Reklama

Od dziecka wiedziałam, że w naszym domu jest temat, którego nie wolno poruszać. Wystarczyło jedno pytanie o ojca, by mama milkła, zmieniała temat albo wychodziła do kuchni pod byle pretekstem. Dorastałam w ciszy pełnej niedopowiedzeń. Przez lata przekonywałam samą siebie, że to nie ma znaczenia. Aż do dnia, w którym prawda sama zapukała do naszych drzwi.

Byłam na nią wściekła

Tamtego popołudnia wróciłam z pracy wcześniej. W skrzynce na listy znalazłam kopertę z obcym nazwiskiem, ale z naszym adresem. Już miałam ją odłożyć na półkę w korytarzu, kiedy zauważyłam dopisek drobnym pismem. To było moje nazwisko. Usiadłam na schodach i przez chwilę obracałam kopertę w dłoniach. Nie znałam nadawcy. Otworzyłam ją bez większych oczekiwań, przekonana, że to jakaś pomyłka.

„Jeśli to czytasz, to znaczy, że długo zwlekałem. Nazywam się Marek i jestem twoim ojcem”.

Serce zaczęło mi walić tak mocno, że musiałam oprzeć się o ścianę. Przeczytałam pierwsze zdanie jeszcze raz, potem kolejne. Litery rozmazywały mi się przed oczami. Mama stała w progu kuchni, kiedy weszłam do środka z listem w ręku.

Co to jest? – zapytała spokojnie, ale jej głos był napięty.

– Ty mi powiedz – odpowiedziałam i położyłam list na stole. – Kim jest Marek?

Zobaczyłam, jak blednie. Oparła się o blat, jakby nagle zabrakło jej sił.

Skąd to masz? – wyszeptała.

– Dostałam list. Od mojego ojca. – Słowo „ojca” zabrzmiało obco.

Mama usiadła ciężko na krześle.

– To wszystko nie jest takie proste.

– Przez trzydzieści dwa lata mówiłaś mi, że tata odszedł, kiedy byłam mała. Że nie chciał mieć z nami nic wspólnego. – Głos zaczął mi drżeć. – A teraz ktoś pisze, że długo zwlekał? Z czym zwlekał? Z przypomnieniem sobie, że ma córkę?

Mama zakryła twarz dłońmi

On nie wiedział.

Te dwa słowa przecięły powietrze.

– Jak to nie wiedział? – podniosłam głos. – Chcesz mi powiedzieć, że nie powiedziałaś mu, że ma córkę?

Milczała. To milczenie było odpowiedzią. Usiadłam naprzeciwko niej. Nagle wszystkie wspomnienia zaczęły układać się w inny obraz. Brak zdjęć. Brak historii. Zawsze tylko krótkie: „Nie było nam po drodze”.

Dlaczego? – zapytałam ciszej.

Mama podniosła na mnie oczy. Były pełne łez.

– Bałam się. Byłam młoda, uparta. Pokłóciliśmy się. Powiedział, że wyjeżdża na kilka miesięcy za granicę. A ja… nie chciałam go zatrzymywać. Kiedy dowiedziałam się o ciąży, uznałam, że poradzę sobie sama. Byłam dumna. Zbyt dumna.

Wstałam gwałtownie.

– Odebrałaś mu prawo do bycia moim ojcem. I mnie prawo do poznania go.

Chroniłam cię! – odpowiedziała podniesionym głosem. – Nie wiedziałam, czy wróci. Nie wiedziałam, czy będzie odpowiedzialny.

– A teraz? – zapytałam. – Skąd on w ogóle wie o mnie?

Mama otarła łzy.

– Spotkał niedawno moją dawną koleżankę. Powiedziała mu.

Poczułam, jak ogarnia mnie gniew.

– Chce się ze mną spotkać – powiedziałam, patrząc na ostatnie zdanie listu.

Mama spojrzała na mnie przerażona.

– Nie musisz tego robić.

– Chcę. – Tym razem byłam pewna. – Całe życie żyłam z połową historii. Chcę poznać drugą.

Wyszłam z kuchni, zabierając list. W moim pokoju usiadłam na łóżku i wpatrywałam się w podpis na dole kartki. „Tata”. Tak się podpisał. To słowo budziło we mnie sprzeciw, ale też dziwne ciepło. Jakby część mnie od zawsze czekała, aż ktoś je wypowie.

Nie owijałam w bawełnę

Na odpowiedź na mój krótki, zdawkowy e-mail nie musiałam długo czekać.

„Dziękuję, że się odezwałaś. Zapraszam na kawę w sobotę, o jedenastej. Będę czekał”.

Podpisał się imieniem. Bez „tata”. Cały tydzień chodziłam jak na szpilkach. Mama obserwowała mnie ukradkiem, ale nie poruszała tematu. W piątek wieczorem zatrzymała mnie w przedpokoju.

Na pewno chcesz tam iść? – zapytała cicho.

– Tak – odpowiedziałam, wkładając płaszcz. – Nie po to zaczęłam, żeby teraz się wycofać.

Boję się, że cię rozczaruje – dodała.

Spojrzałam na nią uważnie.

– Mamo, ja już jestem rozczarowana. Nie nim. Sytuacją.

Nie odpowiedziała. Odwróciła wzrok. W sobotę przyszłam pod wskazany adres dziesięć minut wcześniej. Kawiarnia była mała, z dużymi oknami wychodzącymi na park. Zobaczyłam go od razu. Siedział przy stoliku pod ścianą, nerwowo obracając filiżankę w dłoniach. Był podobny do mnie. To uderzyło mnie najmocniej. Ten sam kształt nosa, ten sam sposób unoszenia brwi. Wstał, kiedy podeszłam.

– Judyta? – zapytał niepewnie.

Skinęłam głową.

– Dzień dobry.

Przez chwilę staliśmy naprzeciwko siebie, jak dwoje obcych ludzi, którzy nie wiedzą, czy wypada im się przytulić. W końcu usiedliśmy.

– Dziękuję, że przyszłaś – zaczął. – Nie byłem pewien, czy będziesz chciała mnie zobaczyć.

– Sama nie byłam pewna – odpowiedziałam szczerze.

Uśmiechnął się smutno.

Masz prawo być zła.

– Jestem. – Nie owijałam w bawełnę. – Ale bardziej na to, że nikt nie powiedział mi prawdy.

Przytaknął powoli.

– Gdybym wiedział… – urwał. – Wyjechałem wtedy na pół roku. Wróciłem, a twoja mama nie chciała mnie widzieć. Myślałem, że to koniec. Byłem młody, uparty. Uznałem, że skoro mnie odtrąciła, to nie będę się narzucał.

– A nie przyszło ci do głowy, żeby spróbować jeszcze raz? – zapytałam.

Westchnął.

– Przyszło. Wiele razy. Jedna duma to straszna rzecz. Człowiek wmawia sobie, że robi słusznie.

Zamilkliśmy. Kelnerka postawiła przede mną herbatę.

– Kiedy dowiedziałem się o tobie – kontynuował – świat mi się zatrzymał. Przez kilka nocy nie spałem. Zastanawiałem się, ile mnie ominęło. Pierwszy krok, pierwszy dzień w szkole… – Głos mu zadrżał. – Nie chcę udawać ojca po latach. Chcę cię po prostu poznać, jeśli mi pozwolisz.

Patrzyłam na niego uważnie. Widziałam człowieka zmieszanego, przejętego, trochę zagubionego.

– Dlaczego teraz? – zapytałam.

– Bo dopiero teraz dowiedziałem się o tobie. I nie chcę już żyć z myślą, że gdzieś jest moja córka.

To słowo znów wybrzmiało między nami. „Córka”. Poczułam, jak coś we mnie mięknie.

Nie wiem, czego od ciebie oczekuję – przyznałam. – Może tylko tego, żebyś był szczery. Bez półprawd.

– Obiecuję – odpowiedział bez wahania.

Rozmawialiśmy ponad dwie godziny. O mojej pracy, jego firmie, o książkach, które czytamy. Zaskakiwało mnie, ile mamy wspólnego. Kiedy opowiadałam o mojej pasji do fotografii, uśmiechnął się szeroko.

Też kiedyś robiłem zdjęcia. Może masz to po mnie.

To było dziwne uczucie – słuchać kogoś, kto odnajduje w tobie swoje cechy. Kiedy wychodziliśmy z kawiarni, zatrzymał się na schodach.

Czy mogę czasem zadzwonić? – zapytał niepewnie.

Wahałam się tylko chwilę.

– Możesz.

Nie przytuliliśmy się. Nie było jeszcze na to miejsca. Jednak kiedy odchodziłam, poczułam, że coś dziwnego. Nie wiedziałam tylko, jak zareaguje mama, gdy dowie się, że chcę dać mu szansę.

Odzyskałam spokój

Nie musiałam długo czekać na konfrontację. Mama sama ją wywołała. Tego wieczoru siedziała w salonie przy zgaszonym świetle. Tylko lampka w rogu rzucała żółte światło na jej twarz.

Spotkałaś się z nim – powiedziała, zanim zdążyłam zdjąć płaszcz.

– Tak.

– I? – zapytała, jakby to jedno słowo ważyło tonę.

Usiadłam naprzeciwko niej.

– Jest zwykłym człowiekiem. Nie potworem. Nie bohaterem. Po prostu człowiekiem, który popełnił błędy.

Mama zacisnęła dłonie na kolanach.

– Łatwo ci mówić. Nie wiesz, jak to było.

– Właśnie nie wiem – odpowiedziałam spokojnie. – Bo nigdy mi nie powiedziałaś.

Przez chwilę patrzyłyśmy na siebie w milczeniu. Czułam, że stoję na granicy czegoś, co może nas rozdzielić na zawsze albo wreszcie oczyścić powietrze.

Bałam się, że cię stracę – wyszeptała nagle. – Jeśli by wrócił i chciał cię zabrać… Ja nie miałam nic poza tobą.

Te słowa zabolały mnie bardziej niż wcześniejsze kłamstwo.

– Mamo, dziecko to nie trofeum, które można komuś odebrać – powiedziałam cicho. – To nie była walka. To było moje życie.

W jej oczach pojawiły się łzy.

– Wiem. Zrozumiałam to za późno.

To nie usprawiedliwiało decyzji

Wtedy pierwszy raz zobaczyłam w niej nie tylko matkę, ale kobietę, która kiedyś była młoda, zagubiona i przerażona. To nie usprawiedliwiało decyzji, ale czyniło ją bardziej ludzką. Kilka dni później zaproponowałam coś, czego sama się bałam. Jakiś czas później postanowiłam zaaranżować spotkanie.

– Porozmawiajcie – powiedziałam, stojąc między nimi w małej sali restauracji, którą wybrałam na neutralny grunt. – Nie dla mnie. Dla siebie.

Siedzieli naprzeciwko siebie jak dawni przeciwnicy. Napięcie było wyczuwalne.

– Nie wiedziałem – zaczął Marek. – Gdybym wiedział o Judycie, wróciłbym.

Mama skinęła głową.

– Wiem. Teraz już wiem, że powinnam była powiedzieć ci prawdę. Jednak wtedy byłam przekonana, że sobie nie poradzimy razem.

– Może mielibyśmy trudniej – odpowiedział spokojnie. – Ale mielibyśmy ją.

Spojrzał na mnie. To krótkie zdanie podsumowało trzydzieści dwa lata. Rozmawiali długo. Bez krzyków, bez oskarżeń. Po raz pierwszy słuchałam ich wspomnień, które dotyczyły mnie, a których nigdy wcześniej nie znałam. Czułam, jak wypełnia się puste miejsce w mojej historii. Nie stali się nagle rodziną z obrazka.

Nie zaczęli spędzać razem świąt ani udawać, że nic się nie stało. Jednak przestali być dla siebie wrogiem. Zaczęłam spotykać się z ojcem. Uczyliśmy się siebie powoli, bez wielkich słów. Kiedy pierwszy raz przedstawił mnie swoim znajomym jako „moją córkę”, poczułam ukłucie wzruszenia, ale też spokój. To słowo wreszcie przestało być obce.

Z mamą też przeszłyśmy długą drogę. Były rozmowy trudne, pełne łez, ale szczere. Przestałam ją idealizować jako samotną bohaterkę. Zobaczyłam jej słabości, a ona zobaczyła, że nie jestem już dziewczynką, którą trzeba chronić przed światem. Prawda wywróciła moje życie do góry nogami, ale nie zniszczyła go. Uporządkowała je na nowo. Zrozumiałam, że nie jestem połową czyjejś historii. Jestem całością, nawet jeśli ta całość powstawała w bólu i niedomówieniach. Dziś, gdy patrzę w lustro, widzę w sobie i mamę, i jego. I po raz pierwszy nie czuję pustki.

Judyta, 32 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama