atoms.adSlot.adLabel

Nie lubiłam jej od samego początku. I nawet nie chodziło o te typowe złośliwości teściowej, którymi tak chętnie dzielą się kobiety na forach internetowych. Ona po prostu zawsze wiedziała lepiej – jak wychować dzieci, jak gotować rosół, a nawet jak wybrać firanki. Traktowała mnie z pobłażliwą wyższością, jakby fakt, że poślubiłam jej ukochanego synka, dawał jej prawo do oceniania każdego mojego ruchu.

Ja gryzłam się w język, udawałam miłą i uśmiechniętą synową, bo tak podobno wypadało. On – mój mąż – stał gdzieś pomiędzy, udając, że nie widzi wiecznego napięcia, które wypełniało powietrze, gdy tylko przekraczałam próg jej mieszkania. Przez kilka lat żyliśmy w tym niepisanym rozejmie – ona nie wtrącała się zbyt natarczywie, a ja z gracją udawałam, że cenię jej rady. I pewnie tak by zostało, gdyby nie to, że życie – jak to życie – czasem bywa przewrotne.

Pewnego dnia to właśnie ona, moja teściowa, musiała stawić czoło zdradzie, o jakiej dotąd złośliwie plotkowała, gdy dotyczyła innych kobiet. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam w niej nie królową dramatów, lecz zwyczajną, zagubioną kobietę. I, nie wiem nawet kiedy, ja też zaczęłam się zmieniać.

Teściowa była załamana

Wszystko zaczęło się, gdy zadzwoniła do mnie w środku tygodnia, zupełnie niespodziewanie. Była godzina dziewiąta rano, ja właśnie robiłam sobie kawę, a w słuchawce usłyszałam ten jej głos, jakby ktoś zgubił gdzieś całą pewność siebie.

– Możesz przyjechać? – zapytała bez żadnego „dzień dobry”, bez swojego zwykłego tonu, którym zwykle rozkazywała, nie prosiła.

– Coś się stało? – zapytałam, zerkając odruchowo na telefon, czy to na pewno ona.

– Tak. Przyjedziesz? – wykrztusiła, a ja wyczułam, że coś tu mocno nie gra.

– Zaraz będę – odpowiedziałam, wciągając na siebie pierwszy sweter, jaki miałam pod ręką.

W drodze pod jej blok myślałam, co znowu wymyśliła. Może znowu chce, żebym pomogła jej przestawić kanapę w salonie albo ugotować kompot dla wnuków, bo jej „ból ręki nie pozwala”? Wchodziłam po schodach z miną gotową na walkę, a tymczasem, kiedy tylko otworzyła mi drzwi, wiedziałam, że będzie zupełnie inaczej.

Siedziała na kanapie, cała zapuchnięta od płaczu, z rozmazanym tuszem i w tej swojej starej, niebieskiej koszuli. Nawet nie starała się udawać, że wszystko jest w porządku.

– Co się dzieje? – zapytałam, siadając na fotelu naprzeciw niej.

Przez chwilę milczała, jakby szukała słów.

On mnie zdradził – powiedziała nagle, patrząc mi prosto w oczy.

– Kto? – zapytałam, chociaż odpowiedź była oczywista.

– Twój teść. Po tylu latach… Wiesz, z kim? Z tą młodą ze sklepu na rogu!

Zanim zdążyłam coś powiedzieć, zaczęła łkać jeszcze mocniej.

Jak on mógł mi to zrobić? – wykrztusiła przez łzy. – Ja dla niego poświęciłam wszystko, całe życie! A on… – westchnęła bezradnie.

Patrzyłam na nią, nie wiedząc, co powiedzieć, pierwszy raz w życiu czując, że moja złośliwość nie jest tu nikomu potrzebna.

Miałam mętlik w głowie

W pokoju pachniało jeszcze jej perfumami, tymi, które zawsze rozpylała z przesadą, jakby chciała zagłuszyć nimi całe swoje niezadowolenie z życia. Teraz jednak woń była ledwie wyczuwalna, a jej głos brzmiał niemal obco.

– Wiesz, co jest najgorsze? – wyszeptała, dłubiąc paznokciem w poduszce. – Ja przecież podejrzewałam… Nawet czułam, że coś jest nie tak, tylko… tylko nie chciałam wiedzieć.

Westchnęłam, bo co niby miałam jej odpowiedzieć? Przez tyle lat ustawiała wszystkich po kątach, a teraz siedziała przede mną taka bezradna.

– Próbowałaś z nim rozmawiać? – spytałam ostrożnie, choć sama nie wiem, po co.

– Próbowałam! – jej głos nagle stał się ostry. – Myślisz, że nie umiem rozmawiać z własnym mężem? Jak tylko o coś zapytałam, to słyszałam: „Wymyślasz”, „Jesteś przewrażliwiona”, „Nie przesadzaj”. A ja głupia wierzyłam!

Z jej ust padło kilka gorzkich słów, jakby tłumaczyła się przed samą sobą.

– Z tą z warzywniaka, rozumiesz? – ciągnęła. – O dwadzieścia lat młodsza. Nawet nie ukrywał się za bardzo. Zawsze myślałam, że mnie to nie spotka. Że takie rzeczy to u innych.

Usiadłam bliżej niej, choć jeszcze wczoraj nie przyszłoby mi to do głowy.

– Chcesz herbaty? – zaproponowałam, bo w sumie nic innego nie przyszło mi do głowy.

– Tak, zrób… – przytaknęła cicho. – I powiedz mi, jak mam teraz żyć? Bo ja naprawdę nie wiem.

Nie odpowiedziałam. Otworzyłam szafkę w kuchni, szukając ulubionej filiżanki teściowej, a w głowie miałam mętlik. Zawsze tak łatwo było mi ją oceniać. A dziś? Dziś czułam, że być może pierwszy raz rozmawiamy jak dwie zwyczajne kobiety, a nie jak teściowa i synowa.

Chciałam ją wesprzeć

Zaparzyłam jej herbatę, nalałam do tej starej filiżanki w niebieskie kwiatki, której nikt poza nią nie mógł dotykać. Podałam jej gorący napój i sama usiadłam z boku, czując się dziwnie. Przez chwilę milczałyśmy, ona wpatrzona w kubek, ja udając, że zajmuję się czymś na telefonie. W końcu nie wytrzymałam.

– I co on teraz zamierza? – spytałam, udając obojętność, choć przyznam szczerze, byłam ciekawa bardziej niż powinnam.

– On? – prychnęła teściowa, wycierając nos w chusteczkę. – Chodzi po domu, jakby nic się nie stało! Wczoraj nawet zapytał, czy ugotuję mu pomidorową. Rozumiesz? Pomidorową! Po wszystkim, co zrobił, oczekuje, że będę mu podawać obiadki jak gdyby nigdy nic.

– Powiedziałaś mu, co wiesz?

– Oczywiście, że powiedziałam! Myślisz, że będę się z nim bawić w ciuciubabkę? Jak tylko zobaczyłam te ich wiadomości, od razu mu je pod nos podsunęłam. Wiesz, co powiedział?

– Co?

– Że to nie tak, że to tylko nie winny flirt, że przesadzam, że przecież jestem najważniejsza, bla, bla, bla… – machnęła ręką, jakby odganiała muchę. – Jeszcze próbował się tłumaczyć, że ona sama się narzucała.

Wywróciłam oczami, nawet nie próbując ukryć rozbawienia.

– Oni zawsze tak mówią – rzuciłam.

– No właśnie! – teściowa aż się ożywiła. – A potem jeszcze dodał, że „to nic nie znaczyło”. Nic! Po trzydziestu latach wspólnego życia on mi opowiada, że nic nie znaczyło!

– I co zamierzasz zrobić? – zapytałam, obserwując jej twarz.

Teściowa spojrzała na mnie jakby pierwszy raz.

– Nie wiem – odpowiedziała ciszej. – Może po prostu mam dosyć udawania. Może czas coś zmienić.

Poczułam, że w tym jednym zdaniu ukryła się cała jej siła i słabość naraz.

Coś się między nami zmieniło

Dni mijały, a ja coraz częściej zaglądałam do teściowej, niby z troski, a może trochę z ciekawości, jak to wszystko się skończy. Nasze rozmowy nagle stały się… normalne. Jakby przez te łzy, żal i całą tę zdradę coś w niej pękło, a razem z tym wylała się cała sztuczność, którą przez lata skrzętnie pielęgnowała.

Pewnego popołudnia siedziałyśmy razem przy stole. Ona z filiżanką herbaty, ja z kawałkiem drożdżowego ciasta. Patrzyłam na nią kątem oka, a ona zdawała się być myślami gdzieś bardzo daleko.

– On dziś do mnie nie odezwał się ani słowem – westchnęła, zerkając przez okno. – Nawet nie spytał, czy czegoś mi potrzeba. Cały dzień siedział przy komputerze, jakby nic się nie stało.

– Może nie wie, jak się zachować? – zasugerowałam, sama zaskoczona, że bronię teścia.

To niech się nauczy! – wybuchła nagle. – Całe życie to ja musiałam wiedzieć, jak się zachować! Jak nie płakać, jak nie denerwować dzieci, jak być uśmiechniętą na rodzinnych imprezach. A teraz co? Mam jeszcze udawać, że nic się nie stało?

Popatrzyłam na nią, niepewna, czy powinnam cokolwiek mówić. Jednak ona ciągnęła dalej, już spokojniej:

– Wiesz, ja się nawet nie wściekłam. Już nie mam siły się złościć. Przez pierwsze dwa dni chciałam wyć, potem myślałam, że rozniosę cały dom, a dziś… dziś myślę, że po prostu… chcę odpocząć.

A myślałaś o rozwodzie? – rzuciłam cicho.

Spojrzała na mnie tak, jakby to pytanie czekało na nią od dawna.

– Zawsze bałam się zostać sama. Teraz chyba boję się mniej niż bycia z kimś, kto mnie nie szanuje.

Patrzyłyśmy na siebie chwilę w milczeniu, jakby coś naprawdę się zmieniło – nie tylko w niej, ale i we mnie.

Byłam z niej dumna

Ostatni miesiąc był dla niej próbą sił, a dla mnie dziwnym testem cierpliwości. Nagle teściowa zaczęła się zmieniać na moich oczach. Przestała biegać z mopem od świtu, coraz częściej wychodziła na spacery, czasem nawet z koleżanką, o której kiedyś mówiła „ta złośliwa spod szóstki”. Mój mąż obserwował to z niedowierzaniem, a ja? Ja byłam świadkiem narodzin nowej wersji tej kobiety, której wcześniej nie byłam w stanie nawet polubić.

Pewnego dnia zastałam ją, jak siedziała z jakimś czasopismem i notatnikiem.

– Co robisz? – zapytałam, zdejmując kurtkę.

– Spisuję sobie, co muszę załatwić w tym tygodniu – odparła tonem, który wcale nie wydawał się smutny. – Mam wizytę u prawnika, spotkanie z Jolką i jeszcze parę rzeczy do załatwienia.

Podniosłam brwi, bo słowo „prawnik” zabrzmiało zaskakująco.

U prawnika? – nie mogłam się powstrzymać.

– A co? Myślisz, że jestem z tych, co będą wiecznie siedzieć i płakać nad losem? Przez trzydzieści lat dbałam o ten dom, o rodzinę, o niego... A teraz? Czas zadbać o siebie.

W jej głosie nie było żalu – była za to stanowczość, której nigdy wcześniej nie słyszałam.

– Myślisz, że on się przejmie? – zapytałam.

– Pewnie nie. Ale to już nie jest mój problem, tylko jego. Ja chcę wreszcie poczuć się wolna. Wiesz, że wczoraj pierwszy raz od lat naprawdę się wyspałam? – uśmiechnęła się, jakby odkryła coś niezwykłego.

Patrzyłam na nią z uznaniem. Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek powiem to szczerze, ale… byłam z niej dumna.

– Jeśli będziesz potrzebować wsparcia, wiesz, gdzie mnie szukać – powiedziałam cicho.

– Wiem – przyznała. – I dziękuję.

Obie wygrałyśmy

Kilka tygodni później wszystko zaczęło się układać na nowo, choć nie tak, jak teściowa kiedyś sobie wyobrażała. Przyszedł dzień, w którym teść wyniósł z domu walizki. Nie było krzyków, nie było łez – tylko cisza i dźwięk zatrzaskiwanych drzwi. Patrzyłyśmy na siebie przez chwilę, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć.

– No, to już po wszystkim – westchnęła, opierając się o framugę. – Myślałam, że będę się bała tej chwili. A tu… spokój.

– Masz prawo do spokoju – rzuciłam, nalewając jej herbaty.

Usiadła przy stole, z dłonią na policzku, jakby próbowała zrozumieć nową siebie.

– Całe życie myślałam, że bez niego sobie nie poradzę. Że wszystko się zawali. A tu proszę… Wiesz, dziś w nocy zasnęłam bez czekania na jego powrót. Rano obudziłam się i nikt nie mruczał pod nosem, że chleb za twardy.

– Chyba pierwszy raz od lat możesz oddychać pełną piersią, co?

Przez chwilę milczała, po czym spojrzała na mnie z wdzięcznością.

– Wiesz, myślałam, że zostanę sama z tym całym bałaganem. Że wszyscy się ode mnie odwrócą. A jednak mam ciebie. Nigdy bym nie przypuszczała, że synowa stanie się dla mnie kimś więcej niż tylko żoną mojego syna.

Zaśmiałam się cicho.

– No, nie przesadzaj, nie przyzwyczajaj się za bardzo. Potrafię być wredna.

– No i dobrze! Może czasem ktoś musi powiedzieć mi prawdę w oczy.

Było w niej coś nowego – lekkość, której dotąd nie znałam. Spojrzałam na nią z szacunkiem i, po raz pierwszy, z ciepłem. Wiedziałam, że to nie będzie bajka z happy endem, ale na swój sposób obie wygrałyśmy. Ona – swoją godność. Ja – spokój. I może trochę siebie nawzajem.

Lena, 29 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


atoms.adSlot.adLabel
atoms.adSlot.adLabel
atoms.adSlot.adLabel