Reklama

Nigdy nie lubiłam Maryśki. Już pierwszego dnia, gdy pojawiła się w naszej firmie, miałam złe przeczucia. Niby zachowywała się normalnie, rozmawiała ze wszystkimi, uśmiechała się, przyniosła ciasto na „wkupne”, jak to określiła. Ale po prostu czułam, że coś z nią jest nie tak. I niestety, nie pomyliłam się.

Reklama

Nie podpasowała mi

Została przydzielona do mojego zespołu. Kierownik prosił, żebym wdrożyła ją do nowego projektu.

– Ma odpowiednie kwalifikacje, pracowała już przy podobnych projektach – powiedział. – Myślę, że nam się przyda, ale na początku trzeba jej pomóc. Im szybciej załapie, o co chodzi, tym większy będzie z niej pożytek

– Jasne – zgodziłam się, chociaż wszystko się we mnie buntowało. – Chociaż zespół mam właściwie skompletowany, każdy ma własną działkę i dziewczyny się wyrabiają…

– Wiem, ale planuję rozszerzyć działalność, zdobyć kolejnych klientów – przerwał mi. – Więc i tak myślałem o powiększeniu zespołu, a pani Maria może być dobrym nabytkiem.

Nie dyskutowałam z nim. To on jest szefem, a zresztą, jeżeli faktycznie myślał o przyjęciu kolejnych zleceń, to ludzie nie daliby sobie rady sami. A moje przeczucia co do Marysi, raczej by go nie przekonały…

Muszę przyznać, że faktycznie była niezła. Znała się na robocie, szybko łapała, o co chodzi. Zapytałam, gdzie wcześniej pracowała. Nasze miasto nie jest duże, a takich firm jak nasza właściwie tu nie ma. Nie kojarzyłam jej, a większość osób z branży znam.

– W podobnej firmie – powiedziała wymijająco. – Ale stwierdziłam, że nie jest rozwojowa, a najwyższy czas pomyśleć o karierze.

– Nie wiem, czy tu ci się uda – pokręciłam głową. – Praca jest fajna i rozwojowa, w sensie nowych wyzwań. Ale od lat nikt nie awansował

– Jak szef mnie zatrudniał, to powiedział, że myśli o rozbudowie zespołu – oznajmiła.

– Podobno – przytaknęłam. – Ale czy myślał też o awansach, to wątpię. Potrzebuje ludzi do roboty, tych na kierowniczych stanowiskach ma już wystarczająco dużo.

– Zobaczymy – wzruszyła ramionami. – Nikt nie jest niezastąpiony.

Nie spodobało mi się to, ale co miałam powiedzieć? Starałam się ukryć swoją niechęć i tłumaczyłam Marysi niuanse naszego projektu.

Zorientowała się, co robię

– Myślę, że Anka nie daje sobie rady – powiedziała mi po tygodniu.

Zostałyśmy w firmie we dwie, po godzinach, bo ja chciałam dokończyć raport, a Marysia uczyła się kalkulacji.

– Jak to? – zdziwiłam się, przerywając pisanie. – Ja uważam, że świetnie sobie radzi, zawsze była dobra.

– Ostatnio robiłam z nią podsumowanie i widziałam, jak pracuje – upierała się. – Zostawia spore luki…

– Chyba coś ci się pomyliło – pokręciłam głową. – To niemożliwe.

– Mówię ci, jak było – oburzyła się. – Musiałam po niej poprawiać.

Nie chciałam w to wierzyć, ale zasiała we mnie ziarno niepokoju. Przez kilka dni podpatrywałam Ankę, czytałam na bieżąco raporty. Nie zauważyłam żadnych niedoróbek, a w dodatku zrobiło mi się głupio, bo zorientowała się, że ją kontroluję.

– Zrobiłam coś nie tak, że mnie sprawdzasz? – spytała zaniepokojona.

– Ja? Nie… – speszyłam się.

Idealna atmosfera w zespole została zaburzona. Anka wyraźnie miała do mnie żal i chyba powiedziała reszcie, że ją sprawdzam, bo dziwnie się zachowywali. Szeptali po kątach, milkli, kiedy wchodziłam do pokoju.

– Na twoim miejscu zrobiłabym coś z tym, jesteś kierowniczką – Maria złapała mnie kiedyś w kuchni.

– Ale z czym mam coś zrobić? – nie rozumiałam, o co jej chodzi.

– Z Anką oczywiście – popatrzyła na mnie ironicznie. – Nie widzisz, że buntuje ci zespół? Sama nawala w robocie, ja muszę po niej poprawiać i jeszcze gada po kątach.

Nie powinnam jej słuchać, ale mimo wszystko zaniepokoiła mnie. Postanowiłam porozmawiać z Anką.

– Co się dzieje, coś jest nie tak? – zapytałam ją wprost.

– Co ma być nie tak? To chyba ciebie powinnam o to zapytać – prychnęła. – Ciągle sprawdzasz moje statystyki i raporty. Nigdy tego nie robiłaś.

– Robiłam raz na jakiś czas, to mój obowiązek – skłamałam. – Może po prostu wcześniej tego nie zauważyłaś?

– Może – powiedziała, ale widziałam, że mi nie wierzy.

Atmosfera w pracy była fatalna

Prawdziwa katastrofa przyszła po kilku tygodniach. Pewnego dnia szef wezwał mnie do siebie i powiedział, że czuje się zaniepokojony, bo dostał informację ze sprawdzonego źródła, jak się wyraził, że klient jest niezadowolony z postępu prac nad projektem i z kontaktów z zespołem.

– Nic o tym nie wiem – zaniepokoiłam się. – Klient nic mi nie mówił, a przecież to ja prowadzę rozmowy.

– Obawiam się, że zostawiła pani zbyt dużą swobodę swojemu zespołowi – oznajmił lodowatym tonem. – I będę musiał wkroczyć.

No i wkroczył! Godzinę później zapłakana Anka wróciła od niego z… wypowiedzeniem w ręku.

– Nie mogłaś mi powiedzieć, że coś ci się nie podoba? Musiałaś od razu lecieć na skargę do prezesa? Przecież dobrze pracuję – rzuciła.

– Na jaką skargę? Nic mu nie mówiłam, nic do ciebie nie mam! – broniłam się zszokowana.

– Tak? Przecież byłaś dziś u niego, a chwilę później on mnie wezwał.
I niby nic o tym nie wiedziałaś?

Cały zespół patrzył na mnie jak na wroga. Nie wiedziałam, o co chodzi. Ale jak miałam im to wytłumaczyć? Tłumaczą się tylko winni…

– Dobrze zrobiłaś – szepnęła Maria, gdy poszłam zrobić sobie kawę.

– Co zrobiłam? Nic nie zrobiłam – popatrzyłam na nią ze złością.

– Nie udawaj, nie musisz czuć się winna, dbasz o firmę, po prostu zwolniłaś najsłabszą z zespołu.

Mówiła bardzo głośno, a kuchnia jest tuż obok naszego pokoju, wiedziałam, że wszyscy to słyszą.

– Przestań! – prawie krzyknęłam. – Nic nie zrobiłam, nic nie mówiłam szefowi i nic z tego nie rozumiem!

W odpowiedzi jedynie uśmiechnęła się złośliwie i wzruszyła ramionami.

Dostała to, co chciała

Szef wezwał mnie następnego dnia. Powiedział, że w związku z zaistniałą sytuacją Marysia przejmie obowiązki Ani i tym samym awansował ją na prowadzącą sekcję statystyk. A więc miała ten swój awans, małpa jedna!
Wyszłam od niego wściekła. W pokoju oczywiście nikt ze mną nie rozmawiał. Siedziałam przy swoim komputerze i zaciekle tłukłam w klawisze. Piekły mnie uszy i o mało nie wykipiałam, gdy słyszałam, jak Marysia słodziutkim głosem tłumaczy, jak jej przykro, że Anka już nie pracuje, i że to akurat ona przejęła jej stanowisko.

– Nie zależało mi na awansie – kłamała. – Wy pracujecie dłużej, to któreś z was powinno go dostać.

Podejrzewam, że to ona stała za całą tą sytuacją. Sprokurowała jakieś dowody na Ankę, podsunęła jej świnię. Pamiętam, jak mówiła o karierze, po to przyszła do naszej firmy. Chciała awansować i udało jej się.

Tydzień później szef znów mnie wezwał. Miałam złe przeczucia.

– Co się z panią dzieje? – zapytał bez wstępów. – Kłopoty z klientem, teraz słyszę, że nie radzi sobie pani z zespołem? Ma pani jakieś kłopoty?

– Jak to? – zbaraniałam.

– Utrudnia pani dostęp do danych, nie pomaga pani Marii. Prosiłem, żeby ją wdrożyć jak najszybciej. Zwłaszcza teraz, gdy została szefem sekcji.

– Przecież jej pomagam!

– Słyszałem co innego. Dlatego ostrzegam, że nie będę tolerował sabotażu. Albo się dogadacie, albo trzeba będzie jakoś inaczej to rozwiązać.

Wróciłam do pokoju załamana. I kiedy Marysia wychodziła z pracy, poszłam z nią na przystanek.

– Donosisz na mnie? – spytałam.

– Skąd taki pomysł? – zdziwiła się.

– Nie udawaj – wysyczałam.

– Skarżyłaś się na mnie do szefa.

– Powiedziałam tylko, że moim zdaniem zespół można lepiej poprowadzić. Wiesz, zależy mi na firmie. I na pracy, i na awansie – dodała, patrząc mi szyderczo w oczy.

Jestem pewna, że zrobi wszystko, żeby wykopać mnie z firmy i zająć moje miejsce. Zresztą ludzie wierzą, że to przeze mnie szef zwolnił Ankę i mnie nienawidzą. Muszę znaleźć sobie nową pracę, chociaż wszystko się we mnie buntuje, bo w ten sposób ta małpa wygra. A co gorsza, plotka o tym, co niby zrobiłam, na pewno już się rozeszła. To małe miasto. Nie wiem, jak można być tak wrednym. Po trupach do celu – jak widać, to prawda, że niektórzy tak robią.

Reklama

Czytaj także:
„Przelany wosk miał zakończyć moje staropanieństwo. Gdy do drzwi zapukał ładniutki sąsiad, zaczęłam wierzyć w andrzejki”
„Dzieci nigdy nie zapraszały mnie do siebie. Kiedy próbowałam się z nimi spotkać mówiły, że mam zająć się swoim życiem”
„Matylda straciła cały dobytek przez wioskowych głupków. Uwierzyli w durną plotkę i chcieli się zemścić”

Reklama
Reklama
Reklama