„Nie było nas stać na studniówkę, ale córka i tak poszła. Załamałam się, gdy wyznała, skąd wzięła na to pieniądze”
„Chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale spojrzała na mnie tak zimno, że słowa utknęły mi w gardle. Jakby to nie była moja córka. Jakby coś między nami pękło. Co zrobiła? Skąd wzięła te pieniądze? Czy się zapożyczyła? Czy zrobiła coś… głupiego? Nie spałam tej nocy?”.

- Redakcja
Nie wiem, czy można się przyzwyczaić do biedy. Może i tak. Ale do poczucia winy – nigdy. Wychowuję Maję sama. Ojciec? Nie ma o kim mówić. Zniknął, kiedy była malutka. Od lat wszystko spoczywa na moich barkach – rachunki, zakupy, obiady, życie. Pracuję w sklepie na dwie zmiany, wracam do domu zmęczona, ale Maja nigdy nie narzeka. Jest cicha, zamknięta, a przy tym mądra jak nikt. Uczy się świetnie. Zawsze myślałam: „Zrobi karierę, wyrwi me się z tego”.
W ostatniej klasie zaczęły się przygotowania do studniówki. Koleżanki z klasy mówiły o sukniach, fryzjerach, paznokciach... Maja milczała. Kiedy któregoś wieczoru siedziałyśmy przy herbacie, powiedziała spokojnie:
– Nie pójdę na studniówkę. I tak nas nie stać.
Zrobiło mi się duszno. Wiedziałam, że ma rację, ale zabolało mnie to bardziej, niż gdyby coś krzyknęła. Bo nawet nie próbowała zapytać. Jakby z góry wiedziała, że nie dam rady.
Coś między nami pękło
Dzień studniówki zapamiętam do końca życia. Wracałam z pracy późno, zmęczona jak zwykle. W drzwiach przywitała mnie cisza. Myślałam, że Maja już śpi, ale wtedy usłyszałam szelest z jej pokoju. Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale zamarłam. Maja właśnie wychodziła na korytarz. W sukience, w pełnym makijażu. Z upiętymi włosami.
– Co ty… – wydusiłam. – Maja?
– Jednak pójdę – rzuciła tylko, poprawiając kolczyk.
– Jak to? – serce waliło mi jak młotem. – Przecież mówiłaś, że nie idziesz! Skąd masz sukienkę? I fryzjera? I to wszystko?
– Zaoszczędziłam – odpowiedziała krótko, unikając mojego wzroku.
– Zaoszczędziłaś? Przecież ledwo mamy na czynsz!
– Mamo, nie teraz. Proszę.
Chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale spojrzała na mnie tak zimno, że słowa utknęły mi w gardle. Jakby to nie była moja córka. Jakby coś między nami pękło. Patrzyłam, jak zakłada płaszcz i wychodzi, nie oglądając się za siebie.
Zostałam sama. Siedziałam na wersalce, gapiąc się w ścianę, jakby miała mi udzielić odpowiedzi. Co zrobiła? Skąd wzięła te pieniądze? Czy się zapożyczyła? Czy zrobiła coś… głupiego? Nie spałam tej nocy.
Nie poznawałam własnej córki
Nazajutrz przyszła do sklepu Jola – sąsiadka, która wiedziała wszystko o wszystkich. Zamiast zwykłego „dzień dobry”, od razu wypaliła:
– No, no, Anka… twoja Maja to była gwiazdą wczoraj! Sukienka jak z katalogu, kolczyki się aż świeciły. I kto by pomyślał, taka skromna z niej dziewczyna. Mówią, że przyjechał po nią jakiś facet. Z wypasionym autem!
Zrobiło mi się słabo. Uśmiechnęłam się tylko krzywo i udawałam, że coś muszę przełożyć na półce.
– Ktoś musiał to wszystko zasponsorować – dodała Jola z przekąsem. – Bo chyba nie ty, prawda?
Nie odpowiedziałam, nie potrafiłam. Wracałam do domu z głową pełną myśli. W drzwiach przywitała mnie Maja – bez makijażu, w dresie, jakby nic się nie wydarzyło.
– Musimy porozmawiać – powiedziałam cicho.
– Nie teraz, mamo. Jestem zmęczona.
– Nie, właśnie teraz. Kto ci dał te pieniądze? Kto cię tam zawiózł?
Spojrzała na mnie chłodno.
– Powiedziałam, że zaoszczędziłam. Czemu nie możesz po prostu to przyjąć?
– Bo nie wierzę! Bo cię znam! Bo coś ukrywasz, Maja!
Zamilkła. Zacięła szczęki, a potem wyszeptała:
– To moje życie. Sama o sobie decyduję.
Patrzyłam na nią i miałam wrażenie, że nie znam własnej córki. Była twarda, zamknięta w sobie. I coś we mnie pękło. Już nie chodziło o sukienkę. Chodziło o to, że nie chciała mi ufać.
Chciałam znać prawdę
Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Słyszałam, jak Maja chodzi po pokoju. Gdy myślałam, że już śpi, znów coś zaszurało. Wtedy usłyszałam jej głos. Rozmawiała przez telefon. Cicho, ale wystarczająco wyraźnie, bym złapała sens.
– Nie, nie powiedziałam jej… Nie może się dowiedzieć, że byłaś u nas...
Zamarłam. „Byłaś”? Jej koleżanki zawsze były u nas mile widziane, więc rozmawiała z kimś innym. Położyłam się z bijącym sercem i udawałam, że śpię, gdy wróciła do łóżka. Rano, gdy poszła do szkoły, zaczęłam szukać w mieszkaniu. Nie mogłam już dłużej żyć w niepewności.
W śmietniku znalazłam paragon z salonu jubilerskiego. Bransoletka – złoto, 700 zł. Dla mnie – miesięczne zakupy. Dla niej – jeden wieczór. Wróciła po południu. Czekałam.
– Z kim wczoraj rozmawiałaś przez telefon? – zapytałam bez ogródek.
Zamarła. Widziałam, że kalkuluje, czy się przyznać.
– Z babcią – powiedziała w końcu. – Z babcią Ireną.
Poczułam, jak wszystko we mnie zamiera.
– Spotkałaś się z nią?
– Tak. Kilka razy. Pomogła mi.
– Po tym wszystkim, co nam zrobiła?!
– Bo przynajmniej ona mnie wysłuchała! – wybuchła. – Ty tylko zakazujesz i narzekasz!
– Nie masz pojęcia, co ona zrobiła! Co zrobiła mi!
– Może i nie mam. Bo nigdy mi nie powiedziałaś.
Stałyśmy naprzeciw siebie jak obce kobiety. Ona – z wyrzutem. Ja – z raną, która właśnie się otworzyła.
Wszystko jej wyznałam
– To powiedz mi w końcu. Co takiego zrobiła? – zapytała Maja, już spokojniej. W jej oczach nie było już złości, tylko coś jak… rozczarowanie?
Usiadłam. Czułam, że jestem jej to winna. Że za długo milczałam.
– Wyrzuciła mnie z domu, gdy byłam z tobą w ciąży – powiedziałam cicho. – Miała pretensje, że zniszczyłam jej życie. Że zawiodłam jako córka. Że jestem, cytuję, „niewdzięcznicą z bachorem”.
Maja zbladła.
– Naprawdę tak powiedziała?
– Tak. Tego samego dnia spakowała moje rzeczy w reklamówki i wystawiła za drzwi. Poszłam do schroniska dla kobiet z dziećmi. Tam cię urodziłam. Sama.
Maja milczała. Nie wiedziała, co powiedzieć.
– Nie odwiedziła mnie w szpitalu. Nie zapytała, czy żyjemy. Nigdy nie powiedziała, że cię kocha. A teraz nagle rozdaje prezenty i udaje babcię roku?
W głowie kołatało mi wspomnienie tamtej rozmowy, sprzed lat.
– Nie będę niańczyć bachora z przypadku – mówiła Irena z zimną pogardą.
– To twoja wnuczka – szeptałam wtedy z rozpaczą.
– Nie mam wnuczki. A ty od teraz masz tylko siebie i swoje błędy.
Zamknęłam oczy, żeby odegnać obraz tamtej kobiety – chłodnej, eleganckiej, z pogardą w oczach.
– Rozumiesz teraz, dlaczego nie chciałam, żeby była w twoim życiu?
Maja wciąż milczała. Ale coś w niej się zmieniło. Jakby zderzyła się z rzeczywistością, której nie chciała znać. Prawda już nie była taka prosta.
Karma do niej wróciła
Nie powiedziała mi, że do niej pójdzie. Domyśliłam się, gdy wróciła późno, blada jak ściana, z oczami czerwonymi od łez.
– Byłaś u niej? – zapytałam tylko.
Kiwnęła głową.
– Musiałam.
Maja opowiedziała mi, co się wydarzyło.
Babcia Irena mieszkała w tym samym mieszkaniu co kiedyś – białe meble, stare dywany, zapach perfum, który znałam aż za dobrze. Maja siedziała na kanapie, trzymając w dłoni filiżankę z herbatą, a Irena patrzyła na nią z uśmiechem, jakby nic się nie stało.
– Dlaczego? – zapytała wprost. – Dlaczego wyrzekłaś się mojej mamy?
Irena westchnęła, sięgając po papierosa.
– Byłam głupia. Młoda jeszcze, nie wiedziała, co robi. Chciałam, żeby miała lepsze życie. Bałam się, że się stoczy. Ale przyznaję –postąpiłam źle.
– Źle? Ty ją zniszczyłaś! – wybuchła Maja. – Ona była wtedy sama, w ciąży!
– A ty myślisz, że mnie to nie bolało?! – Irena wstała, nagle roztrzęsiona. – Przez te wszystkie lata nosiłam to w sobie. Nie miałam odwagi, żeby znów się odezwać. Dopiero teraz... gdy zobaczyłam cię w tej szkole... zrozumiałam, że może nie jest za późno.
– Ale jest – odpowiedziała cicho Maja. – Bo nawet jeśli mi dałaś pieniądze i sukienkę… to mnie nie wychowałaś. Nie znałaś mnie. A jej zabrałaś wszystko.
Wyszła, nie oglądając się za siebie.
Anna, 46 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Na Dzień Babci zrobiłam dla wnuczki sweter z wełny alpaki. Serce pękło mi na pół, gdy zobaczyłam, co z nim zrobiła”
- „To miał być zwykły obiad na Dzień Babci. Zamiast rozpływaniem się nad rosołem skończyło się rodzinnym praniem brudów”
- „Teściowa czekała na kolędę jak na zbawienie. Zdziwiłam się, że do koperty nie wkłada pieniędzy, tylko coś innego”

