Reklama

Nie narzekam na swoje życie, choć nie było mi łatwo. Obecnie samotnie wychowuję moją córeczkę Hanię. Ma sześć lat i jest najczulszym dzieckiem, jakie znam. Gdy się do mnie przytula i mówi: „Mamusiu, kocham cię najmocniej na świecie”, czuję, że wszystko, co przeszłam, miało jakiś sens, ale nie zawsze potrafię w to wierzyć. Bo są chwile, gdy czuję, że zawiodłam nie tylko siebie, ale i ją.

Nie planowałam być samotną matką. Gdy zaszłam w ciążę, wierzyłam, że stworzymy z Tomkiem rodzinę. Liczyłam, że choć był zaskoczony tą wiadomością, to się w tym jakoś odnajdzie. Ale on po prostu zniknął. Nie pożegnał się, nie wypowiedział ani słowa — zostawił mnie w szóstym tygodniu ciąży, z brzuchem, który coraz trudniej było ukrywać przed współpracownikami i sąsiadami.

— On po prostu nie dorósł do tego, żeby być ojcem — mówiła mi wtedy siostra, Magda, próbując mnie pocieszyć.

Ale jej słowa nie przynosiły ulgi. Tym bardziej, że nasza relacja nigdy nie należała do prostych. Ona zawsze była tą głośniejszą, bardziej zdecydowaną. Miała w sobie coś z agresywnego ptaka, który dziobem rozpycha się w gnieździe. Ja byłam spokojna i wolałam. Do czasu.

Od urodzenia Hani starałam się nie rozmawiać z córką o Tomku. Gdy pytała, mówiłam półprawdy. Że „tatuś musiał wyjechać”, że „tak się czasem w życiu dzieje”. Byłam pewna, że to jeszcze nie czas na całą prawdę. A może po prostu nie byłam gotowa, by jej powiedzieć? Może nigdy nie będę. Codzienność z Hanią toczyła się swoim rytmem. Przedszkole, obiady, przytulanki, bajki na dobranoc. Dzieci nie pytają, dopóki nie są gotowe, ale dorośli czasem pytają za nie. I właśnie wtedy, gdy raz pozwoliłam Hani zostać u cioci Magdy na noc... wszystko się zawaliło.

Jej głos zadrżał

— Mamusiu? — Hania stanęła w progu kuchni, trzymając w ręce swoją ukochaną lalkę z potarganymi włosami. — Mogę coś zapytać?

Zmywałam właśnie kubki po śniadaniu, kiedy usłyszałam ten jej cichy, niepewny głos. Odwróciłam się z uśmiechem, ale coś w jej oczach sprawiło, że od razu poczułam, jak robi mi się zimno w środku.

— No pewnie, kochanie. O co chodzi?

Zrobiła kilka kroków w moją stronę, zatrzymała się przy krześle i popatrzyła w podłogę. Po chwili podniosła wzrok, a jej oczy były poważne, zbyt poważne jak na sześciolatkę.

— Ciocia Magda powiedziała, że... że tatuś mnie nie chciał. Czy to prawda?

Zamarłam. Dosłownie. Ręka z mokrą ściereczką zawisła w powietrzu, a serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Z trudem przełknęłam ślinę.

— Kochanie... Skąd... Co ci dokładnie powiedziała ciocia? — wykrztusiłam.

— Że... Że jak się dowiedział, że będziesz miała mnie w brzuszku, to uciekł i powiedział, że nie chce dziecka. Że to za dużo dla niego. To prawda?

Zrobiło mi się słabo. Podeszłam do niej i uklękłam.

— Haniu, popatrz na mnie. Twój tatuś... to skomplikowana historia. Ale ty jesteś moim największym szczęściem. Kocham cię całym sercem, wiesz?

— Ale on mnie nie kochał? Bo nie chciał?

Jej głos zadrżał, a mi pękło serce. W jednej chwili wiedziałam, że nie mogę już dłużej udawać. Ale nie wiedziałam też, jak powiedzieć jej prawdę, która mnie samą męczyła od lat.

Spojrzała na mnie z góry

— Naprawdę to powiedziałaś?! — Wpadłam do mieszkania siostry jak burza, nawet się nie witając. — Hania wróciła do domu z pytaniem, czy to prawda, że jej tatuś jej nie chciał!

Magda siedziała przy kuchennym stole z kubkiem kawy. Popatrzyła na mnie bez większego zdziwienia, jakby czekała na tę wizytę.

— Powiedziałam jej prawdę. — Wzruszyła ramionami. — Kiedyś i tak by się dowiedziała.

— Od ciebie?! — warknęłam. — To nie twoje dziecko, Magda! Nie ty decydujesz, co i kiedy ma usłyszeć!

— Ale też nie jestem idiotką, Justyna. Dziecko pytało. Nie zmyśliłam tego, tylko odpowiedziałam. — Spojrzała na mnie obojętnie. — Tyle lat ją okłamujesz. Może nie chciałaś, żeby myślała, że jest niechciana, ale przez to traktujesz ją jakby była z porcelany.

— Bo ją chronię! Bo próbuję zrobić wszystko, żeby czuła się kochana i bezpieczna, a nie jak jakiś błąd z przeszłości!

Magda odchyliła się na krześle i spojrzała na mnie z góry.

— Problem w tym, że ty sama w to nie wierzysz — stwierdziła chłodno. — Nigdy sobie nie wybaczyłaś, że zostałaś z dzieckiem sama. I teraz przenosisz to na Hanię.

Poczułam, jak narasta we mnie furia.

— Nie masz pojęcia, co czuję — wycedziłam. — Nie byłaś wtedy ze mną. Nie trzymałaś mnie za rękę, kiedy on odszedł. Jedyne, co robiłaś, to mówiłaś, że wiedziałaś, że tak będzie!

— Bo wiedziałam. I nadal wiem, że zamiast udawać przed Hanią, że miała tatusia-księcia z bajki, powinnaś ją nauczyć, że życie to nie bajka. — Zmrużyła oczy. — I że czasem ludzie są po prostu dupkami.

Otworzyłam usta, ale nic nie powiedziałam. Wysyczałam tylko:

Nigdy więcej się do niej tak nie odzywaj. Nigdy.

Odwróciłam się i wyszłam, zatrzaskując za sobą drzwi.

Naprawdę nie chciał być ojcem

— Tomek, muszę ci coś powiedzieć... — wyszeptałam tamtego wieczoru, siedząc z nim na kanapie. Trzymałam test ciążowy w dłoni, z dwiema wyraźnymi kreskami. Miałam wtedy dwadzieścia pięć lat i serce bijące jak szalone.

Spojrzał na mnie i od razu zobaczyłam, że nie jest dobrze.

— Jesteś... w ciąży?

Pokiwałam głową. Próbowałam się uśmiechnąć, ale ten uśmiech zgasł, zanim zdążył zaistnieć.

— I co teraz? — zapytał po dłuższej chwili ciszy, bez radości czy wzruszenia. Jakby pytał, czy mam zamiar wyjść z psem.

— Teraz... musimy to przemyśleć. Ale ja chcę tego dziecka.

— Ty chcesz — powtórzył cicho, a potem wstał. Zaczął chodzić po pokoju, nie patrząc mi w oczy. — Justyna, przecież my nawet nie mieszkamy razem. Ja mam kredyt, pracę, z której mogę wylecieć w każdej chwili. Nie planowaliśmy tego!

— Nikt tego nie planował, Tomek. Ale to się dzieje. I potrzebuję cię teraz. Jako partnera. Ojca.

Wtedy zatrzymał się i spojrzał na mnie po raz pierwszy. W jego oczach nie było strachu, tylko coś gorszego: obojętność.

– Ja tego nie chcę. Przepraszam, Justyna.

To były ostatnie słowa, jakie od niego usłyszałam. Dwa dni później usunął mnie z mediów społecznościowych. Nie odbierał telefonów, a kiedy poszłam do jego pracy, powiedziano mi, że złożył wypowiedzenie. Długo wmawiałam sobie, że może miał powody. Że się przestraszył, że kiedyś wróci. Ale nie wrócił. I dopiero po rozmowie z Hanią zrozumiałam, że ja wcale nie ukrywałam prawdy przed nią. Ja sama wciąż nie umiałam jej przyjąć. Tego, że Tomek naprawdę nie chciał być ojcem.

Tej rozmowy nie zapomnę nigdy

Była noc. Mieszkanie pozostało ciche, za oknem świeciły tylko uliczne latarnie. Już myślałam, że Hania śpi, ale kiedy zajrzałam do jej pokoju, zobaczyłam jej oczy wpatrzone w sufit.

— Nie możesz zasnąć, skarbie? — zapytałam cicho, siadając na brzegu łóżka.

— Nie — odparła po chwili. — Bo myślę o tatusiu. Dlaczego on mnie nie chciał?

Zamarło mi serce. Położyłam się obok niej i objęłam ją ramieniem.

— Haniu, to nie tak, że on ciebie nie chciał. On... po prostu nie potrafił być ojcem — powiedziałam. — Czasem dorośli się boją. Czasem uciekają, bo nie wiedzą, jak sobie poradzić.

— Ale ja jestem fajna. — W jej głosie była rozpaczliwa pewność. — Prawda?

— Najfajniejsza — Uśmiechnęłam się przez łzy. — Mądra, dobra i cudowna. I nie jego decyzja o tym świadczyła. On po prostu... nie dorósł. Nie zrozumiał, co stracił.

— Czyli to nie moja wina?

— Oczywiście, że nie. Nigdy tak nie myśl, Haniu. Ty jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Tatuś się bał, ale ja nie. Zostałam. I zawsze będę.

Po chwili mała rączka mocno ścisnęła moją dłoń.

— Kocham cię, mamo. Nawet jak jesteśmy tylko we dwie.

— A ja ciebie — wyszeptałam, tuląc ją do siebie. — I to nie „tylko”. We dwie to już bardzo dużo.

Zasnęła z głową na moim ramieniu. A ja patrzyłam w ciemność i wiedziałam, że tej rozmowy nie zapomnę nigdy.

Przytuliłam ją mocno

Siedziałam na ławce przed przedszkolem, czekając, aż Hania skończy zajęcia. Patrzyłam na inne mamy, uśmiechające się do siebie, odbierające dzieci razem z ojcami. Czasem któryś z mężczyzn rzucał mi krótkie spojrzenie, czasem z politowaniem, czasem z ciekawością, ale najczęściej obojętne. Tak, jakby brak ojca przy dziecku był czymś zupełnie normalnym. Albo zupełnie niewidocznym.

Zobaczyłam Hanię przez szybę. Biegała w kółko, śmiejąc się z innymi dziećmi. Ale nagle zatrzymała się i spojrzała przez okno, prosto na mnie. I coś w jej oczach drgnęło. Uśmiech zniknął z jej ust. Jakby przypomniała sobie rozmowę z tamtej nocy. Jakby znów przyszło jej do głowy pytanie, którego tak się bała. Poczułam to znajome ukłucie: przekonanie, że nie wystarczam. Że choć robię wszystko, to i tak nie jestem w stanie wypełnić tej luki.

Ale potem Hania wybiegła, rzuciła się w moje ramiona i powiedziała:

— Mamo, zrobiliśmy dzisiaj laurkę dla rodziców. Pani powiedziała, że mogę zrobić tylko dla ciebie.

Ścisnęło mnie w gardle.

— I narysowałam nas dwie. Trzymamy się za ręce. I napisałam, że moja mama to cała moja rodzina.

Przytuliłam ją mocno. Z całych sił. I zrozumiałam coś, czego wcześniej do siebie nie dopuszczałam. Ta luka, ten brak – one zostaną, ale Hania nauczy się z nimi żyć. I ja też muszę.
Chodzi przecież o to, żeby przestać pozwalać przeszłości ranić nas każdego dnia.

Justyna, 31 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama