„Odkryłem, że żona mnie zdradza. Zamiast odejść, zrobiłem jej niezłą niespodziankę i liczyłem, że zapomni o kochanku”
„Zrozumiałem jedno: nie chcę jej stracić. Nawet jeśli ktoś inny już zdążył ją do siebie przekonać. Postanowiłem walczyć. Nie z Jakubem. Z własnym zaniedbaniem. I o to, co kiedyś naprawdę nas łączyło”.

Gdy patrzę dziś na Martę, czasem łapię się na myśli, że ona wie. Że przeczuwa, iż to ja celowo przeciąłem nitkę, która zaczynała wiązać jej serce z kimś innym. Od tamtej pory minęło kilka lat. Dwoje dzieci, nowy dom, rutyna. A ja nadal nie wiem, czy wtedy moja żona była jedynie zauroczona, czy zdążyła się naprawdę zakochać. I choć ten mężczyzna dawno zniknął z naszej codzienności, jego cień wciąż czasem prześlizguje się przez nasze wspólne życie.
Dowiedziałem się przypadkiem
O tym, że Marta mnie zdradza, dowiedziałem się przypadkiem. Pochłonięty sprawami firmy nie zauważyłem, kiedy w jej spojrzeniu znów pojawił się blask, a głos zyskał lekkość. Myślałem, że to zmiana fryzury, nowa dieta albo po prostu lepszy czas w pracy. Nie skojarzyłem, że każda zmiana w niej nosiła czyjś ślad.
Tamtego poranka zapomniała telefonu. Leżał między poduszkami, dzwoniąc natarczywie. Zwykle nie zaglądam w jej rzeczy, lecz ten uporczywy dźwięk nie dawał mi spokoju. Chciałem go wyciszyć. Spojrzałem na ekran. Imię: Jakub. Znajomy z pracy? Kolega z zespołu? Nie znałem żadnego Jakuba z jej otoczenia. W pierwszej chwili miałem po prostu wyłączyć dźwięk. Tak byłoby najrozsądniej. Ale coś mnie powstrzymało. Odłożyłem telefon na szafkę. Ale dźwięk wrócił, tym razem jako wiadomość. Przypadkiem zerknąłem.
„Tęsknię. Wracam za trzy dni. Może dziś wieczorem zadzwonimy? Chcę znów usłyszeć Twój śmiech”.
W jednej chwili serce zamarło mi w piersi. Usiadłem na brzegu łóżka i odblokowałem ekran. To, co zobaczyłem, nie było brutalne ani wulgarne. To były słowa ciepłe, pełne bliskości. I dlatego bolały jeszcze bardziej. Jakub pisał, że ceni jej mądrość, że od miesięcy nie potrafi o niej nie myśleć. Że nigdy nie zamierzał się zakochać, ale nie potrafił inaczej.
Im dłużej czytałem, tym bardziej czułem, jak świat, który znałem, się rozpada. Marta pisała o tym, że nie planowała, że wszystko ją zaskoczyło. Że ma rodzinę i nie może tak żyć dalej, choć myśl o rozstaniu z nim boli ją bardziej, niż się spodziewała. Przestałem czytać. Obcy człowiek właśnie uświadomił mi, że moja żona już do mnie nie należy.
Nie zrobiłem awantury
Nie zadzwoniłem do niej z pretensjami, nie przeszukałem wszystkich szuflad w poszukiwaniu kolejnych dowodów. Zamiast tego zaparzyłem sobie herbatę i długo siedziałem przy stole. W ciszy. Potem znów przeczytałem wiadomości. Uważniej. Szukałem czegoś, co pozwoli mi zrozumieć.
W jednej z nich Marta pisała: „Nie chcę nikogo ranić. Nie chcę odchodzić. Ale znów czuję, że żyję”. Poczułem ból, lecz też coś więcej. Czułem się odepchnięty, jednak nie byłem już pewien, czy jestem tylko ofiarą. Od miesięcy żyliśmy obok siebie. W codziennej rutynie, milczących kolacjach i wieczorach z telefonami w dłoni. Marta mówiła, że wszystko w porządku. Ja mówiłem, że jestem zmęczony. Czy to wystarczyło, by miała prawo szukać emocji gdzie indziej? Nie. Ale może wystarczyło, by je tam znaleźć.
Tego dnia nie zadzwoniłem do Jakuba. Nie śledziłem Marty, nie sprawdzałem jej lokalizacji. Zamiast tego spojrzałem na siebie. Na to, kim byłem dla niej przez ostatni rok. Czułem żal, ale też przebłysk determinacji. Zrozumiałem jedno: nie chcę jej stracić. Nawet jeśli ktoś inny już zdążył ją do siebie przekonać. Postanowiłem walczyć. Nie z Jakubem. Z własnym zaniedbaniem. I o to, co kiedyś naprawdę nas łączyło.
To był świetny pomysł
Wiedziałem, że nie mogę tego zrobić otwarcie. Gdyby Marta dowiedziała się o moich planach, mogłaby się wycofać, zamknąć. A ja chciałem zaryzykować. Nasza piąta rocznica zbliżała się wielkimi krokami. Postanowiłem zorganizować przyjęcie, które zapamięta na długo – choć niekoniecznie ze względu na tort czy dekoracje.
Zadzwoniłem do Ani, jej koleżanki.
– Aniu, potrzebuję przysługi. I dyskrecji.
– Zabrzmiało poważnie – zaśmiała się. – Co się dzieje?
– Chcę zorganizować niespodziankę dla Marty. Ma to być spotkanie integracyjne… ale w naszym domu. Rocznica ślubu. Chcę, żeby wszyscy przyszli. Wszyscy, rozumiesz?
– W tym Jakub?
– Tak. Właśnie jego najbardziej.
Zawahała się.
– To na pewno dobry pomysł?
– Nie wiem. Ale chcę, żeby zrozumiała, że ma wybór. I że ja jestem tym lepszym wyborem.
W dniu przyjęcia wręczyłem Marcie pudełko z nową sukienką.
– Co to? – spytała z uśmiechem.
– Prezent. Przymierz, proszę.
– Na jaką okazję?
– Zobaczysz wieczorem.
Pocałowałem ją lekko w policzek. Przez chwilę patrzyła mi w oczy. I choć nic nie powiedziała, widziałem, że ten gest coś w niej poruszył.
Żona była zaskoczona
Dom wypełnił się śmiechem, zapachem pieczonego mięsa i dźwiękiem kieliszków stukających o siebie. Marta była zaskoczona, a jednocześnie rozpromieniona. Przechadzała się między gośćmi z uśmiechem, przyjmując życzenia, choć do końca nie rozumiała, jak to wszystko się wydarzyło.
– Naprawdę sam to wymyśliłeś? – szepnęła mi do ucha, gdy przyciągnąłem ją do tańca.
– Całkiem sam. I nie żałuję ani jednej minuty przygotowań.
– Zaskoczyłeś mnie. Serio.
– Taki był plan.
W tym momencie weszli znajomi z pracy. Uśmiech Marty nieco zgasł, gdy w drzwiach pojawił się Jakub. Widziałem, jak znieruchomiała, jak nerwowo poprawiła włosy.
– Cześć, Marto – powiedział, podchodząc. – Wszystkiego najlepszego.
– Dziękuję – odpowiedziała cicho.
Podałem mu rękę.
– Cieszę się, że pan przyszedł. Marta wiele mówi o swojej pracy. Dobrze, że dziś może się z wami podzielić swoim szczęściem.
Zawahał się, po czym skinął głową i odszedł w stronę innych gości. Marta spojrzała na mnie z lekkim niedowierzaniem.
– Co on tu robi?
– Marta, ja wiem o was. I pozwalam ci wybrać... Nie popełnij błędu.
Nie odpowiedziała. Tylko skinęła głową, ale w jej oczach dostrzegłem łzy.
Warto było zaryzykować
Wieczór dobiegał końca. Goście śmiali się, tańczyli, rozmawiali. Marta krążyła między nimi w sukience, którą jej wręczyłem, z kieliszkiem w dłoni i lekko zaróżowionymi policzkami. Widziałem, jak kilkukrotnie omijała wzrokiem Jakuba. On stał z boku, przy stole z przekąskami, jakby czekał, aż wszystko się skończy.
Gdy tylko muzyka nieco przycichła, podszedłem do niej.
– Chodź – powiedziałem. – Mam coś jeszcze.
Zdziwiona, poszła za mną na środek salonu. Wszyscy wokół ucichli, kiedy klęknąłem i wyjąłem małe pudełeczko z kieszeni marynarki.
– Marta… pięć lat temu przysięgałem, że będę przy tobie w każdej chwili. Dobrej i złej. Dziś wiem, że nie zawsze byłem. Ale jeśli pozwolisz, chcę znów być tym, którego wybierasz. Każdego dnia.
Zapanowała cisza. Usłyszałem ciche westchnięcie. A potem jej głos:
– Nie wiem, co powiedzieć…
– Powiedz, że nadal będziesz moją żoną i że zatańczysz ze mną – uśmiechnąłem się, wstając.
Muzyka znów popłynęła. Piosenka z naszego wesela. Przytuliłem ją delikatnie.
– Nie musisz mówić wszystkiego – szepnęła.
– Wiem. I Ty też nie musisz – odpowiedziałem.
Nie wiem, kiedy Jakub wyszedł. Może uznał, że nie ma tu już miejsca. Wtedy tego nie analizowałem. Liczyło się tylko to, że Marta wtuliła się we mnie jak kiedyś. A ja czułem, że znów jest moja.
Karol, 40 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Nie było nas stać na studniówkę, ale córka i tak poszła. Załamałam się, gdy wyznała, skąd wzięła na to pieniądze”
- „Każdy zazdrościł mi żony, ale nikt nie wiedział, co przeżywam za zamkniętymi drzwiami. Dłużej tego nie zniosę”
- „Zamieniłam wygodne życie w mieście na domek w górach. Dziś wiem, że kulig w śniegu po pachy nie jest dla mnie”

