„Nie oswoiłam się jeszcze ze śmiercią męża, a teściowa już snuje plany na przyszłość. Tego się po niej nie spodziewałam”
„Teściowa zadzwoniła w niedzielę rano, dokładnie tydzień po pogrzebie. Miałam nadzieję, że chodzi tylko o przekazanie jakiegoś rodzinnego drobiazgu, może dokumentów, może zdjęć. Zgodziłam się na spotkanie bez większych emocji, choć serce wciąż miałam ściśnięte z żalu. Przyszła punktualnie”.

Nigdy nie sądziłam, że to wszystko potoczy się w takim tempie. Żałoba po mężu była dla mnie czymś oczywistym, naturalnym, wręcz instynktownym. Nie jadłam, nie spałam, nie wiedziałam, co dalej. Po prostu byłam. A potem, ledwo co dom pogrążył się w ciszy po pogrzebie, zadzwoniła teściowa. Jej głos brzmiał twardo, jakby wcale nie straciła syna. Chciała się spotkać, „omówić przyszłość”. Nie podejrzewałam, że za tymi słowami kryje się coś tak absurdalnego.
Jeszcze wczoraj ścierałam łzy z twarzy, dziś miałam być bohaterką nowego planu na życie, którego wcale nie chciałam. I nie mogłam pojąć, jak można być aż tak pozbawionym empatii. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to dopiero początek emocjonalnego rollercoastera, który zafundował mi ktoś, kogo tak naprawdę nigdy dobrze nie znałam, mimo lat spędzonych obok niego.
Nie dokończyła
Teściowa zadzwoniła w niedzielę rano, dokładnie tydzień po pogrzebie. Miałam nadzieję, że chodzi tylko o przekazanie jakiegoś rodzinnego drobiazgu, może dokumentów, może zdjęć. Zgodziłam się na spotkanie bez większych emocji, choć serce wciąż miałam ściśnięte z żalu. Przyszła punktualnie. Pachniała tymi samymi mocnymi perfumami co zawsze, a jej uśmiech był bardziej wymuszony niż szczery.
— Usiądziemy? — zapytała chłodno, jakby to był zwykły dzień.
Przyniosłam dwie kawy. Cisza była gęsta, aż w końcu przerwała ją zdecydowanym tonem:
— Musimy porozmawiać o przyszłości.
Skinęłam głową, próbując ukryć irytację. Przyszłość? Ja jeszcze nie poradziłam sobie z teraźniejszością.
— Nie możesz zostać sama — powiedziała. — Jesteś młoda, ładna. Nie możesz tak po prostu marnować życia.
Prawie oplułam kawą stół. Nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać.
— Proszę? — wydusiłam w końcu.
— Zastanów się nad powtórnym małżeństwem — oznajmiła jakby mówiła o zmianie fryzury. — Ja znam kogoś, kto...
Nie dokończyła. Podniosłam się z krzesła i bez słowa wyszłam do kuchni. Musiałam się uspokoić.
Przetrwałam ten obiad jak egzamin
Przez kilka dni próbowałam wyrzucić tamtą rozmowę z głowy. Udawałam, że się nie wydarzyła. W końcu to pewnie emocje, może zmartwienie, może teściowa nie wiedziała, co mówi. Aż znów się odezwała. Tym razem z zaproszeniem na obiad do niej. Pojechałam. Sama nie wiem, czemu. Może z grzeczności, może z poczucia obowiązku. Albo po prostu miałam nadzieję, że pogadamy jak ludzie.
Gdy weszłam do jej mieszkania, od razu zrozumiałam, że coś jest nie tak. Na stole czekały trzy nakrycia, obrus był wyprasowany, nawet świeczki się paliły. I on — siedział już przy stole. Mężczyzna w moim wieku, nieznajomy, lekko łysiejący, zbyt pewny siebie.
— To Patryk — przedstawiła go teściowa. — Syn mojej koleżanki. Kawaler, pracuje w banku.
Uśmiechnął się do mnie i wyciągnął rękę. Byłam tak zszokowana, że uścisnęłam ją automatycznie.
— Bardzo mi miło — rzucił.
Nie odpowiedziałam. Po prostu usiadłam. I przetrwałam ten obiad jak egzamin. Patryk był uprzejmy, ale nachalny. Teściowa natomiast zachowywała się, jakby to było wesele, nie niedzielny obiad. Wróciłam do domu wściekła i upokorzona.
Zakręciło mi się w głowie
Minęło kilka dni. Unikałam teściowej. Przestałam odbierać telefony, ignorowałam wiadomości. Zaczęłam znów spać w ubraniu, z pilotem pod poduszką, jak w pierwszych dniach po śmierci męża.
Jednak teściowa się nie poddawała. Przyszła osobiście. Zapukała do drzwi z siatką pełną jedzenia, jakby mogła mnie przekupić zupą i mielonymi.
— Musimy porozmawiać — powiedziała, zanim jeszcze zdążyłam się odezwać.
Wpuściłam ją do środka, bo nie miałam siły na kolejną awanturę na klatce schodowej.
— Rozumiem, że ci ciężko — zaczęła nieco łagodniej. — Ale mój syn nie chciałby, żebyś cierpiała sama. Chciałby, żebyś miała wsparcie.
— I myślisz, że tym wsparciem będzie Patryk? — zapytałam z goryczą.
— On byłby dobrym mężem — odpowiedziała z przekonaniem. — Stabilny, poważny. A ty przecież nie masz dzieci, możesz jeszcze zacząć od nowa.
Zakręciło mi się w głowie. Nie wiedziałam, co bardziej mnie przeraża — to, że mówiła serio, czy to, że może miała rację.
Spisałam swoje myśli
Zadzwoniłam do przyjaciółki. Potrzebowałam usłyszeć coś innego niż racjonalny bełkot teściowej.
— Ona oszalała — stwierdziła bez wahania. — Ty jesteś w żałobie, a ona urządza casting na nowego męża?
— Może po prostu chce dla mnie dobrze... — zaczęłam, ale przerwała mi natychmiast.
— Nie, ona chce dobrze dla siebie. Chce mieć kontrolę. Ułożyć twoje życie tak, żeby pasowało do jej wyobrażeń.
To było jak kubeł zimnej wody. Poczułam, że ktoś w końcu mówi to, czego ja się bałam nazwać.
— A czego ty chcesz? — zapytała.
Nie umiałam odpowiedzieć. Chciałam spokoju, snu bez koszmarów, wspomnień bez łez. Na pewno nie chciałam Patryka. Tego wieczoru pierwszy raz od dawna przysiadłam nad kubkiem herbaty i kartką papieru. Spisałam swoje myśli. Nie dla teściowej, a dla siebie. Zrozumiałam, że to moje życie i nie muszę go oddawać w czyjeś ręce.
Potem odwróciła wzrok
W końcu zgodziłam się jeszcze raz spotkać z teściową. Tym razem to ja zaprosiłam ją do siebie. Usiadłyśmy przy tym samym stole co ostatnio. Kawa już ostygła, kiedy zaczęłam mówić.
— Musimy coś sobie wyjaśnić — powiedziałam spokojnie. — Doceniam to, że się martwisz. Naprawdę. Ale nie możesz planować mojego życia.
— Ja tylko chciałam...
— Wiem. Chciałaś dobrze. Ale to nie jest twoja decyzja, z kim mam być ani kiedy. Potrzebuję czasu. I przestrzeni. I proszę, żebyś to uszanowała.
Patrzyła na mnie długo, jakby próbowała ocenić, czy mówię serio. Potem odwróciła wzrok i kiwnęła głową.
— Dobrze — powiedziała cicho. — Już się nie będę wtrącać.
Nie wiedziałam, czy jej wierzyć, ale pierwszy raz poczułam, że odzyskuję kontrolę. I że mój głos znaczy coś więcej niż tylko uprzejme milczenie.
Jestem gotowa iść dalej
Minęło kilka miesięcy. Teściowa rzeczywiście się wycofała. Spotykałyśmy się rzadziej, rozmowy były krótkie i neutralne. Wciąż czułam cień tamtych wydarzeń, ale z każdym tygodniem stawały się mniej bolesne. Nie poznałam nikogo nowego. Nie szukałam. Skupiłam się na sobie, terapii, pracy, powolnym odbudowywaniu życia. Nie tego, które ktoś dla mnie zaplanował. Mojego.
Zaczęłam też pisać pamiętnik. Codziennie kilka zdań. To pomogło mi zrozumieć, co czuję, czego pragnę, co mnie boli. Z każdym wpisem stawałam się silniejsza. Teściowa nadal czasem wspominała o tym, że „nie powinnam być sama”, ale już wiedziała, że nie ma prawa decydować za mnie. I chociaż rana po stracie wciąż się goiła, wiedziałam jedno — jestem gotowa iść dalej. Sama. W swoim tempie.
Izabela, 36 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż kazał córce siedzieć w ferie w domu, bo uważa, że narty to fanaberia. Odkryłam, czemu żałuje dziecku na wyjazd”
- „Nie miałam pieniędzy, by wysłać syna na zimowisko. Nieoczekiwana propozycja koleżanki zmieniła moje życie o 180 stopni”
- „Na Dzień Babci dostałam luksusowe perfumy. Gdy otworzyłam flakon, wróciły wspomnienia gorącej nocy sprzed 40 lat”

