Reklama

Mroźny styczeń i rodzinny obiad z okazji dwudziestolecia małżeństwa miały być chwilą wytchnienia, a stały się początkiem końca mojego świata. Dwie dekady budowania wspólnego życia rozpadły się na kawałki między zupą a drugim daniem, gdy prawda o podwójnym życiu mojego męża wyszła na jaw przy wszystkich gościach.

Czułam niepokój

W domu pod Warszawą panowała atmosfera radosnego oczekiwania. Termometr za oknem pokazywał solidny minus, więc zadbałam o to, żeby w środku było przytulnie. Stół był nakryty na dwanaście osób – rodzina, nasi najlepsi przyjaciele i dzieci. Mój osiemnastoletni syn, Igor, i szesnastoletnia córka, Natalia, pomagali mi rozstawiać talerze. Niby wszystko było w porządku, ale w środku czułam dziwny niepokój. To nie był stres przed przyjęciem, to był ten rodzaj intuicji, który mówi ci, że zaraz wydarzy się coś złego, choć nie masz na to żadnych dowodów.

Marek, mój mąż, od rana był dziwnie pobudzony. Żartował głośniej niż zwykle, co chwila sprawdzał telefon i wychodził do drugiego pokoju. Widziałam, że zerka na mnie z jakąś dziwną winą w oczach, ale kiedy pytałam, czy wszystko gra, zbywał mnie krótkim „tak, kochanie”. Jego najlepszy kumpel, Sebastian, też wydawał się spięty, jakby wiedział coś, o czym ja nie miałam pojęcia.

Mąż się dziwnie zachowywał

Przez ostatnie pół roku nasze małżeństwo stało się jakąś dziwną grą pozorów. Marek ciągle pracował po godzinach, brał nagłe delegacje w weekendy i nie rozstawał się z komórką nawet w łazience. Kiedy próbowałam o tym rozmawiać, oskarżał mnie o paranoję. Twierdził, że firma przechodzi restrukturyzację i musi dawać z siebie wszystko, żebyśmy mieli za co żyć na dotychczasowym poziomie. Chciałam mu wierzyć, bo przecież po dwudziestu latach ufasz człowiekowi niemal bezgranicznie.

Podczas obiadu podeszła do mnie Marta, moja jedyna prawdziwa przyjaciółka.

– Justyna, ty się dobrze czujesz? Jesteś blada jak ściana – zagadnęła, odciągając mnie na bok do kuchni.

– Nie wiem, Marta. Coś wisi w powietrzu. Marek zachowuje się, jakby siedział na szpilkach. Widziałaś, jak zareagował, kiedy Natalia chciała pożyczyć jego telefon, żeby zrobić nam zdjęcie? Omal nie wyrwał jej go z ręki – wyznałam, czując, jak trzęsą mi się dłonie.

– Może to po prostu stres związany z jubileuszem? Faceci czasem tak mają, kiedy uświadamiają sobie, ile lat już minęło – próbowała mnie uspokoić, ale widziałam, że sama nie do końca w to wierzy.

Prawda była taka, że czułam się w tym domu jak intruz. Marek niby był obok, ale jego myśli były zupełnie gdzie indziej. Czułam, że między nami wyrósł mur, którego nie potrafiłam przeskoczyć. Zamiast cieszyć się z rocznicy, czułam narastający lęk, że to nasze ostatnie wspólne świętowanie.

Byłam w szoku

W pewnym momencie, gdy goście głośno rozmawiali w salonie, Marek wymknął się do korytarza. Poszłam za nim, chcąc zapytać, czy nie trzeba przynieść więcej lodu do drinków. Znalazłam go w gabinecie. Drzwi były lekko uchylone, a on stał tyłem do wejścia, mówiąc do kogoś szeptem, który był jednocześnie pełen irytacji i jakiejś dziwnej czułości.

Sandra, mówiłem ci, żebyś dzisiaj nie dzwoniła. Mamy rocznicowy obiad, dom pełen ludzi – syczał do słuchawki. – Rozumiem, że ci ciężko, ale obiecałem ci, że to załatwię dopiero w lutym. Rozwód to nie jest wyjście do sklepu po bułki, muszę to rozegrać mądrze ze względu na dzieci i Justynę. Daj mi jeszcze trochę czasu, proszę.

Zamurowało mnie. Stałam tam i czułam, jak całe moje dotychczasowe życie to jakaś kpina. Sandra. To imię brzmiało w moich uszach jak wyrok. On planował rozwód. On miał kogoś, komu obiecywał nową przyszłość na gruzach naszej rodziny. Czułam, jak krew pulsuje mi w skroniach, a w żołądku rośnie wielka, ciężka kula.

Nie potrafiłam zachować zimnej krwi. Weszłam do gabinetu, a Marek niemal upuścił telefon, gdy mnie zobaczył. Jego twarz w ułamku sekundy stała się szara.

– Justyna, to nie tak, jak myślisz... – zaczął swoją stałą śpiewkę, ale ja już go nie słuchałam.

Wyszłam z gabinetu prosto do salonu, gdzie przy stole siedziała cała rodzina.

To był skandal przy obiedzie

Nigdy nie byłam typem osoby, która robi sceny, ale tym razem coś we mnie pękło. Stanęłam przed wszystkimi, przerywając śmiechy i brzęk sztućców. Marek wszedł za mną, próbując mnie łapać za ramię, ale odepchnęłam go tak mocno, że niemal się przewrócił.

– Słuchajcie wszyscy! – powiedziałam głośno, a w salonie zapadła grobowa cisza. – Mój mąż chciałby wznieść toast, ale chyba zapomniał wspomnieć o najważniejszej osobie. O Sandrze, z którą planuje swoją przyszłość po naszym rozwodzie, o którym właśnie się dowiedziałam!

Widok moich dzieci w tamtym momencie był najgorszą rzeczą, jaką przeżyłam. Natalia zaczęła płakać, a Igor wstał, patrząc na ojca z taką nienawiścią, jakiej nigdy wcześniej u niego nie widziałam. Goście siedzieli jak skamieniali. Niektórzy zaczęli spuszczać wzrok, inni nerwowo odkładać serwetki. Marek stał na środku pokoju, nie potrafiąc wykrztusić ani jednego słowa prawdy.

– To prawda, tato? – zapytał Igor głosem, od którego ciarki przechodziły po plecach. – Naprawdę masz inną kobietę i chcesz nas zostawić?

Marek tylko zwiesił głowę. To było wystarczające potwierdzenie. Obiad, który miał być świętowaniem dwudziestu lat miłości, zmienił się w stypę. Ludzie zaczęli się zbierać w milczeniu. Nikt nie wiedział, co powiedzieć, jak się zachować. W ciągu kwadransa dom opustoszał, zostawiając naszą czwórkę w emocjonalnych zgliszczach.

Mąż próbował się tłumaczyć

Zostałam sama z dziećmi w salonie. Marek siedział w kuchni z Sebastianem, który jako jedyny został, żeby go pilnować albo po prostu nie pozwolić mu uciec. Czułam się kompletnie pusta w środku. Cały gniew wyparował, zostawiając miejsce na czystą, lodowatą rozpacz.

– Mamo, co teraz będzie? – zapytała Natalia, tuląc się do mnie. – Czy on odejdzie?

– Nie wiem, córeczko. Ale na pewno nic już nie będzie takie samo – odpowiedziałam, czując, że po raz pierwszy od lat mówię im czystą prawdę, bez ubarwiania rzeczywistości.

W końcu Marek wszedł do salonu. Wyglądał na starszego o dziesięć lat.

– Chcę to naprawić. Ta kobieta... to był błąd. Czułem się niedoceniony, czułem, że praca mnie przytłacza, a ona po prostu słuchała – zaczął wyliczać te swoje żałosne powody.

– Słuchała? I dlatego obiecałeś jej rozwód? Dlatego okłamywałeś nas każdego dnia? – przerwałam mu, nie chcąc słuchać więcej bzdur. – Nie rozbiłeś rodziany, bo się pogubiłeś. Zrobiłeś to, bo jesteś tchórzem, który chciał mieć wszystko: stabilny dom i kochankę na boku.

– Daj mi szansę. Dla dobra dzieci, dla tych dwudziestu lat... – prosił, ale jego słowa brzmiały jak puste hasła z kiepskiego poradnika.

Spojrzałam na niego i zrozumiałam, że nie widzę już w nim partnera. Widziałam człowieka, który zniszczył bezpieczeństwo swoich dzieci dla chwilowego dowartościowania się u boku innej kobiety.

Nie mogę z nim dłużej być

Styczeń za oknem wydawał się teraz wyjątkowo ponury. Wiedziałam, że czeka nas piekło podziału majątku, tłumaczenia rodzinie i układania życia na nowo. Ale wiedziałam też jedno – nie mogłam zostać z kimś, kto w dniu naszej rocznicy planował odejście do innej.

– Wyjdź stąd, Marek – powiedziałam cicho, ale stanowczo. – Zabierz najpotrzebniejsze rzeczy i idź do tej swojej Sandry. Skoro obiecałeś jej, że to załatwisz, to właśnie się stało. Gratuluję, masz wolność, o którą tak walczyłeś za moimi plecami.

Mąż próbował jeszcze coś mówić, ale Igor stanął między nami, dając mu do zrozumienia, że czas negocjacji się skończył. Marek wyszedł, a dźwięk zamykanych drzwi był najgłośniejszym dźwiękiem tego wieczoru. Zostałam z dziećmi przy stole pełnym niedokończonego jedzenia. Wiedziałam, że będzie boleć jeszcze długo, ale poczułam też dziwną ulgę. Kłamstwo w końcu przestało nas dusić.

Niezależnie od tego, co przyniosą kolejne miesiące, wiedziałam, że muszę być silna. Dla Natalii, dla Igora i przede wszystkim dla siebie. Bo dwadzieścia lat małżeństwa to kawał czasu, ale nie jest to wystarczający powód, żeby pozwalać się niszczyć i oszukiwać.

Justyna, 46 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama