Reklama

Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk komórki, a na wyświetlaczu zobaczyłam obcy numer. Akurat siedziałam w kuchni, cierpliwie ucierając ziemniaki. Tego dnia obiecałam mężowi na kolację jego ulubione placki ziemniaczane z sosem pieczarkowym. Już zrobiłam zakupy. Świeże pieczarki i cebula czekały na pokrojenie. Na razie zajęłam się jednak ziemniakami. Zawsze ucieram je ręcznie, bo Marcin twierdzi, że tylko takie dobrze smakują. Gdy jednego razu skorzystałam z maszynki, od razu poczuł różnicę.

Reklama

Ktoś mi oznajmił, że mąż ma kochankę

Wiem, jak to absurdalnie brzmi, ale wtedy nie zastanawiałam się nad tym, że Marcin zrobił ze mnie typową kurę domową, która robi wszystko, żeby mu się przypodobać. I która zachowuje się nie jak żona w czasach równouprawnienia, tylko jakaś mimoza rodem z dziewiętnastego wieku. No wiecie, taka, co to samodzielnie z niczym sobie nie poradzi, pozostając na łasce i niełasce małżonka. Na szczęście teraz przejrzałam na oczy i powoli powraca dawna Agnieszka. Uśmiechnięta, pełna energii i wierząca, że ma prawo do swojego własnego życia i spełniania marzeń.

Ale cofnijmy się do tej nieszczęsnej środy. Tak, to była właśnie środa. Doskonale pamiętam ten dzień, chociaż dokładnie jutro mijają od niego dwa lata. Teraz jestem już po rozwodzie. Znalazłam pracę w szkole podstawowej, do której chodzą moje córki, otrzymałam wsparcie swoich rodziców i całkiem dobrze sobie radzę bez Marcina. Wtedy jednak byłam od niego tak bardzo zależna, że ten jeden telefon był dla mnie niczym koniec świata.

– Halo – rzuciłam w pośpiechu, przekonana, że to znowu jakiś telemarketer albo doradca ubezpieczeniowy, który koniecznie chce coś mi sprzedać.

Tym razem jednak zamiast sztucznie wesołego szczebiotu sprzedawcy, usłyszałam niski kobiecy głos:

– Mąż panią zdradza – powiedział ktoś żadnego przywitania. – Całe biuro o tym huczy. Proszę poczekać jutro wieczorem „Pod Magnoliami”. To właśnie tam najczęściej spotyka się ze swoją kochanką.

W pierwszej chwili byłam przekonana, że to jakiś żart, dlatego rzuciłam:

– Proszę sobie nie żartować. My z Marcinem jesteśmy zgodnym małżeństwem. Mamy dzieci – dodałam, jakby obecność dwójki maluchów gwarantowała, że ich ojciec nie może zostawić matki i znaleźć sobie kogoś innego.

– Proszę sprawdzić – zakończyła kobieta i usłyszałam sygnał rozłączonego połączenia. Proszę poczekać jutro wieczorem „Pod Magnoliami”. To właśnie tam najczęściej spotyka się ze swoją kochanką – kobiecy głos w telefonie zapoczątkował rewolucję w moim życiu

Próbowałam oddzwonić na numer, który zapisał się w pamięci, ale cały czas słyszałam, że jest zajęty. No tak, doskonale wiedziałam, co to znaczy. Wprawdzie od ośmiu lat siedziałam głównie w domu z córeczkami, zajmowałam się gotowaniem, sprzątaniem i ogarnianiem przedszkola oraz szkoły, ale jeszcze pamiętałam kilka nowinek. W końcu niegdyś pracowałam właśnie w dużym salonie GSM i na technologii mobilnej akurat się znałam. Właścicielka telefonu po prostu zablokowała mój numer. Najpewniej, żebym nie mogła oddzwonić. Kto to jednak był? I czego ona właściwie ode mnie chciała? Dalej byłam przekonana, że to jakiś ponury żart.

Sądziłam, że to głupi żart

Nie wiem, dlaczego, ale dokończyłam to ucieranie ziemniaków. Usmażyłam chrupiące placki, zrobiłam sos pieczarkowy, odebrałam dziewczynki z przedszkola i szkoły. A potem czekałam na Marcina z kolacją. Dzień jak co dzień. A jednak inny. Mąż wrócił dość wcześnie i zachowywał się dokładnie tak, jak zwykle. Ziarenko niepewności jednak cały czas kiełkowało w mojej głowie.

Marcin pochwalił kolację i dał mi zwyczajowego buziaka w policzek. Odruchowo się wzdrygnęłam, ale chyba nawet tego nie zauważył. Dopiero, gdy dzieci poszły spać, a ja kończyłam ogarnianie kuchni, przywędrował za mną.

– Jutro nie czekaj na mnie z kolacją. Po pracy mam ważne spotkanie z klientem i wrócę późnym wieczorem. Wiesz, trzeba utrzymywać biznesowe kontakty, żebym nie wypadł z gry – wyrecytował jednym tchem.

Czy aby nie powiedział tego za szybko? Owszem, takie wyjścia nie były czymś nadzwyczajnym. Był jednym z kierowników regionalnych w firmie farmaceutycznej. Dużo czasu spędzał w trasie, często wyjeżdżał i umawiał się na służbowe spotkania wieczorami. W jego jutrzejszym wyjściu nie było więc niczego nadzwyczajnego. Jednak poczułam niepokój. A co, gdyby ten głuchy telefon nie był jednak żartem?

Małżeństwo wydawało mi się udane

Zaczęłam analizować nasze małżeństwo. Wydawało się, że wszystko jest w porządku. Po pierwszym urlopie macierzyńskim zostałam w domu. Gdy Ewelina miała trzy latka, zaszłam w kolejną ciążę i przestałam myśleć o powrocie do pracy.

– Skup się na wychowaniu dziewczynek. Ja zarabiam całkiem dobrze i wystarczy nam na utrzymanie rodziny. Nie ma sensu, żebyś biegała do tego swojego salonu, gdzie zarobisz niewiele ponad najwyższą krajową. Kariery ty i tak tam większej nie zrobisz, więc lepiej, żebyś porządnie zajęła się domem – przekonywał mnie mąż, a ja się zgodziłam.

Kiedyś skończyłam pedagogikę wczesnoszkolną, ale w zawodzie udało mi się zaczepić jedynie na zastępstwo. W szkole spędziłam więc rok. Później stała nauczycielka wróciła z urlopu macierzyńskiego, a ja zaczepiłam się w tym salonie GSM. Podpisywałam umowy z klientami, sprzedawałam telefony i byłam całkiem zadowolona ze swojej pracy.

Początkowo nieco tęskniłam za codziennym wstawaniem, kontaktami z klientami, spotkaniami z koleżankami z pracy. Tam byłam ciągle w biegu. W domu robiłam cały czas to samo. Przy dzieciach nie ma jednak czasu na nudę, dlatego całkowicie wsiąknęłam w to nasze nowe życie i zaczęłam skupiać się na tym, aby wszystko funkcjonowało bez zarzutu. Lśniące czystością mieszkanie, ubrania poprane i poprasowane, codziennie świeży obiad na stole, uśmiechnięte dzieci, zadowolony mąż. I tak minęły kolejne lata.

Dlaczego nikt mnie nie uświadomił?

Byłam przekonana, że ewentualną zdradę męża na pewno bym zauważyła. A przecież nic jej nie sugerowało. Do tego nikt ze znajomych nie pisnął nawet słowem. Tak się złożyło, że razem z nim pracowała żona mojego brata. Z Kaśką miałam dobry kontakt, byłam więc przekonana, że na pewno coś by mi powiedziała. Znałam też znajomych męża. Czasami wychodziliśmy na firmowe imprezy, niektórych zapraszaliśmy do nas do domu, odwiedzaliśmy ich. Niemożliwe było, żeby nikt nic mi nie powiedział. A jednak…

Pojechałam pod ten niewielki hotel na obrzeżach naszego miasta. Tego dnia dzieci zawiozłam do mojej mamy, a sama postanowiłam upewnić się, że wszystko jest w porządku. Byłam przekonana, że Marcin rzeczywiście wieczorem ma służbowe spotkanie, a pod tym hotelem nie zobaczę niczego podejrzanego. Później nawet powiem mu o tym tajemniczym telefonie i wspólnie będziemy się z niego śmiać.

„A może nie dał komuś premii albo pokłócił się z jakimś kumplem i to on postawił zrobić mu ten głupi kawał?” – myślałam, siedząc w samochodzie zaparkowanym pod rozłożystym drzewem.

Wybrałam miejsce z dobrym widokiem na hotelowy parking i główne wejście, a jednocześnie z boku. Tak, żeby mąż mnie nie zauważył. Okazało się, że osoba z telefonu miała rację. Od razu zauważyłam ciemne Volvo. Z miejsca pasażera wysiadła wysoka blondynka, która wczepiła się w mojego męża, dając mu soczystego buziaka. Ta scena mówiła sama za siebie. Później weszli do hotelu, trzymając się za ręce. Już nie miałam żadnych wątpliwości. Marcin rzeczywiście mnie zdradzał.

Dlaczego jednak nikt ze wspólnych znajomych mi tego nie powiedział prosto w oczy? Czy każdy stanął po stronie mojego męża? Teraz, już po rozwodzie, wiem, że tak nie było. Jedni jednak po prostu nie mieli odwagi, inni woleli zająć się własnymi sprawami.

– W firmie już od dawna szeptali o Marcinie i Kamili, chociaż naprawdę dobrze się kryli ze swoim uczuciem. To była jedna z młodych stażystek, świecąca dużymi dekoltami, wystrojona w mini spódniczki. Oglądało się za nią większość facetów. Ale sama wiesz, że od spojrzenia rzuconego w stronę młodej i zgrabnej laski do zdrady jeszcze daleka droga – opowiedziała mi w końcu Kaśka, przyparta do przysłowiowego muru.

– Dlaczego więc niczego mi nie powiedziałaś? – zapytałam, rzucając w jej stronę lodowate spojrzenie i wyraźnie, widząc panikę w jej oczach.

– Chciałam, Aga. Naprawdę chciałam. Ale nie wiedziałam, jak mam zacząć tę rozmowę. Zanim się do niej zebrałam, ty już się dowiedziałaś sama – zakończyła z przepraszającą miną.

Powoli układam sobie życie na nowo

Teraz wiem, że tak naprawdę mogę liczyć jedynie na najbliższych, czyli rodziców i swoje własne dzieci. To właśnie oni stanęli za mną murem. To do nich wyprowadziłam się, zostawiając Marcinowi nasze mieszkanie. I to oni pomogli mi stanąć na nogi.

Zaczęłam układać sobie życie od nowa. Mam rozwód, znalazłam pracę w szkole, dziewczynki przyzwyczaiły się, że mieszkamy na razie z dziadkami, a Marcinowi sąd zasądził naprawdę wysokie alimenty. Z tą całą Kamilą już od dawna się nie spotyka. Ponoć ona wcale nie planowała z nim związku. Po prostu zależało jej na stałej umowie i wiedziała, że mój mąż może jej ją załatwić. On chyba skusił się na jej urodę i młodość. Wiele razy mnie przepraszał i prosił, żebyśmy spróbowali jeszcze raz, ale się nie zgodziłam.

Do dzisiaj jednak nie wiem, kim była kobieta, która wtedy do mnie zadzwoniła. Miała dość charakterystyczny głos, więc jestem pewna, że nie była to żadna z naszych wspólnych znajomych. Jestem jednak jej wdzięczna, ponieważ tylko ona, miała odwagę, żeby otworzyć mi oczy. Dziękuję ci, jeśli to czytasz.

Agnieszka, 36 lat

Reklama

Czytaj także:
„Skąpstwo ojca przekraczało wszelkie granice. Na nas oszczędzał do skrajności, ale sobie nie żałował pieniędzy”
„Zawsze uważałem, że moja matka to kucharka bez ambicji. Traktowałem ją jak gosposię, dopóki los nie podstawił mi nogi”

„Miałem żonę za świętą, aż przeczytałem jeden SMS na jej telefonie. Nasza romantyczna bajka zamieniła się w koszmar”

Reklama
Reklama
Reklama