał, że „wszystko da się naprawić, byle nie kłamstwo”. A teraz? Nie wiedziałam już, kim on był.

Szukałam wsparcia

Poszłam do ciotki – siostry mamy. Wiedziałam, że ona zawsze mówiła to, co myśli, nawet jeśli bolało. Przyjęła mnie bez pytań. Zaparzyła herbaty, siadłyśmy przy kuchennym stole, a ja opowiedziałam jej wszystko.

– Długi? Komornik? – powtórzyła z niedowierzaniem. – No to się chłopina pogubił. Ale wiesz co, Kinga? Maciek zawsze był zbyt dumny, żeby przyznać się, że czegoś nie ogarnia.

– Ale to nie tłumaczy, że nas okłamywał – przerwałam jej ostro.

– Nie tłumaczy – przyznała. – Ale twoja mama też... Ślepo mu ufała. Zawsze mówiła: "Maciek wie, co robi". I teraz macie, co z tego wyszło.

Zamilkłam.

– A dom? – zapytałam po chwili. – Czy mogą nam go zabrać?

– Jeśli był zabezpieczeniem kredytów... to wszystko możliwe – odpowiedziała spokojnie, jakby mówiła o zakupach. – Musisz to sprawdzić. I to ty, nie matka. Ona się nie podniesie, jak jej ktoś powie, że będzie musiała się wynieść z własnej kuchni.

Przełknęłam ślinę. Miałam dwadzieścia jeden lat i zero doświadczenia z prawem, kredytami, majątkiem. Ale nagle zrozumiałam, że to wszystko spadnie na mnie.

– I co mam zrobić?

– Zacząć od papierów – odpowiedziała. – Zobaczyć, gdzie jest dno. A potem szukać wyjścia.

Zaczęłam działać. Wieczorem siedziałam już przy komputerze, wypisywałam listę pytań. Przeglądałam dokumenty, które mama trzymała w szufladzie w salonie. Kredyty, umowy, wezwania do zapłaty. Szokowało mnie, ile tego jest. Nie wierzyłam już, że oni sobie z tym poradzą. Ale ja... musiałam. Nawet jeśli nie wiedziałam jeszcze jak.

Kinga, 21 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama