Reklama

Kamil zawsze stawał po stronie swojej matki. Bo starsza, bo trzeba jej ustąpić… A ja? Ja czułam, że w tym małżeństwie jestem tylko dodatkiem do jego życia, a nie jego częścią.

Reklama

Od miesięcy nasze kłótnie zaczynały się i kończyły na tym samym – na jego matce. Kamil opowiadał jej o wszystkim. Zanim zdążyłam się zorientować, ona już wiedziała o naszych planach, o mojej pracy, o każdym większym wydatku. Miałam wrażenie, że zanim podejmie jakąkolwiek decyzję, musi to z nią przedyskutować.

Najgorzej było, gdy coś od niego chciała. Wystarczyło jedno słowo i Kamil biegł na każde jej zawołanie. Gdy mówił, że jest zmęczony i chce odpocząć, nie miał siły wynieść śmieci. Ale gdy dzwoniła matka i prosiła o zakupy, w sekundę łapał za kluczyki i jechał do supermarketu.

Teściowa mnie nie lubiła

Moja teściowa. Kobieta, która od pierwszego dnia dała mi do zrozumienia, że nie jestem dla jej syna wystarczająco dobra.

Gdy Kamil przedstawił mnie swojej matce, Lena zmierzyła mnie spojrzeniem, jakbym była kolejnym błędem jej ukochanego syna. Uśmiechnęła się uprzejmie, ale w jej oczach nie było cienia sympatii. Zaczęła wypytywać o moją rodzinę, wykształcenie, pochodzenie. Wiedziałam, że nie pasuję do jej wyobrażenia o idealnej synowej.

Na naszym ślubie wyglądała, jakby składała ofiarę z własnego dziecka. A potem było tylko gorzej. Lena wpadała bez zapowiedzi, myszkowała po kątach, krytykowała każdy szczegół.

– O Boże, Emilka, dlaczego te szklanki stoją na blacie? Przecież tak się kurzą! – lamentowała, od razu zabierając się do pomocy. – Kamil powinien mieć codziennie domowy obiad, to mężczyzna, który potrzebuje siły!

A potem zaczynała wielkie sprzątanie i gotowanie, kompletnie ignorując moje protesty.

Kochanie, przecież ona chce dobrze – mówił Kamil, gdy skarżyłam mu się po jej wyjściu.

Tylko że ja wcale nie miałam wrażenia, że Lena chce dobrze. Chciała rządzić. Chciała udowodnić, że wie lepiej. I chciała mi pokazać, że to ona zawsze będzie na pierwszym miejscu. A Kamil jej na to pozwalał.

Nie chciałam tego zaakceptować

– Daj spokój, Emilka – Kamil wzdychał, gdy kolejny raz próbowałam z nim rozmawiać. – Mama jest, jaka jest. Trzeba to zaakceptować.

To zdanie doprowadzało mnie do szału. Bo co to właściwie znaczyło? Że ja nie mam prawa powiedzieć, że mnie rani? Że jej ciągłe wtrącanie się w nasze życie, te wszystkie złośliwe uwagi, wieczne poprawianie mnie – to wszystko jest normalne?

– Powiedz jej chociaż, żeby nie wpadała bez zapowiedzi. Albo żeby nie krytykowała wszystkiego, co robię – próbowałam raz jeszcze.

– Ale przecież ona nic złego nie robi! Chce pomóc!

– Nie, Kamil. Ona chce mną rządzić – powiedziałam ostro.

Machnął ręką. Jak zawsze.

Byłam w szoku

Aż w końcu przyszedł ten dzień.

– Wyprowadzam się do mamy – oznajmił, pakując walizkę.

– I co, mam ci jeszcze pomóc spakować majtki? – parsknęłam, ale w środku aż się we mnie gotowało.

– Emilka, my się ciągle kłócimy. Może potrzebujemy dystansu?

Ja nie potrzebowałam. Potrzebowałam za ton męża, który stanie po mojej stronie. Gdy trzasnęły drzwi, zostałam sama w ciszy, która wcale nie była ulgą. Leżałam długo w łóżku, przewracając się z boku na bok, aż w końcu przyszła jedna myśl.

„Jeśli to się nie zmieni, to nasze małżeństwo się rozpadnie.”

Teściowa wpadła pogadać

Kilka dni później obudził mnie dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek – ósma rano. Spałam może dwie godziny. Zwlokłam się z łóżka, przecierając oczy. Gdy otworzyłam drzwi, prawie mnie zamurowało.

– Musimy porozmawiać – oznajmiła Lena i, nie czekając na zaproszenie, weszła do środka. – Zrób kawę, to chwilę posiedzimy.

Patrzyłam na nią z niedowierzaniem.

– Kawę? – powtórzyłam. – To chyba jakiś żart.

Nagle zalała mnie fala złości. Po tym wszystkim, co mi robiła, po tym, jak wtrącała się w moje małżeństwo, teraz przyszła tu i rozsiadła się wygodnie na kanapie?

– Świetnie, że przyszłaś, bo właśnie chciałam ci coś powiedzieć – warknęłam.

I wyrzuciłam z siebie wszystko. Że mam dość jej wtrącania się, dość jej pouczania, dość traktowania mnie jak obcej. Że przejęła kontrolę nad moim mężem i teraz zabrała mi go na dobre.

Lena siedziała i słuchała, nie przerywając. To tylko bardziej mnie rozzłościło.

– Osiągnęłaś swój cel! Kamil u ciebie mieszka! Więc po co tu przyszłaś?!

Myślałam, że podniesie się i wyjdzie, że trzaśnie drzwiami, ale ona nadal siedziała. A potem powiedziała coś, czego nigdy się nie spodziewałam.

– Wiesz, Emilka… To nie jest tak, jak myślisz.

Tego się nie spodziewałam

Parsknęłam śmiechem.

– Ach tak? A jak niby jest? – rzuciłam z ironią.

Lena westchnęła i na moment spuściła wzrok. Pierwszy raz zobaczyłam w niej coś innego niż chłodną pewność siebie.

Kamil był dla mnie wszystkim – powiedziała cicho. – Po śmierci mojego męża tylko on mi został. To on dzwonił codziennie, on pytał, czy czegoś mi potrzeba. Czułam, że nadal jestem komuś potrzebna.

Słuchałam jej w milczeniu.

– Kiedy się pojawiłaś… – uśmiechnęła się krzywo. – Poczułam się zagrożona. Nagle już nie byłam dla niego najważniejsza. Nie chciałam cię niszczyć, Emilka. Po prostu nie potrafiłam pogodzić się z tym, że w jego życiu pojawiła się inna kobieta, która stała się numerem jeden.

Patrzyłam na nią, czując, jak gniew powoli ustępuje miejsca zrozumieniu.

Więc dlatego mnie traktowałaś jak intruza? – zapytałam cicho.

– Tak – przyznała. – Ale nie przyszłam tu po to, żeby się bronić. Przyszłam, bo Kamil jest na skraju wytrzymałości. Powiedział mi wczoraj, że już nie daje rady, że nie chce wybierać między matką a żoną. A ja… ja nie chcę, żeby moje błędy zniszczyły mu życie.

Nastała cisza. A potem Lena zrobiła coś, czego nigdy bym się po niej nie spodziewała.

– Przepraszam, Emilka.

Zatkało mnie.

Zaczniemy od nowa

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Przeprasza mnie? Ta sama Lena, która przez dwa lata traktowała mnie jak przeszkodę?

– Naprawdę to mówisz? – wydusiłam w końcu.

– Tak – przytaknęła. – Nie chcę, żeby Kamil cierpiał. Ani żebyś ty czuła się, jakbyś musiała z nim o mnie rywalizować.

Wzięłam głęboki oddech. Po raz pierwszy zobaczyłam w niej nie przeciwniczkę, ale kobietę, która bała się stracić syna. Może po części ją rozumiałam. Może i ja walczyłam o Kamila, tylko z innej strony.

– Też nie chcę, żeby musiał wybierać – powiedziałam w końcu.

Lena skinęła głową, jakby to było dokładnie to, co chciała usłyszeć.

– Może spróbujemy to jakoś naprawić? – zapytała ostrożnie. – Nie obiecuję, że od razu będzie idealnie, ale… może damy sobie szansę?

Zastanowiłam się przez chwilę, a potem wstałam i poszłam do kuchni. Kiedy wróciłam, postawiłam przed nią filiżankę.

– Zapomniałam o tej kawie – powiedziałam, a Lena uśmiechnęła się lekko.

Wierzę, że się nam uda

Dwie godziny później Kamil wrócił do domu. Trzymał w rękach bukiet kwiatów i wyglądał na równie zaskoczonego, co ja rano, kiedy zobaczyłam jego matkę w drzwiach.

Czy wy właśnie się zaprzyjaźniłyście? – zapytał, marszcząc brwi.

Lena i ja spojrzałyśmy na siebie.

– Powiedzmy, że… znalazłyśmy wspólny język – odparłam.

I po raz pierwszy od dawna poczułam, że naprawdę może się to udać.

Emilia, 30 lat

Czytaj także: „Miałam męża za świętego, aż wpadł mi w ręce jego telefon. Teraz wiem, czemu godzinami siedział w łazience”
„Sąsiad uwiódł mi żonę, a ja wylądowałem na bruku. Gdyby nie pomoc innych, po przegranym życiu płakałbym na chodniku”
„Nie zgadzałam się, żeby teściowa miała klucze do naszego mieszkania. Naiwnie liczyłam, że odpuści, ale była sprytna”

Reklama

Reklama
Reklama
Reklama