„Nie wiedziałem, że zięć rzucił pracę w szkole. Gdy usłyszałem, co teraz robi, chciało mi się śmiać”
„Przecież żadne pieniądze nie wynagrodzą moim wnukom wstydu, jaki będą odczuwać, gdy przyjdzie im odpowiedzieć na pytanie, czym zajmuje się ich tata. Słyszałem z łazienki, że zięć wrócił do domu, po chwili zresztą zapukał z pytaniem, czy mógłby umyć ręce. No, ja myślę! Diabli wiedzą, co na nich przywlókł, może jakieś pchły lub kleszcze…”.

Nigdy nie byłem typem podróżnika, ba, nie do końca mogłem nawet uwierzyć w to, że ludzie z własnej woli jadą gdzieś daleko, męczą się, śpiąc w cudzych łóżkach i jedząc dziwne rzeczy, po to, by zobaczyć coś, co równie dobrze można obejrzeć na zdjęciach. Żona, póki żyła, zawsze się ze mnie śmiała, że jestem typowym Ślązakiem – tylko mnie z rana postawić przy robocie, a będę walczył do wieczora i niczego więcej mi nie trzeba do szczęścia. Szkoda Elżbietki, że tak wcześnie odeszła…
Teraz to pewnie ona pojechałaby reprezentować rodzinę na pogrzebie, a tak muszę się tłuc aż do Szczecina. I pewnie jeszcze pociągiem, bo raczej nie odważę się jechać samochodem – za stary jestem!
– Nic się, tatuś, nie martw – zapewniała córka przez telefon. – Wszystko załatwiłam z Marysią: oni wsadzą cię do pociągu w Katowicach, a my odbierzemy w Szczecinie. Weź sobie tylko coś do czytania!
Musiałem pojechać
Wiesi się wydaje, że największy problem w podróży to nuda. A jak mnie ktoś pobije, okradnie, mało to człowiek naczyta się w gazetach i nasłucha w radio? Brutalność i zezwierzęcenie wokół…
– Dość już tego rozczulania się nad sobą! – przerwała mi córka. – Chłopcy czekają na dziadka, pierwszy raz z własnej woli posprzątali swoje pokoje. Teraz, tato, zostałeś im już tylko ty, mam nadzieję, że dociera do ciebie powaga sytuacji.
– Dociera, dociera – mruknąłem. – Oka nie zmrużyłem w nocy.
– To do zobaczenia o dwudziestej dziesięć – powiedziała. – Szkoda że ktoś musiał umrzeć, byś w końcu zobaczył, jak mieszka twoja jedyna córka, ale lepsze to niż nic!
Jakaś specjalna żałoba po teściu Wiesi nie obowiązuje, bo to niezły ancymon był: całe lata się szlajał po Polsce, a na starość wrócił skruszony na łono rodziny i zaraz umarł. Miałem naiwną nadzieję, że chociaż majątek jakiś zostawił. Aż dziw, że jego kobieta sama dała radę dwóch synów wychować na porządnych ludzi. Marcin, mój zięć, to dobry chłop, fakt, kokosów, jak to nauczyciel, nie zarabia, ale nie pije, kocha Wiesię, a do tego sam wszystko potrafi zrobić. Ja nawet wolę, żeby w rodzinie nie było za bogato, bo nadmiar pieniędzy psuje…
Jak tu dzieciom przekazać, że sprawy materialne nie są najważniejsze, skoro można spełnić każde ich pragnienie? Tak jak było uzgodnione, kuzynka Marysia wsadziła mnie w pociąg, wręczając bilet i torbę z prowiantem.
Myślałem, że z kimś pogadam
Każdy wyjął telefon i zatopił się w swoim świecie. Dobrze, że w siatce z kanapkami znalazłem gazetę, bo ileż można się gapić na krajobraz za oknem? Kiedy na peronie zobaczyłem moją Wiesię z chłopcami, po raz pierwszy poczułem, że ta wyprawa miała jednak głęboki sens. Widzieliśmy się w Wigilię , czyli relatywnie niedawno, a wnuki już zdążyły tak podrosnąć!
– Wielkie chłopisko z ciebie – uściskałem Michała, a potem wziąłem od córy małego Robercika. – Ten ma chyba pełny pampers, niemożliwe, żeby już tyle ważył… Sama jesteś? Marcina nie ma? – zapytałem.
– W pracy jeszcze – machnęła jedyną wolną ręką i pobiegła naprzód. – Ma specjalne zlecenie.
Po ósmej wieczorem? A, to pewnie dorabia gdzieś, wykombinowałem. Już mógł sobie darować dzisiaj… Przecież to męka ciągnąć za sobą dwójkę dzieci, szczególnie roczniaka, który powinien już spać. Kiedy o dziesiątej zięcia jeszcze nie było, nie wytrzymałem. Wiedziałem, że nie powinienem się wtrącać, moja Elżbietka zawsze pilnowała, bym nie przekraczał granic, ale teraz nie miał mnie kto powstrzymywać, a poza tym, coś tu jednak nie grało… Może się młodzi kłócą albo i co gorszego?
Byłem zaskoczony
– To ty nie wiesz? – Wiesia długo nie mogła załapać, o co mi chodzi, a jak już jej się udało, roześmiała się w głos. – Marcin już nie pracuje w szkole, daj spokój…
I zaczęła tłumaczyć, że po reformie praca nauczyciela straciła dla chłopaka ostatnie uroki. Ani pieniędzy, ani szacunku, ani perspektyw. Do pracy naukowej już za późno wracać – trzeba się było przekwalifikować.
– To co Marcin teraz robi, że o takiej godzinie jeszcze go w domu nie ma? Został barmanem, muzykiem, tancerzem? Bo chyba nie robotnikiem zmianowym? Ja wiem, że młodym zawsze pieniądze potrzebne, ale dbaj o niego, nie zajedź… Chłop musi ci wystarczyć na całe życie.
Wiesia wzruszyła ramionami i westchnęła: przecież wie! Ale zajeździłby się w szkole, taka prawda. Zsumowali więc całe oszczędności, brat Marcina się dołożył, dobrali mały kredyt i założyli sklep w śródmieściu. Na razie działają pół roku i sprawy wyglądają nieźle.
– Szczególnie, odkąd Marcin zrobił kurs groomerski. Ma do tego dryg!
– Kurs groomerski? A cóż to znowu? – zdziwiłem się.
– Właśnie teraz przygotowuje zawodnika na wystawę – dodała z tajemniczą miną. – Ludzie mają zaufanie do jego pracy. A przy tym mówi się, że Marcin przynosi szczęście – niemal wszyscy jego klienci dostają podobno medale!
Na Boga świętego, to chyba żarty jakieś! Nagle mnie olśniło.
– Zaraz, zaraz, sklep zoologiczny, wystawa, przygotowania… Czy mój zięć, zamiast uczyć gimnazjalistów fizyki, tresuje teraz koty czy co?
– Oj, tatuś, przepraszam, że nie wyjaśniłam. Marcin kąpie, strzyże i czesze psy. Jakbyś widział, jak te zwierzaki go słuchają, jak go lubią…
Aż się wierzyć nie chce. Jak to „czesze psy”?
Mój zięć, magister z dyplomem z fizyki układa pudlom loczki? Nie wiedziałem, co na to powiedzieć, więc po prostu poszedłem do łazienki, by chwilę pomyśleć w samotności. To dopiero zgryzota – mam zięcia psiego fryzjera. Nie wiadomo, śmiać się czy płakać. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że nawet moją Elżbietkę by zatkało, i tak, jak zawsze starała się we wszystkim znaleźć dobre strony, tak teraz byłaby bezradna, bo żadnych pozytywów tu nie ma. Przecież żadne pieniądze nie wynagrodzą moim wnukom wstydu, jaki będą odczuwać, gdy przyjdzie im odpowiedzieć na pytanie, czym zajmuje się ich tata! Słyszałem z łazienki, że zięć wrócił do domu, po chwili zresztą zapukał z pytaniem, czy mógłby umyć ręce.
Psi fryzjer! Też mi zawód
No, ja myślę! Diabli wiedzą, co na nich przywlókł, może jakieś pchły lub kleszcze… Wyszedłem, pogadałem chwilę z młodymi, powiedziałem, że jestem zmęczony i położyłem się w salonie na kanapie. Jutro w południe pójdę na pogrzeb, a potem jadę z powrotem i będę udawał, że nic się nie zmieniło.
Jakby ktoś pytał, koleżanki Wiesi czy rodzina, o żadnych kundlach nawet się nie zająknę. Marcin jest nauczycielem fizyki i guzik komu do tego, co te wariaty wymyśliły. Zresztą prędzej czy później chłopak sam zobaczy, że nie jest stworzony do takich głupot, i da sobie spokój.
To ja do dziś sam się strzygę, a byle Azor wysiaduje w salonie, czesany przez magistra… Świat na głowie staje! A przecież mogli powiedzieć, że im pieniądze potrzebne, coś tam mam na książeczce, dałbym bez wahania – bliższej rodziny niż córka i wnuki nie mam. Nawet kredyt bym wziął, chociaż nienawidzę długów spłacać.
Psi fryzjer – co trzeba mieć w głowie, żeby to swoim dzieciom zrobić? Minęły już czasy, gdy opieka nad zwierzęciem kończyła się na karmieniu? Teraz pupila traktuje się jak członka rodziny, dba o niego jak o dziecko! Powariowali?
Grzegorz, 60 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Przez skąpstwo męża mogłam zapomnieć o majówce w szlafroku. Czekało mnie za to stanie przy garach i noce w śpiworze”
- „Rodzinna majówka zakończyła się kłótnią o spadek. Brat nawet nie domyśla się, co znalazłam w dokumentach”
- „Ledwo przeszłam na emeryturę, a synowa od razu chciała mnie wykorzystać. Jeśli mam być nianią, niech mi zapłaci”

