„Nie gadałam z ojcem od lat, bo zniszczył mi życie. Tej zimy 1 wiadomość sprawiła, że zapomniałam o tym, co mi zrobił”
„Rozpadłam się emocjonalnie, jakby w końcu coś pękło. Wybiegłam do starego pokoju, w którym kiedyś spałam. Trzasnęłam drzwiami, zsunęłam się po nich na podłogę i rozpłakałam się tak, jak nie płakałam od lat. Czy naprawdę nie chciałam znać prawdy? A może bałam się, że prawda będzie jeszcze gorsza od tego, co przez te wszystkie lata sobie wyobrażałam?”.

Zima przyszła wcześnie. Nie taka bajkowa, z puszystym śniegiem i skrzącym się mrozem, tylko brudna, miejska, wilgotna. Warszawa wyglądała, jakby ktoś zgasił światło i zapomniał je włączyć. Od tygodni nie widziałam słońca. Od lat żyłam sama: bez kota, bez roślin, bez ludzi. Pracowałam w agencji, dobrze liczyłam cudze pieniądze i źle radziłam sobie z własnymi emocjami. O matce wciąż myślałam ze ściśniętym gardłem. O ojcu nie myślałam wcale. Od pogrzebu nie zamieniliśmy ani słowa.
„Nie rozmawialiśmy od lat. I nie zamierzam tego zmieniać” — to jedno zdanie najlepiej oddawało wszystko. Coś się wtedy skończyło. Może więcej niż jedno „coś”. A potem, w grudniowy wieczór, zadzwonił telefon.
— Pani Julia N.? Dzwonię ze szpitala w Ostrowcu. Pani ojciec miał wypadek. Wyszedł dziś, jest sam w domu. Potrzebuje pomocy.
Nie pamiętam, co odpowiedziałam. Chyba nic. Tylko siedziałam w ciszy, z herbatą stygnącą w dłoniach, aż zaczęłam się pakować. Nie z tęsknoty. Z obowiązku.
Spojrzałam na niego krótko
Dom był taki sam, jak go zapamiętałam — zimny, cichy, z opadającym daszkiem nad gankiem. Śniegu na schodach nikt nie odgarnął. Drzwi otworzyły się powoli. Stał w nich on. Ojciec. Trochę zgarbiony, siwe włosy miał w nieładzie, rękę na temblaku.
— Nie myślałem, że jeszcze cię zobaczę — powiedział.
— Też nie planowałam tej wizyty — odpowiedziałam bez emocji.
Odsunął się i wpuścił mnie do środka. Pachniało kurzem i wilgocią. Z kuchni dobiegał jednostajny dźwięk tykającego zegara. Zdjęłam płaszcz i nie zdążyłam go powiesić — ręka drgnęła. Wspomnienie. Ostatni raz byłam tu po pogrzebie mamy. Po kłótni. Po tych słowach, których nie da się już cofnąć.
— Zrobiłem wiele złego. Wiem — rzucił nagle.
Spojrzałam na niego krótko.
— To dobrze, że wiesz. Ale nie licz na wybaczenie.
W pokoju było chłodno. Usiadłam na brzegu starej kanapy. On próbował coś jeszcze powiedzieć, ale spojrzałam na niego tak, że zamilkł. W głowie szumiało mi od wspomnień. Krzyki. Trzaskające drzwi. Mama w kuchni z czerwonymi oczami. Ja chowająca się pod kołdrą z walkmanem na uszach. Po jej śmierci dom zamarł. A ojciec… ojciec po prostu zniknął. Fizycznie był, ale jakby wyparował emocjonalnie. I tak to trwało. Lata milczenia.
Po co tu przyjechałam? Usiadł naprzeciwko mnie, jakby czekał na pozwolenie. Nie dałam mu go. Trzymał się za ramię i patrzył na mnie z dziwną mieszanką bólu i skruchy. A ja nie czułam nic. Albo nie chciałam czuć.
Trzasnęłam drzwiami
Kaloryfery były zimne. W całym domu panowała taka sama temperatura jak na zewnątrz — lodowata. Piec nie działał. Ojciec siedział w grubej bluzie i narzuconym na ramiona kocu. Ja, zmarznięta i zmęczona podróżą, w końcu westchnęłam:
— Przyniosę drewno. Masz coś do rozpalania?
Nie odpowiedział, tylko skinął głową. Po chwili ogień trzaskał w kominku, a my siedzieliśmy po przeciwnych stronach kuchni. Dwie milczące bryły lodu z kubkami herbaty w dłoniach. Świeca mrugała leniwie.
— Po śmierci mamy zniknąłeś. Tak po prostu — powiedziałam cicho, nie patrząc na niego.
— Bo nie umiałem żyć bez niej… I bez ciebie — odparł, wbijając wzrok w płomień.
Poczułam, jak wzbiera we mnie coś gorącego. Wściekłość? Żal?
— Nie próbuj teraz odwracać ról. To ty zostawiłeś mnie.
— Wiem. Byłem tchórzem. Ale chciałem ci powiedzieć… coś, czego nigdy nie powiedziałem.
Zamknęłam oczy. Nie chciałam nic słyszeć. Nie teraz. Nie po tych wszystkich latach.
— Nie. Nie teraz. Po prostu nie! — przerwałam mu ostro i wstałam od stołu.
— Julia…
— Zamknij się. Nie chcę tego słuchać — rzuciłam, a głos mi zadrżał.
Rozpadłam się emocjonalnie, jakby w końcu coś pękło. Wybiegłam do starego pokoju, w którym kiedyś spałam. Trzasnęłam drzwiami, zsunęłam się po nich na podłogę i rozpłakałam się tak, jak nie płakałam od lat. Czy naprawdę nie chciałam znać prawdy? A może bałam się, że prawda będzie jeszcze gorsza od tego, co przez te wszystkie lata sobie wyobrażałam?
Wpatrywał się w ogień
Następnego dnia rano prąd w końcu wrócił. Piec w kuchni zaskrzypiał i ruszył leniwie, wyrzucając z siebie pierwsze tchnienia ciepła. Chodziłam po domu w grubych skarpetach, milcząca, jakby poprzedni wieczór się nie wydarzył. Ojciec siedział w fotelu, owinięty kocem, jak stary król na zrujnowanym tronie. W końcu usiadłam naprzeciwko niego. Z kubkiem kawy, z ciężarem w gardle.
Przez dłuższą chwilę milczeliśmy. Kominek mruczał cicho. W końcu to ojciec się odezwał:
— To nie była tylko moja decyzja, Julia. To, że milczeliśmy. Że kłamaliśmy.
Spojrzałam na niego ostro.
— O czym ty mówisz?
Oparł się o krzesło z westchnieniem. Wpatrywał się w ogień, jakby tam szukał słów.
— Nie jestem twoim biologicznym ojcem.
Zamrugałam. W pierwszej chwili pomyślałam, że się przesłyszałam.
— Co ty gadasz?
— Twoja matka… kochała innego. Mnie wybrała dla ciebie. Ja cię wychowałem. Ale to nie moje geny. Nigdy ci tego nie powiedzieliśmy. Ona prosiła, żebym milczał. A ja… zgodziłem się. Ze strachu. Ze wstydu. I może z miłości.
Wbiłam wzrok w niego, jakby patrzyła na obcego. Coś we mnie zamarło.
— Całe życie nienawidziłam nie tego człowieka — powiedziałam cicho.
W milczeniu skinął głową.
— Całe życie żyłam w kłamstwie — dodałam drżącym głosem.
A potem wstałam i wyszłam na zewnątrz. Śnieg sypał gęsto. Mróz szczypał w policzki. Ale nic nie bolało tak, jak to jedno zdanie, które zmieniło wszystko.
Ból był mój
Wieczorem usiadłam z nim znów. Nie dlatego, że chciałam. Po prostu nie miałam siły dalej uciekać. Kominek znów płonął, drewno trzaskało leniwie. Mój nie-ojciec wyjął starą, wyblakłą fotografię z szuflady. Była na niej mama: młoda, z szerokim uśmiechem. Obok niej mężczyzna, którego nie znałam.
— To on? — zapytałam.
Skinął głową.
— Miał na imię Andrzej. Studiowali razem. Byłem wtedy jej przyjacielem. Tym, który zawsze czeka. Ona… była w nim zakochana. Ale on miał swoje życie. Wyjechał.
Słuchałam, nie wiedząc, co czuć.
— Gdy zaszła w ciążę, wróciła do mnie. Powiedziała, że jeśli pomogę jej wychować dziecko, spróbujemy być rodziną. Kochaliśmy się… w dziwny, poplątany sposób. Chciałem jej wszystko wybaczyć. Myślałem, że dam radę.
Spojrzał na mnie niepewnie, z jakimś drżeniem w oczach.
— Ale nie dałeś.
— Nie umiałem. Próbowałem. Naprawdę. Ale gdzieś we mnie zawsze siedział cień. Cień, że nie jestem wystarczający. Że nie jestem „prawdziwy”.
— Więc nie chodziło o mnie, tylko o twoją słabość — powiedziałam bardziej do siebie niż do niego.
— Tak. Ale to nie zmienia tego, że cię zawiodłem. Że zostawiłem cię samą.
Patrzyłam w ogień. Przez całe życie obwiniałam go za chłód, za dystans, za brak miłości. A teraz… nagle okazało się, że cała historia była o kimś innym. A jednak ból był mój. Prawdziwy.
Nie uśmiechnął się
Rano nie było już śniegu, tylko zamarznięty deszcz. Chodnik skrzypiał pod butami, niebo było ciężkie jak od niezałatwionych spraw. Wyszłam z domu bez słowa. Potrzebowałam oddychać. Czuć cokolwiek poza tym rozedrganym chaosem, który rozlał się we mnie od wczoraj.
Szłam przed siebie dobrze znaną trasą. Nogi niosły mnie jak wtedy, gdy miałam dwanaście lat i uciekałam z domu po kolejnej kłótni. Doszłam do starego parku. Usiadłam na tej samej ławce, na której kiedyś mama czytała mi książki. Pamiętam, że zawsze pachniała lawendą i jabłkami. Teraz czułam tylko zimno i echo. Zamknęłam oczy.
Może całe moje życie zbudowane było na kłamstwie. Ale przecież ktoś mimo wszystko próbował je jakoś trzymać. Pokracznie. Słabo. Ale próbował. Wróciłam, zanim zrobiło się ciemno. W kuchni pachniało grzanym winem. Mężczyzna, którego miałam dotąd za ojca, siedział przy stole. Kiedy mnie zobaczył, nie powiedział nic. Usiadłam naprzeciwko.
— Nie wiem, co dalej — zaczęłam cicho. — Nie wiem, czy potrafię ci wybaczyć. Ale… chcę spróbować zrozumieć.
W jego oczach coś się zmieniło.
— To więcej, niż zasłużyłem.
— Na razie nie wybaczam. Ale zostaję na noc.
Nie uśmiechnął się. Tylko skinął głową i sięgnął po drugą filiżankę. Przez chwilę po prostu siedzieliśmy w ciszy, jakby nic się nie wydarzyło. Albo jakby wydarzyło się wszystko.
Julia, 32 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Na ławce w parku znalazłem czyjś portfel. W najśmielszych snach nie śniłem, co zyskam, zwracając go właścicielce”
- „Po ślubie wzięliśmy kredyt na budowę domu i to był początek końca. Miała być miłość po grób, a uczucie samo umarło”
- „W Nowy Rok postanowiłam rzucić pracę, której nie znosiłam. Dziś już wiem, że czasem lepiej się zastanowić dwa razy”

